Dom Zły: “Żyjemy w świecie pełnym napięć”

Do grona najciekawszych polskich zespołów grających muzyką ekstremalną możemy z powodzeniem zaliczyć puławsko-warszawski Dom Zły. Po wydaniu debiutanckiej EP-ki i jednej długogrającej płyty, akcje zespołu poszybowały ostro w górę i nie wygląda na to, aby miały szybko spać.


Kamil Downarowicz: Kiedy rozmawiamy, odbywacie akurat mini-trasę po Polsce z zespołami O.D.R.A. i Guantanamo Party Program. Poznaliście się podczas tej trasy czy już wcześniej mieliście ze sobą kontakt?

Grzegorz Napora: Jako Dom Zły znamy się z GPP kilka ładnych lat i grywaliśmy z nimi już wspólne koncerty w przeszłości. Z kolei osobiście poznałem chłopaków, kiedy występowałem jeszcze w projekcie o nazwie Panacea. Było to mniej więcej przed dekadą. O.D.R.Ę. mieliśmy przyjemność poznać w 2017 roku, kiedy mieliśmy wspólny koncert w Olsztynie. Zadzwonił do nas Jarek Jazienicki, który współpracuje z Core-poration, i zaprosił nas do wspólnego objazdu po największych miastach, na co oczywiście ochoczo przystaliśmy. Jesteśmy więc wszyscy „kolegami po fachu”.

Mówi się, że jesteście zespołem black metalowym, ale z hardcore’owym zacięciem. Zgadzacie się z tą opinią? Bo mi ona nie do końca pasuje.

Grzegorz Napora: Powiedziałbym bardziej, że jesteśmy kapelą „postową” (śmiech). Dokładniej rzecz biorąc, post-metalową z naleciałościami black metalowymi.

Anna Truszkowska: Ogólnie strasznie trudno określić, co dokładnie gramy, bo trochę wyskakujemy z tych wszystkich stylistycznych szufladek i lądujemy na nieco nieznanym terenie. Sama miałam z początku problem, żeby określić, jaki gatunek muzyczny uprawiamy…  Wydaje mi się, że gramy post-hardcore wymieszany z odrobiną black metalu czy crust. Na pewno nie jesteśmy grupą black metalową sensu stricto.

Grzegorz Napora: To prawda. Sam zresztą zawsze mówię, że jedną nogą stoję na scenie punkowej, a drugą na scenie metalowej.

A propos black metalu – mówi się, że obecnie to właśnie ten odłam szeroko pojętej muzyki metalowej jest najbardziej kreatywny. Też tak myślicie?

Anna Truszkowska: Na pewno o black metalu najwięcej się teraz słyszy. Gatunek mocno się wybił, ale czy jest najbardziej kreatywną odmianą metalu? Ciężko powiedzieć. Mnie osobiście od zawsze urzekały w nim melodie i riffy. Wiesz, to wszystko pięknie płynie. Dlatego choćby zwróciłam uwagę na Dom Zły jeszcze zanim do nich dołączyłam. Grali mocno, brutalnie, ale jednocześnie melancholijnie. Byłam wielką fanką zespołu (śmiech).

Grzegorz Napora: Jest hype na black metal, który trwa już sześć lat. Spowodowały go takie grupy jak Mgła, Furia, i jeszcze parę innych składów zza granicy. Z drugiej strony takie zjawiska działają często na zasadzie wahadła, które raz jest po lewej, raz po prawej stronie. Ta „moda” również przeminie. Już teraz daje się odczuć pewien przesyt. Pewnie za jakiś czas przyjdzie coś nowego albo coś, co jarało ludzi kilkanaście lat temu wróci do łask.

Bartek Krysiuk z Batushki wymienił Was wśród najważniejszych polskich zespołów, które są wyznacznikami jakości, papierkiem lakmusowym światowego metalu. Co sądzicie o tej opinii?

Grzegorz Napora: Nie słyszałem wcześniej tej opinii.

Anna Truszkowska: Też pierwsze słyszę, ale z drugiej strony jakoś nieszczególnie chyba wyszukujemy informacji na swój temat w Internecie.

Wasza muzyka ma moim zdaniem coś z dźwiękowej apokalipsy. Myślicie, że żyjemy w czasach, na krótko poprzedzających prawdziwą apokalipsę? Mówię o zbliżającej się katastrofie ekologicznej czy coraz liczniejszych głosach, jakoby miała niedługo wybuchnąć III Wojna Światowa.

Anna Truszkowska: Myślę, że ten klimat, jaki obecnie panuje na świecie, jest bardzo niepokojący. Praktycznie cały czas czujemy oddech na karku, że oto zbliża się coś groźnego, coś, co może zniszczyć rzeczywistość, jaką znamy w dzisiejszej formie.

Grzegorz Napora: Żeby było ciekawiej, to my nie tworzymy tej „dźwiękowej apokalipsy” w sposób świadomy. Nie usiedliśmy sobie w sali prób i nie stwierdziliśmy, że będziemy starali się oddać w riffach atmosferę zagłady i zagrożenia. To wszystko wypływa z nas bardzo naturalnie.

Anna Truszkowska: Żyjemy w świecie pełnym napięć, które w nas rezonują i odciskają na nas swoje piętno, czy tego chcemy, czy nie. Musimy sobie jakoś z tym radzić.

Aniu, jesteś wokalistką Domu Złego od niedawna. Zadomowiłaś się już w zespole?

Grzegorz Napora: Ania zadomowiła się w „Domu”, tak (śmiech).

Anna Truszkowska: Mieszkam w Warszawie i za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Puław na próby, to czuję, jakbym serio jechała do kochanego i bezpiecznego domku. Wcale nie jest on zły! No, może trochę patologiczny. Ale w końcu, która rodzina nie jest trochę patologiczna? (śmiech). Z chłopakami czuję się naprawdę świetnie, super się dogadujemy, mamy luz w relacjach, jest sporo śmiechu i jesteśmy we wszystkim bardzo swojscy.

Grzegorz Napora: Tak, to wyszło bardzo naturalnie. Nie było tak, że „oho, teraz szukamy nowego głosu dla Domu Złego i to musi być totalnie dziewczyna”. Z Anią znaliśmy się już wcześniej. W Warszawie zamierzaliśmy stworzyć wspólny projekt hardcore’owy, który ostatecznie nie wypalił. Kiedy Krzysiek Dziak poinformował nas, że opuszcza zespół, jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem do Ani i zaproponowałem jej dołączenie do składu. Zgodziła się od razu.

Dlaczego drogi Domu Złego i Krzyśka się rozeszły?

Grzegorz Napora: Chodziło o sprawy osobiste Krzysztofa, o których nie chciałbym się wypowiadać. Natomiast nie doszło między nami do żadnego konfliktu, nadal się kumplujemy, szanujemy i mamy ze sobą kontakt. Wiesz, ja z nim grałem w czterech zespołach w ciągu piętnastu lat, jesteśmy przyjaciółmi.

Anno, scena metalowa kojarzy się raczej z męską publiką. Czy jako wokalistka zauważyłaś seksistowskie zachowania ze strony publiki oraz tak zwanego środowiska ?

Anna Truszkowska: Absolutnie nie. Byłam wychowana przez bardzo silne damskie autorytety, dlatego zawsze jakoś tam lgnęłam do męskiego światka, w którym do dziś czuję się bardzo dobrze. Otoczenie facetów w ogóle mi nie przeszkadza, bardzo dobrze dogaduję się z „brzydszą płcią”. Nigdy w tzw. środowisku nie dano mi odczuć, że jestem gorsza, bo jestem kobietą. Nie mam też w związku z tym żadnych ulg. Normalnie targam wszystkie nasze graty, sprzęty (śmiech).

Fot. One man foto

Zajmujecie się jeszcze czymś zawodowo oprócz grania w zespole?

Anna Truszkowska: Tak, ja pracuję w gamingu, zajmuję się marketingiem i z tego żyję.Grzegorz Napora: Ja pracuję w Grupie Azoty w Zakładach Azotowych Puławy. Jestem tam Aparatowym Procesów Chemicznych. Mam do czynienia z ciężką chemią w ciężkiej fabryce (śmiech).

Co po mini-trasie? Gdzie będzie można Was zobaczyć?

Grzegorz Napora: Na razie czekamy na propozycje. Coś jest na horyzoncie, ale nie mogę ci podać na tę chwilę żadnych konkretów.

Anna Truszkowska: Natomiast ten rok może okazać się dla nas okresem bardzo intensywnej pracy. Przygotowujemy nową EP-kę, zaczniemy nad nią pracować na wiosnę. Znajdzie się na niej kilka zupełnie nowych numerów. Już teraz zresztą gramy na koncertach jeden z nich.

Jak się nazywa ten utwór?

Grzegorz Napora: Jeszcze nie wymyśliliśmy dla niego nazwy, więc to taki „no name”, póki co.

Tagi: , , , , , , , , , , .