Tripsitter: „Ofiarujemy ludziom część nas samych”

Tripsitter to austriacki kwartet łączący intensywność muzyki hardcore z atmosferycznym metalem. Choć grają razem już od ośmiu lat, to dopiero w ubiegłym roku wydali swój debiutancki album The Other Side of Sadness, który zwraca uwagę ciekawą koncepcją. Przy okazji najbliższych koncertów w Polsce Hubi Halder i Alex Farnik tłumaczą na czym polega wyjątkowość ich utworów oraz czego możemy oczekiwać po kolejnym wydawnictwie.
Wywiad z zespołem przeprowadziła Barbara Skrodzka


Ubiegły rok był dla Was bardzo udany. Wydaliście debiutancką płytę The Other Side of Sadness, wystąpiliście także na wielu koncertach nie tylko w Polsce, supportowaliście Polar i Acres. Co przyniesie dla Was ten rok, jakie macie plany?

Hubi Halder: Właśnie zaczęliśmy pisać materiał na nowy album. Wracamy do sali prób i tworzenia muzyki, chcemy zacząć pracować, bo jesteśmy ciekawi co się tym razem wydarzy i w jakim kierunku brzmieniowo podążymy. Album jest naszym priorytetem, chcemy się na nim skupić.

Alex Farnik: Poszukujemy nowego brzmienia – klasycznego brzmienia Tripsitter, ale w nowym stylu. Chcemy wzbić się na następny poziom. Nie wybiegamy za bardzo w przyszłość. Lato spędzimy w studiu i może zagramy na kilku weekendowych festiwalach. Na pewno jesienią będziemy grać koncerty. Nie chcemy za dużo zdradzać na temat nowego albumu. Wolimy pozostać tajemniczy, by później uderzyć ze zdwojoną siłą i zadziwić wszystkich. Kochamy sekrety. (śmiech)

Porozmawiajmy o Waszym debiucie. Każdy utwór jest częścią opowiadanej przez Was historii, której nieodłącznym elementem są pewne znaki. Co oznaczają wprowadzone przez Was symbole faz księżyca?

HH: Chcieliśmy ująć teksty poszczególnych piosenek w jeden rodzaj symboli. Trzy piosenki (Bury Me, Hollow, Remains – przyp. red.) połączyliśmy w jeden film. Utwory te są wizualizacją tych znaków. Opowiadana historia sprowadza każdy z tych symboli do formy przedmiotu. Chcieliśmy stworzyć album, który sam w sobie jest koncepcyjny od początku do końca. Mimo że każdy utwór jest inny nie chcieliśmy by poszczególne piosenki opowiadały tylko o sobie i były jedynie kawałkami, przez które można przejść w ciągu 44 minut. Tutaj wszystko jest powiązane. Chcieliśmy połączyć tę opowieść z obrazem wideo i szatą graficzną.

To Wasz pierwszy longplay i aż 44 minuty muzyki, całkiem sporo, a jednak utrzymujecie zainteresowanie.   

HH: Tak, wcześniej wydawaliśmy EP-ki. Niezależnie od tego, co wypuszczamy chcemy, żeby nasze utwory były dobre, a całe wydanie miało pewien zamysł. To jest ten trik, który musisz sobie uzmysłowić – przypominać sobie, że można słuchać każdego utworu osobno. Musi być chwytliwy, ale także pasować do innych, by całość stanowiła jeden spójny zbiór.

Nowy album też będzie koncepcyjny?

HH: Na razie jesteśmy na etapie zbierania pomysłów. Mamy pewne idee, które chcemy rozwinąć i wspólnie się nimi inspirować. Zawsze siadamy razem i rozmawiamy o tym co chcemy powiedzieć przez naszą muzykę i jaki temat powinniśmy poruszyć. Rozwija się to w miarę procesu pisania.

Na poprzednim albumie głównymi tematami, jakie poruszaliście, była izolacja i depresja. W jakim kierunku pójdziecie tym razem?

AF: Tym razem będzie mocniej i bardziej gniewnie. Te uczucia odzwierciedlają nasz obecny nastrój. The Other Side of Sadness pokazuje wiele naszych osobistych stanów. Próbowaliśmy na nim uchwycić to, co działo się w nas samych.

HH: Teraz zostawiamy tamte części nas za sobą. Z tą płytą kończymy jeden etap i próbujemy zacząć coś nowego. W Tripsitter wyrażamy siebie i nasze osobowości w agresywny sposób. Wydaje mi się, że nowy materiał będzie trochę „szybszy” i cięższy, nadal próbujemy znaleźć odpowiednie środki wyrazu.

Tak jak poprzednio teksty napiszecie razem? 

AF: Nadal wszystko robimy razem i nawet podczas pisania tekstów każdy z nas przemyca jakieś inspiracje. Nie mamy podziału, że jeden z nas robi to, a inny tamto. Na tym polega Tripsitter, by wszystko robić razem.

HH: Każdy ma swoją przestrzeń i może wyrazić siebie. Chcemy mieć pewność, że żaden z nas nie czuje się zagubiony w zespole i każdy może coś dodać od siebie, by te nagrania stały się dla nas wszystkich osobiste.

AF: Nie koncentrujemy się tak bardzo na przyszłości, ponieważ poszczególne elementy w procesie tworzenia nieustannie się zmieniają. Staramy się wszystko robić jak najlepiej.

Widziałam Was już kilka razy. Wasze koncerty są przepełnione emocjami, przeżywacie je wraz z publiką. A jacy jesteście poza sceną?

HH: Ludzie zazwyczaj myślą, że jesteśmy bardzo smutnymi osobami i mamy depresję, co nie jest prawdą. (śmiech) Na scenie ofiarujemy ludziom część nas samych, ale tak jak wiele innych zespołów robimy idiotycznie śmieszne rzeczy, co jest dobrą zabawą.

Nie macie oporów z obcowaniem z publiką pod sceną. Zastanawia mnie, dlaczego akurat podczas piosenki „Rest” schodzicie do fanów?

AF: Trzy lata temu zrobiliśmy to po raz pierwszy. Ta piosenka jest dla nas bardzo osobista, bardzo głęboka. Lubimy ją wykonywać, ponieważ jest bardzo emocjonalna dla nas i dla publiczności. Kiedy ją gramy jesteśmy bardzo blisko ludzi, angażujemy tych, którzy są wokół nas. Chcemy być z publicznością jednością, stworzyć z nimi relację, dlatego schodzimy ze sceny. Tą piosenką chcemy powiedzieć, że jesteśmy jedną wielką rodziną, nie ma między nami bariery zespół – fani. Wszyscy jesteśmy razem i za każdym razem jest to dla nas bardzo emocjonalne. Planujemy zagrać tę piosenkę także i podczas tej trasy, dopiero w kolejnej postaramy się coś zmienić.

HH: Może to ostatnia trasa, kiedy wykonujemy ten utwór w ten sposób…Poprzednim razem bęben, z którym schodziliśmy ze sceny był podpisywany przez osoby, które przyszły na koncert. Zaczęło się od pewnego żartu. Pomysł był taki, by na każdym z koncertów wybierać kogoś, kto powinien podpisać skórę, ale skończyło się na tym, że wielu znajomych pisało różne śmieszne rzeczy. Było bardzo zabawnie. Nadal mamy ten bęben w naszej sali prób.

AF: Mamy jeszcze trzy czy cztery takie bębny, więc także i tym razem będzie można złożyć podpis, ale w naszych głowach pojawiają się także nowe pomysły. Może zrobimy tak, że oddamy publiczności bębny i to oni będą grali, a my będziemy obserwować i… płakać. (śmiech)

Alex, w zespole grasz na perkusji, ale widziałam, że odnowiłeś swoją starą gitarę. Czy oznacza to, że teraz będziemy mogli zobaczyć Cię w nowej roli, grającego na gitarze?

AF: Zacząłem grać na gitarze dwa lata temu, ale tą gitarę zrobiłem dla siebie, ponieważ zacząłem swój własny, mały projekt. Pracuję nad albumem, którym jestem bardzo podekscytowany. Nie wiem kiedy ukaże się płyta, ale stanie się to w tym lub przyszłym roku. Mój solowy projekt, w którym śpiewam, gram na perkusji, syntezatorze, gitarze, basie różni się znacznie od tego co tworzymy w Tripsitter. Dźwięki są bardzo miękkie, melancholijne, nie ma krzyków. [śmiech] Dzięki temu, że nauczyłem się grać na gitarze jestem w stanie lepiej zrozumieć chłopaków, ponieważ wiem więcej na temat ich pracy. Rozumiem co znaczy, gdy grają ten czy inny fragment. To przekłada się także na nowy sposób pisania piosenek dla Tripsitter.

Do Was należy także cała oprawa wizualna i teledyski. Wkładacie w ten projekt dużo pracy.

HH: Mamy kolegę, który zajmuje się filmowaniem. Staramy się wykonywać większość rzeczy sami, ponieważ wyprodukowanie klipu nie jest tanie. Poza tym chcemy nadać tym obrazom osobisty charakter i samemu robić tak dużo jak to tylko możliwe. Lubimy to, bo zawsze jest przy tym sporo zabawy i nie zawsze kończy się to tak jak oczekujemy. Najpierw pojawia się pomysł, do którego osiągnięcia dążymy, ale efekt końcowy wygląda inaczej.

Dzięki za rozmowę, do zobaczenia na koncercie!

Również dziękujemy, baw się dobrze!

Piotr

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .