Amorphis: “Bez melodii nie ma utworu”

Kiedy jakiś czas temu odkryłem, że cały czas scrobbluję swoje słuchanie do Last.fm i okazało się, że przez lata Amorphis urósł do rangi jednego z najważniejszych dla mnie zespołów, nawet nie byłem specjalnie zdziwiony. Głos Tomiego Joutsena na tle mniej lub bardziej agresywnych, ale zawsze niebywale melodyjnych kompozycji reszty fińskiej ferajny zawsze mi jakoś pasowały jako odtrutka po wszystkich nieprzystępnych ekstremach muzycznych. Kiedy więc Mystic zaprosił mnie na spotkanie z wokalistą Tomim Joutsenem i założycielem Amorphis, gitarzystą Esą Holopainenem, nie mogłem sobie odmówić przyjemności zamienienia z muzykami paru słów odnośnie ich nowego albumu Queen of Time i nie tylko.


Wasz nowy album nazywa się Queen of Time, teksty jak zwykle napisał Pekka Kainulainen. Czym lub kim jest „królowa czasu”, czyli Queen of Time? Czy za tekstami stoi jakiś ogólny koncept?

Tomi: Queen of Time to nie jest album koncepcyjny. Teksty to po prostu różne, niepowiązane ze sobą historie. Pekka Kainulainen inspirował się zapewne swoim życiem, może sytuacją, w jakiej znajduje się obecnie świat… Pekka jako artysta robi mnóstwo różnych rzeczy – jest poetą, maluje, rysuje, jest także performerem. Na albumie pojawiają się różne tematy zaczerpnięte z folkloru czy natury, jak chociażby królowa pszczół…

utwór Queen of Bee otwiera płytę i jest pierwszym singlem.

Tomi: Owszem. Jest też kilka tematów bardzo typowych dla różnych od siebie kultur i folklorów, jak chociażby opowieści o ich upadku. Ale powtarzam: to nie jest koncepcyjny album. Jeśli zaś chodzi o tytuł, to zawsze staramy się mieć jakieś proste, zrozumiałe tytuły, które nie są po prostu zlepkiem słów, ale też reprezentują coś, co się dzieje w muzyce. Oczywiście nie jest to proste, ale Queen of Time było najlepszym, co pasowało nam do zawartości albumu.

Czy na albumie pojawia się więcej nawiązań do folkloru?

Tomi: Owszem, Pekka zawsze czerpie inspiracje ze starych wierzeń, starych opowieści, ukrywa w tekstach różne przesłania i wiadomości. Zapewne powinniśmy spytać o to jego samego. Ale takie rzeczy tam są. Zawsze mnie zadziwia jak dobrze do siebie pasują jego teksty i nasza muzyka. Jego teksty funkcjonują trochę jak takie małe filmy, osobne opowieści. Nowy album jest szczególnie filmowy. Dużo się w tekstach dzieje, jest w nich pełno epickich momentów i wszystko razem świetnie się ze sobą zgrywa.

Czy dobrze rozumiem, że teksty powstają najpierw w języku fińskim, potem są tłumaczone na angielski, a na końcu twoją, Tomi, robotą jest umieścić je w kontekście muzyki?

Tomi: Tak, właśnie taką drogę przechodzą.

Czy w trakcie ostatniej części tego procesu rozmawiasz z Pekką o interpretacji, znaczeniu, rozumieniu tych tekstów? Czy jesteś już z tym sam?

Tomi: Jedno i drugie. Ostatniego lata spotkaliśmy się kilkakrotnie, rozmawialiśmy o tekstach. Nie chcieliśmy mu narzucać żadnych limitów i ograniczeń. Przy niektórych poprzednich albumach, które zrobiliśmy razem, chcieliśmy mieć jednego konkretnego bohatera z Kalevali i stworzyć album bazując na jego historii, jego punkcie widzenia. Ale przy Under the Red Cloud i Queen of Time daliśmy mu wolną rękę, mógł kierować się swoim artystycznym widzimisię. Oczywiście dyskutujemy na temat wszystkiego, rozmawiamy ogólnie o życiu i tematach, które nas niepokoją. Zawsze świetnie się z nim rozmawia. Mogę sobie więc wyobrażać, że część z jego spostrzeżeń i wizji znajdziesz też w tekstach z Queen of Time. Sytuacja na świecie nie jest zbyt różowa i wydaje mi się, że odbija się to także w poezji Pekki. Koniec końców, napisał to, co napisał, i pasuje to doskonale do muzyki Amorphis. I niezmiennie mnie to zaskakuje, bo facet jest spoza zespołu, ba, spoza sceny metalowej, nie ma z nią żadnych związków, jest po sześćdziesiątce i w zasadzie jest malarzem, nie muzykiem. Widzisz jak świetnie świat potrafi wszystko spasować?

Ale zna waszą muzykę?

Tomi: Jasne. Obecnie zna i lubi Amorphis, może jakieś inne metalowe zespoły czy płyty również.

Obecnie? Więc kiedy zaczynaliście z nim pracować tak nie było?

Tomi: Nie, kiedy pracowaliśmy nad pierwszym wspólnym albumem nie miał zielonego pojęcia o Amorphis. Nawet nie wiem jaką muzykę lubi, ale gra na gitarze. Sek w tym, że jest naprawdę otwarty jeśli chodzi o sztukę, niezależnie od tego, czy to muzyka, czy malarstwo. Czuje naszą muzykę, bo mamy trochę tych melodii, które kojarzą mu się z folkiem i starymi pieśniami typowymi dla naszej kultury. Przemawia do niego ta epickość, którą mamy w muzyce. Wydaje mi się, że dzielimy jakiś rodzaj duchowości, nie wiem jak to nazwać, ale po prostu pewne rzeczy ze sobą po prostu współdziałają.

Jeszcze jedna rzecz a propos tych folkowych elementów. Takie wpływy zawsze pojawiały się w muzyce Amorphis, więc zakładam, że sami osobiście również w jakimś stopniu interesujecie się muzyką ludową?

Esa: Muzyka folkowa ogólnie jest fajna. Słucham kilku starych fińskich jazzowych czy progrockowych kapel z lat 70-tych, które zaczęły dorzucać do swojej muzyki nieco folkowych elementów. Mocno się wkręciliśmy w to, zresztą jeszcze w latach 90-tych. Pewnie to właśnie możesz usłyszeć na Tales from the Thousand Lakes. Te elementy są bardzo interesujące. Oczywiście skandynawski folk jest bardzo melancholijny, a zauważyłem, że ogólnie rzecz biorąc melancholijna muzyka bardzo na nas wpływa. Ale muzyka orientu również zagnieździła się w naszych głowach i siłą rzeczy pojawia się w naszej twórczości, bo jest obecna w muzyce rockowej od lat, chyba począwszy od Beatlesów. Nie jestem jakimś wielkim fanem Beatlesów, ale chcę pokazać przez to, że te orientalne wstawki to nie jest nic nowego. Wydaje mi się, że po prostu wzbogacają muzykę i dodają ciekawą kolorystykę.

Jak zatem wygląda wasz proces twórczy? Wiem, że mieliście gotowe pomysły i utwory, które przesyłaliście sobie nawzajem, a za finalną aranżację których zabraliście się na końcu, ale chciałbym się dowiedzieć w jaki sposób kawałki Amorphis przychodzą na świat. Dla mnie Amorphis zawsze bazował na melodii…

Tomi: …i tu masz odpowiedź na swoje pytanie.

Czyli zaczyna się od melodii. Nie od prostego sepulturowego riffu, który potem ewoluuje, nie od rytmu czy pomysłu na tekst.

Esa: Zazwyczaj jest to melodia – jest jakiś pomysł na nią, a dopiero potem zaczyna się myśleć o jakimś większym obrazie utworu. Ale pomysły przecież mogą przyjść zewsząd: od dziwnego rytmu, od jakiegoś wykręconego dźwięku klawiszy…

Tomi: …od pierdnięcia (śmiech).

Jest na albumie jakiś kawałek, który zaczął się od pierdnięcia?

Tomi: Cały album zaczął się od pierdnięcia! Ale to był bardzo muzykalny pierd!

Esa: Cóż, Tomi opowiada o własnych doświadczeniach (śmiech).

Tomi: Esa, ile kawałków na ten album napisałeś? Siedem?

Esa: Chyba z osiem.

Tomi: Santeri Kallio (klawiszowiec zespołu – przyp. J.M.) też napisał z osiem. Olli-Pekka Laine (basista Amorphis – przyp. J.M.) też coś dorzucił… Nie wiem jak u nich się to zaczyna, ale dla mnie, kiedy coś komponuję, zaczyna się także od melodii. Bez dobrej melodii nie ma utworu Amorphis, bo to jest jeden z naszych znaków rozpoznawczych. Musimy mieć coś wpadającego w ucho, zazwyczaj także melancholijnego.

Mieliście około dwudziestu kawałków przygotowanych z myślą o Queen of Time. Pamiętam, że przy okazji poprzedniego albumu Tomi Koivusaari (drugi gitarzysta Amorphis – przyp. J.M.) opowiadał, że na Under the Red Cloud także mieliście ponad dwadzieścia i musieliście odcinać numer po numerze.

Esa: I teraz było dokładnie tak samo. I w takich momentach cenimy sobie pracę z naszym producentem Jensem Bogrenem, bo dajemy mu wolną rękę przy wyborze materiału. Słucha demówek, które mu podsyłamy, i przebiera: to ma potencjał, to nie. Wybiera utwory, które jego zdaniem mogłyby się znaleźć na płycie. Tym razem wybrał około trzynastu numerów, nad którymi potem dalej pracowaliśmy.

Okej. Czyli w 2015 mieliście dwadzieścia dwie piosenki, z których zostało dwanaście. Nie kusiło was, żeby wyciągnąć z tej odrzuconej dwunastki jakieś pomysły, riffy, melodie…
Tomi: (zanim jeszcze dokończyłem pytanie – przyp. J.M.) Nie!

Esa: Nie, nigdy nie patrzymy w odrzucone numery, żeby coś z nimi zrobić.

fot. Lars Johnson

fot. Lars Johnson

Odrzucone, zapomniane?
Tomi: Właśnie tak. Było tak zawsze odkąd jestem w zespole. W ciągu tych ponad dwudziestu lat w zespole w naszej sali prób graliśmy pierdyliard utworów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego.

Esa: Zawsze jest tak, że kiedy pracujesz nad jakimś kawałkiem, to wydaje ci się, że jest w tych pomysłach jakiś potencjał. A potem prezentujesz to reszcie zespołu i kręcą głowami: „No nie wiem, jakoś tego nie widzę…”. Wiadomo, że najpierw jest to dla ciebie jak policzek, ale po prostu trzeba to przyjąć i tyle. Przepychanie jakiegoś kiepskiego numeru z poprzedniej sesji na nową płytę byłoby bez sensu: „Hej, chłopaki, mam tutaj ten odrzut, który wtedy nie miał potencjału, może teraz go nagramy?” (śmiech).

Ale przecież możesz ten odrzut wziąć na warsztat, przearanżować go, przepracować, coś dodać, coś odjąć i zrobić z niego coś nowego.

Tomi: E tam.

Esa: No nie, to tak nie działa. Kiedy zaczynamy nowy album po prostu musi dochodzić do selekcji. Pomysłów zawsze jest dużo, część musi zostać odrzucona. Być może mógłbym je wykorzystać do jakiegoś pobocznego projektu, zrobić z tego coś zupełnie innego, ale nigdy nie zdecydowałbym się na próbę użycia ich ponownie pod szyldem Amorphis. To by było słabe… „Proszę, daj mi szansę jeszcze raz, jestem takim fajnym pomysłem” (śmiech).

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , , , , .