Mat McNerney (Hexvessel, Grave Pleasures): “To bardzo dziwny zespół, ale naprawdę go za to lubię”

Połączcie chwytliwość post-punku z wizjami katastrofy nuklearnej, a otrzymacie Grave Pleasures. Folk rock z psychodelicznym zacięciem to z kolei jedno z wielu określeń, jakich można by określić oryginalną twórczość Hexvessel. Oba na pozór bardzo różne projekty łączy osoba Mata McNerneya.
Słuchając wspomnianych zespołów, można dojść do wniosku, że udzielający się w nich brytyjski artysta, znany również jako Kvohst, nie ma z tym problemów, a nawet bryluje pomiędzy gatunkami. Zapraszam do wywiadu, w którym przeczytacie, jak wygląda proces twórczy kryjący się za Hexvessel, skąd eksperymentowanie podczas nagrywania materiału, i dlaczego zespół wymykający się ramom któregokolwiek z gatunków muzycznych tak świetnie funkcjonuje.

Interview with Mat McNerney in English version (PDF)

Na wstępie dziękuję za czas na wywiad i gratuluję nagrania nowego albumu! To właśnie od pytania związanego z All Tree chciałabym zacząć. Mam wrażenie, że najnowsze wydawnictwo jest bardzo oszczędne w środki, wręcz minimalistyczne. Taki był zamysł?

Tak, moim celem była oszczędność na tym wydawnictwie. Chciałem wykorzystać prostotę jako element albumu i sprawić, żeby była niemal tak samo ważna, jak wykorzystywane instrumenty.
Kryjący się za tym wpływ wziął się z najwcześniejszych form muzyki ludowej, która jest bardzo szczera, a w pewien sposób również bardzo autentyczna. To coś, czego nigdy wcześniej nie zrobiliśmy [z Hexvessel] i czego zawsze starałem się dokonać, ale nigdy nie zdołałem zastosować w praktyce na pełnym albumie. To było dla mnie prawdziwe wyzwanie, jak zresztą dla wszystkich w Hexvessel.
To pewien aspekt naszego zespołu, który istniał od zawsze, ale nigdy tak naprawdę nie został w pełni zrealizowany. Wprowadzenie tych pomysłów w życie jako minimalistycznych aranżacji było dla mnie czymś nowym i ekscytującym.

Każdy z albumów Hexvessel proponuje trochę inne brzmienie. Lubisz eksperymentować w procesie produkcji czy z góry jasno zakładasz, jaki sound chcesz uzyskać?

Zdecydowanie trochę jednego i drugiego. Zawsze mam jasny obraz tego, co chcę zrobić, ale jeśli jesteś otwartym i świadomym artystą, to zawsze pozwalasz na to, aby eksperymenty i przypadki miały miejsce.
To część procesu twórczego – gdy pracujesz, akceptujesz te eksperymenty i czujesz się z tym swobodnie. Wiesz wtedy, kiedy podobne sytuacje mają miejsce, i kiedy wkomponować je w muzykę. Ale mimo wszystko jest w tym początkowy pomysł. Zawsze mam w głowie pewnego rodzaju szkielet tego, co chcę zrobić. Hexvessel nie jest zespołem wpisującym się ściśle w ramy któregokolwiek z gatunków, jak chociażby zespoły black metalowe o określonym charakterze, więc myślę, że mogę dzięki temu pokierować twórczością grupy w bardzo naturalny sposób. To rodzaj muzyki, która ma wymiar bardziej personalny i raczej nie jest konstrukcją zasad wytyczonych jakimiś granicami. W pewien sposób muzyka Hexvessel jest spójna po prostu dzięki temu, że jest bardzo “moja”. 

Zdradzisz co ma symbolizować okręt w nazwie zespołu? Domysłów jest wiele, a nigdy nie znalazłam jasnej odpowiedzi. Może to symbol podróży jako synonimu tworzenia muzyki?

Tak, to wszystko od początku było duchową przeprawą. Hexvessel przekłada się na mnie i moją osobę, jak i na ekspedycję. Słowo “hex” jako urok jest również dla mnie jak klątwa, bycie pod wpływem zaklęcia, a nawet opętania. To jak powołanie. To jak bycie wezwanym, napędzanym przez pewną ideę i odczuwanie potrzeby tworzenia. Tak było u mnie z muzyką, ale nigdy tak naprawdę nie byłem w stanie porządnie tego wykorzystać. 
Kiedy odkryłem Hexvessel, zacząłem komponować muzykę, która naprawdę spełniła moje oczekiwania jak żadna inna forma. Taki był cel – komponowanie muzyki, którą uznaję za bardziej duchowo satysfakcjonującą.

Na ten rok zaplanowaliście z Hexvessel występy w ciekawych miejscach, takich jak katedra w Tampere i zamek w Turku. Wystąpicie również na wyjątkowym festiwalu Roadburn. Na który z koncertów czekasz najbardziej?

Na każdy z koncertów czekam z niecierpliwością. Oczywiście każdy z nich jest wyjątkowy i to, co próbujemy zrobić z najnowszym albumem, to koncerty w miejscach, w których nigdy wcześniej nie graliśmy. Staramy się nie grać w tym samym miejscu dwa razy.
Jeździliśmy kiedyś w trasy, na których przez trzy tygodnie graliśmy koncerty w klubach i to naprawdę nie było właściwe przeżycie Hexvessel na żywo. To nie jest właściwe doświadczenie ani dla nas, ani dla tych, którzy lubią naszą muzykę i przychodzą jej słuchać. Dlatego odtąd staramy się wybierać mniej oczywiste miejsca na tę trasę – chcemy wprawić wszystkich w nastrój odpowiedni do muzyki Hexvessel na żywo. Myślę, że to najlepszy sposób, żeby doświadczyć naszej twórczości.
Hexvessel to bardzo dziwny zespół, ale naprawdę go za to lubię. Myślałem też nad tym, jak zespoły mają takich fanów, na jakich zasługują. Nie zawsze rozumiałem fanów zespołów, w których udzielałem się wcześniej, bo miałem wtedy do czynienia z muzyką o negatywnym przekazie. Myślę, że wszystko, o czym traktuje twoja muzyka, prędzej czy później do ciebie wróci. A fani, którzy przychodzą na koncerty Hexvessel to, no cóż, ludzie właśnie w typie Hexvessel! Zazwyczaj to takie osoby, które chętnie bym poznał. To dlatego też czekam na koncerty z taką niecierpliwością. Występy oznaczają spotykanie ludzi i poznałem wielu dobrych przyjaciół dzięki graniu na żywo z tym zespołem, a to świetna sprawa.

Czyli takie miejsca mają znaczny wpływ na koncert i czynią go wyjątkowym, zrozumiałe. Moim zdaniem muzyka i emocje mówią za siebie, a wyjątkowe otoczenie jest po prostu efektownym dodatkiem, jak sądzisz?

Granie w przeróżnych miejscach rzeczywiście nie jest zbyt oryginalne. Nie jesteśmy pierwszym zespołem, który to robi, bo bardzo wielu artystów zajmuje się podobnymi wyjątkowymi występami. Myślę jednak, że bardzo to do nas pasuje, ponieważ tworzymy zespół, o którym wielu powiedziałoby, że to tworzymy „rytuały”. To może brzmieć naprawdę tandetnie, ale w naszym wypadku „rytuał” to trafne określenie. Bierzemy granie na żywo naprawdę na serio, jak coś świętego, poszerzamy wtedy znaczenie występu.
Kiedy myślisz o występie jako o świętej rzeczy, za każdym razem chcesz podnieść to doświadczenie do wyższej rangi, nadać znaczenia temu przeżyciu. Robimy, co w naszej mocy, żeby wydarzenie miało duchowy wymiar, na przykład kiedy gramy w ważnym miejscu. Z ludźmi coś się dzieje, kiedy doświadczają muzyki w otoczeniu, które ma w sobie pewną magię.
Zdaję sobie z tego sprawę również jako fan, który chce doświadczyć czegoś szczególnego w wyjątkowym miejscu. Można się wtedy naprawdę otworzyć na różne przeżycia. Bywałem na koncertach, podczas których zachodziły pewne przemiany i to dla takich zjawisk żyję, jeśli chodzi o muzykę.
Lokal i muzyka, która jest tam grana, razem opowiadają historię. To jak wyniesienie koncertu na wyższy poziom, do przestrzeni, w której można zmienić to, jak ludzie postrzegają pewne zjawiska. To pozwolenie muzyce na żywo na czynienie swojej własnej magii i dokonanie się wspomnianej przemiany.

Mam nadzieję, że właśnie w taki sposób muzyka Hexvessel zadziała na lipcowym Castle Party. Jakie są Twoje oczekiwania przed tym występem?

Ja też mam taką nadzieję. Nie mogę się doczekać tego festiwalu, to z pewnością będzie dobry występ – zwłaszcza że Polska jest krajem, w którym świetnie mi się występuje, moim zespołom również. Mamy wielu fanów pochodzących z Polski, więc często dostajemy propozycje koncertów. A jeśli o festiwal chodzi, to mam wrażenie, że ludzie naprawdę go lubią, a to zazwyczaj bardzo dobry znak, gdy słyszysz pozytywny feedback związany z wydarzeniem.

Więc jeszcze nie miałeś okazji uczestniczyć w tym festiwalu?

Nie. Byłem w Polsce, ale nie na Castle Party. Myślę, że Polska jest obecnie jednym z najfajniejszych miejsc w Europie, jeśli chodzi o styl, a Polacy wydają się bardzo interesującymi ludźmi. W zeszłym roku dużo podróżowaliśmy po różnych miastach z moim zespołem Grave Pleasures i pomyślałem: „Wow, ci ludzie naprawdę wiedzą, jak się ubierać!”. Naprawdę mają styl, to coś, co bardzo się zmieniło przez jakieś ostatnie dziesięć lat.

Występowałeś gościnnie między innymi na albumach Dark BuddhaRising, Carpenter Brut czy Secrets of the Moon, można więc wywnioskować, że często użyczałeś swojego głosu również na albumach innych artystów. Traktujesz to jako coś oczywistego czy współpraca sprawdza się najlepiej tylko w konkretnych projektach?

Zawsze bardzo cieszyła mnie możliwość wspólnej pracy przy projektach moich przyjaciół. Lubię ich zespoły, poza tym one wszystkie są bardzo różne. Współuczestniczę wtedy w tworzeniu wydawnictw, które są kawałem dobrej roboty, mam szansę na pracę przy muzyce innych osób. To nie lada wyzwanie i jednocześnie wielki zaszczyt. Poza tym trzeba to zrobić, bo powiedzieć „nie”… to naprawdę strasznie niegrzeczne! (śmiech)
Zgadzałem się na zaproszenia, które dostawałem, bardzo mi się zresztą to podobało, mogłem wtedy dać przyjaciołom coś w zamian za wsparcie, jakie mi dawali i za dobrą muzykę, jaką tworzą. W dodatku na poziomie profesjonalnym to dla mnie, jako wokalisty, niezłe wyzwanie.

Opowiedziałbyś jak przebiegała współpraca na jednym z najnowszych wydawnictw, w którym gościnnie się pojawiłeś? Mowa o Scorpion Moonrise nagranym przez Sólstafir.

To było świetne przeżycie, bo tak właściwie dostałem z tym utworem wolną rękę. Gdy Sólstafir pracowali nad tym kawałkiem, zdecydowali się na mój wokal. Przyznaję, że byłem zaszczycony, bo już od jakiegoś czasu rozmawiałem o tym z zespołem.

Bardzo dobrze, że również ta współpraca doszła do skutku, ScorpionMoonrise to znakomity kawałek. Dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję i do zobaczenia na Castle Party.

 

Tagi: , , , , , , .