Moloch: “Nie chcę być zakładnikiem konwencji”

Pod koniec kwietnia opolski Moloch wydał epkę The Other Side, która okazała się być świetnym materiałem łączącym synthwave, darkwave i odrobinę ambientowych klimatów. Już niedługo, na sierpniowej mini-trasie będzie można przekonać się, jak wygląda koncertowe oblicze Molocha. O zbliżających się występach, synthwave’owej scenie muzycznej oraz inspiracjach stojących za The Other Side opowiada nam jej twórca.


Wydana w kwietniu tego roku epka The Other Side odchodzi stylistycznie od tego, co nagrywałeś wcześniej. Chociaż charakterystyczny klimat został utrzymany, to dużo więcej tu synthwave’owej dynamiki, niż ambientu. Poczułeś, że dotychczasowa formuła się wyczerpała? Zbiorcze wydawnictwo, jakim było wydane w zeszłym roku The Vatican Cellars wygląda trochę jak swego rodzaju pożegnanie z poprzednią estetyką muzyczną.

Moloch: Kompilacja The Vatican Cellars to swoiste podsumowanie mojego pierwszego etapu twórczości. Od dłuższego czasu przymierzałem się do wydania w końcu tej muzyki na CD. Okazją była dekada po moim debiucie z płytą Withering Hopes, ale sprawy się nieco przeciągnęły i TVC wyszło w 2017. Nie myślę o tym materiale jako o pożegnaniu, bo u mnie nigdy nie ma rewolucji stylistycznej. To nie jest tak, że nagle przeskakuję z jednego gatunku do drugiego. Tak było z Kval, najbardziej ambientowym z krążków, jakie nagrałem pod black metalowym szyldem Zørormr i tak jest z The Other Side. To krok do przodu w stosunku do przeszłości, ale z zachowaniem esencji mojej muzyki. Dusznej atmosfery, hipnotyzujących dźwięków i melodyjności. Do tego dodałem więcej beatów, ale one przecież były już obecne np. w numerze The Violator, który nagrałem lata temu. Więc dla mnie to naturalny kierunek zapoczątkowany przed kilkoma laty.

Wielu muzyków reprezentujących scenę retro elektroniczną tworzy swoje albumy w oparciu o jakiś wątek przewodni i zazwyczaj są w tym dość przewidywalni, wałkując tematy buntu maszyn i tym podobne motywy sci-fi. Na The Other Side czułem coś na kształt szaleńczego mixu Lovecrafta z horrorami z lat osiemdziesiątych, ale ciekawi mnie, czy tworząc ten materiał miałeś jakiś motyw przewodni, który pomagał Ci w pisaniu?

M: Wydaję mi się, że ta inspiracja Lovecraftem ale też i horrorami czy filmami klasy B z lat 80-tych i 90-tych stanowi wyróżnik muzyki Moloch. Faktycznie jest tak, że większość projektów tego typu koncentruje się na retrofuturystycznej tematyce i czerpie inspiracje z Blade Runnera, Akiry, Ghost In The Shell i czego tam jeszcze. Ja zawsze tworzyłem muzykę inspirowaną horrorem, inspirowaną literaturą jak i ścieżkami dźwiękowymi z filmów. Na The Other Side te inspiracje Johnem Carpenterem czy Chrisem Youngiem są dość czytelne. Za tą EP-ką stoi próba opowiedzenia krótkiej historii człowieka, który poprzez wyrwę w czasoprzestrzeni na jaką trafia w watykańskich lochach przenosi się „na drugą stronę”. Do świata równoległego, w którym doświadcza prawdziwego piekła. Wokół tego pomysłu krąży oprawa, ilustracje użyte we wkładce i sekwencja utworów. I choć nie ma na płycie tekstów ani wokali można przypuszczać, że cała ta podróż rozgrywa się w głowie głównego bohatera. Choć może być też tak, że dzieje się naprawdę…

Podobnie jak Perturbator czy GosT, jesteś muzykiem mocno powiązanym z black metalem i tworzącym w tym gatunku. O ile mocno ambientowy materiał zebrany na The Vatican Cellars może przywodzić na myśl chociażby Burzum, to jednak na The Other Side poszedłeś w innym kierunku. Jak myślisz, co tak właściwie ciągnie zarówno wielu black metalowych muzyków, jak i słuchaczy, do szeroko pojętego synthwave’u?

M: Wiesz, ja z swoją „karierę muzyczną” zaczynałem od muzyki elektronicznej. Black metal przyszedł później. Na ten moment można powiedzieć, że wróciłem do korzeni niż odkryłem lata 80-te i próbuję robić coś w tej konwencji. Muzyka ekstremalna wciąż jest mi bliska, ale też potrzebowałem pewnej odskoczni. Nie chcę być zakładnikiem konwencji, gatunków czy klisz. Myślę, że fani chcą też być zaskakiwani. Chcą czegoś nowego. Chcą poczuć energię, dynamikę i moc. A tego nie brakuje w muzyce elektronicznej. Można ją grać tak, jak robi to FM-84 ale można też grać ją tak, jak robią wspomniani przez ciebie muzycy. Agresywne beaty The Prodigy od zawsze kręciły metali i nikt się specjalnie nie wstydził, że słucha Music For The Gilted Generation mimo, że na kostce miał naszywki Marduk czy Emperor. Teraz projektów grających mroczne, ciężkie beaty jest więcej. Można wybierać do woli. Poza tym ta muzyka świetnie sprawdza się na koncertach. No i na koniec chyba jest tak, że metalowcy rozgrzeszyli się sami i pozwalają sobie pląsać do szatańskiego EDM tak samo, jak np. do dźwięków Destroyer666.

Wiele razy spotkałem się już ze stwierdzeniami, że ani w black metalu, ani w we wszelkiego pokroju synthach, nie można stworzyć już nic oryginalnego i naprawdę ciekawego. Na ile się z tym zgadzasz i co, Twoim zdaniem, w ostatnim czasie się wyróżnia?

M: Gdyby tak miało być, to po co w ogóle coś robić? Po jaką cholerę brać się za pisanie fantasy po Tolkienie, kręcenie filmów po Kubricku czy komponowanie muzyki po Beethovenie? Myślę, że tego typu pieprzenie wynika z przesytu. Dzisiaj mamy wszystkiego pod dostatkiem, możemy konsumować (wręcz wpierdalać) kulturę bez ograniczeń, często nawet nie płacąc za nią i stąd nie szanujemy już ciężkiej pracy, jaką jest robienie muzyki czy w ogóle działalności kulturowej. Instrumentarium ma swoje ograniczenia, możliwości muzyków również, ale to nie znaczy, że nie można pokazać czegoś świeżego! Retrowave jest tego dobrym przykładem. To muzyka przeszłości podana w nowoczesnej formule. I to świetnie działa. W metalu też wraca się do korzeni tej muzyki i nagle to, co w latach 70-tych czy 80-tych byłoby standardowe, jest wyjątkowe. Bo jest zagrane w świeży sposób. Dlatego myślę, że można zawsze zrobić coś nowego, zaskoczyć słuchacza i pokazać światu muzykę w świeży sposób.

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz usłyszałem Perturbatora był to niemal sam początek jego działalności, tuż po wydaniu Terror 404. Chociaż byłem pod ogromnym wrażeniem, to sądziłem że nie ma większych szans, żeby ten projekt osiągnął większą popularność. Tymczasem obecnie Perturbator gra na największych festiwalach jak Graspop czy Brutal, a scena synthwave’owa zaczyna się rozrastać i nabierać na znaczeniu. Myślisz, że ta utrata niszowości wyjdzie na dobre, czy też scena zacznie zjadać trochę własny ogon?

M: Myślę, że ta scena nigdy tak naprawdę nie była niszowa. Może na początku, gdy byli tylko Grellier i Kavinsky. Sukces Hotline Miami dał wielu artystom podążającym ścieżkami wytyczonymi przez Francuzów uznanie i uwagę, której pokłosiem jest duża popularność tych dźwięków teraz. Myślę, że na scenie są setki podobnych do siebie tworów, których muzyka jest nierozróżnialna od reszty. Kiedyś w czasach Amigi i ProTrackera większość tych projektów żyłaby w ramach demosceny. Dzisiaj jest o wiele łatwiej nagrać i wydać płytę stąd prawdziwe bogactwo muzyki elektronicznej w ostatnich latach. Ale na dłuższą metę projekty, które nie mają własnej tożsamości i opierają się na naśladownictwie będą skazane na niebyt. Zgodnie z tezą Troute’a „wyróżniaj się albo zgiń”.

W sierpniu szykuje Ci się mini trasa koncertowa, na której będziesz między innymi supportował właśnie Perturbatora. Usłyszymy na niej wyłącznie materiał z The Other Side czy planujesz jeszcze jakieś niespodzianki?

M: Tak, na pewno w moim secie pojawią się nowe, niepublikowane wcześniej numery. Ponadto można liczyć na jakiś powrót do przeszłości, ale trzon mojego występu będą stanowiły utwory z The Other Side.

Widziałem też na Twoim facebookowym profilu, że zastanawiasz się nad scenicznym image’em. Kierujesz się tu jakąś konkretną estetyką czy motywem przewodnim?

M: Chcę, żeby to w jaki sposób Moloch prezentuje się na scenie nie powodowało dysonansu względem tego, co słychać z głośników. Żeby wizerunek był spójny z muzyką i tym co ona sobą reprezentuje. Jak to będzie wyglądało w praktyce będziecie musieli się przekonać sami na moich koncertach.

Jak rozumiem, sierpniowa trasa koncertowa będzie pierwszym występem Molocha na żywo. Czujesz presję?

M: Niespecjalnie. Tremę tak, ale nie presję. To pierwsze koncerty Moloch więc to nie jest tak, że wiążą się z nimi jakieś duże oczekiwania publiczności. Myślę, że tych oczekiwań w ogóle nie ma… Ale na pewno każdy, kto przyjdzie na koncert Molocha, będzie mógł posłuchać i doświadczyć mojej muzyki na swój sposób. Chcę, żeby mój „show” był ciekawy i wciągający, żeby słuchacz na te kilkadziesiąt minut przeniósł się w inny wymiar. Mam to szczęście, że scenę będę dzielił z naprawdę świetnymi muzykami, więc spodziewajcie się tylko najlepszej zabawy!

Na koniec: kwestia najważniejsza. The Other Side była epką, która mogła narobić apetytu na więcej. Masz w planach pełne wydawnictwo?

M: Planów mam całkiem sporo. Na koniec tego roku ukaże się jeszcze jedna EP-ka w klimatach zbliżonych do The Other Side. Podobna konstrukcja, też 6-7 utworów i około pół godziny muzyki. W 2019 roku planuję wydać pełnowymiarową płytę i grać jeszcze więcej koncertów. Mam w zanadrzu jeszcze kilka niespodzianek i sporo newsów, o których będę na bieżąco informował. Zapraszam na http://facebook.com/molochofficiali http://www.molochofficial.com gdzie znajdziecie najnowsze info na temat wszystkiego, co związane jest z Moloch. Dzięki za rozmowę!

Dzięki również i powodzenia!

Tagi: , , , , , , , , .