<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>shred - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/shred/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/shred/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Nov 2018 17:14:51 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>shred - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/shred/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>SHELTON CHASTAIN &#8211; &#8222;The Edge Of Sanity: 88 Demo Session&#8221; (2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/shelton-chastain-the-edge-of-sanity-88-demo-session/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/shelton-chastain-the-edge-of-sanity-88-demo-session/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Rafał Chmura]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 28 Nov 2018 17:14:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[1988]]></category>
		<category><![CDATA[2018]]></category>
		<category><![CDATA[epic heavy metal]]></category>
		<category><![CDATA[epic power metal]]></category>
		<category><![CDATA[shelton chastain]]></category>
		<category><![CDATA[shred]]></category>
		<category><![CDATA[the edge of sanity]]></category>
		<category><![CDATA[Thrash/Power Metal]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=150892</guid>

					<description><![CDATA[<p>Mark Shelton – tego osobnika fanom heavy metalu przedstawiać nie trzeba. Zmarły w lipcu muzyk przez cztery dekady był liderem i motorem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/shelton-chastain-the-edge-of-sanity-88-demo-session/">SHELTON CHASTAIN &#8211; &#8222;The Edge Of Sanity: 88 Demo Session&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Mark Shelton</strong> – tego osobnika fanom heavy metalu przedstawiać nie trzeba. Zmarły w lipcu muzyk przez cztery dekady był liderem i motorem napędowym legendarnego <strong>Manilla Road</strong>. Facet w zasadzie stworzył surową, epicką odmianę gatunku, gdyby nie on, to kto wie jak rozwinęłaby się cała amerykańska (i nie tylko) scena.</p>
<p><strong>Manilla Road</strong> z płyty na płytę brzmiała coraz mocniej, coraz szybciej i coraz ciężej, by w końcu nagrać <em><strong>Out Of The Abyss</strong></em> – romansujące z thrashem dzieło, które do dziś jest najbardziej brutalną odsłoną zespołu. Label, który miał wydać album wpadł w tarapaty i tu na horyzoncie pojawił się <strong>David T. Chastain</strong> – znakomity gitarzysta, lider zespołów <strong>Chastain</strong> i bliźniaczego<strong> CJSS</strong>, który wydał album <strong>Manilli</strong> we własnej <strong>Leviathan Records</strong>. Znajomość szybko zaowocowała przyjaźnią, a stąd już tylko krok do rzeźbienia wspólnego materiału. W 1988 roku powstały cztery utwory w wersji demo i zostały zamknięte w szufladzie.</p>
<p>Po 30 latach <strong>Phil Ross</strong>, basista <strong>Manilla Road</strong>, przetrzepał domowe archiwum zmarłego <strong>Sheltona</strong> w poszukiwaniu niepublikowanych nagrań, które mogłyby trafić na przyszłe reedycje płyt legendarnego zespołu. Trafił na trochę skarbów, m.in. na demo, o którym mowa. I chwała mu za to, bo los sprawił, że za sprawą <strong>Pure Steel Records</strong> możemy cieszyć się osobnym albumem.</p>
<p>Muzykę <strong>Manilla Road</strong> każdy szanujący się fan heavy metalu powinien znać wręcz wyrywkowo. Kapele <strong>Davida Chastaina</strong> nigdy nie zdobyły takiej popularności jak zespół <strong>Sheltona</strong> (przynajmniej poza USA), ale miłośnicy ciężkiego, gęstego od riffów, amerykańskiego power metalu na pewno wiedzą o co chodzi. <strong><em>The Edge Of Sanity</em></strong> powinno siłą rzeczy stanowić wypadkową stylu obu Panów i tak też jest. Materiał co prawda w całości skomponował <strong>Chastain</strong>, nagrał też wszystkie partie gitar. <strong>Shelton</strong> dołożył jedyne w swoim rodzaju teksty, złowieszczy wokal i to, co najważniejsze – ducha <strong>Manilla Road</strong>. Resztę uzupełniono automatem perkusyjnym.</p>
<p>Płytę otwiera tytułowy numer i już po wprowadzającym riffie wchodzi jazda bez trzymanki. Typowo <strong>Chastainowe</strong>, mocarne riffy, mocno nabite tempo i jedyny w swoim rodzaju wokal. Esencja amerykańskiego grania w najlepszym wydaniu. Kombinowanie zaczyna się w <strong><em>Orpheus Descending</em></strong> – epickim kolosie z progresywnym zacięciem, gdzie mieszają się wolne tempa, akustyczne wstawki, obłędne solówki i szalone riffowanie. W szybszych fragmentach gitara to już prawie czystej wody thrash – tak brutalnie nie grał wcześniej żaden z panów. Niespodzianka następuje pod koniec numeru, gdzie tempo zwalnia a <strong>Chastain</strong> czaruje neoklasyczną solówką. Kompozycyjny kunszt słychać też w <em><strong>Fields Of Sorrow</strong></em>, gdzie mamy chyba najlepsze solówki, sporo zmian tempa i wyjątkowo ciężkie riffy.</p>
<p>Jednak największy cios jeszcze przed nami – druga, rozbudowana do ponad 20 minut wersja wspomnianego <em><strong>Orpheus Descending</strong></em>. O ile pierwszą można wstawić do podparyskiego Sevres jako wzorzec amerykańskiego power metalu, tak w drugiej <strong>Chastain</strong> w pełni udowadnia swój doskonały zmysł kompozytorski i zacięcie rasowego shreddera. Mimo długości utworu nie ma mowy o chwili nudy, bo całość jest wyjątkowo nośna i płynna. Pomysłów z tego numeru wystarczyłoby na pół następnej płyty, a mija jakby trwał pięć minut.</p>
<p>Gdyby ten materiał został wyprodukowany z myślą o normalnym albumie to mielibyśmy do czynienia z jedną z najciekawszych i najbardziej fascynujących rzeczy ze swojej niszy. Ale to demo sprzed lat, więc brzmieniowa jakość tych nagrań (mimo, że całkiem przyzwoita) może nie trafić do zwykłego słuchacza. Tym bardziej trzeba dać szansę muzyce, bo ta broni się sama. Jest ciężar, jest speed, są kapitalne pomysły, będące wynikiem niezwykłej chemii, która zadziałała między <strong>Sheltonem</strong> i <strong>Chastainem</strong>. Dla fanów power/thrash to pozycja absolutnie obowiązkowa. Reszta metalowego świata również powinna się z nią zmierzyć, bo to prawdopodobnie najlepsza rzecz jaka wyszła w tym roku w tej szufladce. A że nagrana dawno temu? Przy takiej muzie nie powinno to nikomu przeszkadzać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><iframe width="100%" height="400" src="https://www.youtube.com/embed/26MgSQA9HkA" frameborder="0" allow="accelerometer; autoplay; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture" allowfullscreen loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/shelton-chastain-the-edge-of-sanity-88-demo-session/">SHELTON CHASTAIN &#8211; &#8222;The Edge Of Sanity: 88 Demo Session&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/shelton-chastain-the-edge-of-sanity-88-demo-session/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>HEXENIZER &#8211; &#8222;Witches Mentors Cult&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hexenizer-witches-mentors-cult-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hexenizer-witches-mentors-cult-2016/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kapitan Bajeczny]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2016 19:48:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2016]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Hexenizer]]></category>
		<category><![CDATA[Inferno Records]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan bajeczny]]></category>
		<category><![CDATA[power metal]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[shred]]></category>
		<category><![CDATA[speed metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>
		<category><![CDATA[Witches Mentors Cult]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=47473</guid>

					<description><![CDATA[<p>Hexenizer wziąłem do recenzji&#8230; bo tak. To był efekt czystego kaprysu, niepodpartego żadnym uzasadnieniem. Nigdy wcześniej o tym projekcie zresztą nie słyszałem&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hexenizer-witches-mentors-cult-2016/">HEXENIZER &#8211; &#8222;Witches Mentors Cult&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Hexenizer</strong> wziąłem do recenzji&#8230; bo tak. To był efekt czystego kaprysu, niepodpartego żadnym uzasadnieniem. Nigdy wcześniej o tym projekcie zresztą nie słyszałem i sprawdziłem z czym to się je dopiero po zaklepaniu materiału. I od razu zrzedła mi mina. Pewnie już zauważyliście że speed/heavy to nie moje klimaty? Cóż, <strong>Hexenizer </strong>to właśnie takie granie. Na szczęście nie było tak najgorzej.</p>
<p>Wydany całkiem niedawno <em><strong>Witches Mentors Cult</strong></em> to pierwszy wypust heavymetalowego tria. To także trzynaście kompozycji bardziej niż mniej shredderskich, dających łącznie czterdzieści kilka minut grania. Za puszczenie płyty w świat odpowiada <strong>Inferno Records</strong>.</p>
<p>Stylu tej kapeli łatwo się domyśleć po okładce. Trzech kozaków otoczonych gołymi pannami: no każdy, nawet ślepiec stwierdzi, że to metal wysoce tradycyjny. I tak faktycznie jest, choć nie do końca. <strong>Hexenizer</strong> nagrał niejako wypadową własnie tych tradycyjnych gatunków. To mieszanina heavy, power i thrash metalu, z ogromnymi ciągotkami do solówek, melodii i szeroko rozumianego wiosłowymiatania. I powiem wam, że to się sprawdza nawet w przypadku takiego heavysceptyka jak ja. Z zastrzeżeniem, że nie spodziewasz się po <em><strong>Witches Mentors Cult</strong></em> ciężkości lub ostrej atmosfery. To granie wyluzowane i zabawowe. Pełne wesołego, rock&#8217;n&#8217;rollowego podejścia. Dobre na lżejsze dni jako tło, choć nie powiem, że nie przyciąga uwagi. Zaczyna się oczywiście od shredderskiego introsa, później zresztą trafimy też na takież interludia i outros. Tak więc pierwszym pełnoprawnym kawałkiem jest <em><strong>The Witches&#8217; Violator</strong></em>. Szybko też zaatakują nas (choć jednorazowo) typowo powerowe klawisze. W połączeniu z lekką, choć chwytliwą melodią dostajemy kawałek, który dobrze sprawdziłby się jako wstępniak do jakiejś kreskówki. Co wadą, wbrew pozorom, nie jest. W <em><strong>Witch or Bitch</strong></em> mamy sporo naprawdę niezłych motywów przewijających się przez cały kawałek. Na <em><strong>The Fucking Horny Witch of Hell</strong></em> mamy fragment rodem wyjęty z westernu, brzmiący klawo i ładnie pasujący do klimatu numeru. Mamy też <em><strong>Paganini &amp; Bach</strong> </em>będący shredderką całkowitą, skupioną na power metalu i muzyce klasycznej. Poza wspomnianymi kawałkami mamy także kupę podobnych do siebie zapychaczy, choć nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że są złe, nierozpoznawalne i mi się nie podobają. Mam do nich stosunek całkowicie neutralny. Nie zwróciłem na nie większej uwagi, ale też nie przeszkadzały mi zupełnie. A jak mi heavy nie przeszkadza to musi coś w nim być. Z drugiej strony, muszę wspomnieć o słabym, nudnym i wyjątkowo mało dopieszczonym <em><strong>Riding The Witch</strong></em>.</p>
<p>Zmieniłbym trochę produkcję płyty. Brzmienie jest dość jasne i słodkie i jako takie pasuje do muzyki, ale jest też stanowczo zbyt płaskie i suche. Na bas nie zwróciłem najmniejszej uwagi a perkusja&#8230; po prostu jest. Pełni funkcję tylko i wyłącznie wspomagającą gitarowe popisy. Które same w sobie są całkiem miłe uchu. Dobre melodie zdarzają się częściej, niż rzadziej, pomysłów twórcom nie brakuje, a i większy nacisk postawiono na feeling gitary niż maksymalnie szybkie i techniczne partie. A to duża zaleta. Za to wokal można całkowicie z płyty usunąć. Jest wyjątkowo pozbawiony mocy i polotu.</p>
<p>Płyta nie jest zła, wręcz przeciwnie. Jest przyjemna i w odpowiednich warunkach może dać sporo radości. Ciężko mi powiedzieć czy polubi ją fan metalu lżejszego, gdyż sam takim nie jestem, ale mi się całkiem podobało.</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/CiOUyaIyqg0" width="100%" height="315" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hexenizer-witches-mentors-cult-2016/">HEXENIZER &#8211; &#8222;Witches Mentors Cult&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/hexenizer-witches-mentors-cult-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
