<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>vintage rock - KVLT</title>
	<atom:link href="https://kvlt.pl/tag/vintage-rock/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://kvlt.pl/tag/vintage-rock/</link>
	<description>Niezależny magazyn muzyczny (od rocka przez wszystkie odmiany metalu)</description>
	<lastBuildDate>Tue, 25 Aug 2026 08:35:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://kvlt.pl/wp-content/uploads/2020/11/cropped-kvlt-2020-logo_square-32x32.png</url>
	<title>vintage rock - KVLT</title>
	<link>https://kvlt.pl/tag/vintage-rock/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>TAROT &#8211; &#8222;Glimpse of the Dawn&#8221; (2024)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/tarot-glimpse-of-the-dawn-2024/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/tarot-glimpse-of-the-dawn-2024/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 21 Nov 2024 21:25:57 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Cruz Del Sur]]></category>
		<category><![CDATA[Deep Purple]]></category>
		<category><![CDATA[Glimpse Of The Dawn]]></category>
		<category><![CDATA[Led zeppelin]]></category>
		<category><![CDATA[Rainbow]]></category>
		<category><![CDATA[Tarot]]></category>
		<category><![CDATA[Uriah Heep]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=312933</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pierwszy rzut oka na okładkę nie dawał żadnej podpowiedzi co do muzycznej zawartości Glimpse Of The Dawn. Na wpół idylliczna, dzika kraina,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/tarot-glimpse-of-the-dawn-2024/">TAROT &#8211; &#8222;Glimpse of the Dawn&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pierwszy rzut oka na okładkę nie dawał żadnej podpowiedzi co do muzycznej zawartości <strong><em>Glimpse Of The Dawn</em></strong>. Na wpół idylliczna, dzika kraina, strzeżona przez groźnego leshego, okazała się w praktyce zdobić album vintage rockowego zespołu <strong>Tarot</strong>, który w swojej twórczości hołduje złotym latom 70-tym i zespołom kładącym podwaliny pod dzisiejszy hard rock/heavy metal.</p>
<p>Dźwiękowa podróż w czasie, fundowana przez Australijczyków nie jest niczym odkrywczym, zespołów, które bawią się w muzyczne rekonstrukcje jest przecież cała masa (najbliższe skojarzenie wiedzie do <strong>Wytch Hazel</strong>, choć muzyka Australijczyków nie jest aż tak uduchowiona). Trudno doszukać się na<em><strong> Glimpse Of The Dawn</strong></em> specjalnej oryginalności, jeśli jednak odłoży się w tej kwestii niepotrzebne oczekiwania, można spędzić przy  drugiej płycie <strong>Tarot</strong> kilka naprawdę miłych momentów.</p>
<p>Pobrzmiewają na<em><strong> Glimpse Of The Dawn</strong></em> wszechobecne echa <strong>Deep Purple</strong>, <strong>Led Zeppelin</strong>,<strong> Rainbow</strong>, czy <strong>Uriah Heep</strong>. Hammondzik aż grzeje się od wygrywanych melodii, gitary szyją znajome, lekko progresywne i psychodeliczne harmonie, a charakteryzujący się ciepłą barwą wokal<strong> The Herophanta</strong> spina to wszystko z miejsca zapadającymi w pamięć refrenami.</p>
<p>Potrafi być zarówno sielankowo i przytulnie (tytułowy <em>Glimpse Of The Dawn, Echoes Through Time</em>), jak i rasowo i konkretnie (<em>The Winding Road, The Vagabond&#8217;s Return, Heavy Weighs The Crown</em>). Prawdziwą wisienką na torcie jest natomiast<em> Dreamer In The Dark</em>, przy którym dłonie same składają się do oklasków.</p>
<p>Bardzo przyjemny album, idealny na poprawę humoru w coraz zimniejsze, jesienne wieczory (mimo tego, że sam premierę miał wiosną tego roku).</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/tarot-glimpse-of-the-dawn-2024/">TAROT &#8211; &#8222;Glimpse of the Dawn&#8221; (2024)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/tarot-glimpse-of-the-dawn-2024/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowy numer zespołu Hydra</title>
		<link>https://kvlt.pl/newsy/underground/nowy-numer-zespolu-hydra/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/newsy/underground/nowy-numer-zespolu-hydra/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 Jan 2022 14:02:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Underground]]></category>
		<category><![CDATA[doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[From Light To the Abyss]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[Hydra]]></category>
		<category><![CDATA[Piranha Music]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<category><![CDATA[With the Devil Hand in Hand]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=241050</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pleszewska Hydra udostępniła pierwszy singiel zapowiadający ich drugie wydawnictwo. With the Devil Hand in Hand to utwór zamykający nadchodzący album grupy, będący&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/newsy/underground/nowy-numer-zespolu-hydra/">Nowy numer zespołu Hydra</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Pleszewska <b>Hydra </b>udostępniła pierwszy singiel zapowiadający ich drugie wydawnictwo. <em>With the Devil Hand in Hand</em> to utwór zamykający nadchodzący album grupy, będący następcą świetnie przyjętego debiutu <em><b>From Light To The Abyss</b></em>. Materiał ukaże się jeszcze zimą tego roku nakładem wytwórni <b>Piranha Music</b>.</p>
<p><b>Notka wydawcy:</b></p>
<p><em>Zespół powstał w 2019 roku w <b>Pleszewie. </b>Ich muzyka<b> </b>oparta jest na ciężkich motywach inspirowanych przede wszystkim pierwszymi płytami <b>Black Sabbath</b>, dodatkowo uzupełniona mnóstwem zapadających w pamięć melodii. W 2020 roku wydali swój pierwszy album &#8222;<b>From Light To The Abyss&#8221;, </b>który został entuzjastycznie przyjęty w stoner / doom metalowym podziemiu.</em></p>
<p>Singla można posłuchać poniżej:</p>
<p><iframe title="YouTube video player" src="https://www.youtube.com/embed/INiUDv7YJi0" width="100%" height="500" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen" loading="lazy"><span data-mce-type="bookmark" style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/newsy/underground/nowy-numer-zespolu-hydra/">Nowy numer zespołu Hydra</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/newsy/underground/nowy-numer-zespolu-hydra/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>LUCIFER &#8211; &#8222;Lucifer III&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucifer-lucifer-iii-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucifer-lucifer-iii-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Synu]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 08 Jun 2020 12:23:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[Century Media Records]]></category>
		<category><![CDATA[doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[III]]></category>
		<category><![CDATA[johanna sadonis]]></category>
		<category><![CDATA[lucifer]]></category>
		<category><![CDATA[Nicke Andersson]]></category>
		<category><![CDATA[retro]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=211100</guid>

					<description><![CDATA[<p>Powiedzieć, że lubię muzykę Lucifer, to jakby nie powiedzieć nic. Johanna Sadonis kupiła mnie swoim głosem i osobowością już w The Oath&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucifer-lucifer-iii-2020/">LUCIFER &#8211; &#8222;Lucifer III&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Powiedzieć, że lubię muzykę <strong>Lucifer</strong>, to jakby nie powiedzieć nic. <a href="https://kvlt.pl/tag/johanna-sadonis/"><strong>Johanna Sadonis</strong></a> kupiła mnie swoim głosem i osobowością już w <strong>The Oath</strong> (którego imienną płytę do dziś uważam za album doskonały) nie powinien więc dziwić fakt, że także w obecnej formie swojej aktywności, niemiecka wokalistka (wspomagana przez znanego zarówno z <a href="https://www.facebook.com/entombedclandestine/"><strong>Entombed</strong> </a>jak i <strong>The Hellacopters</strong> wybranka swojego serca, <strong>Nickego Anderssona</strong>) pozostaje w ścisłej sferze moich muzycznych zainteresowań.</p>
<p>Wspomniana sympatia nie oznacza jednak oddania bezkrytycznego, co przy trzeciej płycie <strong>Lucifer</strong>, mimo bardzo pozytywnego odbioru, nie pozwala mi nie zauważyć pewnych odczuwalnych jej mankamentów.</p>
<p>Zaczynając jednak od „plusów dodatnich” &#8211; dziewięć utworów zamieszczonych na<em><strong> III</strong></em>, to zbiór bardzo przyjemnych, przystępnych i zapodających w pamięć w zasadzie od pierwszego kontaktu songów, w których króluje charakterystyczne dla zespołu vintage’owe brzmienie, groove i obudowane tradycyjnie doomowo/sabbathowymi riffami chwytliwe refreny, które beztrosko nuci się wraz z charyzmatyczną frontmanką.</p>
<p>Powyższe nie zmienia jednak faktu, że im częściej odsłuchuję nowy album grupy, tym mocniej brakuje mi na nim jakiejś wyrazistej kropki nad i, punktu kulminacyjnego, momentu większej ekscytacji, wyrazu instynktowego pójścia na żywioł, emocjonalności, która byłaby czymś więcej niż poprawnie odegraną i utrzymaną w ścisłych ryzach kalkulacją. <em><strong>III</strong> </em>pod tym względem sprawia wrażenie pracy domowej piątkowego ucznia, który odrobił zadanie z jednej strony bez zarzutu, z drugiej jednak też bez zbytniego zaangażowania i wysiłku.</p>
<p>Może trochę marudzę, uważam jednak, że <strong>Lucifer</strong> stać na coś więcej i o ile do<em> <strong>III</strong> </em>wracać będę pewnie z przyjemnością (jako muzyka tła na niezobowiązujące popołudnie sprawdzać się będzie znakomicie), mam jeszcze nadzieję otrzymać od nich w przyszłości materiał dużo bardziej soczysty i chwytający za gardziel.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucifer-lucifer-iii-2020/">LUCIFER &#8211; &#8222;Lucifer III&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucifer-lucifer-iii-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>BACKWATER &#8211; &#8222;Rock&#8217;n&#8217;Roll History&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/backwater-rocknroll-history-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/backwater-rocknroll-history-2020/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 16 Mar 2020 18:05:19 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[Backwater]]></category>
		<category><![CDATA[bands from swiss]]></category>
		<category><![CDATA[Classic Rock]]></category>
		<category><![CDATA[guitar music]]></category>
		<category><![CDATA[Hard Rock]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[records]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock and roll]]></category>
		<category><![CDATA[rock'n'roll]]></category>
		<category><![CDATA[Rock'n'Roll History]]></category>
		<category><![CDATA[Swiss]]></category>
		<category><![CDATA[szwajcarskie kapele]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=204337</guid>

					<description><![CDATA[<p>Choć dla pochodzącego ze Szwajcarii Backwater Rock&#8217;n&#8217;Roll History to dopiero drugi album, trudno nazwać ich &#8222;świeżakami&#8221;. Panowie są w średnim wieku i&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/backwater-rocknroll-history-2020/">BACKWATER &#8211; &#8222;Rock&#8217;n&#8217;Roll History&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Choć dla pochodzącego ze Szwajcarii <strong>Backwater</strong> <em><strong>Rock&#8217;n&#8217;Roll History</strong></em> to dopiero drugi album, trudno nazwać ich &#8222;świeżakami&#8221;. Panowie są w średnim wieku i wychowali się na klasycznych, rockowych dźwiękach. Postanowili zatem nagrać płytę, która będzie hołdem dla riffowej, prostej, szczerej muzyki rodem z lat 70. i 80. I wyszło im to świetnie. Może dlatego, że naturalnie, bez zadęcia, bez nadmiernego kombinowania. Hej, chłopaki, zagrajmy jak to się dawniej robiło! I już. Właściwie reszta słów jest zbędna.</p>
<p>Zwykle buńczuczne zapowiedzi typu, &#8222;niesiemy kaganek prawdziwej, gitarowej muzyki&#8221; okazują się płonne, a efekt może budzić jedynie politowanie. Ale nie w przypadku <strong>Backwater</strong>! Te piosenki wchodzą do głowy od razu. Od hard rockowego kawałka <em><strong>Jack The Ripper</strong></em> po podanego ze szczyptą celtyckich dźwięków <em><strong>Whiskey In The Jar</strong></em> (nie mylić z doskonale znanym numerem pod tym samym tytułem). Mamy do czynienia z bardzo chwytliwymi numerami. I nie ma na <em><strong>Rock&#8217;n&#8217;Roll History</strong></em> ani jednego wypełniacza.</p>
<p>Mieści się te numery w okolicach stylistyki <strong>AC/DC</strong>, <strong>Free</strong>, <strong>Thin Lizzy</strong> czy <strong>Lynyrd Skynyrd</strong>. Jasne, że niekoniecznie przypadnie to do gustu tym, którzy szukają nowych brzmień, ale to już ich problem. Wokalista, <strong>Marc Vermont</strong>, dysponuje charakterystycznym, lekko „zapiaszczonym” głosem, a w dodatku choć nim się nie popisuje, potrafi przekazać sporo emocji. Fajnie wypadają tutaj chórki, dodając trochę werwy. Sekcja gra w prosty, dobitny sposób. Gitarowe riffy to zwykle parę akordów, ale okraszonych dobrymi solówkami. Skuteczne to jak cholera. I nawet zalatująca południem Stanów ballada <em><strong>Angel Of Devil</strong></em> wypada wiarygodnie – a już myślałem, że na bardziej romantycznych dźwiękach się wyłożą!</p>
<p>Dużo tu prostego hard rocka, wyrazistego rock and rolla, trochę bujającej, bluesowej nuty. Przede wszystkim zaś wiele tu wyczucia i serca do gitarowego grania. Rzeczywiście ma się wrażenie, jakby ta muzyka żywcem została przeniesiona do nas sprzed dekad, a jednocześnie bez żenady, udawania. Jeśli czujecie się nieusatysfakcjonowani brakiem dogłębnej analizy, to powiem tylko tyle – &#8222;it&#8217;s only rock, but I like it&#8221;. Niestety nic więcej nie da się dodać. Ująć zresztą też nie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/backwater-rocknroll-history-2020/">BACKWATER &#8211; &#8222;Rock&#8217;n&#8217;Roll History&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/backwater-rocknroll-history-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KOMETY &#8211; &#8222;Alfa Centauri&#8221; (2020)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/komety-alfa-centauri-2020/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/komety-alfa-centauri-2020/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Mar 2020 09:39:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[Alfa Centauri]]></category>
		<category><![CDATA[alterntive music]]></category>
		<category><![CDATA[Komety]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[pop-rock]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock alternatywny]]></category>
		<category><![CDATA[rockabilly]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=200811</guid>

					<description><![CDATA[<p>Kto zna, kto lubi, kto ceni, ten ucieszy się ponownie – Komety wracają po sześciu latach z nową płytą. Nawet jeśli Alfa&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/komety-alfa-centauri-2020/">KOMETY &#8211; &#8222;Alfa Centauri&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Kto zna, kto lubi, kto ceni, ten ucieszy się ponownie – Komety wracają po sześciu latach z nową płytą. Nawet jeśli <em><strong>Alfa Centauri</strong></em> trwa zaledwie nieco ponad 20 minut, to termin LP jest jak najbardziej zasadny. Wszak w złotej erze rock&#8217;n&#8217;rolla longplaye zabierały nas mniej więcej w takie, niezbyt długie, ale intensywne wyprawy. Dawka to wystarczająca, by wyłuskać kilku hitów, gotowych rozkręcić każdą prywatkę, a przy okazji zmusić do nostalgicznych rozważań. Formacja, której od początku lideruje <strong>Lesław Strybel</strong>, skutecznie wciąga słuchaczy w świat amerykańskiej i brytyjskiej muzyki rodem z lat 50. i 60. Ale choć mamy tu do czynienia z ukłonami w stronę retro estetyki na wskroś anglosaskiej, całość nosi w sobie autorską myśl i jest też swojska dzięki tekstom zakorzenionym w naszej rzeczywistości.</p>
<p>Dziesięć utworów, w tym parę bardzo krótkich (instrumentalne <em><strong>Szyfry</strong></em>, <em><strong>Walka z instynktem</strong></em>), dostarcza sporo skojarzeń. Komety przemierzają firmament dobrze sobie znany, a zatem nie pozwalają sobie na kiksy ani eksperymenty. Liczni goście skutecznie uzupełniają klasyczne rockowe trio. Na <em><strong>Alfa Centauri</strong></em> rozbrzmiewają instrumenty klawiszowe (organy i melotron), perkusyjne (wibrafon oraz ksylofon), a dęte (puzon i trąbka) dodają całości nieco charakteru, czasem psychodelicznego zacięcia. Proste to dźwięki, ale podane z wyczuciem, zgodnie ze starymi recepturami z książki kucharskiej babci, która przed dekadami szalała na dancingach, ale też dostrzegała niedostatki otaczającej jej rzeczywistości. Bo <em><strong>Alfa Centauri</strong></em> to mimo wszystko płyta aktualna, nieuciekająca od lirycznych komentarzy dotyczących współczesnych spraw i codziennych rozterek.</p>
<p>Faworyci? Choć łyknąłem całość na raz, a potem jeszcze i znów, to jednak pokuszę się o swoje typy. A niechże to będzie piosenkowy i przebojowy kawałek <em><strong>Upiory w szuwarach</strong></em>, albo hipisowskie, bliskie temu, co grało się u zarania epoki &#8222;flower power&#8221; <em><strong>Horyzonty</strong></em>. To w pierwszej kolejności. Może podobać się także miks wręcz hardrockowych dźwięków z psychodelicznym rozmyciem w <em><strong>Rezonan</strong><strong>sie</strong></em>. Wpada w ucho wakacyjny, sławiący Trójmiasto, singlowy numer <em><strong>Gdańsk, Sopot, Gdyni</strong><strong>a</strong></em>. A jest jeszcze dancingowy <em><strong>Nigdy</strong></em>, napędzana marszowym rytmem piosenka <em><strong>Na sprzedaż</strong></em>, skoczny kawałek <em><strong>Dominika się wah</strong><strong>a</strong></em>&#8230;</p>
<p>Dla każdego coś miłego? A niekoniecznie, bo <strong>Komety</strong> to specyficzny świat. Nie każdy go zaakceptuje, ale niektórzy się zakochają w tych dwudziestu paru minutach vintydżowych nawiązań i poetyckich tekstach, wyśpiewanych w charakterystyczny sposób przez <strong>Lesława</strong>. Bo przecież zespół od lat ma swoich wiernych fanów, nie tylko w Polsce. I to się już nie zmieni, bo dobrze Kometom w pewnym anturażu romantyczno-egzystencjalnego rockabilly na kwasie. Alfa Centauri nie jest może nowym otwarciem po latach i podróżą do innej galaktyki, ale gwarantuje ciekawe doznania.</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/komety-alfa-centauri-2020/">KOMETY &#8211; &#8222;Alfa Centauri&#8221; (2020)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/komety-alfa-centauri-2020/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>KEITH RICHARDS &#8211; &#8222;Talk Is Cheap&#8221; (1988/2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/keith-richards-talk-is-cheap-1988-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/keith-richards-talk-is-cheap-1988-2019/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 29 May 2019 14:28:47 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[Bootsy Collins]]></category>
		<category><![CDATA[cd]]></category>
		<category><![CDATA[Classic Rock]]></category>
		<category><![CDATA[funk]]></category>
		<category><![CDATA[jam]]></category>
		<category><![CDATA[Johnnie Johnson]]></category>
		<category><![CDATA[Keith Richards]]></category>
		<category><![CDATA[legendy rocka]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Doucet]]></category>
		<category><![CDATA[Mick Jagger]]></category>
		<category><![CDATA[Mick Taylor]]></category>
		<category><![CDATA[Mindless Records]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[płyta solowa]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[record]]></category>
		<category><![CDATA[reedycje]]></category>
		<category><![CDATA[reissue]]></category>
		<category><![CDATA[retro]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rhythm'n'blues]]></category>
		<category><![CDATA[rock and roll]]></category>
		<category><![CDATA[rock legends]]></category>
		<category><![CDATA[rock'n'roll]]></category>
		<category><![CDATA[soul]]></category>
		<category><![CDATA[super deluxe]]></category>
		<category><![CDATA[Talk Is Cheap]]></category>
		<category><![CDATA[The Rolling Stones]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<category><![CDATA[vinyl]]></category>
		<category><![CDATA[wersje specjalne]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=162270</guid>

					<description><![CDATA[<p>W drugiej połowie lat 80. The Rolling Stones cieszyli się już statusem – jakkolwiek dziwnie brzmiałoby to z dzisiejszej perspektywy, gdy wciąż&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/keith-richards-talk-is-cheap-1988-2019/">KEITH RICHARDS &#8211; &#8222;Talk Is Cheap&#8221; (1988/2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W drugiej połowie lat 80. <strong>The Rolling Stones</strong> cieszyli się już statusem – jakkolwiek dziwnie brzmiałoby to z dzisiejszej perspektywy, gdy wciąż pchają swój muzyczny i show biznesowy wózek – nobliwych weteranów. Na ich kolejne płyty czekało się co prawda z zaciekawieniem (czy aby jeszcze żyją?), ale już nie z wypiekami na policzkach. W tamtym czasie, pomiędzy niezłą, ale nie zwalającą z nóg <em><strong>Dirty Works</strong></em> a bardziej zadziornym <em><strong>Steel Wheels</strong></em>, <strong>Keith Richards</strong> postanowił wydać swoją pierwszą solową płytę, która ukazała się na rynku w 1988 roku. A skoro niedawno, z okazji obchodów 30-lecia wydania, doczekaliśmy się ciekawej reedycji, wypada do tego materiału wspominkowo powrócić.</p>
<p><em><strong>Talk Is Cheap</strong></em> to album dający upust muzycznym fascynacjom gitarzysty (aż dziw, że nie ma numeru w stylu reggae), bardzo eklektyczny, pozbawiony radiowych hitów i nie tak dynamiczny jak płyty macierzystej formacji, ale jednocześnie pełen energii, choć nie zawsze ewidentnie rockowej. Przede wszystkim zaś to rzecz pozbawiona wpadek. <strong>Keith</strong> niewątpliwie wyszedł z tarczą z przedsięwzięcia, co nie udało się wcześniej <strong>Mick&#8217;owi Jaggerowi&nbsp;</strong>– albumy solowe wokalisty <strong>Stonesów</strong> były raczej porażkami, zarówno pod względem komercyjnym, jak i artystycznym. Niemniej jednak <strong>Richards</strong>, nie mając przy swoim boku starych kolegów z zespołów, musiał nauczyć się nowych metod pracy. Nie było to łatwe, o czym zresztą sam gitarzysta wspomina w swojej autobiografii.</p>
<p>Plejada znakomitych muzyków, producentów, realizatorów okazała się jednak zespołem kreatywnym i inspirującym, sprawiając, że <em><strong>Talk Is Cheap</strong></em> można spokojnie ustawić pośród najlepszych płyt <strong>The Rolling Stones</strong>, a już na pewno tych z dekady lat 80. i 90. Oczywiście rdzeń zawartych na solowej płycie <strong>Richardsa</strong> numerów jest amerykański z gruntu i bardzo stonesowski. <strong>Keith</strong> pozostał zatem sobie wierny, ale też znać tu autorski sznyt. Muzyka stoi na fundamencie prostych, nośnych, przybrudzonych, nonszalanckich riffów (<em><strong>Take It So Hard</strong></em>, <em><strong>Struggle</strong></em>, <em><strong>You Don&#8217;t Move Me</strong></em> czy <em><strong>Whip It U</strong><strong>p</strong></em>) i wtórującego im głosu, z pewnością nie nazbyt czystego, pozbawionego ozdobników, ale pełnego szorstkiej prawdy.</p>
<p>Znalazły się na <em><strong>Talk Is Cheap</strong></em> także rzeczy mniej oczywiste. Choćby taneczny, rozedrgany, wyraźnie funkujący <em><strong>Big Enough</strong></em>, gdzie przyjemnie pulsuje bas <strong>Bootsy&#8217;ego Collinsa</strong>, a saksofon <strong>Maceo Parkera</strong> dodaje całości okrasy. W <em><strong>I Could Have Stood You Up</strong></em> (z gościnnym udziałem grającego w <strong>Stonesach</strong> na przełomie lat 60. i 70. <strong>Micka Taylora</strong>) odzywa się miłość <strong>Richardsa</strong> do klasycznego rock&#8217;n&#8217;rolla, a kompozycja ta – zwłaszcza zagrane na fortepianie partie <strong>Johnnie&#8217;go Johnsona</strong> – przenosi nas wprost do czasów <strong>Elvisa</strong> i <strong>Fatsa Domino</strong>. <em><strong>Make No Mistake</strong></em> z kolei koi słuchacza soulowymi inklinacjami, co podkreśla zmysłowy wokal <strong>Sarah Dash</strong>, a także sekcja dęta, jakby żywcem wyjęta z płyt <strong>Motown</strong>. Równie refleksyjnie wypada balladowy <em><strong>Locked Away</strong></em>, tym razem jednak z folkową nutą, która pojawia się głównie za sprawą grającego tu na skrzypcach <strong>Michaela Douceta</strong>. Całość zaś doskonale wieńczy oparty na motorycznym rytmie <em><strong>It Means a Lot</strong></em>.</p>
<p>Ci, którzy zadecydują się na zakup wersji <strong>Super Deluxe</strong> (bardzo &#8222;wypaśnej&#8221;) albo <strong>Deluxe</strong> (którą można mieć za stosunkowo nieduże pieniądze), otrzymają też dodatkowy dysk z kilkoma pozostałościami po sesji. Jak w przypadku tego typu &#8222;odrzutów&#8221; trudno doszukać się tam jakichś wyjątkowo cennych pereł, ale fani <strong>Richardsa</strong> z pewnością znajdą coś dla siebie. W ucho mogą wpaść chociażby luźne bluesowe improwizacje, jak w <em><strong>Blues Jam</strong></em> i <em><strong>Slim</strong></em>, albo interesujące wersje klasyków w postaci <em><strong>My Babe</strong></em> <strong>Williego Dixona</strong> (najbardziej znana i chyba najlepsza wersja to ta zaproponowana w latach 50. przez <strong>Little Waltera</strong>) czy <em><strong>Big Town Playboy</strong></em> <strong>Little Johnny&#8217;ego Jonesa</strong>. Miłośnicy starego bluesa docenią robotę muzyków i wyłapią wiele smaczków, jak choćby świetne popisy pianisty, <strong>Johnnie&#8217;ego Johnsona</strong>. Stawkę uzupełniają dwa kawałki napisane już przez samego <strong>Richardsa</strong> i <strong>Steve&#8217;a Jordana</strong> (współautora materiału na tę płytę i jej producenta), ciekawe, ale nie tak dobre jak te, które ostatecznie trafiły na album.</p>
<p>Najważniejsze jest jednak to, że płyta wciąż się broni – przede wszystkim naturalnością i wkładem znakomitych muzyków. Warto więc po nią sięgnąć, zwłaszcza przy takim wyborze – rocznicowych wydań jest sporo, każdego można obdzielić podług zasobności kieszeni i fantazji: od najprostszego CD po kolekcjonerskie boksy pełne niespodzianek. Malkontenci mogą oczywiście kręcić nosem, że oryginalną okładkę na potrzeby niektórych wydań zmodyfikowano (pomniejszając zdjęcie), ale to szczegół. Wszystko brzmi jak należy, a nawet lepiej, to zaś najważniejsze.</p>
<p>Oficjalna strona artysty na<strong> <a href="https://www.facebook.com/KeithRichards/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Facebooku</a></strong></p>
<p>&nbsp;<iframe src="https://www.youtube.com/embed/fzaGj96p8Q0" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/QsPZ56xJvYg" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/keith-richards-talk-is-cheap-1988-2019/">KEITH RICHARDS &#8211; &#8222;Talk Is Cheap&#8221; (1988/2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/keith-richards-talk-is-cheap-1988-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>THE OSSUARY &#8211; &#8222;Southern Funeral&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/the-ossuary-southern-funeral-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/the-ossuary-southern-funeral-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 08 May 2019 16:43:08 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[Bari]]></category>
		<category><![CDATA[cd]]></category>
		<category><![CDATA[doom metal]]></category>
		<category><![CDATA[Hard Rock]]></category>
		<category><![CDATA[Heavy Metal]]></category>
		<category><![CDATA[heavy rock]]></category>
		<category><![CDATA[Italia]]></category>
		<category><![CDATA[lp]]></category>
		<category><![CDATA[Metal Promotions]]></category>
		<category><![CDATA[occult rock]]></category>
		<category><![CDATA[old style rock]]></category>
		<category><![CDATA[oldschool rock]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[Southern Funeral]]></category>
		<category><![CDATA[stoner rock]]></category>
		<category><![CDATA[Supreme Chaos Records]]></category>
		<category><![CDATA[The Ossuary]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<category><![CDATA[włoski rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=162091</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyspa Bari być może nie kojarzy się miłośnikom gitarowej muzyki&#160; z hard rockiem i bardzo oldschoolowo rozumianym doom metalem, ale mnie korzenie&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/the-ossuary-southern-funeral-2019/">THE OSSUARY &#8211; &#8222;Southern Funeral&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Wyspa Bari być może nie kojarzy się miłośnikom gitarowej muzyki&nbsp; z hard rockiem i bardzo oldschoolowo rozumianym doom metalem, ale mnie korzenie kapeli <strong>The Ossuary</strong> wcale nie wydają się egzotyczne. Wielokrotnie już recenzowałem płyty pochodzące z niezależnych, niewielkich włoskich wytwórni płytowych, a większość zdradzała ogromną miłość do lat 60. i 70., a także sporą biegłość w przekazywaniu muzycznych ech przeszłości. Za sprawą albumy <em><strong>Southern Funeral</strong></em> przyjdzie Wam zaś zakosztować nieco occult rockowo/metalowego staroświeckiego klimatu.</p>
<p>Od prekursorów stylu w postaci<strong> Coven</strong>, poprzez Wielkich Mistrzów, na czele z <strong>Black Sabbath</strong>, a kończąc na wspaniałych epigonach (by wymienić amerykański <strong>Pentagram</strong>) – śmiało możemy wskazywać te zespoły, które połączyły ciężkie rockowe riffy z okultystycznymi tekstami i duszną, zmysłową atmosferą. <strong>The Ossuary</strong> kontynuują tę tradycję, nie rozwijając jej co prawda – i to może być pewny zarzut – ale skutecznie czerpiąc energię z twórczości swych sławniejszych poprzedników, która napędza tutaj autorskie opowieści, pełne demonicznych nawiązań i przesterowanych dźwięków.</p>
<p>Witają nas na <em><strong>Southern Funeral</strong></em> bardzo staroświecko i brzmiące klawisze Hammonda, które przechodzą w ciężki, hardrockowy riff <em><strong>Walk into Sepulchral Haze</strong></em>. I ta lekko mroczna, surowa, analogowa estetyka niesie krążek ku cudownie niemodnym rejonom. Włosi potrafią wypaść w tej konwencji na wskroś przebojowo (by wymienić proste w wyrazie <em><strong>Eternal Pyre</strong></em>), ale też dobrze odnajdują się w nieco bardziej rozbudowanych formach, czego doskonałym przykładem tytułowa, balladowa kompozycja, łącząca czar oraz klimat z ciężarem, a także <em><strong>Sleep Demon</strong></em>, gdzie również udało się oprzeć całość na pewnych kontrastach, a do tego sprzedać nieco psychodelicznej atmosfery.</p>
<p>Pewnie da się jeszcze lepiej, ale i tak zespół bardzo sprawnie odnajduje się w obranej stylistyce i zebrane tutaj numery nie odbiegają od dość wysokiej średniej. Gitarowe riffy wypuszczane spod palców <strong>Domenica Mele</strong> są odpowiednio mocne i mięsiste, a jednocześnie nie brak im pewnej naturalnej, bujającej siły. Wokal <strong>Stefano Fiore</strong> ma tę nieco wysiloną, przybrudzoną, charakterystyczną barwę, która z dodatkiem odrobiny <em>vibratto</em> również przenosi nas ku estetyce sprzed dekad. <strong>Dario De Falco</strong> (bas) i <strong>Max Marzocca</strong> (bębny) gwarantują prostą, ale głęboko brzmiącą pracę sekcji rytmicznej.</p>
<p>Szkoda, że niektóre pomysły nie znalazły rozwinięcia (jak wykorzystanie dźwięków mini-mooga pod koniec <em><strong>Shadow of Plague</strong></em>), ale i tak z gruntu nie ma na co narzekać. Oldschoolowo i rytualnie, może nie tak hipnotycznie jak u mistrzów, niemniej jednak bardzo stylowo. Dla fanów klasycznego hard i occult rocka, pierwotnego doom metalu i stonera, jak znalazł.</p>
<p>Oficjalna strona zespołu na<strong> <a href="https://www.facebook.com/TheOssuary/" target="_blank" rel="noopener noreferrer">Facebooku</a></strong></p>
<p><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 120px;" data-kvlt-bc-src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=515786907/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/tracklist=false/artwork=small/track=1547441975/transparent=true/" seamless=""><a href="http://scrmetal.bandcamp.com/album/southern-funeral">Southern Funeral by THE OSSUARY</a></iframe><noscript><iframe style="border: 0; width: 100%; height: 120px;" src="https://bandcamp.com/EmbeddedPlayer/album=515786907/size=large/bgcol=ffffff/linkcol=0687f5/tracklist=false/artwork=small/track=1547441975/transparent=true/" seamless="" loading="lazy"><a href="http://scrmetal.bandcamp.com/album/southern-funeral">Southern Funeral by THE OSSUARY</a></iframe></noscript></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/the-ossuary-southern-funeral-2019/">THE OSSUARY &#8211; &#8222;Southern Funeral&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/the-ossuary-southern-funeral-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 17 Apr 2019 09:23:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[2019]]></category>
		<category><![CDATA[70's]]></category>
		<category><![CDATA[album]]></category>
		<category><![CDATA[art rock]]></category>
		<category><![CDATA[cd]]></category>
		<category><![CDATA[Iceland]]></category>
		<category><![CDATA[In Flight]]></category>
		<category><![CDATA[Islandia]]></category>
		<category><![CDATA[Karisma Records]]></category>
		<category><![CDATA[kvlt]]></category>
		<category><![CDATA[Lucy In Blue]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka alternatywna]]></category>
		<category><![CDATA[młode zespoły]]></category>
		<category><![CDATA[nowa płyta]]></category>
		<category><![CDATA[pemiera]]></category>
		<category><![CDATA[prog rock]]></category>
		<category><![CDATA[psychodelic rock]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[record]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock progresywny]]></category>
		<category><![CDATA[Soulfood]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<category><![CDATA[zaspoły z Islandii]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=162086</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zespół Lucy In Blue pochodzi z Islandii, gdzie niezwykle tłoczno robi się od interesujących artystów. Jakakolwiek byłaby geneza niebywałego rozkwitu tamtejszej sceny,&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/">LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Zespół <strong>Lucy In Blue</strong> pochodzi z Islandii, gdzie niezwykle tłoczno robi się od interesujących artystów. Jakakolwiek byłaby geneza niebywałego rozkwitu tamtejszej sceny, warto podkreślić jej różnorodność. Metal, post rock, muzyka elektroniczna, new wave – zdaje się, że czego by się na wyspie gejzerów nie tknęli – wychodzi złoto. W tym zaś przypadku – podobnie jak za sprawą rockandrollowców z <strong>The Vintage Caravan</strong> – mamy do czynienia z ciekawą reinterpretacją tego, co działo się w muzyce rockowej w latach 60. i 70. O ile jednak wspomniani koledzy po fachu (z którymi <strong>Lucy In Blue</strong> grała wspólne koncerty) wolą dziarskiego, przybrudzonego hard rocka, o tyle <strong>Steinþór Bjarni Gíslason</strong> (gitara i wokal), <strong>Arnaldur Ingi Jónsson</strong> (klawisze i wokal), <strong>Kolbeinn Þórsson</strong> (perkusja) i <strong>Matthías Hlífar Mogensen</strong> (bas), częstują nas jasnymi nawiązaniami do progresywnej i psychodelicznej sceny tamtych dekad.</p>
<p>Już debiut kwartetu, zatytułowany po prostu <em><strong>Lucy In Blue</strong></em>, zdradzał spore umiejętności i wrażliwość muzyków zasłuchanych w <strong>Pink Floyd</strong> przede wszystkim, ale nie tylko, bo muzycznych tropów można było znaleźć w ich nagraniach całkiem sporo. Być może poprzednia płyta była bardziej efektowna niż <em><strong>In Flight</strong></em>, pozornie bogatsza w pomysły, mocniejsza pod względem zastosowanych środków, jednak niektóre z zawartych na niej nawiązań mogły nieco razić zbytnią dosłownością – jakby zespół nieco cynicznie kopiował pewne patenty (inna sprawa, że momentami w sposób mistrzowski). Tym razem mamy do czynienia z większą subtelnością działań.</p>
<p>Owszem, wciąż rozpoznamy w twórczości <strong>Lucy In Blue </strong>floydowskie klimaty – już wstęp do pierwszej części otwierającej płytę kompozycji <em><strong>Alight, Pt. I</strong></em> bliski jest kołyszącym, sennym dźwiękom <em><strong>Breath (In the Air)</strong></em> z <em><strong>Dark Side Of The Moon</strong></em>, a praca sekcji rytmicznej w pewnym fragmencie tytułowego <em><strong>In Flight</strong></em> mogłaby być wzięta z albumu <em><strong>Wish You Were Here</strong></em>. Znajdziemy tu też pewną baśniową zwiewność propozycji <strong>Camel</strong> albo <strong>Genesis</strong>, słyszalną przede wszystkim w analogowych, klawiszowych plamach, które przenoszą nas myślami do innych wymiarów. Z kolei gitara <strong>Gíslasona</strong> pod koniec znakomitego<em><strong> Respire</strong> </em>zabrzmi bardzo &#8222;frippowsko&#8221; (duch <strong>King Crimson</strong> także jest obecny na tym albumie, zwłaszcza w melodyce). Niemniej poprowadzone to wszystko z taką finezją, wyczuciem, lekkością, jakąś mistyczną, podskórną tajemnicą, że zwyczajnie<em><strong> In Flight</strong></em> przykuwa uwagę i czaruje słuchacza, a pewne słyszalne inspiracje nie zabierają przyjemności obcowania z propozycją Islandczyków.</p>
<p>Zespół stawia na prostotę środków, podaną jednak w formalnie rozbudowanych kompozycjach. Można odnaleźć w nich sporo klimatu i raczej nastrojowych pejzaży, ale muzycy potrafią też pobawić się rytmiką, nieco bardziej poszaleć, ciut odpłynąć, może nawet zaniepokoić, albo po prostu podać dźwięki z większym nerwem (jak w <em><strong>Matricide</strong></em> albo w <em><strong>Tempest</strong></em>). <em><strong>In Flight</strong></em> to jednak płyta bardzo oniryczna (ale nie usypiająca), pełna melodii, snująca się z pozoru leniwie, ale jednocześnie zanurzająca słuchacza w oceanie intensywnych, lekko psychodelicznych doznań, które zmuszają do uwagi. Potrafią na tym wydawnictwie zachwycić detale – a to prosta melodia (motyw przewodni z początku <em><strong>Respire</strong></em> czy tytułowego <em><strong>In Flight</strong></em>), a to interesujące harmonie wokali (<em><strong>Alight, Pt. II</strong></em>), albo rozedrgana gitara akustyczna (początek<em><strong> Núverandi</strong></em>), czy w końcu bogactwo klawiszowych rozwiązań (od dźwięków fortepianu, poprzez hammondowe zagrywki, po niemal meletronowe ściany dźwięku) serwowanych przez <strong>Jónssona</strong>.</p>
<p>Jedno jest pewne – płyta <em><strong>In Flight</strong> </em>to album, który miłośnicy art rocka i wintydżowych, lekko psychodelicznych klimatów muszą sprawdzić. Wierzę też, że muzyka <strong>Lucy In Blue</strong> może przypaść do gustu nie tylko fanom prog rockowych gigantów sprzed dekad, ale też tym, którzy zasłuchują się w nowszych dokonaniach <strong>Opeth</strong> – w końcu także spadkobiercach tamtej tradycji – czy miłośnikom retro klimatów przywoływanych przez <strong>Jacco Gardnera</strong> albo <strong>The Coral</strong> (zwłaszcza z okresu jednego z moich ulubionych albumów, <em><strong>The Curse Of Love</strong></em>).</p>
<p>Ktoś powie – no dobrze, wszystko się tu zgadza, tyle tylko, że szlaki wytyczali giganci, a młodzi muzycy poszli ich tropem. Może. Natomiast wiem na pewno, że będę do nagrań chłopaków powracał i z niecierpliwością wyczekiwał kolejnych albumów. Intuicja podpowiada mi, że <strong>Lucy In Blue</strong> stać na jeszcze więcej, a przebłyski genialności, które niewątpliwie słychać na <em><strong>In Flight</strong></em> można rozwinąć w coś, co pozwoli – zwłaszcza przy zwiększonej dawce oryginalności – zajść naprawdę daleko. Na razie nie padłem na kolana, ale przyklęknąłem przed nimi. Czy ocena jest zawyżona? Może ciut. No i nieładnie rozpieszczać tak młody zespół zbyt dużą ilością pochwał. Z drugiej strony warto odnotować pojawienie się płyty niosącej ze sobą całkiem sporą dawkę dźwiękowej magii.</p>
<p>Oficjalna strona zespołu na <a href="https://www.facebook.com/lucyinblue/" target="_blank" rel="noopener noreferrer"><strong>Facebooku</strong></a></p>
<p>&nbsp;<iframe src="https://www.youtube.com/embed/hx2TSUHrbiM" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="400" frameborder="0" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/">LUCY IN BLUE &#8211; &#8222;In Flight&#8221; (2019)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/lucy-in-blue-in-flight-2019/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>RUST &#8211; &#8222;Night Will Fall&#8221; (2018)</title>
		<link>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rust-night-will-fall-2018/</link>
					<comments>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rust-night-will-fall-2018/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Paweł Lach]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 23 Dec 2018 18:59:04 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Recenzje]]></category>
		<category><![CDATA[alternative music]]></category>
		<category><![CDATA[Classic Rock]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[młody zespół]]></category>
		<category><![CDATA[Night will Fall]]></category>
		<category><![CDATA[premiera]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[rock and roll]]></category>
		<category><![CDATA[rust]]></category>
		<category><![CDATA[vintage rock]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://kvlt.pl/?p=151486</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dzięki muzyce poznaniaków z RusT będziecie mieli okazję zanurzyć się w wintydżowym i psychodelicznym sosie rock and rollowych riffów, które wiodą przez&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rust-night-will-fall-2018/">RUST &#8211; &#8222;Night Will Fall&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Dzięki muzyce poznaniaków z <strong>RusT</strong> będziecie mieli okazję zanurzyć się w wintydżowym i psychodelicznym sosie rock and rollowych riffów, które wiodą przez hipisowskie krainy luzu i dobrej gitarowej roboty. A jeśli czuć w kawałkach chłopaków ducha poprzednich dekad, to jednocześnie nie ma w tym cienia zrzynki z kogokolwiek czy kopiowania konkretnych patentów. Stygmat określonych zapożyczeń, który mi jednak przeszkadza choćby w skądinąd świetnych piosenkach <strong>Grety Van Fleet</strong>, tutaj nie występuje – muzycy <strong>RusT</strong> czerpią z rockowej klasyki, bawią się nawiązaniami, ale nie przenoszą nic 1 do 1, a to wychodzi ich piosenkom naprawdę na dobre.</p>
<p>Bez względu na to, czy Panowie serwują dziarskie, przybrudzone, rock and rollowe brzmienia (<em><strong>Be Yourself</strong></em>), czy nie stronią od wręcz popowej melodyki, ale podanej z lekkością, wdziękiem, stylem (<em><strong>Order</strong></em> i <em><strong>Shade</strong></em>), albo z kolei zapraszają do podziwiania rozmarzonych, psychodelicznych pejzaży (instrumentalne <em><strong>Awaiting</strong></em> lub&#8221;ukryta&#8221; końcówka <em><strong>Miss You</strong></em>), <strong>Rust</strong> brzmi po prostu przekonująco. Bywa na <em><strong>Night Will Fall</strong></em> zadziornie, niemal garażowo <em><strong>(Greed</strong></em> i <em><strong>Revolution),</strong></em> ale i romantycznie, z nostalgią, choć nigdy nie nudno <em><strong>(Balloon)</strong></em> – a jednak mimo tej różnorodności, mamy do czynienia z niezwykle stylowym i spójnym albumem.</p>
<p>Czuć tutaj oczywiście ducha amerykańskiego, klasycznego grania, bo choć rdzeń kompozycji <strong>RusT</strong> jest rockowy, to przecież odzywają się tutaj pateny bluesowe, funkowe, folkowe, podobnie zresztą jak w złotych dekadach lat 60. i 70. Przede wszystkim jednak wszystko doskonale się ze sobą zgrywa, muzycy świetnie się rozumieją, a każdy element układanki pasuje do innych, jednocześnie zachowując niewymuszoną lekkość. Nie będę chwalił każdego z muzyków oddzielnie, bo <strong>RusT</strong> to dla mnie rewelacyjny kolektyw, w którym poszczególne elementy doskonale się uzupełniają: <strong>Michał Przybylski</strong> (wokal), <strong>Michał Gołąbek</strong> (gitara), <strong>Marcin Zimmer</strong> (bas) i <strong>Jakub Martuzalski</strong> (bębny) potrafią zabrzmieć &#8222;brudno&#8221;, z jajem, ale i delikatnie, z wyczuciem. Oprócz rzetelnej, riffowej roboty, grającej z feelingiem sekcji i sporych możliwości głosowych <strong>Michała</strong>, nie brak tu drobnych smaczków, aranżacyjnych detali, podanych z dużym wyczuciem drobiazgów, które czynią z <em><strong>Night Will Fall</strong></em> obietnicę tego, że klasyczne rockowe granie nie zginie.</p>
<p>Oczywiście można przy tej okazji wskazać na takie tropy jak projekty <strong>Jacka White&#8217;a</strong>, <strong>The Black Keys</strong>, albo na Islandczyków z <strong>The Vintage Caravan</strong> lub <strong>Kaleo</strong>, a gdybyśmy chcieli sięgnąć jeszcze głębiej do źródeł, to wypadałoby przywołać takie nazwy jak <strong>Bad Company</strong>. Tylko po co? <strong>RusT</strong> jest dojrzałym tworem, który nie potrzebuje żadnych porównań. Robią doskonale swoje i myślę, że to inni powinni się do nich odnosić, i mam nadzieję, że wkrótce będzie to normą. Fani wintydżowych, ale wciąż świeżo brzmiących dźwięków – wsiadajcie do kolorowych balonów wypełnionych psychodelicznym wyziewem i dajcie się ponieść w świat odlotów, szlachetnej chwytliwości i klasycznego podejścia do rockowego rzemiosła.</p>
<p>Oficjalna strona zespołu na <a href="https://www.facebook.com/rustandroll/" target="_blank" rel="noopener"><strong>Facebooku</strong></a></p>
<p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/WaD0r-HqUrE" allowfullscreen="allowfullscreen" width="100%" height="350" frameborder="0" loading="lazy"><span style="display: inline-block; width: 0px; overflow: hidden; line-height: 0;" data-mce-type="bookmark" class="mce_SELRES_start">﻿</span></iframe></p>
<p>Artykuł <a href="https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rust-night-will-fall-2018/">RUST &#8211; &#8222;Night Will Fall&#8221; (2018)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://kvlt.pl">KVLT</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://kvlt.pl/muzyka/recenzje/rust-night-will-fall-2018/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
