Jelonek: “Taka praca sprawia mi ogromną radość”

Michał Jelonek to skrzypek, który z muzyką jest związany od lat 90. Umiejętności nabywał w szkole muzycznej, które rozwijał jako muzyk sesyjny, a następnie praktykował w zespołach Ankh i Hunter. Od 2007 roku przewodzi solowemu projektowi pod szyldem Jelonek. Pod koniec ubiegłego roku wydał nową płytę zatytułowaną Classical Massacre (Mystic Production). Zapraszam do rozmowy z Michałem, w której poruszamy kwestie zarówno jego początków przygody z muzyką, spraw dnia codziennego, jak i kwestii związanych z nowym albumem.


Cześć Michale! Z miejsca przyznam, że jednym z powodów tej rozmowy jest wydana niedawno płyta Classical Zacznijmy jednak od czegoś innego. Po ukończeniu szkoły muzycznej rozpocząłeś pracę jako muzyk sesyjny z wieloma polskimi zespołami – czy na początku łatwo było dostać zlecenie na Twoje usługi czy zwyczajnie w świecie wstrzeliłeś się w niszę, co w prosty sposób wykorzystałeś?

Czołem. Najsampierw pracowałem jako muzyk w Filharmonii Świętokrzyskiej (pierwsze skrzypce, drugi pulpit) ale jednocześnie, jeszcze w trakcie studiów muzycznych zacząłem grać, nagrywać, koncertować  jako członek zespołu Ankh i między innymi z tego powodu miałem problemy na muzycznych studiach klasycznych w związku z tym, mówiąc dyplomatycznie „zmieniałem” uczelnie na coraz bardziej wyrozumiałe…aż się skończyły… a ja skończyłem jako „emgieer” (brzmi prawie jak inżynier) na obecnym Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, który pozdrawiam serdecznie, bo było SUPER! Zwłaszcza w akademiku (śmiech). I właśnie dzięki tej wielkiej, rockowej przygodzie z Ankh (m.in. Jarocin 93, dwa Złote Bączki na Przystankach Woodstock i tysiące koncertów) poznałem sporo innych muzyków, zespołów, nocnych klubów, sklepów monopolowych, inżynierów dźwięku i producentów muzycznych, którzy proponowali nagrania, randki, melanże, eksperymenty na organizmach, a także „zagoszczenie” na płytach i koncertach oraz sesyjne zlecenia… i jakoś tak poleciało. Pewnie przy okazji była to też „nisza”, o której wspominasz, a właściwie „wnęka” lub „aneks kuchenny”, bo o dziwo, nie było „tłumu” skrzypków rockowych szturmujących studia nagrań, więc miałem monopol jak Poczta Polska i mogłem wszystko wszystkim wciskać np. „Przepisy Siostry Krystyny” lub „Jedyny Patriotyczny Śpiewnik Jedynego Prawdziwego Polaka Jedynaka” zamiast zwykłej widokówki (śmiech). Chyba się zagalopowałem w tej odpowiedzi, ale wiadomo o co się mi rozchodzi. Także taki rys biograficzno-kombatancki… Kosztorys… Skosztój Rys (hasło reklamowe Towarzystwa Przyjaciół Tatr).

Czy nadal dostajesz propozycje kolaboracji czy raczej odmawiasz, bo jak wiadomo oprócz solowego projektu dość aktywnie nagrywasz i koncertujesz z zespołem Hunter?

Oczywiście nie odmawiam. Mimo mojej „drewnianej” ręki i skrzypcowego warsztatu a’la drwal dostaję zaproszenia i propozycje nagrań skrzypiec solo (rockowych, metalowych i  innych) oraz nagrania i aranżacji kwartetów, orkiestr smyczkowych i tym podobnych około-smyczkowych sytuacji, i w zdecydowanej większości rzucam się na nie jak głodne dziecko we mgle. Taka praca sprawia mi ogromną radość, satysfakcję i ubaw.

Hunter Jelonek alive

A jak to się w ogóle stało, że zetknąłeś się z cięższą muzyką i finalnie trafiłeś do metalowego zespołu Hunter?

Zaczęło się we wczesnych latach 90. z zespołem Ankh, a wcześniej z innymi kieleckimi zespołami  około-rockowymi, kiedy to kupiłem sobie pierwszą przystawkę piezoelektryczną do skrzypiec i zrobiłem sobie skrzypce elektro-akustyczne. Wtedy to wciągnął mnie rock i metal, a że lepiej umiałem grać na skrzypcach niż na gitarze….to zostałem przy skrzypcach. Intuicyjnie zdawałem sobie sprawę, że to mało ekscytujący  widok dla dziewczyn, kiedy muzyk na scenie zamiast gorących gitarowych solówek wykonywanych na wysokości niepokojąco ruchliwych bioder, skrzypi na małych skrzypeczkach, przyduszając się i nerwowo dociskając instrument na wysokości krtani, niezgrabnie rzuca się na lewo i prawo z wybałuszonymi oczami od bólu pleców. Ale wtedy, na kieleckiej rock/metalowej scenie, wszystkie etaty gitarzystów były już zajęte i brałem, co było wolne. A do Huntera trafiłem przy okazji nagrań płyty Medeis w Studio Izabelin za pośrednictwem Andrzeja Karpa. Opracowywałem smyczki do innej płyty dla Andrzeja, który równolegle produkował płytę Huntera i jakoś tak przy okazji nagrałem parę skrzypnięć i popiskiwań do kilku utworów z Medeis i…. już tak zostało.

To skaczemy do teraźniejszości. Na nowy album czekaliśmy całkiem długo, bo aż 8 lat. Co spowodowało aż tak sporą przerwę wydawniczą? Czy to przez fakt wydania aż 4 albumów zespołu Hunter, a co za tym idzie niemałą ilością występów na żywo?

Było dokładnie tak – dużo pracy przy innych płytach, projektach, koncertach, ale też i te utwory, które nagrałem na Classical Massacre były dużo bardziej wymagające, pracochłonne niż moje autorskie na poprzednich płytach.

Jesteś zawodowym muzykiem z dyplomem, w takim razie w całości odpowiadasz za kompozycje czy wpuszczasz czasem kogoś do komponowania?

Te „jelonkowate” płyty tworzę sam. Ale na ostatnim albumie zrobiłem wyjątek i trochę mi „pomogli chłopaki”, to znaczy Vivaldi, Chopin, Moniuszko, Paderewski, Bacewicz, Rossini i inni.

A czy zdarza Ci się złapać za inny instrument? Instruujesz swoich kolegów po fachu o co Ci chodzi i grasz np. na gitarze?

Oczywiście. Jeśli chodzi o moje utwory, to proces twórczy i przygotowawczy wygląda tak: najpierw sam przygotowuję demo, układam perkusję, nagrywam ślady „piloty” gitar (niektóre, te bardziej „chore” zostają na płycie), piloty wszystkich smyczków i wstępny głos solo skrzypiec, a potem zapraszam ulubionych kumpli muzyków, którzy na podstawie pilotów nagrywają swoje instrumenty z charakterystycznym dla siebie „pazurem”, osobowością czy interpretacją i dodają własnego błysku, szlifu, slangu i charyzmy, za co jestem im niezmiernie wdzięczny i „całuję rączki pięknych Pań”.

Na płycie za perkusją zasiadło dwoje perkusistów: Paweł Chojnacki i Darek Brzozowski (Dimmu Borgir). Chłopaki grają w inny sposób i liczyłeś na wyciągnięcie maksimum z perkusyjnych aranży na płytę? Czy miałeś jakiś inny powód?

Dokładnie tak. Na moich płytach grało kilku różnych perkusistów i zawsze liczyłem na ich odmienne podejście do groove, do beatu, kołysania, dynamiki, picia alkoholu, niekończących się gadkach o blachach… lub po prostu do radosnej naparzanki z gęstą jak kosodrzewina stopą. Dzięki temu utwory na płycie jeszcze bardziej między sobą się różnią i można sobie spokojnie odpuścić tę legendarną regułę „spójności albumu” .

dariusz "daray" brzozowski dimmu borgir

Na Classical Massacre słyszymy też głos. I to nie byle jaki, bo znanego aktora Piotra Fronczewskiego. Powiedz mi proszę, co tu się zadziało?

To właśnie głos Piotra Fronczewskiego, który według mnie powinien być uznany dobrem narodowym, chodził za mną, gdy knułem i knowałem jakby tu „wyprowadzić” Stasia Moniuszkę z gmachu Opery czy Filharmonii i zaciągnąć do rockowego klubu. Uświadomiłem sobie, że wychowałem się na głosie Piotra i jego kreacjach aktorskich: teatralnych, filmowych i kabaretowych! To był dla mnie ogromny zaszczyt współpracować z mistrzem. Była to naprawdę wspaniała lekcja obserwować jego pracę nad tekstem, interpretację każdego wyrazu, pracę nad odpowiednim oddechem i tembrem głosu. Pamiętam, że stałem w studio nagrań z otwartą japą, przygłupawym uśmiechem, słuchając i obserwując Piotra, gdy uroczo masakrował Moniuszkę.

Nie miałem przyjemności widzieć Jelonka na żywo po premierze płyt. Powiedz, jak rozwiązujesz kwestię wokalną w utworze Aria Skołuby?

Ja ją rozwiązuję…tzn. rozpaczliwie wyje Arię jak opętany tenor z atakiem podagry. To tak zwane moje „wyjekonanie autorskie”, które łączy dwa słowa klucze: „wyje” i „konanie”, ale bynajmniej mam wrażenie, że w ten sposób oddaje hołd naszemu kochanemu Piotrowi Fronczewskiemu i przy okazji sprytnie odwracam uwagę publiczności od braku obecności na scenie samego Mistrza Aktorskiego Karate.

Może kojarzysz Krimha, który niegdyś grał na bębnach w Decapitated. On również kilka lat temu wystartował ze swoim projektem, pierwotnie instrumentalnym. Jednak na drugim albumie do jednego z utworów zaprosił gościa, aby użyczył swojego głosu, a trzecia płyta była w całości okraszona warstwą wokalną. Czy Tobie również chodzi po głowie taki pomysł?

Nie wykluczam, ale nic na siłę .

Co do promocji nowej płyty, to w grudniu ubiegłego roku zagraliście sześć koncertów. Czy w 2020 roku będzie można Was zobaczyć tylko na ogłoszonych dwóch sztukach w marcu plus ewentualnie juwenaliowe wydarzenia, czy może planujesz drugą część trasy?

Będzie więcej koncertów, które są dopiero w ustaleniach m.in.  festiwale, dni miast, dożynki, święta kiełbasy, a na jesień znowuż kluby. Zapraszam serrrrrrrdecznie wsjech !

Na Classical Massacre wziąłeś na przysłowiowy muzyczny ruszt największych klasyków, jednak płyta trwa zaledwie 25 Osobiście czuję niedosyt, bo z chęcią posłuchałbym więcej „klasyki” w jelonkowych aranżacjach. Nie myślałeś, aby ten album „wydłużyć”?

Mój profesor od kompozycji nauczył mnie podstawowej zasady „współpracy” kompozytora/wykonawcy ze słuchaczem/melomanem : „Lepszy duży niedosyt niż mały przesyt”. Jednak wracając do płyty, przyznam Ci się, że nawet miałem już nagrane dwa dodatkowe utwory ale jakoś one mi „rozwalały” i „rozmemływały” płytę, bo były za spokojne, liryczne, sentymentalne. A ja chciałem, żeby ta płyta była jak szybki, ostry seks na blacie kuchennym, bez gry wstępnej, bez kolacji, kina, kwiatków, trzymania się za ręce na zbyt długim spacerze, kiedy już nie wiadomo o czym gadać. Ja chciałem, żeby spadały na podłogę talerze i sztućce, rozlewała się oliwa, rozsypywała mąka, sąsiedzi tłukli w kaloryfer, a listonosz przechodzący obok drzwi z rumieńcem udawał, że nic nie słyszy, i że to awizo w sumie może poczekać do jutra. Ale takie gorące „cosik” nie powinno trwać dłużej niż 25 minut, chociażby ze względów bezpieczeństwa dla środowiska i budżetu, ze względu na zagrożenia dla zdrowia uczestników i potencjalnymi, otwartymi złamaniami przepisów BHP, Sanepidu i Kamasutry.

Obrazowo. Będąc przy temacie nowej płyty, ciekawi mnie jej koncept graficzny, czyżbyś na emeryturze chciał otworzyć sklep z instrumentami (śmiech)?

jelonek classical massacre

To cudownie odnalezione (wcześniej cudownie zagubione) zdjęcie mojego przodka z przełomu XVIII i XIX wieku, który wyemigrował z Polski pod zaborami po którymś z powstań do Królestwa Wielkiej Brytanii. Niestety, nie pamiętam, które to było powstanie, ale raczej jakieś mało znane. On po prostu pewnego zaborczo słonecznego dnia powstał i wyjechał. No i tenże mój prapraprapradziadek stryjeczny od strony ciotecznej siostry szwagra mojego wujka zawsze chciał zostać muzykiem, a w szczególności skrzypkiem, ale z wykształcenia, z tradycji rodzinnych i z zamiłowania był rzeźnikiem. Dlatego na emigracji otworzył w Londynie rzeźnię oraz kilka sklepów masarniczych, a obok malutki sklepik z instrumentami i z pracownią lutniczą, gdzie często przesiadywał, próbując za pomocą siekiery i tasaka opanować magiczną i subtelną sztukę gry na skrzypcach. A na okładce widzimy przypadkowe zdjęcie, uchwycony kadr, gdy radośnie i zachęcająco nawołuje klientów, zachwalając swoje towary, usługi i kunszt. Mój prapraprapradziad był rzeźnikiem, który chciał zostać skrzypkiem, a ja jestem skrzypkiem, który powinien zostać rzeźnikiem, bo gram na skrzypcach jak tasakiem lub siekierą.

Jeśli chodzi o koncerty, to gdy grasz weekendówki, czym się zajmujesz w pozostałe dni, jeśli to oczywiście nie jest tajemnica?

Nie, to nie tajemnica. Knuje spiski i planuję zdobycie władzy nad światem !!! A w przerwach oglądam na jenternecie filmiki o słodkich, malutkich kotkach.

Wolisz kameralne koncerty w klubie czy więcej dreszczy u Ciebie wywołuje występ kalibru Pol’and’Rock Festival dla kilkuset tysięcy słuchaczy?

Nie ma, że wolę, gram gdzie się da. I zawsze mam „psychosraczkę”, czy to w klubie, czy na wielkiej scenie plenerowej, ale też ogromną radość i satysfakcję. Miejsce koncertu jest ważne, ale to ludzie są najważniejsi, i to, jak odbierają Twoją muzykę.

W pewien sposób Jelonka można porównać do Apocalyptiki, z tym że oni zaczęli od coverowania Metalliki, a potem „poszli na swoje”. Czy chciałbyś w całości przearanżować i zagrać po jelonkowemu jakiegoś tytana metalowej muzyki?

Pewnie!  Ludwiga van Beethovena!!! Na przykład V Symfonię c-moll opus 67….Ale niestety to poza moimi możliwościami i umiejętnościami.

W swoim życiu zagrałeś mnóstwo koncertów, czy przydarzyła Ci się jakaś sytuacja lub bardzo nietypowa reakcja fanów/fanek na koncercie lub po jego zakończeniu?

Mnóstwo!  Ale, jak się domyślasz, o większości nie będzie elegancko pisać. Ale z takich super fajnych i miłych sytuacji – na przykład ostatnio na koncercie w Warszawie jedna z superanckich fanek przyszła z wydrukowanym z internetu biletem wielkości baaaardzo dużego plakatu, tak z 3 metry na półtora metra! Rozkładała go do kontroli na bramce na wejściu do klubu około 10 minut i ledwo ją było widać zza biletu. Są też super giciarskie fanki, które obdarowują mnie i chłopaków jajcarskimi prezentami np. mroczne gumofilce z nadrukiem Jelonek. Pozdrawiam serrrrrdecznie i dziekuję wielgachnie!

Jakie są marzenia zawodowego muzyka takiego jak Ty? Może stworzenie ścieżki dźwiękowej do głośnej produkcji filmowej? Myślisz, że podołałbyś takiemu wyzwaniu?

Trafiłeś w sedno. Dokładnie za czymś takim się rozglądam. Ja bym podołał, pytanie, czy słuchacze/oglądacze by podołali?

A będąc w domu i mając nieco wolnego czasu, jak masz wybór czego posłuchać w odtwarzaczu to częściej stawiasz na klasykę czy rock?

Dom – w większości klasyka, samochód – w większości rock/metal.

Słuchasz może bardziej ekstremalnych odmian metalu: black lub death metalu? Pytam z ciekawości, czy nie myślałeś powołać do życia projektu właśnie w takich klimatach, czy czasowo byś już nie był w stanie tego ogarnąć?

Mam wrażenie, że nie nadążam za ekstremalnym metalem, tzn. słucham , słucham, słuuuucham  brutal ekstremal full black metalu, a za chwile dowiaduję się , że to już nie jest ekstrema, tylko to już prawie popik, bo dzisiaj ekstremal brutal full darkness options black metal to brzmi tak i tak. Ale oczywiście lubię wrzucić taką muzykę w samochodzie, zwłaszcza w sierpniu, w okolicach pielgrzymek. I nie wykluczam, że rozkręcę sobie taki malutki extremal black death metalowy projekt smyczkowy w ramach kryzysu wieku średniego.

Chciałbym Cię zapytać o kolaborację z Mariuszem Dudą przy płycie Wasteland zespołu Riverside. To chyba nie lada wyróżnienie pracować z tak uznanym muzykiem i artystą rangi przynajmniej europejskiej. Opowiedz jak do tego doszło i jak Ci się z nim pracowało.

Mariusz po prostu do mnie zadzwonił i zaproponował, czy bym im nie nagrał troszku skrzypiec i smyczków na płytę. Ja oczywiście wszedłem w ciemno w tę kolaborację, konspirację i spisek. Było mi bardzo miło współpracować z Mariuszem oraz z chłopakami z Riverside, bo było to super twórcze przez duże „TWÓ”. Mam nadzieję, że nasze muzyczne drogi jeszcze nie raz się skrzyżują.

Czego życzyć Jelonkowi w 2020 roku?

Zdrowia ! Czego i Tobie, Twoim najbliższym oraz wszystkim czytelnikom życzę z całego, mrocznego serca skrzypiącego metala!!!

michał jelonek rysunek Kamila Franke


zdjęcia: Meinl Cymbals Polska, Maciej Pieloch Photography, Paweł Owczarczyk, Maciek Doryk, Kamila Franke

Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , .