Mordor: “Ciemność nadejdzie niespodziewanie!!!”

Powrót zespołu Mordor na polską scenę metalową jest nie lada wydarzeniem, co najmniej na poziomie powrotu Aragorna na tron Gondoru w świecie Tolkiena. Mordor w tym świecie jest króleswtem ciemności, a muzyka bohaterów tego wywiadu brzmi jakby powstawała w tym mrocznym i złowieszczym otoczeniu, z tym że w rodzimym Mordorze nie panuje Sauron, lecz Slaughter i jego właśnie udało mi się namówić na wywiad.


Witam. Pierwsze pytanie zadałbym również Jezusowi, gdybym miał taką możliwość: Jakie to uczucie powstać z martwych.

Całkiem przyjemne doświadczenie, nasze co prawda nie było tak spektakularne, jak pana z Nazaretu, ale warto było!

Co / kto podpalił świecę pomysłu powrotu Mordor?

Myślałem o tym od dawna, aby Mordor powrócił w starej matrycy, brakowało mi tych dźwięków, brakowało mi growlu. Wykrzesałem iskrę, którą podałem Jackowi Woszczynie i nastąpił błyskawiczny zapłon (historia kołem się toczy). Złożyliśmy propozycję reszcie pierwszego składu, Paweł Midera z Darkiem Buralem zgodzili się z wielką determinacją, Bartek Kuźniak z Gerardem Niemczykiem również ucieszyli się z reaktywacji, ale nie mogli niestety w niej uczestniczyć z racji odległości, która nas dzieli i z racji zajmowania się innymi projektami. Pomimo to, wiemy, że nas dopingują i cieszy ich ta cała sytuacja. Ich miejsce zajęli, Bartosz Żyngiel i Paweł „Stormblast” Pietrzak.

Dlaczego „Darkness”, a nie „Brightness”?

Nazwa zobowiązuje. Od początku Mordor, zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej, poruszał się po ciemnych rewirach, pojawiały się nieraz jakieś promienie światła, ale tylko po to, by za chwilę zgasnąć i pozostawić prawdziwą Ciemność.

Jak powstawał materiał na nowy album? Gdzie dokonaliście nagrań? Jak trafiliście pod skrzydła Pagan Records?

Po tym jak postanowiliśmy reaktywować zespół, przez pierwsze miesiące spotykaliśmy się po to, aby odnaleźć się w teraźniejszym świecie, nie było to łatwe. Szukaliśmy swojej drogi, podążając po nieznanych nam ścieżkach, które niejednokrotnie doprowadzały nas do jakichś dziwnych miejsc. Gdy po długim czasie odnaleźliśmy swoją drogę muzyczną, kompozycje zaczęły powstawać bardzo szybko. Byliśmy pewni, że możemy wrócić na rynek i przedstawić „Darkness…”. Mieliśmy przekonanie, że ten album ma swoją wartość, taką, którą chcieliśmy się podzielić z metalowym światem. Cały materiał nagraliśmy w No Solace Studio; za całość realizacji, miksy i mastering odpowiedzialny był M. z zespołu Mgła. Do Pagan Rec. trafiliśmy po nieudanym kontrakcie z Witching Hour. Firma nie wywiązywała się z terminów, mieliśmy duże opóźnienia wydawnicze, najpierw reedycje „Nothing…” i „Prayer to…” – spóźnienie około roku, a później kolejny rok obsuwy, jeśli chodzi o „Darkness…”. Materiał ten w całości został nagrany w studio na przełomie jesieni i zimy 2016 roku. Miał ukazać się wiosną 2017 roku, zastał nas listopad, a tu nie zapowiadało się na wydanie płyty, więc postanowiliśmy rozstać się z Witching. Na naszej drodze pojawił się Pagan, który był zainteresowany nowym materiałem, który niestety musiał trochę poczekać na swoją premierę.

Czy tekstowo Wasz trzeci album to tylko „ciemność? Czy jest miejsce na inne barwy?

„Darkness…” to Mordor, ciemność, smutek, melancholia, wszechświat i ciemnia, która jest w każdym z nas, która w swojej otchłani skrywa nasze ciemne oblicze. Na „Darkness…” dominuje kolor czarny.

Mam wrażenie, że prócz oczywistych wpływów doom/atmospheric słychać na nowej płycie zafascynowanie w rozmytych riffach black metalem. Dobry strzał z mojej strony czy minąłem tarczę ?

Strzał w dziesiątkę! Paweł (Stormblast) przekazał nam ducha black metalu, którego my wchłonęliśmy jak tlen. Powiązaliśmy doom/ death z black metalem i wydaje mi się, że już tak pozostanie.

Na chwilę obecną nagraliście jedynie trzy albumy, aczkolwiek progresja muzyczna, jaką na nich prezentujecie mogłaby zawstydzić nie jedną kapelę. Jak to się stało, że materiały te są tak od siebie różne?

Pierwsze wydawnictwo „Nothing…” to surowe doom/death metalowe brzmienie. Tworząc ten materiał w 1990 roku, mięliśmy po 18 a niektórzy po 16 lat, byliśmy bardzo młodzi. To były nasze prawdziwe korzenie! W 1992 roku zaczęliśmy komponować utwory, które ukazały się na „Prayer to…”. Dorastaliśmy z takim zespołami jak My Dying Bride, The Gathering czy Paradise Lost, nie ma co ukrywa, że chcieliśmy podążać za nimi, żeby nie pozostać w tyle. Stąd pojawiły się na „Prayer to…” wokale żeńskie w osobie Anji Orthodox i czyste wokale, o które chłopaki ostro ze mną walczyli. Nie byłem do nich przekonany, większość czystych linii wokalnych zaśpiewałem pierwszy raz w studio i tak zostały zarejestrowane. Taka była wtedy moda, że we wszystkich zespołach doom metalowych wokaliści odkrywali swój naturalny wokal. „The Earth” to już inna historia, ze starego składu zostałem ja i Jacek, nowi muzycy nie rozumieli w ogóle doom metalu. Poszliśmy w stronę rocka progresywnego, zainspirowani bardzo zespołem Dream Theater. Co prawda jeszcze w składzie z „Prayer to…” (bez Pawła Midery, zastąpił go Darek Bafeltowski) powstały utwory „Higher and higher”, „The colours of the night” czy „Flowers”, które uwiecznione zostały na „The Earth”. Nie wiem do końca jak w całości wyglądałaby płyta, gdyby skład się nie zmienił. „Darkness…” to powrót do korzeni, powrót chłopaków ze starych czasów. Nagraliśmy muzykę, którą w tym składzie czujemy najlepiej.

Wasz debiut powstawał w pięknych czasach pozbawionych internetu, hejtu, trollingu, a każdy zespół wydający swoją muzykę był tajemniczy, wręcz kultowy. Jak wspominacie te trudne, aczkolwiek magiczne czasy?

Czasy były wspaniałe, hejt również istniał, tylko różnica polegała na tym, że musiał być osobowy, miał jakąś twarz, a nie tak jak teraz, że pod przykrywką byle jakiego nick`a obraża się ludzi bez żadnych konsekwencji. Było trudniej o tyle, że nie było takiego dostępu do sprzętu muzycznego, jaki jest teraz. Na wszelkie festiwale przemieszczaliśmy się autobusami lub pociągami, w dzisiejszych czasach każdy zespół wynajmuje busa i uderza w trasę. Ale z drugiej strony był wtedy fajny klimat w pociągach 🙂 Pamiętam te wszystkie festiwale, gdzie spotykaliśmy się z czołówką polskiego podziemia metalowego, fajne wspomnienia!!! Mam też wrażenie, że jednak ludzie bardziej emocjonalnie odbierali muzykę, nie było aż tylu bodźców, które dzisiaj z internetu docierają do ludzi, każdy z nas musiał nieraz nieźle się postara, aby zdobyć płytę, która nas interesowała. Teraz wszystko jest natychmiast, dawniej wyczekiwało się przyjemności i to było magiczne!

O ile ‘Prayer To..” i „ Darkness” mają ze sobą wspólny mianownik, o tyle „The Earth” jest kompletnie odmiennym punktem w Waszej dyskografii. Na mnie, jako nastolatka w czasie jej wydania, płyta „The Earth” zrobiła ogromne wrażenie. Nawiązania do rocka progresywnego, Therion „Lepaca Kliffoth” (oczywiście to moje skojarzenie) i piękne melodie były wręcz nie do pojęcia dla mego umysłu. Tworząc ten materiał, zdawaliście sobie sprawę, że robicie coś wyjątkowego i ponadczasowego?

„The Earth” to taki skok w bok, który już się nie powtórzy. Miło mi, że ten materiał jest dla Ciebie pozytywnym wspomnieniem. Tworząc ten album, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ludzie go tak odbiorą. Spotkaliśmy się również z negatywnymi opiniami, ale jak to się mówi – o gustach się dyskutuje. Dla mnie „The Earth” to kolejna wydana płyta, dzięki której poznałem zupełnie inną formę pracy w studio nagrań. Poznałem różnych ciekawych ludzi i przeżyłem super chwile podczas koncertów, których w tym czasie zagraliśmy sporo.

Na zakończenie pytanie o to, jak zapowiada się przyszłość Mordor? Czy oprócz koncertów promocyjnych można spodziewać się kolejnego materiału?

Mamy nadzieję, że jesienią tego roku zaczniemy koncerty, a co do kolejnego materiału to możecie być pewni, że to co mamy do zaoferowania jeszcze Was zaskoczy. Ciemność nadejdzie niespodziewanie !!!

Tagi: , , , , , , .