Trauma: “Dać się ponieść odmętom chaosu”

Gdy myślę o naszej rodzimej scenie death metalowej, w pierwszej kolejności naświetlają mi się trzy generyczne dla gatunku nazwy: Vader, Hate i Trauma (kolejność dowolna). Te trzy nazwy wiodły prym w latach 90. i przeorały nasz kraj swoimi nagraniami i koncertami. W niniejszym wywiadzie miałem przyjemność wymienić kilka zdań z liderem Traumy, Jarosławem Misterem Misterkiewiczem, którego uważam za jednego z idoli swojej szalonej młodości. O nowej płycie Ominous Black wydanej przez Selfmadegod Records, sprawach przeszłości i nie tylko, odpowiedział z charakterystyczną dla siebie szczerością i wylewnością. Zapraszam.


Zacznijmy od szczegółów ostatnich czasów dla Traumy. Od wydania poprzedniej płyty Karma Obscura do premiery Ominous Blac minęło 7 lat, czym spowodowana była tak długa przerwa?

To prawda, minęło sporo czasu od momentu, kiedy wydaliśmy poprzednią płytę, ale tak czasem się w życiu składa, że nie wszystko wychodzi tak jak byśmy sobie tego życzyli i często jest to wypadkowa wielu czynników. Potrzebowaliśmy tym razem tego czasu, aby wykreować Ominous Black w sposób właściwy i tak, aby efekt finalny nas w 100% zadowalał. Nie zależało nam, aby szybko wygenerować kolejny album, nie byliśmy też związani żadnym kontraktem, który by nas do tego obligował we wcześniejszym terminie. Tak jakoś samo to wszystko się toczyło swoim rytmem, bez poganiania i sztucznego wiru wokół tego tematu. Muzyka powinna powstawać w momentach, kiedy jej twórca czuje po prostu wenę, tak jest przynajmniej u nas. Musi wytworzyć się prawdziwa, czysta energia, która zawsze generuje najwyższą TRAUMAtyczną jakość i jest jej gwarantem. Jeśli tego nie ma, to uważam, że lepiej zająć się czymś innym i nie robić nic na siłę. Zajęliśmy się koncertowaniem i promocją albumu Karma Obscura i to był nasz priorytet w tamtym czasie. Nie interesuje nas ilość nagranych płyt przez Traumę, ale ich muzyczna jakość. Owszem, mogliśmy wydać w tym okresie przynajmniej dwie płyty, ale jeśli miałyby być przeciętne, a nawet słabe, to po co to robić. W ten sposób można jedynie zepsuć dobrą markę zespołu, którą zbudowaliśmy na przestrzeni tych wszystkich lat, wydając solidne płyty Traumy. Jesteśmy na takim etapie, że nie musimy nic nikomu udowadniać i z nikim się ścigać. Pasjonujemy się muzyką i graniem w tym zespole. Bawi nas to i sprawia nam wszystkim niesłychaną frajdę, dzięki czemu nie odczuwamy przesytu i wypalenia po tylu latach muzykowania pod TRAUMAtyczną banderą. Najważniejsze, że w końcu Ominous Black jest na rynku i macie sposobność obcować z nią w zaciszach swoich domów lub gdziekolwiek indziej. Niech Wam sprawia radość i ładuje pozytywnie Wasze akumulatory w codziennym boju z rzeczywistością. Death Metal Forever!


Wyczerpująco, dzięki. Jak wyglądały prace nad nową płytą, jak przebiegał proces twórczy?

Proces twórczy podzielony był na kilka etapów i z różnych względów były one mocno rozciągnięte w czasie. Po nagraniu Karma Obscura postanowiliśmy trochę odpocząć od pisania nowych numerów, aby złapać odpowiedni dystans i nabrać więcej haustów świeżego powietrza. Przyznam, że dobrze to nam zrobiło i jak się później okazało było pomocne w pracy nad nowymi utworami. Podjęliśmy decyzję o tym, że sami we własnym zakresie zarejestrujemy wszystkie ślady instrumentów w naszym Traumatic Sound Studio i tak zrobiliśmy. Odpowiedzialność za tę kwestię wziąłem na siebie i przygotowałem wszystkie tracki do miksu. Kiedy zakończyliśmy nagrania ostateczny miks i mastering powierzyliśmy ekipie z Hetrz Studio w Białymstoku. Pracujemy z braćmi Wiesławskimi od 20 lat, więc o finalną produkcję nie musieliśmy się bać. Efekt końcowy nas w 100% zadowala.

Powszechnie wiadomo, że jesteś głównym kompozytorem muzyki Trauma – dyktatura absolutna czy dopuszczasz przy tworzeniu pomysły reszty członków Trauma?

To prawda, pracuję głównie sam nad muzyką, jak wielu innych gitarzystów na świecie. Taki mam styl pracy i przyzwyczaiłem się do niego w ostatnich kilkunastu latach, kiedy byliśmy rozrzuceni po różnych miastach. Nasze próby nie mogły odbywać się regularnie, kilka razy w tygodniu, ponieważ każdy z nas ma jeszcze obowiązki rodzinne i zawodowe. To sytuacja tak naprawdę wymusza na nas taki, a nie inny system pracy.
Przyznam, że lubię to i dobrze czuję się samotnie, cisnąć gryf mojej gitary w środku nocy albo nad ranem, zawsze kiedy jest wena, po prostu staram się ten moment uchwycić i wykorzystać taką energię, kiedy komponuję. Mam sporo doświadczenia, gram i komponuję od połowy lat 80. i ufam swojej muzycznej intuicji w 100%, ale to nie jest też tak, że chłopaki są zupełnie odcięci od tego, co robię. Na różnych etapach odpalam im robocze wersje kawałków i czasem debatujemy, w którą stronę należałoby podążyć w dalszej perspektywie. Często ich świeże spojrzenie na moje pomysły wpływa na zmiany, jakich później dokonuję. Przy najnowszej płycie bardzo dużo wniósł Chudy (Artur Chudewniak – przyp.red.), ponieważ nad partiami wokalu pracowaliśmy zupełnie inaczej niż dotychczas. Teraz postawiliśmy na spontaniczność, improwizację i okazało się to bardzo trafionym posunięciem.
Chudy najczęściej śpiewał do riffów czy fraz, których wcześniej nie słyszał i to było właśnie to, czego tym razem potrzebowaliśmy. Wokale są swobodne, pełne luzu, growlowego mięcha i na tym albumie zabrzmiały jeszcze lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
Jego partie to jeden z jaśniejszych punktów na płycie Ominous Black i nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Czy tworząc nową muzykę, zwracasz uwagę na spuściznę zespołu i oczekiwania fanów?

Absolutnie nie. Przeszłość to przeszłość i jestem oczywiście dumny z muzyki, która tworzy wspomnianą spuściznę, ale jestem zbyt ambitny, aby bazować wyłącznie na patentach, które się sprawdziły wcześniej. Staram się mieć dystans do naszej przeszłości i zajmować się wyłącznie tym, co tu i teraz. Nigdy nie układam żadnych scenariuszy i górnolotnych planów. Moje motto to nie mieć planu i dać się ponieść odmętom chaosu bez zastanawiania się, jaki efekt to przyniesie. Im człowiek więcej kalkuluje i myśli o muzyce, tym gorzej ona finalnie wychodzi. Ufam swoim emocjom, nastrojom i instynktowi tropiciela dźwięków, bo w takim położeniu i w takiej roli czuję, że jestem sobą. Zawsze oczekuję czegoś, co mnie podkręci na tyle, że uruchomi się potok super pomysłów, które popłyną̨ rwącym nurtem i rozbudzą moją kreatywność na maxa. Zawsze to musi być instynktowny odruch, któremu zaufam i podążę jego szlakiem dalej. Nie chciałbym nikogo urazić, ale egoistycznie podchodzę do tej kwestii oczekiwań fanów i nie biorę ich w ogóle pod uwagę. Skoro nie da się zaspokoić wszystkich muzycznych gustów, to najlepiej próbować zadowolić wyłącznie swój. Uważam, że tak musi być, abyś był w 100% szczery w swoim muzycznym przekazie. Nie zamierzam chodzić na skróty, bo i tak nie ma nigdy gwarancji, że to przyniesie Ci większe profity, zadowolenie fanów czy dziennikarzy. Trzeba robić swoje najlepiej jak się da i tyle w temacie.

Płytę Ominous Black zdobi piękna okładka, kim jest artysta za nią odpowiedzialny, jak na niego natrafiłeś i jak się odnosi do konceptu płyty?

To praca wybitnego polskiego malarza Mariusza Lewandowskiego, którego podziwiam i obserwuję z zainteresowaniem od kilku lat.
Kiedy przyszedł czas, aby pomyśleć nad front coverem do Ominous Black, pomyślałem właśnie o tym człowieku i po prostu skontaktowałem się z nim. Przegadaliśmy sporo czasu, dogadaliśmy się i w efekcie jego praca zdobi nasz najnowszy album. Jak ta praca odnosi się do konceptu naszej płyty to widać gołym okiem, że idealnie. Kogo nie zadowala moja odpowiedź, zachęcam do zagłębienia się w teksty i muzykę Traumy z tej płyty, a zrozumiecie sami o co chodzi.

Na ile wzorce muzyczne z początków kariery są dla Ciebie nadal aktualne?

Może tego nie czuję w każdym swoim oddechu, a przede wszystkim gitarowym riffie, który wymyka się spod moich palców, kiedy gram na gitarze, ale na pewno są ważne. Wychowanie ma ogromny wpływ na nasze późniejsze losy. To, co za młodu kształtuje nasz muzyczny gust jest obecne w kolejnych latach, może nawet zawsze. To fundament, dzięki któremu twardo stoimy na masywnej podstawie i możemy eksplorować ją dalej w poszukiwaniu innych inspiracji i składowych naszego rozwoju. Tak ja to widzę.

Oceń proszę drogę Waszej kariery przez lata, zrobiłbyś coś inaczej?

Nie lubię spowiadać się ze swoich grzechów, tym bardziej publicznie (śmiech). Tak już całkiem poważnie, to pewnie wiele rzeczy człowiek spieprzył, ale naturą ludzką jest się mylić i popełniać błędy. Nie znoszę jednak rozdrapywać przeszłości i szukać winy we wszystkim i we wszystkich, tylko nie w sobie. Nie mam do nikogo pretensji za przeszłość zespołu Trauma, bo tak jak powiedziałem, za ewentualne niepowodzenia i wpadki jesteśmy odpowiedzialni my sami. Dokonywaliśmy takich a nie innych wyborów i bierzemy to na klatę. Może nigdy ta muzyczna kariera nie była nam pisana i widać tak miało być. Nie czuję jakiegoś rozżalenia i goryczy z tego powodu, bo muzykowanie jest moim sposobem na życie, a przede wszystkimi największą pasją. Dla mnie istotne jest to, że wciąż po tych 30 latach gramy, tworzymy i sprawia nam to nadal niezmierną radość.

W moim odczuciu wkład zespołu Trauma w polską scenę death metal jest ogromny, możliwe, że nie przekłada się to na bezpośredni fejm i profity, ale wychowaliście całą masę metalowców i muzyków pragnących choć trochę spróbować Was dogonić. Tego już Wam nikt nie będzie w stanie odebrać.
Który album Trauma uważasz za najważniejszy i przełomowy dla zespołu?

Dla mnie każdy z nich ma ogromną sentymentalną wartość, ze względu na bliski memu sercu emocjonalny ładunek, którym są nasycone wszystkie bez wyjątku. To cząstka mnie samego, pozostawiona w różnym czasie i różnych momentach życia, tak i ludzi, z którymi w danym momencie pracowałem, czy tworzyłem i tworzę zespół Trauma. Nie potrafię odpowiedzieć, która z naszych płyt jest tą najlepszą. Dla jednych fanów najbardziej znaczącą płytą Traumy może będzie Suffocated In Slumber, czy Imperfect Like A God, a dla innych Neurotic Mass, Archetype of Chaos, czy Karma Obscura. Która była najbardziej przełomowa też ciężko określić… Hm, może najbardziej Suffocated In SlumberImperfect Like A God, bo dostaliśmy w tym czasie chyba największe wsparcie od wydawców i graliśmy sporo w kraju i więcej też za granicą. Po Suffocated… przyznam, że dostaliśmy takiego odpowiedniego wiatru w żagle i odczuliśmy to wyraźnie.

Porozmawiajmy więc o teraźniejszości. Życie kolejny raz zatoczyło koło i po powrocie Chudego na stanowisko wokalisty na drugiej gitarze znowu wspiera was Krzysztof Dziadek Dobrowolski (Ropień, ex- Grin, ex- Ghost). W jaki sposób udało Ci się namówić ich kolejny raz do współpracy?

Jak mawiał Tom Hanks wcielający się w postać tytułowego bohatera w filmie Forrest Gump: “życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz…”. Czasem się może wydawać, że pewne sytuacje się nie wydarzą, ale jednak do nich dochodzi. Z Chudym faktycznie rozstaliśmy się na kilka lat, jednak najważniejsze jest to, że przyszedł odpowiedni czas, że mogło dojść do naszej ponownej współpracy i pracujemy od tamtego czasu nieprzerwanie ponad 10 lat.
Dziadek zagrał z nami jedną trasę też wiele lat temu w zastępstwie za innego muzyka, który wówczas nie mógł z nami w tym czasie występować. To był jednorazowy strzał, kilka lat później, kiedy szukaliśmy już na stałe do koncertowego teamu gitarzysty, oczywiście zaproponowałem Dziadkowi dołączenie do nas, ale wówczas nie był w gitarowym cugu jak sam stwierdził, nie grał za wiele i grzecznie odmówił. Dołączył do nas jednak z miłą chęcią pod koniec 2018 roku, kiedy powrócił do czynnego grania i nabrał pewności, że podoła obowiązkom drugiego gitarowego w Traumie.

Wytwórnia Selfmadegod widać, że ma chrapkę na zasłużone polskie nazwy, kto do kogo wyciągnął rękę w sprawie wydania nowej płyty i czy na moment obecny uważasz współpracę za owocną?

Oczywiście to my odezwaliśmy się pierwsi do Selfmadegod Rec. z zapytaniem, czy nie byliby zainteresowani wydaniem najnowszej płyty Traumy. Nagraliśmy ten album za własne fundusze i przedstawiliśmy gotowca z muzycznego punktu widzenia. Głównodowodzący wytwórni, jak się okazało bardzo lubi nasz band i ucieszył się z faktu, że wzięliśmy go pod uwagę. Dogadaliśmy się dosyć szybko i działamy w dobrej komitywie. Jak dotąd jesteśmy zadowoleni ze współpracy z Selfmadegod Rec. I życzyłbym sobie, aby nasza współpraca rozwijała się w tak dobrym kierunku dalej. Jak będzie, czas wszystko zweryfikuje i nie ma co na wyrost zakładać tego jak będzie w przyszłości. Jesteśmy jednak dobrej myśli.

Na koniec temat ciężki. Jak znosicie brak możliwości grania w dobie pandemii?

Nie chcę narzekać i biadolić, gdyż sporo ludzi pewnie przeżywa bardziej całą tę sytuację i mamrotanie muzykanta, który nie może grać koncertów mało kogo obchodzi. Wszystkim nam się oberwało i oberwie jeszcze bardziej, ale trzeba to przeżyć i tyle. Najważniejsze jest zdrowie i abyśmy z parkingów pod Biedrą nie zrobili z czasem pól bitewnych Grunwaldu w walce o wejście do upragnionego przybytku. Zachowajmy rozsądek i spokój, a nie będzie źle. Kontakt z muzyką i instrumentem mam, więc „nie oczadzieje”. Dzięki za rozmowę i pozdrawiam, bądźcie zdrowi!

Dziękuję również!

Tagi: , , , , , , , , .