Infidel: “Muzyka to oryginalność, a nie masowa produkcja”

Wrocławski Infidel postanowił dać o sobie znać i pod koniec zeszłego roku powrócił. Choć III nie jest może rewolucyjnym materiałem, to z pewnością warto zatrzymać się na te 666 sekund i sprawdzić kondycję black metalu znad Odry. Nie omieszkałem też skorzystać z okazji i zadać kilka pytań 2/3 całego składu. Poniżej moja krótka, ale rzeczowa rozmowa z Shoggothem i Vomitorem.

Gdzie przez ostatnie siedem lat bytował Infidel i dlaczego tak długo planował swój powrót?

Shoggoth: Hail! Nie planowaliśmy żadnego powrotu. Infidel w chwili obecnej jest w stanie zawieszenia, życie sprawiło, że tak to aktualnie wygląda. Trudno powiedzieć co przyniesie przyszłość. Przez ostatnie lata skupiliśmy się wyłącznie na wydaniu naszej płyty i doprowadzeniu tego wszystkiego do finału.

Vomitor: Dokładnie tak. Czas pokaże, najważniejsze, że jesteśmy płodni w sensie twórczym i nie zdziadzieliśmy.

Jak długo przygotowywaliście materiał na swój krążek i co w głównej mierze było Waszą inspiracją do jego ostatecznej formy?

S: Materiał zaczął powstawać chyba jeszcze w 2008 roku. Wtedy powstały podwaliny dwóch pierwszych kawałków. Później mieliśmy przerwę, skupiliśmy się na materiale, który wylądował na EPce Eviscerate yourself. Jakoś w 2011 powróciliśmy do tematu i dokończyliśmy proces komponowania. Chcieliśmy, aby te numery nas niszczyły, dlatego sporo potu wylaliśmy, żeby osiągnąć ostateczną formę. Nie mieliśmy jakichś szczególnych inspiracji, po prostu tworzyliśmy taką muzę, jakiej sami lubimy słuchać.

V: Hymny na III powstawały spontanicznie i naturalnie, bez żadnych ciśnień z zewnątrz. To, co w nas wtedy siedziało, znalazło swoje odzwierciedlenie. O to chodzi w muzyce: szczerość. Jakieś “trendy” czy inne marketingowe terminy zawsze mieliśmy głęboko w dupie.

Od samego początku planowaliście, by liczba “trzy” była głównym motywem tego albumu?

S: Wiesz, trudno powiedzieć. Od początku to miały być trzy molochy, ale poza tym nie wgłębialiśmy się w żadną symbolikę. Wydaje mi się, że dopiero jak Debaucher odszedł z kapeli i została nas trójka, narodził się pomysł tytułu itd.

V: Nie było to planowane, tak się potoczyły różne wydarzenia, że III nabrało swoistej symboliki. Widać tak miało być.

Jak należy interpretować III i całe związane z tym przesłanie? Własna interpretacja trójpostaciowości stwórcy?

S: Nie jesteśmy zespołem religijnym i mamy w dupie stwórcę, czy to w trzech, czy w dziesięciu postaciach. Teksty są osobistymi wizjami Feniksa i raczej nie należy ich w żaden sposób łączyć z symboliką religijną. Po prostu dla trzech numerów była potrzebna pewna oprawa. Nasza trójka, dziesięć lat razem, trzy numery, trzecie wydawnictwo. Nie ma potrzeby szukać dalej.

V: Nic dodać, nic ująć. Numerologiczna symbolika III dotyczy wielu rzeczy, ale na pewno nie religii. Religie uważam osobiście za adresowane do “prostego” ludu, generalnie uwalniające ludzi od głębszego myślenia, no i jest to oczywiście cudowne narzędzie do kontroli całego “stada owiec”. Moim zdaniem można je traktować jako swoistą, interesującą ciekawostkę społeczną czy też literacką, jak np. mitologię grecką. No chyba, że byłbym jakimś arcykapłanem, to odpowiedź oczywiście byłaby inna hehe.

Skąd pomysł na stworzenie trzech eposów o równym czasie trwania? 666 sekund to raczej nie dzieło przypadku.

S: Feniks wpadł kiedyś na próbę z pomysłem zrobienia numeru o długości 666 sekund. Idea się spodobała, można rzec, że trafiła na podatny grunt. Potraktowaliśmy to jak wyzwanie i zaczęliśmy komponować z takim zamysłem w głowach. Szybko poszliśmy za ciosem i stwierdziliśmy, że możemy nagrać trzy takie numery i w ten sposób zrodził się pomysł na cały album.

V: Widać siedziało to w nas i wypłynęło. Poddaliśmy się temu nurtowi i efekt jest, jaki można usłyszeć na III.

Co zadecydowało o wyborze Czyśćca jako miejsca do nagrania swojego ostatniego albumu? Nie myśleliście o coraz częściej rozchwytywanych Satanic Audio lub Left Hand Sound?

S: Przede wszystkim chcieliśmy nagrywać z kimś, kto dobrze czai taką muzę i będzie wiedział o co nam chodzi, bez zbędnych tłumaczeń. Pierwszy album nagrywaliśmy z kolesiem, który w ogóle nie siedział w muzie ekstremalnej i nie do końca kumał o co nam chodzi. My też byliśmy wtedy zieloni i choć jesteśmy generalnie zadowoleni ze współpracy, to wiedzieliśmy, że można to zrobić lepiej. EPkę nagraliśmy w Świebodzinie, gdzie wyszła lipa ze współpracy. Tym razem potrzebowaliśmy kogoś, kto siedzi w takiej muzie. Od początku braliśmy pod uwagę Mikołaja z Mgły oraz Nihila. Mikołaj był zajęty i nie miał akurat czasu jak chcieliśmy nagrywać, więc padło na Nihila. Znaliśmy go wcześniej i wiedzieliśmy, że jest spoko gościem, wiec musiało być dobrze. O Satanic Audio nigdy w życiu nie słyszałem. A co do LHS, to mogę się mylić, ale wydaje mi się, że jak przymierzaliśmy się do nagrania, to jeszcze nie istniało to studio, a jak istniało, to jeszcze nie było rozchwytywane, bo dopiero się temat rozkręcał.

V: Nastawiliśmy się na współpracę z kimś, komu nie trzeba będzie tłumaczyć 666 godzin, o co nam chodzi w kwestii nagrań i ostatecznego brzmienia. Przerabialiśmy już takie eksperymenty. Współpraca z Nihiliem przebiegała wręcz w trybie “telepatycznym”. A co do rozchwytywanych studiów, to jak historia metalu uczy, nie zawsze jest to do końca dobre, jak zbyt dużo albumów wychodzi spod jednej ręki. Muzyka to “oryginalność”, a nie masowa produkcja.

W jaki sposób zamierzacie promować płytę? Planujecie występy live w kraju bądź poza jego granicami?

S: Wiesz, trudno mówić o promocji, jak kapela jest w zawieszeniu. Koncerty na ten moment nie wchodzą w grę. Pozostaje kilka wywiadów, jakieś recki i tyle.

V: Koncerty póki co nie wchodzą w grę, chyba że nam się zachce, albo ktoś nas przekupi hehe.

Istnieje szansa na wspólną ekspansję Deus Mortem i Infidel?

S:  Z przyczyn podanych wyżej na ten moment nie może być mowy o czymś takim. Wspieramy Deus, Necrosodom robi zajebistą robotę. Vomitor udziela się w tej kapeli i mam nadzieję, że nie spoczną na laurach i jeszcze sporo dobrej muzy od nich usłyszymy.

V: Nie jest to na pewno rzecz ze zbioru “rzeczy niemożliwych do realizacji”.

W zeszłym roku miała miejsce premiera książki Ewolucja Kultu autorstwa Pattersona, dotycząca sztuki black metalu. Czytaliście tę pozycję? Jak ją oceniacie i czy coś Waszym zdaniem było przedstawione w przerysowany sposób?

S: Tak się składa, że parę dni temu skończyłem czytać tę książkę. Dobra pozycja, kopalnia wiedzy o muzie ekstremalnej, podana w zgrabnej formie. Polecam wszystkim, szczególnie tym, którzy na poważnie zaczynają przygodę z metalem i pragną poszerzyć swą wiedzę i uzupełnić dyskografię. Dla nastolatków, wychowanych na mp3 i FB może być jak wehikuł czasu, jak podróż do mroków średniowiecza hehe. Raczej jest to pozycja dla fanów gatunku, ktoś całkowicie spoza tematu pewnie zdobędzie jakąś wiedzę o tym, czym jest Black Metal, jak złożone to zjawisko, ale mnogość szczegółów może zniechęcić laika. Przypomniałem sobie trochę staroci, parę rzeczy odkryłem zupełnie od zera, ale to dobrze wiedzieć, że mimo tylu lat siedzenia w tej muzie wciąż można coś odkryć. Zabrakło mi tylko trochę więcej na temat BM spoza Norwegii, gdyż na tym skupił się autor, ale generalnie zajebista książka.

Jak zapatrujecie się na pogląd, że black metal w ciągłym stopniu ewoluuje i “dzieje się” – zgadzacie się z takim stanowiskiem? Co sądzicie o tym, że obecnie w gatunku dochodzi – może nie tyle do odrodzenia – ale ponownego wybuchu, tak jak miało to niedawno miejsce na scenie crossover/thrash czy stoner metalu?

S: Black Metal ma wiele form, jak każdy gatunek muzyczny ulega przemianom, powstają dziwne hybrydy, mieszanki. To naturalny proces, wciąż są ludzie poszukujący źródeł inspiracji poza gatunkiem, szukają czegoś dla siebie. To pozytywne zjawisko, bez tego byśmy wciąż tylko pogwizdywali, wybijali rytm patykiem na pniaku. Nie wiem czy można mówić o jakimś odrodzeniu. Siedzę w tej muzie prawie 20 lat i wciąż coś się dzieje, ciągle powstają i znikają kapele, inne powracają. Wciąż powstają zajebiste albumy i gówniane gnioty, norma. Nie rozumiem malkontentów, twierdzących że metal umarł, że nic się nie dzieje itp. Można oczywiście słuchać wciąż starych płyt i olać wszystko, co nowego wychodzi, proszę bardzo. Ja staram się być choć trochę na bieżąco i widzę, że wciąż można coś zajebiste wygrzebać. A wszystkie boomy, nowe mody itp. powinno się oceniać raczej z perspektywy lat, kiedy można w miarę subiektywnie ocenić dane zjawisko, w szerszym aspekcie.

V: Muzyka ma to do siebie, że ewoluuje, jak każdy inny aspekt ludzkiej działalności. Pytanie więc czysto retoryczne. A co do “odrodzeń” czy “wybuchów” w BM, hmm… dla mnie wszystko płynie dosyć “liniowo”. Arcydzieła i gówna zawsze będą powstawać.

Która z ubiegłorocznych płyt rozczarowała Was najbardziej?

S: Na ten moment nie mogę sobie przypomnieć konkretnej pozycji w zeszłym roku, pewnie jakieś kupy wyszły, ale na szczęście nie pamiętam. Wiesz, już dawno się nauczyłem, że lepiej się nie nastawiać i nie czekać jakoś szczególnie na konkretne pozycje, nawet moich ulubionych kapel. Tak było z Gehenną, chyba dwa lata temu. Po genialnym WW czekałem chyba 9 lat na nowy album i niestety rozczarował mnie potwornie. Tyle dobrej muzy wychodzi, że nie ma co się skupiać na gniotach. Dlatego warto przesłuchać sobie materiał przed zakupem płyty, szczególnie, że ceny są-jakie-są, więc po co wydać 50 zł na coś, co cię później wkurwi i będzie gniło na półce? Jedyna kapela, którą biorę w ciemno to Marduk!!! Hail Black Metal!!!!

V: Nigdy nie mam jakichś specjalnych oczekiwań w tym zakresie, także i rozczarowań unikam. Zdecydowanie lepiej pamiętać, co Cię rozkurwiło po całości hehe.

Ostatnie słowo należy do was
V: Dzięki za wywiad. Idźcie i grzeszcie. Amen.

 

 

Tagi: , , , , , , , , , .