Ninja Syndrom: “Zrobienie polsko-angielskiej płyty było naszą świadomą decyzją”

Ninja Syndrom, to formacja obok której niewolno przejść obojętnie. Nawet, jeśli pojęcie “nowoczesnego metalu” nie kojarzy Ci się najlepiej, musisz sprawdzić ich najnowszy materiał zatytułowany Tokyo. Dlaczego? “Faktycznie, ciężko nam zamknąć naszą twórczość w jasnych, gatunkowych ramach. Wspólnym mianownikiem na pewno są dość eklektyczne partie perkusyjne, niskostrojone, ośmiostrunowe gitary i balansowanie na pograniczu brzmień organicznych i mocno „przetworzonych”. Charakterystyczna może być też obecność dwóch wokalistów, którzy poruszają się w zupełnie odmiennych rejonach estetycznych – w materiale Ninja Syndrom znajdziemy partie rapowane, śpiewane, a także dużo bardziej brudne, ostrzejsze momenty“. Gatunek gatunkiem a dobra muzyka zawsze obroni się sama.

Zanim o muzyce, najnowsza płyta Ninja Syndrom zatytułowana Tokyo to mocne  nazwiska w sferze producenckiej. Kto konkretnie pomagał Wam stworzyć ten album i czy trudno było nawiązać te współprace?

Paweł Rej (gitara): To prawda. Założenie było takie, żeby podejść do produkcji Tokyo bezkompromisowo. Współpracowaliśmy z takimi osobami jak Daniel Bergstrand (pracował z In Flames, Soilwork, Behemothem czy Meshuggah) – był naszym realizatorem nagrań w studio w Uppsala w Szwecji, współprodukował też Tokyo. Materiał – już w Stanach – miksował Taylor Larson (Periphery, Veil of Maya czy I See Stars) natomiast mastering robił Ted Jensen, który pracował z Metalliką, Machine Head, Korn, Madonną, Milesem Daviesem, chociaż ta lista praktycznie nie ma końca, pierwsze produkcje Teda to początek lat siedemdziesiątych. Jeśli chodzi o nawiązanie kontaktu, nie było trudno przekonać ich do współpracy, wysłaliśmy demo, kilka dni później umawialiśmy terminy. Z Danielem pracowaliśmy osobiście, spędzaliśmy całe dnie w studiu, na wspólnych obiadach, rozmawialiśmy o naszej wizji, brzmieniu, a nawet zakulisowych historiach pracy przy sesjach innych zespołów. Z Taylorem i Tedem mieliśmy kontakt zdalny, więc był zdecydowanie mniej intensywny.

Na albumie pojawiają się teksty tak w języku polskim, jak i angielskim. Dlaczego zdecydowaliście się na takie połączenie?

Radek Kielch (wokal): Ninja Syndrom zasila dwóch wokalistów, którzy w odmienny sposób postrzegają świat. Ma to oczywiście wpływ nie tylko na interpretację tekstów, ale również na sposób ich podania. Podczas pracy nad materiałem dajemy sobie przestrzeń oraz swobodę w tworzeniu, dzięki czemu każdy z nas może przekazać to, co według niego jest najistotniejsze. Staramy się także zachować spójność w podjętych przez nas tematach. Uważam, że taki sposób pracy daje bardzo ciekawe i co ważne, oczekiwane rezultaty. Zrobienie polsko-angielskiej płyty było naszą świadomą decyzją. Taką koncepcję założyliśmy przy tworzeniu albumu, chcieliśmy „pobawić się” materiałem, podejść do tematu na swój własny sposób.

Jeśli jeszcze na chwilę możemy zatrzymać się przy tekstach, co Was inspiruje przy ich tworzeniu? Jaka dominuje w nich tematyka?

RK: Myślę, że największą inspiracją przy tworzeniu tekstów są nasze osobiste doświadczenia oraz rzeczywistość, która nas otacza. Czasami sięgamy wstecz, opisujemy sytuacje, w których się znajdowaliśmy. Często przelewamy na papier to, co w nas siedzi, to, co obecnie czujemy. Nasze teksty mówią o odcięciu się od przeszłości, o wolności, o dążeniu do samorealizacji, do swobody w myśleniu i działaniu.

Jak określacie swoją muzykę, gdybyśmy mieli nie trzymać się krzywdzących często ram gatunkowych?

Filip Gołda (gitara): Faktycznie, ciężko nam zamknąć naszą twórczość w jasnych, gatunkowych ramach. Wspólnym mianownikiem na pewno są dość eklektyczne partie perkusyjne, niskostrojone, ośmiostrunowe gitary i balansowanie na pograniczu brzmień organicznych i mocno „przetworzonych”. Charakterystyczna może być też obecność dwóch wokalistów, którzy poruszają się w zupełnie odmiennych rejonach estetycznych – w materiale Ninja Syndrom znajdziemy partie rapowane, śpiewane, a także dużo bardziej brudne, ostrzejsze momenty. Nigdy nie byłem mistrzem w słownym opisywaniu muzyki i zamykaniem jej w gatunkowych ramach, myślę, że jest to podwójnie trudne w przypadku własnych kompozycji. Nowoczesne, gitarowe granie – to chyba najbliższe określenie, które jestem w stanie wygenerować ;).

Jak utwory z Tokyo wypadają na koncertach? Przy okazji, dużo ich planujecie na drugą połowę tego roku?

FG: Utwory zawarte na „Tokyo” wypadają naprawdę dobrze. Jeszcze przed premierą materiału „testowaliśmy” te piosenki na koncertach, gdzie dochodziło do dość zabawnej (i bardzo budującej!) sytuacji. Publiczność domagała się ich na bis używając ciągle naszych, wewnętrznych i mocno „roboczych” tytułów – mimo, że od jakiegoś czasu nawet na „setlistowych ściągawkach” używaliśmy już tych właściwych, albumowych nazw. Takie doświadczenia utwierdzają nas w przekonaniu, że obraliśmy dla tego materiału dobry kierunek. Co do koncertów w tym roku – tak naprawdę temat jest wciąż otwarty. Z tego co wiem rozmowy są w toku – zobaczymy.

Tokyo zdecydowaliście się także wydać na winylu. Skąd taki ruch? Z jakim spotkał się zainteresowaniem?

PR: Mam wrażenie, że większość aktualnych premier pojawia się równolegle, lub chwilę później w wersji winylowej. Macie świadomych czytelników, więc nie ma większej potrzeby przekonywać do tego, że brzmienie i obcowanie z winylem potrafi być magiczne. Do tego takie płyty mają większą wartość kolekcjonerską, tym bardziej, że nasze wydanie to wersja limitowana. Przygotowaliśmy też bardzo wyjątkową wersję “extended”, z inną niż regularne Tokyo okładką i bonusami – chociażby w postaci utworów z pierwszej EP “Zapadam się”, która nigdy nie pojawiła się na nośniku fizycznym. W dniu startu preorderu były już pierwsze zamowienia, chociaż jest to bardziej zainteresowanie kolekcjonerskie niż masowe, i – co ciekawe – głównie droższym – czerwonym, i najdroższym – poszerzonym wariantem.

Gdzieś jeszcze można dostać Tokyo w formacie winylowym? Gdzie można kupić klasyczny nośnik CD?

FG: Zapraszamy do kontaktu na adres tokyo@ninjasyndrom.com . Jeżeli chodzi o regularną wersję CD – pod adresem http://ninjasyndrom.com macie możliwość zakupu (również cyfrowej wersji), a także zestaw odnośników do „Tokyo” na najpopularniejszych serwisach streamingowych.

Nie można milczeniem zbyć niezwykłej okładki płyty Tokyo. Kto jest jej autorem?

PR: Autorem zdjęcia okładkowego – również tego w rozszerzonej wersji winylowej jest Wiktor Franko, znamy się wiele lat, oddanie mu tej okladki było przyjemnością połączoną z pełnym przekonaniem, że jest w dobrych rękach. Bezbłędny i wyjatkowy klimat zdjęć jest domeną Wiktora i to właśnie osiągneliśmy, dodatkowo muzyka jest czymś co doskonale rozumie i w swoim portfolio ma wiele muzycznych zdjęć okładkowych. Sesja odbyła się w pierwszej połowie 2018 roku w Warszawie, obraz przedstawia japońska wojowniczkę po walce, a to jest rzecz jasna nawiązanie do wojowników Ninja, nazwy zespołu, nazwy płyty i jej klimatu.

Myślicie o realizacji jakichś klipów do utworów z płyty?

PR: Dwa klipy miały już swoją premierę. Painbringer pojawił się pierwszy, jeszcze przed premiera Tokyo. Był kręcony w Kielcach (ujęcia z zespołem) i w Warszawie (ujęcia wojowniczki). Haters – drugi w kolejności – to zdjęcia archiwalne zespołu, które w znakomitej większości zarejestrował niezastąpiony Patryk Ptak, był i jest z nami niemal zawsze i wszędzie w trasie i w studiu. Klip pokazuje historę kilku ostatnich lat funkcjonowania zespołu, jego rozwój, to taka odpowiedź dla wszelakich hejterów, których dziś bardzo wielu, a większości przypadków aktywnych nie dalej, niż w obszarze Internetu.

Dziękujemy za rozmowę.

FG: Dzięki wielkie!

Zapraszamy do śledzenia naszych profili w mediach społecznościowych: http://facebook.com/ninjasyndrom oraz http://instagram.com/weareninjasyndrom – wrzucamy tam czasem coś ciekawego ;).

 

Tagi: , , , .