Mist of Misery: “Ograniczenia innych nie są naszymi ograniczeniami”

Od sześciu lat w chłodnej Szwecji tworzą klimatyczne i przygnębiające dźwięki. Członkowie zespołu Mist of Misery – Mortuz i Plegathon – opowiedzieli o dążeniu do perfekcji, muzycznych inspiracjach, ale przede wszystkim o swoim najnowszym wydawnictwie Absence.  

W sierpniu ukazał się Wasz najnowszy album Absence. W moim odczuciu, pomimo tej królującej melancholii, gdzieś tam kryją się takie nieco bardziej optymistyczne akcenty. Chyba głównie dzięki ciekawym i spokojnym melodiom. Na myśl przychodzi mi skojarzenie z próbującymi się przebić przez gęste chmury słonecznymi promieniami.

Mortuz: Sądzę, że to jest w nim piękne. Można doświadczyć wachlarza różnych emocji dzięki temu albumowi, a to jest zawsze dobra rzecz. Nie skupia się na jednej konkretnej emocji i może być interpretowany na różne sposoby.
Phlegathon: Absence jest bardzo różnorodnym albumem. Mist of Misery posiada fundamentalny emocjonalny koncept, ale sądzę, że na tym albumie nasz zespół rozwinął się w kategoriach muzycznej ekspresji.

W wywiadach podkreślaliście granicę pomiędzy poprzednim EP Temple of Stilled Voices a najnowszym materiałem, dzieląc tym samym twórczość Mist of Misery na „starą” i „nową”. Faktycznie, widać ogromną różnicę w aranżacji utworów, ale przede wszystkim w ich brzmieniu. Dlaczego wyznaczacie w ogóle taką granicę w Waszej twórczości?

Mortuz: Ponieważ to jest to, co oddziela stare wydawnictwa od nowego oraz kolejnych.  Zmieszaliśmy więcej stylów i sięgnęliśmy głębiej niż kiedykolwiek wcześniej po atmosferyczne elementy. Jeśli chodzi o brzmienie – pracowaliśmy bardzo ciężko, aby osiągnąć je perfekcyjnie. Kupiliśmy sporo nowego sprzętu, na przykład: nową perkusję, nowe wzmacniacze, lepsze mikrofony, ale też rozbudowaliśmy nasze studio. Chcemy podkreślić dużą ilość ciężkiej pracy włożonej w ten album, aby stał się takim, jakim go sobie wyobrażaliśmy.
Phlegathon: Jest wyraźna różnica pomiędzy materiałem z Temple of Stilled Voices i poprzednimi a Absence. Każdy wychwyci ją w ciągu kilku sekund, porównując utwory. To naturalne następstwo muzycznej ewolucji i tym razem Mist of Misery miało po prostu więcej źródeł muzycznych inspiracji. Każdy muzyk traktujący poważnie swoją twórczość, zawsze dąży do rozwoju i idzie o krok dalej przy każdym kolejnym wydawnictwie.

Co w takim razie wpłynęło tym razem na proces twórczy przy Absence? Czy pojawiły się jakieś zupełnie dla Was nowe czynniki?

Mortuz: Jak już mówiliśmy w wielu wywiadach, wpływ na nas miało wiele odmian muzyki, jak soundtracki z gier i filmów. Wiele nowych rzeczy, które nie były początkowo brane pod uwagę, zostało dodanych w trakcie. Może to nie jest aż takie dziwne, bo wiele czasu zajęło nam ukończenie tego albumu.

Sięgnęliście także po nowe i dość nieoczywiste – jak na depressive black metal – rozwiązania dźwiękowe. Słychać nawiązania do muzyki neoklasycznej, a niektóre z motywów mają bardzo epicki albo soundtrackowy charakter. Chociaż mogłoby się wydawać, że to kompletnie nie może współgrać z typem muzyki, jaki gracie, prezentuje się naprawdę ciekawie. Możecie się jakoś odnieść do tego, co Was skłoniło do szukania inspiracji na tym polu?

Mortuz: Cóż… Zawsze lubiliśmy muzykę klasyczną oraz symfoniczne dźwięki i wykorzystywaliśmy je już wcześniej na Temple of Stilled Voices z 2013 oraz Bleak Autumn z 2011, ale nie w ten sposób. Na poprzednich albumach było bardziej atmosferycznie, było więcej czegoś w rodzaju ukrytych w tle elementów, podczas gdy na Absence jest to bardziej siła napędowa w większości utworów i zajmuje główne miejsce w muzyce.
Phlegathon: Soundtracki z gier, filmów i muzyka klasyczna mają na pewno duży wpływ na ten album. To jest jeden z głównych powodów szerokiego wykorzystania elementów symfonicznych. Jak stwierdziłem już wcześniej, ma to związek z ewolucją muzyki, ale także z ulepszeniami technicznymi. Nie tylko nabyliśmy nowy sprzęt, ale również Mortuz rozwinął się jako producent i dźwiękowiec podczas produkcji tej płyty. To z pewnością dodało jej masywnego, orkiestralnego wrażenia.

Nie obawialiście się, że wprowadzenie takich elementów nie zostanie pozytywnie odebrane przez Waszych fanów?

Mortuz: Nie, ci którzy lubią Mist of Misery, to z pewnością dlatego, że lubią nasze brzmienie oraz sposób w jaki tworzymy naszą muzykę. Nie robimy muzyki, żeby podobała się innym, ale dlatego, że kochamy ją tworzyć. Jeśli innych ona cieszy, to tym lepiej, ale to nigdy nie jest powód, dla którego tworzymy.
Phlegathon: Zgadzam się. Ograniczenia innych nie są naszymi ograniczeniami. Ostatnią rzeczą, którą powinieneś mieć w głowie, tworząc muzykę, jest opinia osób, które nie są zaangażowane w twoje muzyczne starania, jeśli twoim celem jest stworzenie czegoś autentycznego i oryginalnego.

W jednym z wywiadów przeczytałam, że tworzenie materiału na Absence trwało aż 6 lat. Dlaczego tak długo?

Mortuz: Masz rację, to trwało około 6 lat, chociaż jeden z utworów na płycie został właściwie napisany 8 lat temu, ale nie był wcześniej wykorzystany. Przez ten czas pracowaliśmy nad naszym studiem, rozbudowywaliśmy je, stawaliśmy się coraz lepsi w tym, co robimy. Nagrywaliśmy każdy kawałek około 5 razy, nim wreszcie umieściliśmy go ostatecznie na płycie. Chcieliśmy narzucić sobie stworzenie albumu tak dobrego, jak tylko to możliwe. Zadowalającego na nie mniej niż w 100%. Jeśli chcesz czegoś, co będzie takie, jakie po prostu sobie wyobrażasz, to nie możesz zgodzić się na mniej, bo inaczej będziesz rozczarowany wydanym albumem przez wszystkie kolejne lata. Teraz jednak znaleźliśmy sposób, żeby nagrywać zarówno prosto, jaki i płynnie. Wydawanie kolejnych albumów nie zajmie 6 lat.

Czy utwory mocno zmieniły się przez ten czas i czy Wy sami zmieniliście się jako muzycy?

Mortuz: Nie, większość utworów została napisana między 2011 a 2012 rokiem z kilkoma wyjątkami i nagraliśmy je praktycznie tak samo, jak je napisaliśmy na początku, poza pewnymi szczegółami, które zostały dodane w trakcie. Generalnie, koncepcja się zbytnio nie zmieniła. Oczywiście jednak jako muzycy się zmieniliśmy. Jesteśmy lepsi w tym, co robimy, potrafimy lepiej wyrazić to za pomocą muzyki, a i nasza technika się poprawiła, czego można by się spodziewać po tylu latach nagrywania.
Phlegathon: Koncepcja muzyczna nie zmieniła się w trakcie nagrywania płyty. Duża część tekstów została napisana na długo po skomponowaniu muzyki. Myślę, że tekstowo Absence trzyma się standardowych dla nas treści, ale niektóre utwory poruszają tematy, których wcześniej nie podejmowaliśmy. Utwór Paragon of Perdition jest na przykład o Morgoth’cie, największym antagoniście z tolkienowskiego Silmarillionu.

Może przybliżycie genezę tytułu Waszego najnowszego LP i to jak koresponduje on z warstwą liryczną?

Mortuz: Absence jest właściwie o nieobecności. Jest o braku radości, szczęścia, kontaktu z innymi i generalnie deficycie wszystkiego, co dobre. Sytuacji, w której wydaje się, że życie nie idzie w stronę, w którą chciałbyś i czujesz się zagubiony oraz samotny. Tak jak to można zauważyć na okładce, która przedstawia osobę, będącą w otoczeniu nienawiści i chłodu, która próbuje się w tym odnaleźć, ale w końcu poddaje się presji.

Zauważyłam, że okładki Waszych albumów stanowią idealne uzupełnienie dla muzyki, którą tworzycie. Jak odbywa się cały proces doboru grafiki do wydawnictwa?

Mortuz: Dzięki, że to zauważyłaś. Tak, są bardzo zgrane z muzyką i koncepcją płyty albo konkretnego utworu, do którego się odnoszą. Bardzo szczegółowo omawiamy każdą grafikę, tak aby reprezentowała ona album w taki sposób, w jaki chcemy żeby był reprezentowany.
Phlegathon: Alex Tartsus jest odpowiedzialny za stworzenie grafik do Temple of Stilled Voices i Absence. To wyjątkowo utalentowany artysta. Tak jak powiedział Mortuz, zazwyczaj zaczyna się od naszej dyskusji i rzucania pomysłami. Później je wszystkie spisujemy, wysyłamy do Alexa, który w tym momencie przejmuje pałeczkę. Wysyła nam szkice, a my naprowadzamy go ostatecznie we właściwym kierunku. W końcu wysyła nam okładkę, obrazującą to, co chcemy przedstawić muzyką. Za każdym razem prace Alexa przechodzą nasze pierwotne oczekiwania.

Skąd czerpiecie tyle smutnych i melancholijnych emocji do Waszej muzyki? Wywodzi się to z Waszego usposobienia i określonego poglądu na życie?

Mortuz: Czerpię inspiracje z mojego życia i mojego spojrzenia na nie. I oczywiście też bazuje na moim usposobieniu. Tak jak każdy, miewam lepsze i gorsze dni. Zazwyczaj komponuję i piszę teksty, kiedy czuję się źle, kiedy dzieją się złe rzeczy lub kiedy ogólnie życie próbuje mnie „wyruchać”.
Phlegathon: Czasem, wydaje mi się, że inspiracje czerpie się z tych smutnych momentów życia, co zwłaszcza obrazuje nasza muzyka. Osobiście staram się czerpać inspiracje ze wszystkich aspektów życia i ogółu muzyki, aby później wykorzystać to na płycie, o ile pasuje to do tego, co chcemy wyrazić oraz koncepcji zespołu.

Co chcecie osiągnąć tworząc taki właśnie rodzaj muzyki?

Mortuz: Wyższy stopień muzycznego wtajemniczenia, wyrażania uczuć. Chciałbym tworzyć muzykę najlepiej jak potrafię i dzięki temu zrozumieć samego siebie.
Phlegathon: Tworzyć coś wartościowego i tym samym mieć poczucie, że jest to coś, z czego można być dumnym do końca życia. Przy okazji nauczyć się czegoś o życiu i muzyce.

Czy tworzenie takiej muzyki ma dla Was charakter swoistego oczyszczenia z negatywnych emocji?

Mortuz: Nie.
Phlegathon: Życie jest pełne przeciwności, więc niekoniecznie. Jednak dla mnie łatwiej to znieść z muzyką niż bez niej.

Zastanawialiście się kiedykolwiek jaki efekt może wywoływać Wasza twórczość na jej słuchaczach?

Mortuz: Nie do końca. Sądzę, że decyzja, czy ktoś jest w stanie słuchać takiej muzyki zależy do niego samego. Jeżeli wpływa to na nich w zły sposób, może nie powinni jej słuchać.

Widziałam na Waszym facebookowym fanapage’u wspomnienie o najnowszym albumie ColdWorld. Wydaje mi się, że przypadła Wam do gustu. Są jeszcze jakieś płyty wydane dotychczas w tym roku, które wywarły na Was równie ogromne wrażenie i w jakikolwiek sposób zainspirowały?

Mortuz: Tak, ColdWorld zawsze był jednym z moich absolutnie ulubionych zespołów. Czerpię bardzo dużo z jego twórczości, kiedy tworzę muzykę, na przykład Mist of Misery. Jest mnóstwo dobrych kapel, które mnie inspirują w różny sposób i są warte słuchania. Ale myśląc na przykład o Absence, nie przypominam sobie, żeby któryś zespół zainspirował nas w jakiś szczególny sposób do jego nagrania.
Jakie są Wasze plany koncertowe związane z nowym albumem? Planujecie większą trasę koncertową?

Mortuz: Mamy zaplanowane w styczniu dwa koncerty, ale żadnych tras na ten moment. Przypuszczam, że czas pokaże, kiedy będzie moment na tego typu rzeczy!

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , , .