Mekong Delta: “Z graniem rocka jest jak z piciem- nie wolno tego robić samotnie”

Mekong Delta– zespół równie nowatorski i interesujący co niedoceniany. Mam nadzieję, że zbliżający się występ na festiwalu Metalmania pozytywnie wpłynie na ilość fanów tej formacji w naszym kraju. Żaden sympatyk technicznego i niebanalnego thrash metalu nie powinien przegapić tego koncertu.
O przeszłości i przyszłości zespołu, nadchodzącym koncercie w Polsce oraz pracy nad dwoma nowymi albumami rozmawiałem z gitarzystą, Erikiem Adamem Gröschem. Nie mieliśmy dużo czasu, na dodatek co chwilę zrywało nam połączenie, Erik jednak ani na moment nie tracił swojego dobrego humoru i z uśmiechem na ustach odpowiadał na kolejne pytania. Zapraszam do lektury.

Erik, cieszę się, że Mekong Delta wraca do aktywności scenicznej. W ostatnich trzech latach nie graliście w ogóle na żywo, nie było też o was nic słychać. Co się stało?

Cóż, Alex (Landenburg, perkusja- przyp.aut.) był zajęty graniem w swoich innych zespołach, ja także jestem zaangażowany w kilka innych projektów, Martin (LeMar, wokalista- przyp.aut.) śpiewał w tym czasie w Nachtgeschrei. Ostatnio ten zespół się rozpadł, więc i Martin będzie miał więcej czasu dla Mekong Delta. Jak widzisz nic szczególnego się nie stało. W latach 2010-2014 wydaliśmy trzy płyty, po czym poczuliśmy, że nie mamy ciśnienia, aby znów nad czymś pracować. Każdy więc poszedł w swoją stronę.

Zagracie niedługo na Metalmanii. Co dla nas zaplanowaliście?

Możecie spodziewać się starszych piosenek, ale zagramy także i nowsze rzeczy. Sięgniemy też po kompozycje z orkiestrą, choć ich partie oczywiście polecą z taśmy.

To będzie wasz drugi koncert w Polsce, poprzednio graliście (także w Katowicach) w 2009 roku. Mnie wtedy niestety nie było, ale po dziś dzień słyszę głosy jak wspaniały był to występ. Jakie masz z niego wspomnienia?

Świetne! Ludzie ze strony promotora koncertu byli bardzo przyjacielscy, klub był fajny, hotel przyjemny – to wszystko złożyło się na niezwykle udany pobyt. Sam koncert przebija jednak to wszystko. Przyszło nas zobaczyć naprawdę sporo osób, które świetnie się bawiły. Dlatego mam same miłe wspomnienia z tej pierwszej wizyty w Polsce i mam nadzieję, że teraz będzie dokładnie tak samo.

W 2014 roku odszedł od was Benedikt Zimniak. Znaleźliście już zastępstwo?

Nie szukaliśmy nikogo. Jestem jednak nieźle zorientowany na rynku gitarzystów i gdy przyjdzie odpowiednia pora, będzie z kogo wybierać. Na ten moment jestem jedynym gitarzystą w zespole.

Nowa płyta Mekong Delta- to odległa czy bliska przyszłość?

Nigdy nie przestajemy komponować. Zbieranie pomysłów, motywów czy melodii, to proces który nigdy nie ustaje, mamy więc materiału na dwa albumy. Pierwszy z nich będzie najprawdopodobniej instrumentalny, ze sporą ilością partii orkiestrowych. Nad tym obecnie pracujemy. Za wcześnie jednak aby mówić o szczegółach, nie potrafię podać przybliżonej daty premiery. Jest jeszcze trochę pracy przed nami.

Trzeba się więc uzbroić w cierpliwość.

To normalne dla Mekong Delta. Myślę, że nasi fani już się do tego przyzwyczaili (śmiech). Obiecuję jednak, że im dłużej poczekacie, tym lepszą płytę dostaniecie.

Dotychczas grałeś na trzech albumach Mekong Delta- Wanderer on the Edge of Time (2010), Intersections (2012) oraz In a Mirror Darkly (2014). Który z nich jest Twoim ulubionym?

Zdecydowanie Wanderer on the Edge of Time. Poświęciliśmy sporo czasu aby uczynić go tak dobrym, jak jest. Intersections to album składankowy- nagraliśmy klasyki Mekong Delta ponownie, w takich wersjach w jakich zwykliśmy je teraz grać. Lubię też nasz ostatni album, In a Mirror Darkly, na którym na gitarze grałem już sam. To dobry album, ale za najlepszy uważam Wanderer… – to tu są najlepsze kompozycje, najbardziej udane pomysły i naprawdę wspaniały koncept.

Te trzy wspomniane wydawnictwa, to nie są jedyne płyty, w powstaniu których miałeś udział. Wcześniej nagrywałeś bądź miksowałeś albumy Mekong Delta. Co wtedy, zanim dołączyłeś do zespołu, sądziłeś o ich muzyce?

Myślę, że pokonałem typową drogę od bycia fanem, do bycia członkiem zespołu (śmiech). Mekong Delta wydał swój pierwszy album w 1987 roku i już wtedy ich znałem i słuchałem. Wspomniałem, że ulubioną płytą z moim udziałem jest Wanderer on the Edge of Time, ale z całej dyskografii MD najbardziej kocham pierwsze trzy płyty, czyli Mekong Delta, The Music of Erich Zann i The Principle of Doubt. To są prawdziwe killery. Będąc fanem zespołu miałem okazję, już w latach 90, współpracować z Ralphem Hubertem (basista, założyciel i lider zespołu- przyp.aut.), kiedy to został producentem zespołu, w którym wtedy grałem (Annon Vinprzyp.aut.). On z kolei po czasie zatrudnił mnie przy pracach nad wydawnictwami swojego zespołu i gdzieś od roku 1994 i albumu Visions Fugitives miałem przyjemność nagrywać, a później miksować płyty Mekong Delta.

Nie tylko znasz się z Ralphem od lat, ale także z Martinem i Alexem tworzycie najbardziej stabilny skład zespołu. Gracie razem już 10 lat- Ralph tyle jeszcze z nikim nie wytrzymał.

(śmiech) Sekret jest prosty- nie tylko kochamy muzykę Mekong Delta, ale także lubimy spędzać ze sobą czas. Doceniam też to, że mam przyjemność pracować z naprawdę świetnymi muzykami. Martin na przykład jest nie tylko doskonałym wokalistą, ale także kompozytorem. Wymyśla swoje partie bez żadnego problemu. Z kolei powiedzieć o Alexie, że jest fenomenalnym bębniarzem, to nic nie powiedzieć. Ralpha także długo mógłbym komplementować. Współpraca z tak utalentowanymi ludźmi nie sprawia żadnych trudności, na dodatek wiemy jak się ze sobą dogadać. Pomaga nam to, że nie jesteśmy już nastolatkami- im jesteśmy starsi, tym jesteśmy mądrzejsi.

Rob Halford na albumie British Steel śpiewał, że nie trzeba być starym, aby być mądrym.

(śmiech) Ujmę więc to inaczej- z wiekiem pojawia się konieczny dystans. Nie walczymy ze sobą kiedy tworzymy muzykę, mamy otwarte umysły, chętnie słuchamy opinii innych. Obecnie łatwiej nam to przychodzi niż kiedyś.

Ciekaw jestem, co odpowiesz na następne pytanie. Jakim szefem jest Ralph?

Dobrym. Daje nam potrzebną przestrzeń w czasie występów na żywo. Ma też sprecyzowany plan podczas pracy w studiu, wie co chce osiągnąć i jak to zrobić. Imponuje mi, jest moim mentorem. Lubię z nim pracować. Dla nikogo nie stanowi problemu, że to on dowodzi w Mekong Delta i wyznacza czym się będziemy zajmować.

Pamiętam, kiedy w jednym z wywiadów powiedział, że wasze próby są inne niż w przypadku innych zespołów. Co miał na myśli?

(po chwili) Nie bardzo wiem, myślę że nie ma aż tak dużych różnic. Nasze próby charakteryzują się tym, że niewiele rozmawiamy, skupiamy się na grze. Każdy wie, co do niego należy. Ćwiczymy dłuższe partie materiału, aby na koncertach grać utwory jeden po drugim. Z kolei w czasie przygotowań do nagrania płyty poświęcamy więcej czasu na omawianie kwestii technicznych, na przykład doboru strun.

Odejdźmy na moment od Mekong Delta. Masz także swój drugi zespół, Mynd. Zaintrygował mnie opis waszej muzyki. Co to jest rock retrogresywny?

Zawsze nas o to pytają (śmiech). To tylko gra słowna, zbitka retro oraz odwołanie do rocka progresywnego. Na pewno znasz ostatnie albumy Opeth, to jest pewien drogowskaz. Mimo, że są to nowe rzeczy, to brzmią jakby były wyjęte z lat siedemdziesiątych. Mogłyby się wtedy ukazać wraz z klasycznymi albumami Yes, Genesis czy Emerson, Lake and Palmer. Taką też muzykę gramy my- mniej metalową, bardziej osadzoną w klasyce rocka, choć brzmiącą współcześnie.

Słuchasz jak widać różnorodnej muzyki. Bez jakiego albumu albo wykonawcy miałbyś poczucie, że czegoś brakuje w Twoim życiu?

Jest tyle wspaniałych zespołów na świecie. Na pewno żałowałbym gdybym nigdy nie poznał Slayera, Motörhead, Yes, Metalliki– wszystkich tych wielkich zespołów, które stanowiły inspirację dla tysięcy innych muzyków. Wiem, że nie jestem w tym momencie oryginalny, ale ci najbardziej znani artyści są tacy nie bez powodu.

Ty także masz wpływ na następne pokolenie muzyków, prowadzisz bowiem szkołę, gdzie uczysz gry na gitarze.

Zgadza się.

Byłem pod wrażeniem, kiedy oglądałem na YouTube filmik, jak kilkuletnie dzieciaki grają z Tobą Smoke on the Water. Ja w ich wieku nawet nie wiedziałem o istnieniu Deep Purple.

To bardzo przyjemne uczucie, widzieć jak dzieci rwą się do nauki. Moja szkółka gitarowa jest dość specyficzna, to bardziej taka szkoła rocka. Nie jestem typowym nauczycielem. Bardziej widzę siebie jako muzyka, który pokazuje co można zrobić z instrumentem. Zapraszam dzieciaki i pozwalam im grać. Często wygląda to tak, że dzieci się wcześniej wzajemnie nie znają, ja łączę je w grupy, a one starają się zagrać coś wspólnie. To dla nich największa frajda, kiedy mogą stworzyć coś swojego. Ważne jest też to, aby nauczyli się, że w muzyce ważna jest współpraca i interakcja. Z graniem rocka jest jak z piciem- nie wolno tego robić samotnie (śmiech).

Wróćmy na koniec do Mekong Delta. Zespół powoli wraca do życia, chciałbym zatem zapytać jakie macie plany na najbliższą przyszłość i czego mogę wam życzyć?

Plany? Zagrać trochę koncertów, ale nie za wiele. Oprócz tego dalsza praca nad dwoma albumami, o których wspominałem. Trochę odpoczęliśmy, ale pora się zabrać do roboty- czas biegnie, a my z każdym rokiem zamiast młodnieć jesteśmy coraz starsi (śmiech). Co do życzeń, to trzymaj kciuki aby granie nadal sprawiało nam sporo radości i aby fani chętnie nas słuchali.

Tego zatem życzę. Dziękuję za rozmowę Erik i do zobaczenia w Katowicach.

Dzięki i do zobaczenia!

Tagi: , , , , , , , , .