MemoCrasher: “Szczere i czyste emocje”

Ja jestem lekarzem, Hubert dosztukowuje ostatnie literki do mgr inż. budownictwa. Piotrek z wykształcenia jest elektrykiem, a Pan Grzegorz jest konstruktorem. Niby inne światy, ale wszystkich nas łączy pasja, i wiara w to, że życie ma wyglądać tak jak chcemy, a nie tak jak wyszło” – MemoCrasher to jeden z najciekawszych debiutujących w tym mijającym już roku zespołów w kraju, który wart jest uwagi nie tylko z powodu świeżego spojrzenia na klasycznie hard rockowe i metalowe granie, ale także z powodu imponująco dojrzałego i profesjonalnego podejścia do swojej muzycznej aktywności. Gorąco zachęcamy do zapoznania się z twórczością MemoCrasher oraz do lektury rozmowy z jego liderem, Dawidem Andruchem.

Przybliżcie w skrócie swoją historię tym czytelnikom Kvlt, którzy być może nie mieli jeszcze okazji zetknąć się z Wami i Waszą twórczością.
D.A. – Podejrzewam, że większość czytelników rzeczywiście nie miała okazji nas poznać, ponieważ nie dość, że regularną działalność zaczęliśmy jakieś 4 miesiące temu, to jeszcze pochodzimy z Bieszczad, gdzie na wieczór zwija się asfalt z dróg, a co tu dopiero mówić o prężnym i arcyrozbudowanym aparacie promocji młodych zespołów. Myślę jednak, że wakacyjni turyści i podkarpaccy tubylcy, rzeczywiście mogli się na nas już natknąć. Sam koncept MemoCrashera mi i Hubertowi dojrzewał w głowach bardzo długo. Pomijając nastoletnie marzycielstwo, już trzy lata temu, siedząc w starym zakładzie do produkcji lodów, sklecając pierwsze wspólne riffy i zajadając się starymi wafelkami, nieśmiało przebąkiwaliśmy do siebie o stworzeniu zespołu. Jednak ówczesna zerowa wiedza o szeroko pojętej produkcji muzyki i stuprocentowa naiwność w tych kwestiach z jednej strony skutecznie wydłużyły okres startu aż do teraz, z drugiej jednak, pozwoliły nam wierzyć, że to wszystko uda się własnoręcznie stworzyć. I tak jesteśmy tu trzy lata później i w wyniku nauk wyniesionych z licznych głąbich błędów, których nie powstydziłby się ogr po lobotomii oraz uporu szaleńców. Mamy pierwszą w całości samodzielnie zrobioną płytę, drugą w drodze, trzy klipy, skompletowaliśmy pełny skład (dołączyli do nas Piotrek (bas) i Pan Grzegorz (perkusja)), w międzyczasie ja nauczyłem się całkiem strawialnie śpiewać i długoletnia wiara w to, że to się uda, zaczyna przynosić pierwsze owoce. A nasza muzyka niech resztę w tej kwestii dopowie za nas.

Jaki dla MemoCrasher był ten mijający 2016 rok? Co było w nim najważniejsze dla Was, jako zespołu?
Nasze oficjalne narodziny. Wcześniej choć wszystko miało już ustaloną formę to ten “poród” cholernie się przedłużał. Mogliśmy poczekać jeszcze rok to dostalibyśmy 500+ a może i 4 tysiące zł za tego kalekiego oseska… Cyniczne żarty na tle politycznym zawsze na czasie… A poważnie, zaraz po studiach czasowo wstrzymałem pracę w zawodzie i wyjechałem za granicę uzbierać pierwsze większe pieniądze na rozruch. Potrzebowaliśmy praktycznie wszystkiego, muzyka jako taka była już praktycznie gotowa rok temu, ale potrzebowaliśmy sprzętu do nagrywania klipów, sprzętu do grania na żywo. Przy okazji liznąłem trochę wiedzy o produkcji teledysków, obróbce obrazu i mogliśmy nakręcić klipy, bez konieczności sprzedawania nerek na handel narządami. Chcieliśmy ubrać to wszystko w coś więcej niż mp3-kę na youtube, z fotką trzaśniętą smartfonem po obróbce filtrami z instagrama w tle. Tak więc cała pierwsza połowa tego roku to były ostateczne przygotowania do wypuszczenia pierwszego albumu “Revenant“, który pojawił się na youtube w lipcu i tydzień później został usunięty… Do dziś nie wiadomo, czy to w wyniku echa wspomnianej wyżej lobotomii, czyli naszej głupoty, czy też z czyjejś zawiści, ale drugi upload się ostał i album jest tam do odsłuchania za darmo. Udało się nam zdobyć wyróżnienie w konkursie dla młodych zespołów “Garaż 2016” dzięki czemu zagościliśmy w Radiu Rzeszów i udzieliliśmy kilku wywiadów oraz zagraliśmy na Ogólnopolskim Zjeździe Motocyklistów w rodzinnym mieście. To wszystko pozwoliło nam się sprawdzić w terenie wyciągnąć pierwsze lekcje, wnioski i udoskonalać formułę.

A co uważacie za najważniejsze w 2016 roku dla świata ciężkiej muzyki w naszym kraju i poza jego granicami?
Występ Michała Szpaka na Eurowizji(…). A poważnie, w Polsce niewątpliwie powrót Metalmanii. Ja wiem, że to dopiero w przyszłym roku, ale teraz zostało to wszystko zorganizowane. Cieszy mnie to ogromnie, bo to kapitalna impreza. Kiedy przyjechałem studiować do Katowic, myślałem: “Metalmanio… Całe cholerne liceum zbierałem na bilet, by tu być i nie uzbierałem… Bo przejadłem… Tym razem nic nam nie przeszkodzi.” Tydzień później dowiedziałem się, że likwidują imprezę… Tak więc dla mnie to podwójnie dobra nowina, że wskrzeszają największą metalową imprezę w tej części Europy i będę mógł tam zawitać po latach. A w świecie, wydaje mi się, że nie można przejść obojętnie wobec innego aktu nekromancji jakim jest rezurekcja Guns’n’Roses. Czy ktoś to lubi czy nie, na pewno jest to wydarzenie tego roku, co tylko potwierdza ogromne zainteresowanie ich trasą koncertową.
Przełom 2016 i 2017 roku ma być czasem wydania drugiej płyty MemoCrasher, czyli albumu „At the Gates of Rebirth”. Choć właściwie ma to być podwójne wydawnictwo, tak? Bo chcecie raz jeszcze pokazać światu Wasz debiut – „Revenant”. O co dokładnie chodzi? Jak to będzie wyglądało?
At the Gates of Rebirth” jest i merytorycznie i muzycznie drugą stroną obrazka jaki przedstawia “Revenant“. Na swój sposób te albumy są jedną spójnią, która odsłania pełne spektrum muzyki jaką gramy. Wiedzieliśmy, że wydawnictwo płytowe zorganizujemy pod koniec tego roku, ale jako, że “Revenant” był praktycznie gotowy, szkoda nam było czekać i nic nie robić, chcieliśmy, żeby muzyka zaczęła już docierać do świadomości słuchaczy i wypuściliśmy pierwszą część materiału pod szyldem “Revenant“. Album jako całość opowiada jedną spójną historię, poprzedzającą w życiu człowieka to co musi się stać, żeby mógł stanąć u swoich “Bram Odrodzenia”, czyli kolejnego albumu.
A schodząc na ziemię: tej zimy ukaże się dwupłytowe wydawnictwo zawierające obydwa albumy “Revenant” oraz “At the Gates of Rebirth” i będzie to limitowana edycja. Jako nowicjusze mierzymy “zamiar podług sił”, zwłaszcza w świecie, gdzie fizyczne krążki niestety powoli odchodzą w niepamięć. Ale chcemy dać z siebie wszystko. Szanujemy słuchaczy i jeśli już chcemy za coś oczekiwać zapłaty, to mamy mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, żeby ten produkt był godny uwagi i tym właśnie będzie ta podwójna płyta.

Ile już teraz możecie zdradzić na temat „At the Gates of Rebirth”?
Ta płyta pokaże Wam czym na prawdę jest MemoCrasher i kim jesteśmy my jako twórcy, a także po części jako ludzie. Dokładnie taki rodzaj ekspresji jaki na niej znajdziecie, wzbudził we mnie i Hubercie pasję do gitary. Album będzie zawierał 10 utworów, ponad godzina materiału. Będzie emocjonalny i szczery. Będzie tak lepszy od poprzedniego, jak gorszy od następnego.

memocrasher_promo-1

Czy krążek „Revenant” jest gdzieś jeszcze dostępny? Jakie różnice zauważacie, zestawiając debiut z nowym materiałem?
Będzie dostępny razem z nowym krążkiem jako całość, w atrakcyjnej jak karpie na Wigilię cenie. Co do różnic, to brzmieniowo obydwa albumy są jedną spójnią. Natomiast o ile na “Revenancie” możecie posłuchać piosenek, to nie boję się powiedzieć, że “At the Gates of Rebirth” zawiera utwory. Paradoksalnie materiał z drugiej płyty chronologicznie jest starszy niż “Revenant” i jak wspomniałem wcześniej, będzie zawierał szczere i czyste emocje, nie przefiltrowane przez żadne konwencje czy konwenanse. Kawałki z “Revenanta” powstawały w jednym okresie i tworząc je staraliśmy się pogodzić formułę, z naszym poczuciem estetyki i potencjalnym poczuciem estetyki słuchaczy. Tutaj, na pewno utwory są dojrzalsze, bardziej bezkompromisowe, przemyślane, a nie obmyślane i na przestrzeni lat, kiedy wymyślałem te melodie (bo niektóre powstały 7-8 lat temu, tak jak serce mi dyktowało), nigdy nie pomyślałbym jak głębokiego drugiego dna i perspektywy nada im moje życie przez pryzmat późniejszych doświadczeń. I nie mówię przez to, że “Revenant” jest gorszym młodszym bratem “At the Gates of Rebirth“. Jak wspomniałem wcześniej, oba albumy dopełniają się jak ekstra- i introwertyk, symbolizując z jednej strony to kim człowiek jest na zewnątrz, ze wszystkimi konwencjami jakich używa, ale które nigdy ostatecznie go nie zdefiniują, a z drugiej kim na prawdę jest gdzieś tam w środku.

Czy nowym, podwójnym wydawnictwem chcecie zainteresować jakąś wytwórnię czy wydacie to na własną rękę?
Zgodnie z moim stanem wiedzy, wytwórnie w dzisiejszych czasach raczej nie będą zainteresowane współpracą na godziwych warunkach z zespołem o sile marki na naszym poziomie i w obecnych czasach transformacji rynku muzycznego w bliżej nieokreśloną poczwarę trudno im się dziwić. Ale mogę się mylić i chciałbym się mylić. A co do siły marki, wszystko dopiero przed nami. W każdym razie jesteśmy otwarci na każdą współpracę opartą na zasadach innych niż “ruska spółka” – czyli Ty wszystko, my nic.

Zdaje się, że Wasze życie zawodowe w interesujący sposób przeplata się z graniem i historią MemoCrasher – możecie opowiedzieć o tym coś więcej?
Mamy tak pełny przekrój zawodów w zespole, że brakuje nam tylko prawnika i księdza, ale to już chyba przepadło. Ja jestem lekarzem, Hubert dosztukowuje ostatnie literki do mgr inż. budownictwa. Piotrek z wykształcenia jest elektrykiem, a Pan Grzegorz jest konstruktorem. Niby inne światy, ale wszystkich nas łączy pasja, i wiara w to, że życie ma wyglądać tak jak chcemy, a nie tak jak wyszło. Może trochę nie na temat, ale to tylko pokazuje, że szyld i przesłanie jakie ma MemoCrasher nie są pustym frazesem. Nie ważne kim i gdzie jesteś, ważne kim i gdzie chcesz być. Jeżeli masz marzenie i słyszysz w środku jak na prawdę ma wyglądać Twoje życie, to zamiast wygodnie płynąć z prądem tego, gdzie się urodziłeś, kogo Ci życie podsunęło rykoszetem pod nos i tego co tradycja, nawyki i ludzie dookoła mówią Ci, że ma się stać, rusz swoją leniwą żyć i zacznij iść tam, gdzie od dawna powinieneś być. Masz jedno życie w dodatku od jego połowy już niewiele chce się ludziom robić, a przykro by było, jeśli przed śmiercią popatrzysz w lustro i pomyślisz: “No k***a szkoda…”

Na koniec naszej rozmowy polećcie naszym czytelnikom jakiś utwór MemoCrasher.
Serdecznie dziękujemy za rozmowę, pozdrawiamy czytelników i na koniec gorąco polecamy tytułowy klip “Revenant“, a także klip “Soul So Haunted” z uroczą dziewczyną w adnotacjach na koniec teledysku! (I oczywiście cały album).

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .