Ivar Bjørnson & Einar Selvik: „Muzyka po prostu przenika”

Dwóch gigantów Enslaved i Wardruny połączyło siły, aby połączyć folk i metal w jednym. Dzięki temu świat poznał najpierw znakomitą Skuggsjá, a rok temu jej równie godną następczynię, Hugsjá. Po swojej pierwszej trasie obaj opowiadają o tym, jak doszło do ich współpracy, skąd czerpią inspiracje do tworzenia, czemu black metal jest już wypalony i… dlaczego połączenie science fiction wraz z muzyką folkową to nie taki zły pomysł. Zapraszam!

Interview with Einar Selvik and Ivar Bjørnson in English (PDF file)


Witam, na początku chciałabym podziękować, że znaleźliście chwilę na rozmowę z KVLT Magazine. Zacznijmy może przekornie od końca: niedawno zakończyliście swoje pierwsze tournee z prawdziwego zdarzenia jako jeden, wspólny projekt. Co możecie powiedzieć o tej trasie? Jakiego rodzaju feedback dostaliście od publiki? A może był jakiś koncert, na który czekaliście w szczególności?

Ivar: To była naprawdę udana trasa, choć krótka. Sześć koncertów jednak nam wystarczyło. W wielu miejscach wyprzedano wszystkie bilety. Otrzymaliśmy naprawdę, naprawdę wspaniały feedback. Mieliśmy nadzieję, że to pójdzie dobrze, ale… ta trasa przekroczyła nasze wszelkie oczekiwania! Każdy koncert był na swój sposób wyjątkowy. I ponieważ robiliśmy maksymalnie jeden koncert w każdym kraju, było bardzo dużo przyjezdnych, którzy naprawdę czekali na ten moment. Ciężko wybrać jakiś najlepszy gig… ale możemy z całą pewnością powiedzieć, że Kraków był jednym z takich wyjątkowych wieczorów.

Byłam tam i mogę przyznać, że było naprawdę fantastycznie… dziękuję wam za ten wieczór.

Einar: Miło nam. W Norwegii dużo koncertowaliśmy z naszym materiałem, ale postanowiliśmy, że mogłoby być ciekawie przedstawić to też za granicą. Nigdy się nie wie, jak to wszystko wyjdzie… ale jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani całym przedsięwzięciem! To był sukces godny powtórki.

Czy to było zaplanowane, że trasa będzie tak krótka, czy coś Wam przeszkodziło w organizacji czegoś większego?

Einar: Nie, to miała być krótka trasa. Trochę tak jak to robię z Wardruną, gdzie koncertujemy przez tydzień czy dwa, i tak jest w porządku. Raczej wolimy robić coś częściej niż dłużej.

Myślę, że wszyscy fani czekają na coś więcej w przyszłości! Cofnijmy się jednak do roku 2014, gdy po raz pierwszy wystąpiliście razem na festiwalu Eidsivablot – dzisiejszym Midgardsblot. Występowała tam Twoja Wardruna, Einar, Twoje Enslaved, Ivar, no i Wy jako Skuggsjá. W ten sposób uczciliście dwusetną rocznicę konstytucji Norwegii. A jak to wyglądało od kulis? To był pomysł rządu norweskiego, abyście stworzyli coś razem, czy to Wy wyszliście z inicjatywą?

Ivar: Tak, w pewien sposób tak było. To gmina Akershus była odpowiedzialna za organizację tego festiwalu w Eidsvoll – tego samego miejsca, w którym w 1814 roku podpisano naszą konstytucję. No i wysłali swego rodzaju zlecenia do różnych ludzi, aby przygotowali wspólne dzieło o tematyce wolności słowa. W ten sposób chcieli ująć temat konstytucji, no i mieliśmy po prostu szczęście – choć w sumie dosyć logiczne, że i do nas się odezwali – że zagadnęli zarówno do Wardruny, jak i Enslaved, ponieważ nasze zespoły mają tę koncepcję. Zajmujemy się tematem historii i różnych innych pokrewnych z nią związanych. No więc gdy nas spytali, od razu się zgodziliśmy na współpracę. To dosyć ciekawe, nie uważasz, że w pewien sposób rząd norweski daje zlecenia artystom, aby skrytykowali po swojemu coś, co stanowi fundament tego rządu…? Dosyć odważna propozycja.

Pamiętam, że opowiadaliście o tym w Krakowie i aż nie chciało się wierzyć! Tak też się zaczęła Wasza wspólna przygoda, która trwa już pięć lat. Najpierw wydaliście świetny debiutancki album Skuggsjá czyli “lustro” i w poprzednim roku niespodziewanie zaskoczyliście wszystkich kolejnym projektem, Hugsjá, czyli „patrzeć umysłem” lub „przez umysł”. Czym się różnią dla Was te projekty na bardziej osobistej płaszczyźnie? Czym się różni przesłanie obu albumów?

Einar: Oba na różne sposoby dotyczą refleksji oczami historii i tradycji. To podróż przez tradycje, połączenie starego i nowego w taki sposób, że idee z przeszłości są przeniesione w kontekst współczesności. A bardziej osobiście, hmm, podróż zaczęła się od Skuggsjá, który jednak był bardziej zdefiniowanym projektem, nim w ogóle przystąpiliśmy do jego realizacji. To miało być połączenie Enslaved i Wardruny, które – jak się okazało – współgra świetnie na tyle różnych sposobów, że gdy otrzymaliśmy możliwość, aby stworzyć coś nowego razem, chcieliśmy, aby to już było coś innego, przenieśliśmy na kolejne dzieło wszystkie doświadczenia ze Skuggsjá.I gdy dyskutowaliśmy o tym, co chcemy zrobić, odkryliśmy, że chcemy wejść w bardziej akustyczny pejzaż dźwięku. Tak powstała muzyka, której sam jeszcze nigdy nie słyszałem, wyrażenie, którego nigdy w życiu nie słyszałem (śmiech)! Bardzo dużo nas to nauczyło i myślę, że praca nad Hugsjá była inspirująca dla nas obu.

Ivar: No pewnie!

Skąd się wziął pomysł na nazwę Skuggsjá? Czy ma to związek z książką Konungs Skuggsjá z XIII wieku, która opowiada o polityce i moralności?

Einar: Skuggsjá jest staronordyjskim słowem na „lustro“ lub „odbijać“, ma podwójne znaczenie. Uznaliśmy, że to słowo bardzo dobrze pokazuje to, co chcieliśmy stworzyć. A Hugsjá jest słowem związanym z myślą, używaniem umysłu po to, aby widzieć coś więcej,lub także po prostu „pamiętać”. A więc nie, nie jest to związane z Konungs Skuggsjá, choć to też bardzo ciekawa książka.

Rozumiem, w takim razie cofnijmy się jeszcze trochę w czasie.Obaj pochodzicie z tego samego black metalowego podwórka, Ty, Einar, opuściłeś Gorgoroth, a Twoje Enslaved, Ivar, obrało całkiem inny kierunek w muzyce. Czy wciąż czujecie jakiś wpływ z tamtych lat i z tego gatunku? A może było to coś, co Was połączyło?

Ivar: Tak, w nieco przenośnym znaczeniu. Jak dla mnie to było, jak by to ująć… to miało związek z pewną wolnością i niezależnością, którą black metal kiedyś miał, przynajmniej w tych wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Ale w pewien sposób już jest to dla mnie koniec tej ery. Muszę przyznać, że dla mnie osobiście black metal jest martwy. A ten, jak mu tam… ten od Lords of Chaos [film o black metalu wyreżyserowany przez Jonasa Åkerlunda], to było dla mnie jak gwóźdź do tej trumny. Dla mnie to już przeszłość, zabrakło tego światła, które niegdyś tam było. Jasne, są zespoły jak np. Taake czy inne, i tego się ludzie trzymają, ale jako ruch black metal jest już wypalony. Nic już nie zostało z tej niezależności czy tej bezkompromisowej krytyki religii i społeczeństwa. A muzycznie patrząc… sposób, w jaki atakuje się muzykę, ech, w tamtych czasach, gdy ktoś wydał płytę, stawała się ona gatunkiem samym w sobie. Jakiś czas temu wyszła płyta Immortal, i to też jest już inny gatunek blacku sam w sobie. To jest w jakimś sensie inspiracja, ale black metal jako gatunek nie jest czymś dla nas bardzo znaczącym na co dzień.

Einar: Ja myślę tutaj o tej mentalności.Ta idea nie jest czymś nowym, bo była i w punku, i w muzyce popularnej, a nawet w muzyce klasycznej. To, co mi zostało z czasów w black metalu, to że idea, pomysł, który kryje się za muzyką, jest równie ważny co sama muzyka, znaczy… idee i teksty utworów czy poglądy są równie ważne, co muzyka.

A więc czuliście swego rodzaju pragnienie, aby stworzyć coś odmiennego i nowego?

Einar: Dla mnie Gorgoroth to była tylko praca, to była sztuka, ale to nie było nic osobistego. Gdy w pewnym momencie skończyłem z metalem, zerwałem z nim na wiele długich lat. I w rzeczywistości mój umysł i moje serce były gdzieś indziej. Więc tak, dla mnie była ta potrzeba, aby stworzyć coś nowego lub raczej coś, co miałoby dla mnie większe osobiste znaczenie, coś, do czego żywiłbym pasję – i to we mnie rosło i rosło. Dlatego zdecydowałem się zakończyć ten etap i zacząć od nowa, i skoncentrować się na czymś, co naprawdę znaczyłoby dla mnie dużo.

Ivar: W pewien sposób było tak też z Enslaved, ten „głód” był tam w taki czy inny sposób.Ciężko pracujemy nad każdym albumem czy okładką, tak samo jak pracujemy zarówno nad częścią muzyczną, jak i produkcją albumu. A gdy to się kończy, jest to pragnienie, aby zrobić coś nowego. Ciężko jednak oddalić się zupełnie od korzeni, rozumiesz, to trochę jak w tańcu. Czasem mam wrażenie, że to, co wydaliśmy w 2017 roku leży bliżej tego, co wydaliśmy w 1991 niż na przykład w 2015… i na odwrót. Muzyka po prostu przenika we wszystkie strony. To też wyjaśnia, jak udało nam się grać razem tak długo w dosyć stabilnym składzie. To trochę jak taki projekt naukowy: nie do końca wiemy jeszcze, jak wszystko będzie brzmiało, gdy zaczynamy nagrywać nowy album, ale mamy jakiś pomysł. I kładziemy na to duży nacisk, żeby ten nowy projekt sam był swoją siłą napędową, rozwijał się naturalnie, a my jedynie dołączymy do tej podróży.

A właśnie, co do Waszych utworów – i w Wardrunie, i w Enslaved język odgrywa dużą rolę. Ciekawi mnie to jako filologa, ponieważ używacie zarówno staronordyjskiego, jak i nynorsk, a także swojego własnego dialektu z Zachodniej Norwegii. Z tego, co czytałam, w Hugsjá także pracowaliście ze sztabem językoznawców?

Einar: Tak, w ten sposób chcemy sportretować tę kulturę mówioną, tradycję oralną [przekaz mówiony – przyp.red.], która istniała dawno temu, kiedy słowa miały dużo większą moc niż dzisiaj. W języku i w słowach kryje się wielka siła. A to, co my robimy, to zabawa słowem w ten sposób, żewybieramy słowo, które może ma większą moc w staronordyjskim lub po prostu fonetycznie niesie lepsze brzmienie. To w pewien sposób tworzy większy dystans do słów utworu. Uwielbiam nad tym pracować, zarówno dlatego, że to większe wyzwanie dla słuchaczy, i dla samej siły przekazu. Wiesz, jeśli powiesz Norwegowi czy Skandynawowi któreś z tych starych słów, mogą nie zrozumieć jego znaczenia… ale zrozumieją jego siłę i przekaz. Jego esencję zarówno w tym, jak brzmi, ale także i jak się odnosi do współczesnego języka. A więc to właśnie robimy: zabawa językiem. Odzwierciedlamy te czasy i tradycję, gdy słowa i język, a także siła słów czy poezji były bardzo ważne.

Bardzo ciekawe, i spełnia też przecież muzyczną rolę w Waszych utworach. Przejdźmy teraz do wizualnej części. Wiele razy pytano Was o to, jak odnosicie się do tego, że muzyka zarówno Wardruny, jak i Skuggsjá została wykorzystana w serialu Wikingowie. To bardzo popularny serial, ale czy zastanawialiście się może, gdzie indziej by było ciekawie usłyszeć Waszą muzykę? W innym filmie czy w serialu…

Einar: W sumie nie myślałem o tym jakoś szczególnie (śmiech). Dla mnie jest jasne, że różne wyrażenia muzyczne mają też duży wizualny potencjał. W pejzażu dźwiękowym jest także miejsce na audiowizualne projekty. Ale to, gdzie sam bym widział swoją muzykę, to nie wiem.

Ivar: A może jakieś science fiction dałoby radę? Są przecież pewne wspólne konteksty między mitologią i science fiction. Strasznie mi się podoba, kiedy taki serial osadzony w przyszłości wykorzystuje starszą muzykę, historycznie rzecz ujmując. Jest na przykład taki serial… no jest sporo takiego nowego science fiction, w których jest więcej takiej atmosfery. Nie tak jak Kapitan Kirk [z serialu Star Trek], który podróżuje z planety na planetę i obściskuje się z zielonymi babkami. Jest więcej takich rzeczy o ludziach, filozoficznych dzieł przepełnionych ciekawym klimatem. Na przykład widziałem Battlestar Galactica, i kto wie, może Skuggsjá mogłaby tam fajnie pasować.

To by było na pewno ciekawe. Bądź co bądź seriale i filmy na pewno „pomagają” rozpowszechniać folkową muzykę. Zbliżamy się do końca, więc chciałabym wrócić do początku naszej rozmowy (śmiech). Koncert w Krakowie był wyjątkowy i dla mnie, i dla wielu innych, zyskał wiele pozytywnych relacji i owacje na stojąco. Czy dla Was też był to udany wieczór? Czy polscy fani mogą liczyć na to, że wrócicie tu jeszcze jako „jeden projekt”?

Einar: Było to naprawdę wyjątkowe. I choć wiem, że jestem chętnie widzianym gościem w Waszym kraju, to naprawdę podoba mi się taka pełna pasji, ale słuchająca, uważna publiczność. No więc tak, zdecydowanie chciałbym wrócić i zagrać jeszcze nie raz.

Ivar: Oj zdecydowanie, to był udany wieczór i przyjechało bardzo wiele fajnych ludzi, a nawet paru Norwegów, którzy odwiedzili nas po koncercie. Mieliśmy udane afterparty także! Obaj byliśmy w Polsce już sporo razy, to naprawdę „gorące” miejsce dla naszej muzyki. Wiedzieliśmy to od dawien dawna, jeszcze za naszych „metalowych” czasów, ale okazuje się, że Polska jest otwarta na wszelaką muzykę i pomału staje się jednym z najważniejszych europejskich miejsc dla muzyki wszelkiego gatunku. Myślę, że mogę zagwarantować powrót zarówno z naszymi własnymi projektami, jak i ze Skuggsjá czy Hugsjá.

Dobre wieści w takim razie! Dziękuję Wam bardzo za rozmowę, kontynuujcie proszę swoją muzyczną misję, ponieważ to znaczy naprawdę dużo dla mnie i wszystkich fanów w Polsce. Do usłyszenia!

Ivar: Dzięki wielkie!

Einar: Dzięki, na razie!

 

Zdjęcia zespołu: https://www.facebook.com/IvarBjornsonEinarSelvik/

Tagi: , , , , , , , , .