Mag: “Magia to rumieniec trupa”

mag polish band

Można żartobliwie napisać, że Toruń słynął z magii na długo przed pojawieniem się tej grupy – kompleks mieszczący się przy ul. Żwirki i Wigury 80 od ponad 20 lat zaklina rzeczywistość i hipnotyzuje polską społeczność seniorską czarami, które sprawiają niesamowite odchudzanie emerytury. Debiut formacji Mag daje jednak sporą nadzieję, że wspomniane miasto ma szansę pozbyć się ciążącej na nim klątwy i niewygodnej etykiety miejsca stanowiącego kolebkę samozwańczego kuglarza.


Żarty żartami, ale zgodnie z przysłowiem „najciemniej jest pod latarnią”, właśnie tego typu miejsca niezwykle często są celem odwiedzin samego czorta. Bo słuchając Waszego debiutu, trudno mi wierzyć, że ktoś inny mógł Was nakłonić do napisania tego materiału. Czy komponując muzykę na pierwszy album, wyznaczyliście sobie konkretny cel poszukiwań? Czy Mag miał być swego rodzaju odskocznią i wyprawą w zupełnie nieznane miejsca, które dotychczasowo były trudne lub niemożliwe do zbadania?

Kierunek sam się przed nami odkrył, jako pewna wypadkowa naszych fascynacji, talentów i przekonań. Można powiedzieć, że od początku wiadomo było dokąd zmierzamy, natomiast droga jest kręta i wciąż pozostaje nie w pełni rozpoznana. Naszym zadaniem jest zachowanie czujności i pewnego wyczulenia na sposób, w jaki stawiamy każdy kolejny krok, na detale. Diabeł tkwi w szczegółach.

Jak więc jest z tą całą magią? Jej kolor rzeczywiście odgrywa istotne znaczenie, czy raczej wszystko leży po stronie czarodzieja i jego osobistych intencji?

Powiedziałbym, że ma ogromne znaczenie, bo pozwala Magowi poznać samego siebie. Czysta, nieukierunkowana witalność nie ma w sobie nic misternego. Jedyne, do czego jest zdolna, to bełkot. Zrozumienie natury rozmaitych ograniczeń czyni prawdziwie wolnym, a wolność jest warunkiem koniecznym magii.

MAG 2020 album cover art

W niektórych regionach naszego kraju sztuka ludowego czy też domowego czarowania nadal żyje. Mieliście okazję doświadczyć czegoś takiego w swoich rodzinnych stronach?

Owszem, widziałem na własne oczy gusła odprawiane przez mieszkańca zapadłej wsi, człowieka głęboko skonfliktowanego z lokalnym kapłanem. Malował symbole o pewnym szczególnym dla niego znaczeniu, używając krwi zwierząt. Bardzo uzdolniony artystycznie człowiek, dożył sędziwego wieku. Współczesny czarownik nie może sobie pozwolić na zbyt silne osadzenie w tradycji, musi mieć świadomość, że magii bliżej w swej strukturze do kłącza niż drzewa.

Jak zespół definiuje magię (poza faktem, że jest ona prawdziwą potęgą)? Odwołania do Legemetona i sztuki alchemii są zauważalne, chociażby w szacie graficznej albumu. Mogę więc zakładać, iż inne grymuary są Wam również dobrze znane. 

Magia to igraszka wisielców, cywilizacja zwierząt, rumieniec trupa, gęstość wiatru, szum wody w płonących polanach.

Moje pytania nie są bezpodstawne, gdyż niesamowicie ciekawi mnie koncepcja postaci Maga oraz historii zawartych na Waszym debiutanckim albumie. Czytając teksty, czuję się jakbym słuchał niezwykle ponurych opowieści od przeładowanego pejotlem czarnoksiężnika albo zanurzył się w świecie komiksowego dark fantasy. Awanturniczy i bitewni czarodzieje, pulpowe i surrealistyczne średniowiecze, które miesza się z ciężką muzyką i wybitnie mrocznym klimatem. Skojarzenia z grą planszową Magia i miecz, animacjami “Heavy Metal” i “Czarodziejami” Bakshiego czy opowiadań Williama Kinga – twórcy postaci Gotreka i Felixa ze świata Warhammer. Przybliżcie nieco Wasze inspiracje.

Bardzo lubię Magię i Miecz, jest to gra zaskakująco realistyczna w swoim przedstawieniu; jej losowość bywa niemal równie brutalna jak przypadkowość pewnych zdarzeń, jakie mogą przydarzyć się w zwykłym, potocznym życiu. Pierwszą grą w tym paradygmacie był dla mnie polski Magiczny Miecz, grałem w to bardzo dawno temu, estetyka tego wydania jest dyskusyjna, ale gra wciągała na długie, długie godziny… Te wszystkie rzeczy, które tu wymieniasz, są mniej więcej trafne. Wspomniałbym jeszcze o ilustracjach, jakie można zobaczyć w starych publikacjach wydawnictwa Mag. Nie można pominąć też Kinga Diamonda.

W „Samotniku z Providence” składacie hołd prawdziwemu mistrzowi literackiego horroru, a sam numer dodatkowo opatrzyliście teledyskiem. Muszę przyznać, że sama wizja i forma jest – delikatnie ujmując – zaskakująca.

To nie jest hołd, to raczej dialog z Lovecraftem żywym przez dzieło. Wnikliwe czytanie jego tekstów jest pożądane i cenne, czołobitność szkodzi zarówno czytelnikowi, jak i autorowi.

Muzycznie Mag jest adeptem prawdziwie potężnej mocy, a muzyka zawarta na debiucie po prostu miażdży swoim brzmieniem i ciężarem. Numery są wręcz monumentalne, jednak właściwie wyważone. Brutalny wręcz sound z niezwykłą łatwością miesza się z melodyjnymi fragmentami. Tutaj należy się duża pochwała dla Kongo Studio, które moim zdaniem wykonało swoje zadanie celująco. Dużo czasu poświęciliście na znalezienie tej ostatecznej formy, którą możemy usłyszeć na debiucie?

Rok, który jak z bicza strzelił. W Draculi Stokera jest ta scena, kiedy Harker jedzie powozem z tajemniczym woźnicą, odtwarzali ją chyba w większości adaptacji. Jazda do zamku jest czymś całkowicie nieuchronnym. Podobnie to wyglądało u nas, nie dało się tam nie dojechać, choć przesądy i strach uporczywie próbowały nas zawrócić. Nie było odrzutów, wszystko szło gładko.

Być może niewiele osób wie, ale w ubiegłym roku zaprezentowaliście ten materiał na limitowanym do dziesięciu sztuk demo. Premiera miała miejsce 16 listopada podczas drugiej edycji imprezy De Revolutionibus Orbium Inferorum, a zarazem w Dzień Wiedźmy. Chyba trudno mówić tu o przypadku. Oprócz numerów z debiutu znalazły się też trzy inne kawałki — zamierzacie kiedyś do nich wrócić i powtórnie je wykorzystać, czy to raczej zamknięty rozdział?

Wspomniane utwory znacznie zmieniły swój kształt, zapewne jeszcze kiedyś je usłyszysz. To, co trafiło na kasety, to fragmenty brudnopisu, gratka dla pasjonatów historii, kolekcjonerów. Uchylona kotara.

W ramach promocji własnego materiału zaplanowaliście na tegoroczną jesień serię koncertów wraz z formacją Dola, która de facto również debiutowała w tym roku, również nagrywała swoją płytę w Kongo Studio, i podobnie jak Wy, w dość niespodziewany sposób zaprezentowała niezwykle ciężki album. Stąd narodził się pomysł na wspólną trasę?

Znamy się i lubimy, gramy próby po sąsiedzku, obie strony bardzo wysoce cenią sobie materiał strony drugiej. Trudno chyba znaleźć lepszą podstawę do wspólnych działań.

W obliczu ostatnich wydarzeń trasa chyba stoi pod dużym znakiem zapytania, ale mam głęboką nadzieję, że do tego czasu zostanie przywrócona możliwość organizacji koncertów klubowych. Jak sobie radzicie z promocją w tych trudnych czasach i nieco abstrakcyjnej rzeczywistości? Czy okres epidemii zamierzacie przekuć na proces twórczy i poświęcić trochę czasu na przygotowywanie nowej muzyki?

Właśnie gdy jesteśmy po pierwszej próbie od dwóch miesięcy. Trudno jest składać w takiej sytuacji jednoznaczne deklaracje, które mogłyby rozpalić nadzieję u osób, którym podobał się album i pragną usłyszeć więcej, więc nie będę tego robił, ale nie będę również niczego wykluczał.

Postać Maga np. w tarocie jest interpretowana jako osoba wszechmocna czy też sztukmistrz. Jednak niezwykle często jest postrzegany jako manipulant, kuglarz czy uzurpator, który tanimi sztuczkami potrafi naginać rzeczywistość dla własnego i niekoniecznie dobrego celu. Co Waszym zdaniem odróżnia prawdziwą magię od zwyczajnej iluzji?

Granice trudno jest jednoznacznie wytyczyć, za jedną rytualną maską często skrywa się kolejna. Pytanie należy raczej zadać obserwatorowi czy pragnie, by niesamowitość, której dane mu być świadkiem, trwała, czy wolałby, aby uleciała wraz z mrugnięciem powiek?

Na zakończenie krótkie pytanie. Który czarodziej, mag czy też czarnoksiężnik z popkultury jest Wam najbliższy? 

Czasem Jodorowski, czasem Houdini, czasem Alamar.

Dzięki za poświęcony czas i ostatnie słowa należą do Was.

Niezwykłe zjawiska wymagają niezwykłych dowodów. Starajmy się o tym pamiętać.


Profil zespołu na Facebooku | Kup płytę/Buy CD 

Maciej

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .