Blaze of Perdition: “Sposób odbioru naszych płyt zostawiam każdemu z osobna”

Lubelskiej hordy Blaze of Perdition fanom polskiego czarnego metalu przedstawiać raczej nie trzeba. Niejednokrotnie chłopaki udowodnili, że zasługują na poczesne miejsce wśród panteonu rodzimych wyjadaczy gatunku. Podobnie było kilka miesięcy temu, gdy jesienią 2017 roku ukazała się ich najnowsza pełnowymiarowa płyta, Conscious Darkness, czwarta w dorobku zespołu, która zbiera bardzo przychylne recenzje. Kapela niedługo rusza w trasę po kraju, wystąpi też na głównej scenie tegorocznej Metalmanii. Pojawił się zatem jeszcze jeden pretekst do tego, by zamienić parę zdań z gardłowym BoP, Sonneillonem.

Dużo się u Was ostatnio dzieje, więc na brak aktywności raczej nie możecie narzekać. Skoro wkroczyliśmy już w nowy rok, to może na początek podsumujmy krótko 2017? W listopadzie nakładem Agonia Records ukazał się Wasz nowy krążek, Conscious Darkness. Bez wątpienia jest to jeden z najmocniejszych albumów w czarnym metalu, jaki przyszło nam usłyszeć w ubiegłym roku. Album można uznać za pewnego rodzaju kontynuację ścieżki wytyczonej przez Was na poprzednim, równie świetnym Near Death Revelations. Nie mówię tu o powielaniu środków ekspresji, lecz bardziej o ambitnym podejściu do kwestii tworzenia własnej jakości w gatunku. Czy uważacie siebie za dojrzałych muzyków, którzy konkretnie wiedzą czego chcą od życia i muzyki?

Nie bardzo wiem, co oznacza termin „dojrzały muzyk” i pewnie każdy definiuje go sobie po swojemu. Na pewno nagraliśmy w przeróżnych zespołach i projektach wystarczająco dużo różnej muzyki, by określić się pod kątem kierunku, którym chcielibyśmy iść z Blaze of Perdition. Jeśli właśnie to rozumiesz przez dojrzałość, to tak – jesteśmy dojrzałym zespołem, choć wolę określenie „poszukującym”.

Tym razem na krążek składają się cztery monumentalne kompozycje. Coraz częściej twórcy black metalu sięgają po bardzo długie formy muzycznej wypowiedzi. Czy jest jakiś konkretny powód, dla którego decydujecie się na takie rozwiązania? Jak to się ma do grania na żywo?

XCIII miał akurat taki zamysł, a my się podporządkowaliśmy. Osobiście preferuję właśnie te dłuższe numery, pozwalają mi na ciekawsze aranżacje i nieco więcej oddechu, ale nie jest to też jakaś żelazna zasada, której będziemy się sztywno trzymać w przyszłości. Wszystko zależy od samych pomysłów na muzykę. No i właśnie, kilkunastominutowe utwory nieco utrudniają koncerty pod kątem „przekrojowości” setu, ale nie ma róży bez kolców.

Conscious Darkness to album w całości wyśpiewany po angielsku. Czy możemy jeszcze liczyć na potężne ciosy w rodzimym języku? Chociażby numer Królestwo Niczyje udowadnia przecież, że nasza mowa też nadaje się do stylu, który prezentujecie. A może celujecie raczej w zagraniczną publikę, składając hołd tym, którzy języka polskiego zwyczajnie nie znają i nie rozumieją tekstów utworów?

Bardzo lubię krzyczeć po polsku, ale nasz język jest kurewsko trudny w użyciu w formie tekstu do zespołu black metalowego, dlatego podchodzę do niego raczej ostrożnie. Kto wie, może gdy uznam, że mam solidny pomysł wart zrealizowania, Królestwo Cz. III nadejdzie.

Myślę, że nikt nie się obrazi, gdy zdecydujesz się wrócić do polskich tekstów. Czytając recenzje i opinie na temat Concsious Darkness, notabene, bardzo pozytywne, przeszło mi przez myśl, że większość słuchaczy ocenia dany krążek przez pryzmat całej twórczości. Tym bardziej gdy – tak jak w przypadku Blaze od Perdition – dyskografia zawiera po kilka LP, EP i splitów. Czy uważacie takie podejście za słuszne? Czy Twoim zdaniem każda płyta to element pewnej większej całości, czy raczej należy wypracować sobie indywidualne podejście do każdej porcji materiału zamkniętej w danym pudełku, opatrzonej grafiką, tytułem i Waszym logo?

To przecież naturalne, że każde nowe wydawnictwo danego zespołu zestawia się z jego wcześniejszym dorobkiem, chociażby dla uzyskania jakiegoś szerszego kontekstu. Każda kolejna porcja muzyki jest, chcąc nie chcąc, spadkobiercą swoich poprzedników, i nawet, jeśli styl z czasem ewoluuje, nie zrobiłby tego, nie mając fundamentów. Nie wiem czy powinniśmy to rozpatrywać pod kątem słuszności, ale na pewno jest to dość logiczne. Sam sposób odbioru naszych płyt pozostawiam każdemu z osobna, nie nam decydować o tym, jak ktoś powinien słuchać muzyki.

Skoro o odbiorze muzyki mowa, wiele razy natknąłem się na komentarze, których autorzy nazywali Was kiedyś „polskim Watain”. Sam nie jestem zwolennikiem szukania takich porównań, metkowania artystów „polskim tym”, „polskim tamtym”… Od lat pokazujemy, że w naszym kraju da się stworzyć własne wyjątkowe marki, rodzimą jakość, którą z dumą można prezentować za granicą. Polski metal to szeroka scena, na której dziś każdy może znaleźć coś dla siebie, wystarczy tylko wiedzieć gdzie szukać. Osobiście nie twierdzę, jakoby Wasza najnowsza twórczość była kopią kogokolwiek, natomiast chciałbym zapytać, patrząc przez pryzmat historii BoP, czy przyklejanie łatek drażni muzyków w jakiś sposób? A może wręcz przeciwnie, motywuje właśnie do wybicia się poza schematy, w jakich jest się postrzeganym przez tak zwaną opinię publiczną?

Temat „polskiego Watain” był wałkowany przez lata tak często, że niespecjalnie chce mi się do tego wracać i powtarzać co mówiłem setki razy. Przytaczanie Szwedów w naszym kontekście teraz, gdy na cztery płyty tylko jedna oscylowała wokół podobnych rejestrów jest raczej zwykłym pierdoleniem kotka za pomocą młotka. Czy porównywanie drażni? Jeśli już, to najwyżej wzbudza politowanie, choć zależy od trafności. Gdy recenzent wyłapuje faktyczne odniesienia bądź inspiracje to jak najbardziej świadczy o nim bardzo dobrze, dlatego nie kręcę nosem, gdy w wypowiedziach na temat Conscious Darkness padają nazwy typu Fields of the Nephilim czy Celtic Frost/Triptykon. Takie sytuacje mają jednak miejsce raczej nieczęsto i doskonale widać to po tych wszystkich Watainach, Behemothach i tym podobnych nazwach wspominanych przy okazji naszych i nie tylko naszych recenzji. Niektórzy ludzie chyba po prostu nie słuchają muzyki, którą słyszą.

Trudno się nie zgodzić. Blaze of Perdition to bez dwóch zdań grupa, która od paru lat rozsiada się pośród największych graczy polskiego ekstremalnego metalu. Czy po tych wszystkich latach wciąż są muzycy, na których patrzysz z podziwem i uważasz za swoich osobistych idoli?

Nie przesadzałbym z tym rozsiadaniem się wśród największych graczy, w końcu gdzie nam do popularności Mgły czy Latającego Cyrku św. Bartholomewa? Nie mówię już nawet o Behemoth, bo to całkiem inny wymiar. Jest oczywiście całkiem sporo zespołów, którymi się osobiście inspiruję, ale na ogół nie mają za wiele wspólnego z black metalem. Nie licząc klasyki, staram się nie chłonąć pomysłów z kapel pokrewnych nam gatunkowo. Zresztą ja słucham bardzo, ale to bardzo mało nowoczesnego black metalu.

Powiedzieliśmy nieco o polskim metalu, więc zatrzymajmy się na chwilę przy tym temacie. Wiele już napisano i powiedziano o przebiciu się black metalu do szeroko pojętego mainstreamu, więc nie będziemy roztrząsać faktycznego stanu rzeczy, sprawy oczywiste zostawmy na bocznym torze. Chciałbym jednak zapytać o Wasze miejsce pośród tej całej hałastry. Jaki jest Twój stosunek do tak zwanej „hipsteriady” i sezonowców, którzy rzucają się na płyty, koncerty i merch kapel metalowych ujrzanych na wielogatunkowych festiwalach muzycznych? Wkurwia Cię to, jest Ci obojętne, czy może czekasz z zespołem na zaproszenie od Rojka?

Sezonowcy byli i będą zawsze i nie są zjawiskiem ani nowym, ani wyjątkowym dla jakiejkolwiek muzyki „niszowej”, o ile można jeszcze w ogóle mówić o niszowości black metalu w czasach, gdy Hollywood kręci o tym film, a firmy odzieżowe opychają instagramowym magom i wiedźmom merch z sigilami z Goecji. Okazyjnie kpię sobie z tych wszystkich dandysów z pięknym wąsem prosto od barbera, którzy odkryli istnienie muzyki Szatana w 2015-17 roku i momentalnie stali się specjalistami ds. black metalu, czy nawet zaczęli go grać, ale nie spędza mi to snu z powiek. Ot, kolejna moda, po której za kilka lat miejmy nadzieję nie będzie śladu.

Dopóki jednak moda trwa, to z pewnością można z niej skorzystać. Dosłownie za chwilę ruszacie w trasę koncertową opatrzoną hasłem Feed the Fire, Fan the Flame 2018. U Waszego boku na scenach dziesięciu miast (w tym litewskiego Wilna i słowackiej Bańskiej Bystrzycy) zaprezentuje się doświadczona horda In Twilight’s Embrace, a także niedawny debiutant, Dom Zły. Obie kapele wydały w 2017 swoje albumy (Vanitas tych pierwszych i Dom Zły tych drugich). Jak oceniasz ich podejście do ekstremy? Jak wyglądał proces podejmowania decyzji w sprawie supportów na nadchodzącej trasie?

Z In Twilight’s Embrace się po prostu znamy i lubimy, a od niedawna dzielimy również wspólnego muzyka. Domu Złego natomiast osobiście nie znam, zresztą jako, że na żywo na ogół nie występuję, nie wpierdalam się chłopakom w plany i koncepcje koncertowe.

Podczas Feed the Fire, Fan the Flame 2018 będziecie grać dzień w dzień od 8 do 17 lutego, objeżdżając przy tym nasz kraj od Szczecina po Bielsko-Białą i od Lublina po Wrocław. Jak przygotowujecie się do tych występów, by być gotowym na danie z siebie 200% każdego wieczoru?

Gramy próby.

Krótko, zwięźle i na temat. Idąc dalej, 7 kwietnia zaprezentujecie swoją sztukę podczas kolejnej edycji Metalmanii. Będzie to już dwudziesty czwarty festiwal pod tym szyldem, a drugi z kolei po powrocie formatu w 2017 roku. Według rozpiski wchodzicie jako pierwsi na główną scenę katowickiego Spodka, na której zaprezentują się takie legendy jak Emperor, Napalm Death czy Asphyx. Jak Twoje samopoczucie odnośnie tej imprezy? Jakie macie oczekiwania wobec Metalmanii?

Znowu – mnie tam najprawdopodobniej nie będzie, także oczekiwań nie mam żadnych, ale obstawiam, że reszta ma przynajmniej podobne podejście – ot, kolejny występ na miejmy nadzieję udanym festiwalu z niezłym line-upem. Trochę żałuję, że nie będzie mi dane zobaczyć Emperor i Deströyer 666, ale nie jestem też jakimś maniakiem koncertów, żeby rwać włosy z głowy.

Metalmania to od lat jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych w naszym kraju. Czym jest dla Was ten festiwal? Czy „za łebka” jeździliście do Katowic, a jeśli tak, to czy przeszło Wam przez myśl, że kiedyś staniecie po drugiej stronie barierek?

Nigdy nie byłem na Metalmanii, strasznie nie lubię metalowców.

Pierwsza połowa roku zapowiada się zatem dla Was koncertowo. A co dalej? Macie już mniej-więcej ustalone plany na dalszą część 2018? Jakieś koncerty na Zachodzie, letnie festiwale? A może po głowie chodzi Wam powrót do studia i klepnięcie nowego materiału?

Jeśli się nie mylę, to są w przygotowaniach jakieś występy tu i tam. Mamy też w planach pomniejsze wydawnictwo na ten rok lub początek kolejnego, ale póki co wszystko tkwi w powijakach, czyt. jestem na etapie obmyślania koncepcji, a muzyki jeszcze nie ma. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci i całemu Blaze of Perdition powodzenia i wytrwałości w tworzeniu wyśmienitych dźwięków. Do zobaczenia na trasie. Ostatnie słowo dla Czytelników KVLT należy do Ciebie!

Dzięki.

 

Autorką zdjęcia zespołu jest p. Aleksandra Burska (Strona artystki).

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , .