<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Skrillex - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/skrillex/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/skrillex/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 26 Feb 2019 11:30:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>Skrillex - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/skrillex/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>KORN &#8211; &#8222;The Serenity of Suffering&#8221; (2016)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/korn-the-serenity-of-suffering-2016/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/korn-the-serenity-of-suffering-2016/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Joanna Pietrzak]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 01 Nov 2016 18:36:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Coal Chamber]]></category>
		<category><![CDATA[Corey Taylor]]></category>
		<category><![CDATA[Deftones]]></category>
		<category><![CDATA[Hundreth]]></category>
		<category><![CDATA[islander]]></category>
		<category><![CDATA[Issues]]></category>
		<category><![CDATA[JD]]></category>
		<category><![CDATA[Jonathan Davis]]></category>
		<category><![CDATA[korn]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[Munky]]></category>
		<category><![CDATA[Noisia]]></category>
		<category><![CDATA[nu metal]]></category>
		<category><![CDATA[odrodzenie]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[Skrillex]]></category>
		<category><![CDATA[slipknot]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://kvlt.pl/?p=56546</guid>

					<description><![CDATA[<p>KoRn jest formacją kvltową. Bez dwóch zdań. Amerykańscy prekursorzy dość krytykowanego na przestrzeni lat nurtu nu-metalu z każdym nowym wydawnictwem wzbudzają zainteresowanie.&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/korn-the-serenity-of-suffering-2016/">KORN &#8211; &#8222;The Serenity of Suffering&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>KoRn</strong> jest formacją kvltową. Bez dwóch zdań. Amerykańscy prekursorzy dość krytykowanego na przestrzeni lat nurtu <em>nu-metalu</em> z każdym nowym wydawnictwem wzbudzają zainteresowanie. Jeśli myślisz <strong>KoRn</strong>, widzisz miotającego się na wszystkie strony <strong>Jonathana Davisa</strong> w dresie adidasa, słyszysz wyraźny, basowy klang&nbsp;<strong>Reggie&#8217;go &#8222;Fieldy&#8217;ego&#8221; Arvizu,</strong> czujesz apetyt na ciężkie, bujające, posępne riffy <strong>Jamesa &#8222;Munky&#8217;ego&#8221; Shaffera, </strong>a ciśnienie wzrasta na wieści o powrocie do składu drugiej gitary <strong>Briana &#8222;Heada&#8221; Welcha</strong>. I perkusja. Obecnie <strong>Ray Luzier</strong>, który bębni aż żyły pulsują i kombinuje więcej niż niegdyś <strong>David Silveria</strong>. Do tego pełne wściekłości i bólu egzystencji liryki <strong>Davisa</strong>, opowiadające o przemocy, wykorzystywaniu, problemach z nałogami i wszechobecną ignorancją. Teksty, za które <strong>JD</strong> literackiego Nobla nie dostanie, ale które za dobrych czasów były hymnami przedstawicieli <strong>generacji X</strong>. I niezależnie od opinii pozytywnych czy negatywnych, każdy szanujący się słuchacz muzyki tzw. ciężkiej odruchowo sprawdza jak Panowie namieszali tym razem, przy czym &#8211; bez oszukiwania &#8211; ostatnim albumom głównie się obrywało. Udziwnione producenckie pomysły, jak romanse ze <strong>Skrillexem</strong> i <strong>Noisia</strong>, eksperymenty z dubstepem na płycie <em><strong>The Path of Totality</strong>&nbsp;</em>(2011) czy nawet industrialem na <strong><em>See You on the Other Side</em></strong><em>&nbsp;</em>(2005), średnio korzystny okrojony skład, przehandlowanie ciężkiego brzmienia na rzecz melodii i wypchaniu słabych numerów elektroniką wybaczam i się kłaniam, bo oto najnowszy album <em><strong>The Serenity of Suffering</strong>&nbsp;</em>(premiera <strong>21 października br.</strong>, w całości do odsłuchu w sieci) to w końcu prawdziwy i godny następca <strong><em>Untouchables</em></strong> (2002). Krytycy wróżyli, że albumem <em><strong>Paradigm Shift</strong></em>&nbsp;(2013) <strong>KoRn</strong> powrócił na właściwą sobie ścieżkę, ale to właśnie niniejszy longplay jest stosownie surowy, gęsty, charakterystyczny i&nbsp;piekielnie &#8222;kornowy&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Od początku <strong>KoRn</strong> wyciąga swoje sprawdzone patenty, sygnowane ich specyficznym, momentami przytłaczającym brzmieniem. Album otwiera utwór&nbsp;<em><strong>Insane</strong></em> potężnym riffem, growlem <strong>Davisa</strong>, jest miejsce na skrecze i łagodniejsze zawodzenie w zwrotkach. Na drugą nóżkę dostajemy prosto w potylicę &#8211; wydany na singlu <em><strong>Rotting In Vain</strong></em> to już nie zwiastun na powrót <strong>KoRn</strong>a sprzed dekady, a dowód, że się udało! To wszystko już było, ale z jaką lekkością teraz uwydatnione. Nieskomplikowany riff, bas na myśl przywodzi stare, dobre momenty z utworu <em><strong>Falling Away From Me</strong></em>, refren wpada od razu do głowy i te wspaniałe dziwolągi wrzeszcząco-wokalne <strong>Davisa</strong> w przejściach, jak w numerach <em><strong>Twist</strong></em> czy <em><strong>Freak On A Leash</strong></em>. Kolejny <em><strong>Black Is The Soul</strong></em> nieco zwalnia tempo, ale za to daje dokładnie to, po co przyszliśmy &#8211; przytłaczające brzmienie. <em><strong>The Hating</strong></em>, <em><strong>A Different World</strong> </em>z gościnnym udziałem&nbsp;<strong>Corey’a Taylora</strong> ze <em><strong>Slipknot </strong></em>(genialny numer!), <em><strong>Take Me</strong></em> z miejscem na przebijającą się (ale nie dominującą) elektronikę w tle to znów charakterystyczne &#8222;korny&#8221;, przemyślane, porządne łojenie, świetnie bujający groove, naładowane emocjonalnie przejścia &#8211; uszyte hity. Połowa albumu, a już nie sposób powstrzymać się od oceny. <em><strong>Everything Falls Apart</strong></em> oddziałuje łagodniejszymi zwrotkami i melodyjnym refrenem, a dostajemy charakterystyczne krzyki i schizofreniczne jęki akcentowane przez <strong>JD</strong>. Tak, to też już było, ale co z tego, skoro wszystko pasuje jak ulał. <em><strong>Die Yet Another Night </strong></em>i <em><strong>When You&#8217;re Not There </strong></em>(najsłabszy numer według mnie) operują prostymi, ale solidnymi riffami, które właściwie bardziej zwróciły moją uwagę niż melodie i wachlarz wokalny. Poza tym gdzieś ginie mi tu perkusja, jest zbyt płasko, brakuje mocy od tej strony. Zamykające <em><strong>Next In Line</strong></em> i&nbsp; <em><strong>Please Come For Me</strong></em> to <strong>KoRn</strong> w pigułce, już bez cienia zaskoczenia, jak dobrze złożone są kolejne utwory. W wersji deluxe płyty są jeszcze dwa numery: <em><strong>Baby</strong> </em>może spokojnie wyjść na kolejnym singlu i z miejsca będzie przebojem, podobnie jak absolutnie nie dający wytchnienia <em><strong>Calling Me Too Soon</strong></em>. To&nbsp;są &#8211; najbardziej lakonicznie rzecz ujmując &#8211; po prostu dobre piosenki.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale czy nie za dużo tu cukru? To pierwszy album <strong>KoRn</strong>a od lat, który nie chce wyjść z głośników. Nie odkryjecie tu żadnego nowego lądu, schematy są ciągle te same. Na przestrzeni lat <strong>KoRn</strong> dał nam tyle dobrych numerów, co zupełnie niegodnych uwagi, więc podejście możecie mieć sceptyczne. Za to czego nie można odmówić grupie <strong>KoRn</strong> to zawsze dopieszczona produkcja. Na każdej płycie ten aspekt był zawsze pielęgnowany i nigdy pomijany, nie wchodząc już w rozważania o lepszych/gorszych kompozycyjnie momentach w twórczości. Tak też jest z najnowszym dziełem. Bez owijania w bawełnę całość to solidna dawka ciężaru, i tym samym wielkie brawa dla producenta <strong>Nicka Raskulinecza</strong>.&nbsp;Z dziesiątek grup mieszających funk i hip-hop z metalem <strong>KoRn</strong> przetrwali nu-metalową śmierć i niejako śmiem twierdzić, że w tym gatunku się odrodzili. W tym roku <strong>KoRn</strong> obchodzi 22. rocznicę działalności od wydania debiutu i nie zanosi się na nu-metalową emeryturę. Z sukcesem niniejszego krążka media już rozpływają się i zwiastują ponowne zainteresowanie tym odgrzanym kotletem, rozpisując się o crossoverowych następcach&nbsp;zapomnianego nurtu, np.&nbsp;<strong>Islander, Hundreth</strong> czy <strong>Issues</strong>. Z podium nie schodzi przecież&nbsp;<strong>Slipknot</strong>, <strong>Deftones</strong> wciąż nagrywa i wyprzedaje koncerty, reaktywowało się <strong>Coal Chamber</strong>. Zainteresowanie chwilowe czy na dłuższą metę &#8211; zweryfikuje czas. Na pewno echa znudzenia nie tak dawnym olśnieniem <em>djentu</em> w muzyce metalowej czy chociażby przemielonym <em>metalcorem</em> czuć coraz częściej. Kto by się spodziewał.</p>
<p style="text-align: justify;">Słowo o oprawie. Przed premierą dostaliśmy 4 single, czyli 3 dopracowane klipy fabularyzowane &#8211; <em><strong>Insane, Rotting In Vain, Take Me</strong></em>&nbsp;oraz animowany <em><strong>A Different World,&nbsp;</strong></em>ochrzczony już mianem &#8222;tool-owego&#8221;.&nbsp;Natomiast szata graficzna krążka szybko nasuwa jednoznaczne wizualne skojarzenia: znów smutne dzieci, brudne maskotki, lalki bez oczu. Okładka albumu (zupełnie mi obojętna, na pewno jej nie zapamiętam) również w pewien sposób koresponduje z poprzednikami, głównie z wydawnictwami &#8222;<em><strong>Korn</strong></em>&#8221; (1994) i &#8222;<em><strong>Follow the Leader</strong></em>&#8221; (1998). Żeby za bardzo nie wnikać w interpretację, sam <strong>Munky</strong> wyjaśnił zamysł, przekazując informację od twórcy grafiki <strong>Rona Englisha</strong>: &#8222;Chłopiec wyciąga maskotkę ze stosu porzuconych zabawek na skraju drogi. Zmierza w gąszcz wesołego miasteczka. Właściwym tematem jest odrodzenie, chłopiec odzyskujący siły po traumie z dzieciństwa tworzy nową historię, pokonuje demony, które go niszczyły. Reanimuje maskotkę, jakby była nim samym i cokolwiek, czego się bał, będzie pochłonięte i odrzucone dzięki tej maskotce&#8221; (<em>źródło: instagram munky_korn</em>). Może to trochę pretensjonalne, ale można uznać, że &#8222;odrodzenie&#8221; będzie najlepszym słowem definiującym najnowszy, 12(!) krążek <strong>KoRn</strong>. Jeśli zapytacie, czy nie czuję monotonii tak mało przecież oryginalnym zaserwowanym zestawem, odpowiem: nie. Zawsze będę cenić długowieczne zespoły, które z ambicją poszukują nowych dróg rozwoju i nie zatrzymują się w swoim gęstniejącym sosie, ale tym razem nie mogę powstrzymać radości zakrętu tej formacji do swoich korzeni, do stylu, który tak pieczołowicie lansowali. Co tu więcej biadolić, polecam!</p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/0zXDys_gwHk" width="100%" height="400" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/korn-the-serenity-of-suffering-2016/">KORN &#8211; &#8222;The Serenity of Suffering&#8221; (2016)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/korn-the-serenity-of-suffering-2016/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
