Dance With The Dead: “Trendy powracają, choć naznaczone są zawsze współczesnymi cechami”

Dance With The Dead to jedna z największych obecnie nazw na światowej scenie synthwave (choć jak się okazuje muzycy wcale nie czują do niej silnego przywiązania). O tęsknocie do kina lat 70-tych  i 80-tych, powracających współcześnie trendach, wpływach muzyki heavy metalowej, tworzeniu autorskich kawałków i coverów, miłości do Journey i gier komputerowych, z Tonym Kimem rozmawiał red. Synu.


Chciałbym zacząć od pytania, jak duży wpływ na Waszą muzykę ma nostalgia? Bo wydaje mi się, że to właśnie ona jest kluczem do zrozumienia dzisiejszego fenomenu gatunku synthwave. Tęsknota za klimatem filmów akcji/sci-fi/horrorów lat 70-tych i 80-tych, atmosferą tajemnicy i grozy, rozumianą najlepiej przez pokolenie osób urodzonych te 30-40 lat temu. Zgadzasz się z tym? Czy Twoim zdaniem o dzisiejszej popularności tego gatunku decyduje coś jeszcze?

Zacznę od tego, że trudno nam komentować i oceniać popularność gatunku synthwave, ponieważ wcale nie uważamy się za jego przedstawicieli. Jesteśmy bardziej zespołem elektroniczno-rockowym. Zawieramy w swojej muzyce także mnóstwo wpływów metalu. Choć oczywiście zgadzam się z tym, że jest coś nieuchwytnie pięknego w filmach lat 70-tych, 80-tych i 90-tych. Może być to zasługa tego, ze to kino naszej młodości, przez co już zawsze będziemy przekonani, że aktorstwo, reżyseria, efekty specjalne, scenariusze, czy sposób opowiadania historii były w tamtych czasach lepsze i niepowtarzalne. W naszej muzyce rzeczywiście przemycamy całą masę nawiązań do naszych ulubionych filmów z tego okresu i myślę, że jest to doskonale czytelne.

W dzisiejszych czasach jesteśmy świadkami powrotu trendów znanych z lat 70-tych i 80-tych. Za przykład niech posłużą remake’i m.in. Blade Runnera, Ghost in The Shell, Predatora, fanowskie produkcje typu Kung Fury, gry komputerowe stylizowane na produkcje tamtych lat, to wszystko przeżywa dziś drugą młodość. Co Twoim zdaniem, poza wspomnianą nostalgią, sprawia, że te trendy powracają?

Trendy mają to do siebie, ze zataczają coś na wzór “20-letnich kręgów”. To tak naprawdę nic nowego. Zawsze po upływie kilku pokoleń wpływy na powrót stają się nowe, ponieważ są takie dla młodych generacji. I choć powracają, naznaczone są zawsze dodatkowo współczesnymi cechami. To wszystko sprawia, że nieustannie ewoluują i utrzymują świeżość.

Wspomniałeś już o tym, że charakterystycznym elementem Waszej twórczości (jak i wielu kapel gatunku) jest silna korespondencja z muzyką metalową. Artyście synth wave są często zapraszani na metalowe festiwale, czy koncertują na trasach z kapelami tego gatunku. Skąd Twoim zdaniem bierze się to powiązanie? Co o nim decyduje?

Szczerze powiedziawszy nie wiem co decyduje o tym w przypadku innych i nie chciałbym się za nich wypowiadać. My (z Justinem przyp. red.) jesteśmy starymi metalowcami, wychowywaliśmy się na heavy metalu. Nasza muzyka niesie też ze sobą podobne pokłady energii, stąd łatwiej nam łączyć ją z jego elementami.

Wiem też, że macie bezpośrednie doświadczenia z muzyką metalową – Justin był perkusistą death metalowego Crepitus, Ty byłeś związany z punkowym The Grim – jak dziś wygląda wasza przygoda z metalem w ogólności? Które zespoły/gatunki są wam szczególnie bliskie?

Hmm, nigdy nie byłem związany z grupą The Grim, ta informacja jest niestety nieprawdziwa. Co do naszego stosunku do muzyki metalowej i rockowej – uwielbiamy wszystkie jego podgatunki i wszystkimi staramy się inspirować. Czerpiemy pełnymi garściami od kapel pokroju White Zombie, Def Leppard, Nofx, Ozzy’ego, Muse, Ministry, tak samo jak od Johna Carpentera, Hansa Zimmera.. o stary, moglibyśmy rozmawiać o tym w nieskończoność.

Dotychczas byliście duetem, lecz niedawno zaprosiliście do wspólnego grania perkusistę Johna Terry’ego. Skąd narodził się pomysł powiększenia składu koncertowego o drummera i jak doszło do tej współpracy?

Rozmawialiśmy o tym, by pozyskać perkusistę na nasze koncerty już od jakiegoś czasu, ale nie mogliśmy dotychczas znaleźć nikogo odpowiedniego. Gdy w zeszłym roku graliśmy na wspólnej trasie z Dragonforce, poznaliśmy kapelę, która otwierała każdy nasz wieczór – Starkill. Staliśmy się dobrymi znajomkami, dotarliśmy się w czasie tour  i na samym jego końcu zapytaliśmy Johna, czy byłby zainteresowany graniem z nami sztuk koncertowych. Zgodził się z radością i oto jesteśmy. Dotychczasowe reakcje publiki potwierdzają, że był to doskonały wybór.

Zwykliście pracować nad swoją muzyką w systemie DIY – publikujecie kawałki w internecie, promujecie się głównie za pomocą sieci. Czy myśleliście o tym, by zacząć wydawać swoje albumy na fizycznych nośnikach? Macie jakieś sprecyzowane plany w tej kwestii?

Hej, mamy całą gamę fizycznego merczu, który można u nas kupić (zespół zanotował, jak się okazuje, całkiem fajny progres – przyp. red. : ) ). Sprzedajemy winyle, cedeki, które można nabyć podczas naszych koncertów jak i online.

Powiedz coś więcej na temat waszego sposobu pracy – spędzacie dużo czasu w studio wspólnie, czy wolicie pracować korespondencyjnie, wymieniając się pomysłami i spotykacie w studiu, już by pracować nad gotowymi numerami?

Na pewno nie lubimy pośpiechu. Piszemy i nagrywamy muzykę w zasadzie nieustannie, tak samo jak wymieniamy się pomysłami i riffami. Kiedy mamy wystarczającą ilość materiału, który uznajemy za warty wydania i sprzedaży, zaczynamy myśleć o wypuszczeniu tego na longu, albo EP-ce.

Macie w dorobku całą masę coverów i remixów – by wspomnieć tylko o numerach Motley Crue, Queen, Metallica czy Daft Punk – nie kusi Was, by wydać kiedyś płytę, wypełnioną w całości takimi kawałkami?

Wiesz, wszystko rozbija się o prawa autorskie. Nigdy nie nagrywamy oficjalnych coverów, dlatego nigdy nie będziemy w stanie ich pełnoprawnie wydać.  To są i na zawsze pozostaną kawałki zrobione dla funu i naszych słuchaczy.

To teraz trochę prywaty – kilka lat temu na waszym facebooku, razem ze znajomkiem podrzuciliśmy wam pomysł nagrania coveru Journey – Separate Ways, na co – z tego co pamiętam – zareagowaliście bardzo pozytywnie. Macie zamiar go w końcu zrobić? (śmiech).

Ha, tego nigdy nie wiesz! (śmiech). To rzeczywiście świetny numer, sami kochamy Journey jak i całą ich twórczość.

Czy słyszeliście o polskiej grze Cyberpunk 2077? Duża produkcja, która ma zostać wydana w przyszłym roku – nie proszono was przypadkiem o nagranie kilku numerów na soundtrack? (śmiech). Myślę, że wasza muzyka dodałaby grze niesamowitego kopa.

O tak, znam ten tytuł i sam nie mogę się doczekać, kiedy w niego zagram. Co do soudtracku – jeśli to zależałoby od nas, byłoby świetnie móc usłyszeć naszą muzykę w tej grze.

To już wszystko, dzięki za poświęcony czas i do zobaczenia na koncercie we Wrocławiu!

Dzięki! Widzimy się podczas koncertu!

 

Synu

Tagi: , , , , , , , , , .