Mihu (Warfist): “Rzadko tworzę teksty w oparciu o wątki autobiograficzne”

Zielona Góra to bardzo specyficzne miejsce. Życie nocne w dni powszednie umiera z urokiem po zachodzie słońca, niewiele można też powiedzieć o tym, co tak naprawdę napędza muzyczny krwiobieg tego miasta. Może nic, a może jednak warto się tu trochę zatrzymać. Jest nadzieja bowiem na ciekawe, dobre i zarazem „regionalne” przysmaki muzyczne w postaci black/trashowego Warfist. Przy okazji wydania nowego albumu pod tytułem Grünberger w rdzennie zielonogórskich okolicznościach porozmawiałem z wokalistą grupy nie tylko o samym wydawnictwie, ale o miejscowej kulturze, inspiracjach i sile kontekstu w muzyce. Mihu odrobił zadanie domowe z historii – w każdym z tekstów nowego albumu Warfist można znaleźć
odniesienia do historii miasta Bachusa, które czci swojego patrona na jesieni. Zmieniały się ustroje, zmieniała się polityka, ale niezależnie od wpływów kościelnych na aparat rządzący siedmiodniowa feta w imieniu boga wina i czarownic nadal jest w tym mieście odprawiana. Zielona Góra to bardzo specyficzne miejsce, ostrzegałem przecież na początku.
Panie i Panowie: Mihu, lokalny patriota, Grünberger, Warfist, Zielona Góra.


Ponieważ jestem tatuatorem i na co dzień zajmuję się designem, zacznijmy od pytania, które nurtuje mnie z czysto zawodowej ciekawości, mianowicie dotyczy wizualnych aspektów Waszego wydawnictwa. Klip do Death by Cleansing Fire przedstawia palenie czarownicy na stosie, zaczerpnięte z filmu The City of the Dead Johna Llewellyna Moxey’a. Przecinają go plansze o
oldschoolowym designie zahaczającym o blackowe wzornictwo, do których nie pasuje z kolei forma liternictwa użyta do zapisania pojawiającego się tekstu. Czemu czcionka jest inna od zastosowanej wcześniej? To przypadek, że motywy graficzne są niespójne czy też celowy zabieg?

To jak najbardziej celowy zabieg. Chodziło po prostu o to, że czcionka tekstu, miała być stylizowana na czcionkę używaną w kinach przy napisach do filmów. Plansze z kolei miały nawiązywać do filmów kina niemego. Tak sobie to wymyśliliśmy, uznaliśmy, że fajnie będzie to wyglądało i to cała filozofia. Nie sądzę, żeby było tam coś niespójnego. Wszystko zostało przemyślane.

Okładkę w mocno oldschoolowym stylu rodem z pierwszego albumu Burzum zaprojektował popularny ostatnimi czasy Maciej Kamuda. Dlaczego akurat wybór padł na artystę spoza Zielonej Góry, skoro album jest stricte o tym mieście? Jak układała się Wasza współpraca i skąd pomysł na wykorzystanie po raz kolejny postaci Bachusa z rzeźby na zielonogórskim rynku, która bądź co bądź, została stworzona przez poznańskich artystów na zlecenie władz miasta? Zrobiliście to już raz na Devil lives in Grünberg, to celowe powielanie pomysłu?

Album “Devil lives in Grünberg”

Wybór padła na Kamudę, bo po stworzonej przez niego okładce do Metal to the Bone stwierdziłem, że w miarę możliwości chcemy z nim współpracować przy kolejnych wydawnictwach. Bardzo podoba mi się jego styl, koleś lubi rysować czaszki, które jak dla mnie są jednym z kluczowych elementów metalowej okładki. Ponadto współpraca układa się świetnie. Maciej jest tego typu artystą, że niechętnie robi grafikę wedle cudzych pomysłów, ale to nie szkodzi, bo sam ma rewelacyjne pomysły, więc wilk syty i owca cała. Jest natomiast otwarty na wszelkie sugestie dotyczące jego projektów, a ponadto nie robi niczego na odpierdol. Wykorzystanie Bachusa jest celowym zabiegiem i nie traktuję tego, jako powielanie pomysłu. Okładka debiutu i Grünberger mają zupełnie inny wydźwięk. Zresztą, nowy album jest konceptem o Zielonej Górze, więc naturalnym było wykorzystanie wizerunku Bachusa, który siedzi na wzgórzu i przypatruje się plugawym rzeczom dziejącym się w mieście, wraz z satyrem u swojego boku. Jakby nie patrzeć, tak, Bachus jest symbolem Zielonej Góry i to bardzo pasującym do metalowego wizerunku. Przecież to antyczny bóg rozpusty. Sam przyznasz, że lepiej pasuje do całego konceptu, niż np. Myszka Mickey.

Bezspornie pasuje tam lepiej, co racja to racja. Muszę zapytać jednak o podwaliny albumu Grünberger. Mamy tutaj motywy zielonogórskie i zbudowany wokół nich koncept. Inspiracją jest niewinny przejaw zainteresowania historią miasta i wyraz lokalnego patriotyzmu? O czym chcesz powiedzieć?

 Od dawna interesuję się ponurymi wydarzeniami z historii ludzkości, ciemną stroną ludzkiej psychiki, a dowiedziawszy się wiele lat temu, że z Zieloną Górą wiąże się wiele takich opowieści, jeszcze bardziej mnie to ucieszyło jako właśnie lokalnego patriotę. Poznając lepiej historię miasta, miałem bowiem ciekawe tematy na kawałki dla Warfist i do tego o całkiem oryginalnym wydźwięku. Generalnie celem tej płyty było  urzeczywistnienie mojej wizji, aby stworzyć kawałki, których tematyka obraca się wokół Zielonej Góry i jednocześnie jest „metalowa”. Z reguły pisząc teksty, stawiam się bardziej w roli osoby zdającej relację, opowiadającej o zaistniałych wydarzeniach, rzadko stającej po jakiejś stronie. Na Grünberger są jednak kawałki, będące wyjątkiem od tej reguły, jak np. The Burning Flames of Ignorance, który traktuje o paleniu książek przez katolików, co jest karygodnym czynem, niezależnie od tego, jakie to książki i kto je pali. Książki to źródło wiedzy o historii, człowieczeństwie i poglądach człowieka, na przestrzeni dziejów. Lecz dla niektórych wiedza jest niewygodna, dlatego palenie książek miało miejsce wiele razy w historii świata. Innym przykładem jest Death by the Cleansing Fire, opowiadającym o procesach czarownic w Zielonej Górze, które były niczym innym, jak szukaniem kozłów ofiarnych. Najczęściej były nimi niewinne kobiety, bo zdaniem niektórych ówczesnych kapłanów „wszystkie kobiety są diabłami”. Jak się zapewne domyślasz, duchowni, jak i same ich praktyki, nie zostały przedstawione w tym tekście w pozytywnym świetle.

Jak odnosisz się do przekazu politycznego w jakiejkolwiek formie muzycznej? Co sądzisz o dobrze wszystkim znanym działaniach utrudniających organizację imprez niektórych zespołów?

Wiesz, przekaz polityczny jest z niektórymi gatunkami wręcz nieoderwanie powiązany, jak np. z punkiem, czy hardcorem. Jeśli natomiast chodzi o metal, nie do końca mi się to widzi. Teraz, kiedy mówi się o polityce w metalu, z reguły stają przed oczami kapele NSBM, ale przecież amerykańscy thrashowcy z lat 80. też mieli polityczne teksty, z tym że z drugiej strony barykady. Nie jestem zwolennikiem ani jednego, ani drugiego. Jedyne miejsce dla polityki w metalu to jebanie jej po całości – nieważne, czy czerwonych, brunatnych, czy turkusowo-bordowych. Jeśli chodzi o drugą część pytania domyślam się, że chodzi Ci o działania Antify. Jak dla mnie są oni gorsi, a co najmniej tak sami źli, jak to, z czym rzekomo walczą i niech to będzie komentarz do całej sytuacji.

Nawiązując do kontekstu i tekstów Grünberger, nie znajduję tu jakiejkolwiek pierwszoosobowej narracji. W takim razie gdzie umiejscawiasz siebie samego we własnej twórczości?

Tak jak mówiłem wcześniej, w tekstach przyjmuję rolę obserwatora i relacjonującego. Czasem zdarza się, że korzystam z pierwszoosobowej narracji, lecz jest to jedynie, nazwijmy to, zabieg artystyczny. Rzadko tworzę teksty w oparciu o wątki autobiograficzne.

Porozmawiajmy więc o szczegółach. Interesuje mnie utwór Black Army ze względu na wydźwięk tekstu – jakie wydarzenie historyczne było inspiracją do powstania tego kawałka?

Dotyczy on najazdu węgierskiej armii najemników, zwanej Czarną Armią, na Zieloną Górę. W wyniku tego najazdu spłonął zamek, którego śladów archeologowie szukają do dziś i są sprzeczne wersje co do tego, gdzie mógł się znajdować. Są nawet dwie wersje, jak doszło do jego zniszczenia. Pierwsza mówi, że spalili go po prostu Węgrzy. Druga, że zrobił to władający wówczas Zieloną Górą, Jan Szalony, który spalił zamek, by Czarna Armia nie miała czego najeżdżać i zapłacił im haracz.

Rzeczywiście historia całkiem brutalna, mocno metalowa tematyka, to trzeba przyznać. Nasuwa się pytanie, kto jest Twoim ulubionym autorem obecnie? Czyją książkę czytasz aktualnie? Pytam głównie o inspiracje do pisania tekstów.

Nie czerpię inspiracji z literatury fikcji. Bardziej z historycznej lub po prostu z aktualnych wiadomości. Niemniej niekiedy w literaturze fikcji również można znaleźć sporo inspiracji, aczkolwiek ja wolę skupiać się na rzeczywistych niegodziwościach i ekstremach wyrządzanych przez ludzi. Jednak czytać lubię, choć ostatnio mam na to niestety coraz mniej czasu. Ostatnio czytałem całkiem fajny thriller/kryminał „Czwarta małpa” J.D. Barkera. Tytuł to nawiązanie do trzech mądrych małp, z których jedna nie widzi zła, druga nie słyszy zła, a trzecia nie mówi zła. W niektórych interpretacjach jest jeszcze czwarta, która nie czyni zła. Sama książka jest o psychopacie, który za ofiary wybiera osoby, jego zdaniem, czyniące zło. Teraz z kolejce czeka natomiast „Król w Żółci” Roberta Chambersa. Co do ulubionych autorów to nie mam chyba jednego i lubię dość różnorodne rzeczy – od Hemingwaya, przez Irvine’a Welsha, po Pratchetta.

Na tym albumie okroiliście swój skład do dwóch osób, Ciebie i Twojego pałkarza Pavulona, co było powodem takiej decyzji? Kto tym razem dograł bas i kto wyjdzie z Wami na scenę na koncertach? Przy okazji: kiedy i gdzie? Planujecie w najbliższym czasie jakąś trasę?

W skrócie można powiedzieć, że powodem tej decyzji było życie. Po pożegnaniu się z Wrathem stwierdziliśmy, że działamy jako duet, a na scenie będą wspierać nas sesyjni basiści. Na szczęście znalazł się jeden, pod postacią Nechrista, który był na tyle uprzejmy, że zgodził się na pełen etat. Studyjnie jednak funkcjonujemy jako duet i ścieżki basu na nową płytę nagrałem ja. Co do koncertów to na razie wystąpiliśmy w czwartej edycji Black Silesia – Open Air Festival, a razem z Chapel Of Disease w łódzkim Magnetofonie. Są pewne plany na jesień, lecz na razie nic konkretnego, więc póki co nie będę się nimi dzielił.

Ten krążek nagrywaliście w Szprotawie, a miks/master robił Wam Mariusz z Heavy Gear Studio i chociaż wszystko brzmi brutalnie, gitary są tłuste, werbel wrzyna się w czaszkę, to jednak gdzieś w częstotliwościach czasem gubi się bas i stopa. Myśleliście o innym, powiedzmy, nowocześniejszym podejściu do nagrań i odejściu od wypróbowanych od lat schematów na rzecz poszukiwania nowego brzmienia?

Nie mamy akurat zastrzeżeń do produkcji, więc pewnie jeszcze w przyszłości będziemy chcieli współpracować z Mariuszem. Nie chcemy też szukać na siłę nowego brzmienia, skoro stare nam odpowiada. Zresztą ja zawsze bardziej widziałem odnalezienie własnego brzmienia poprzez same kompozycje, a nie ich produkcję. Chociaż i w tym przypadku jestem zwolennikiem naturalnego działania, niż podejmowania prób ponownego wynalezienia koła. Muza powinna być przede wszystkim szczera i kopiąca po jajach, a wtedy na pewno będzie miała własny charakter.  

Co z innymi zespołami, w których się udzielasz? Co z Ebolą i Supreme Lord? Czy słuchacze mogą jeszcze się spodziewać kolejnej porcji wyziewów z piekła rodem od tych dwóch hord?

W Eboli nie gram już od ośmiu lat, więc nie jestem odpowiednim adresatem tego pytania. Supreme Lord to natomiast zespół Reyasha, i czy cokolwiek jeszcze nagra, zależy wyłącznie od niego.

Dzięki za rozmowę!

Autorem zdjęć jest Studio W66, Zielona Góra.

Tagi: , , , , , , , , , .