Vincent Fouquet “Above Chaos”: “Wszystko jest kwestią wrażliwości”

Tym razem do grona przepytywanych przeze mnie artystów dołączył Vincent Fouquet, szerzej znany jako Above Chaos. Francuski artysta, grafik, fotograf, współpracował m.in. z zespołami takimi, jak Inquisition czy Tsjuder, a także z organizatorami festiwalów Samain oraz Hellfest, gdzie wystawiał swoje prace. Symetria i dbałość o detal to jego znaki rozpoznawcze. Zapraszam do lektury.

Hej Vincet! Na rozgrzewkę – jak zacząłeś swoją przygodę z projektowaniem grafiki dla zespołów?

Zaczęło się od projektowania drobiazgów dla moich zespołów. Obok komponowania i grania chciałem rozwinąć i uzupełnić moje muzyczne pomysły za pomocą innej formy sztuki. Od młodości miałem zapał do rysowania, więc wybór był całkiem naturalny.

Jaki konkretnie rodzaj muzyki wykonywałeś, kontynuujesz muzykowanie, czy większość czasu pochłania projektowanie?

Komponowałem wiele i w różnych kierunkach, jednak ogólnie rzecz biorąc, wolałem mieszać różnego rodzaju muzykę, niż robić wyłącznie czarci metal, czy tego typu rzeczy. Wtedy zauważyłem, że black jest tylko podstawą, na której mieszam elementy doomu, industrialu, ambientu, drone czy rocka. Większość z tych projektów nigdy nie została wydana ze względu na moją drobiazgowość. Po prostu nie uważałem ich za dość perfekcyjne, by mogły zostać wypuszczone w świat. W ostatnich latach większość mojego czasu zabiera praca grafika. Mniej komponuję, a są to rzeczy jeszcze dziwniejsze niż w przeszłości. Może kiedyś będę mieć więcej czasu, i jeśli będę wystarczająco usatysfakcjonowany, coś zostanie wydane.

Masz swój ulubiony projekt?

Lubię wszystkie prace, jakie do tej pory zrobiłem, jedne bardziej od drugich, ale każda ma w sobie coś,s co uważam za dobre. Zazwyczaj jednak jest tak, że po skończonej pracy zauważam niezadowalające mnie szczegóły. Moim celem jest być lepszym z każdym kolejnym rysunkiem, więc chcę powiedzieć, że moją ulubioną pracą jest „następna”.

Mógłbyś opowiedzieć jak przygotowujesz się do pracy, do tworzenia? Czy coś Cię inspiruje?

Zaczynam od rozeznania, np. czytam o mitologiach, teoriach, na których się opieram, po czym badam źródła „graficzne”, by wizualizować elementy, które chce umieścić w swojej pracy. Mogę być zafascynowany przez mnogość rzeczy widzianych w zwykłym życiu, od sztuki wielkich artystów po naturę, morze, a nawet cień rzucany na ziemię.

Czy był jakiś moment przełomowy w Twojej karierze, który sprawił,że stałeś się bardziej rozpoznawalny?

Niedługo po tym, jak postanowiłem, że grafika stanie się moim priorytetem, miałem przyjemność zrobić artwork dla kultowego greckiego zespołu Nightfall (Cassiopeia). Było to bardzo pomocne, by z lokalnego poziomu stać się rozpoznawalnym na arenie międzynarodowej. Niedługo potem współpracowałem z Tsjuder, Naglfar oraz z organizatorami festiwalu Hellfest.

Pracujesz zarówno klasycznymi narzędziami, jak i z pomocą dedykowanych programów. Korzystanie z jakich narzędzi daje Ci najwięcej satysfakcji?

Poruszam się w dwóch całkowicie różnych od siebie technikach, pierwsza z nich bazowała na fotografiach i zaawansowanych fotomanipulacjach. Pomysł wykorzystania części rzeczywistości podczas tworzenia digitali wydaje mi się interesujący, stąd chęć kreowania surrealistycznych prac. W przeszłości często oddawałem się pasji rysowania, jednak później zacząłem ulepszać technikę, bazując na tuszu „Indian”. Używam tego silnie napigmentowanego tuszu, rapidografu Rotring i jeszcze paru innych tuszów dla dodania koloru. Nigdy nie połączyłem tych dwóch technik, chociaż zdarzyło mi się pracować na tablecie graficznym, jednak nie czułem się komfortowo. Nie potrafię wybrać swojego ulubionego narzędzia, po prostu potrzebuję ich obu, uzupełniają się. Lubię wrażenie którego doświadczam przy kontakcie z papierem, tuszem, ale również kiedy robię zdjęcia. I oczywiście, komputer pozwala nam na więcej, podczas gdy praca tuszem jest bardziej wymagająca i nie wybacza błędów.

Co możesz powiedzieć na temat Twojego własnego stylu projektowania? Jest unikalny? Rozpoznawalny?

Nie mam pojęcia, czy moje prace wyróżniają się czymś szczególnym. Wszystkie moje artystyczne pragnienia są osobiste, i w taki też sposób chce je rozwijać. Sam nauczyłem się rysować i kreskować tuszem, więc robiłem to tak, jak mi było wygodnie, bez korzystania z czyjejś pomocy, więc nie mam wyuczonego stylu rysowania.

Wiem, że często w swoich pracach używasz „żywych” modeli, korzystając z pokaźnej ilości czaszek różnych zwierząt. Od czego zaczęło się kolekcjonowanie? Czy mogę nazwać to Twoim hobby?

Oczywiście. Lubię otaczać się czaszkami i kośćmi, towarzyszy mi to od czasów, gdy miałem około 8-9 lat, kiedy zbierałem szkielety ryb. Ludzie zwykle nie wiedzą, jak to w rzeczywistości wygląda. Przypominają raczej czaszki smoków niż ryby, to fascynujące. Potem zacząłem zbierać szczątki innych zwierząt, np. jeleni, ptaków, koni, delfinów itd. Kości to jedyne, co zostanie na Ziemi po życiu zwierząt i ludzi. Często korzystam z nich w swoich pracach jako pojedynczy element, ale także zestawiając je z żywymi modelami, kiedy fotografuję.

Z jakimi reakcjami się spotykasz, gdy ludzie dowiadują się czym się zajmujesz? Mam tu na myśli prace czy kwestie, które nie są łatwe i przyjemne w odbiorze, głównie dla ludzi spoza środowiska.

Nie sądzę, by moje prace były w jakiś sposób depresyjne. Myślę, że pokazują zarówno rzeczy pozytywne, pełne wdzięku, jak i makabryczne, tak jak w życiu, które nie jest ani białe, ani czarne. Skala szarości może oddać to najlepiej. Gdy typowi fani muzyki patrzą na moje prace, nie są zszokowani, a właśnie te elementy, które mogą być odpychające przyciągają ich najbardziej. Oczywiście, gdy „zwykli” ludzie je oglądają, mogą być zaniepokojeni niektórymi elementami, ale zauważą też wdzięczne motywy zwierząt czy sylwetki kobiet. Skupią się też na technice, gdzie prace są szczegółowo wyrysowane. Mogą więc być pod wrażeniem techniki, nawet jeśli tematyka ich przeraża.

Ponieważ zapis naszej rozmowy ukaże się w portalu o muzyce, powiedz proszę, jak prezentują się Twoje muzyczne upodobania?

Jestem raczej otwarty na różne gatunki, od bardzo minimalistycznych i spokojnych, aż po najwścieklejsze i najdziwniejsze. Nie jest to podyktowane przywiązaniem do jednego gatunku. Zazwyczaj towarzyszy mi black metal, ale istnieje wiele nudnych piosenek i zespołów, które mnie nie interesują. Nie przepadam też za damskimi wokalami, jednak uwielbiam pierwszą EP Within Temptation. Trudności mam też z odbiorem melodyjnego death metalu, chociaż jestem pod wrażeniem Winter Within od Before the Dawn. Wszystko jest kwestią wrażliwości umysłu kompozytora i muzyków, bardziej niż ograniczenie się do konkretnego gatunku.

Przejdźmy więc do pytania na temat francuskiej sceny muzycznej. Może mógłbyś polecić nam nowe zespoły warte poznania?

Mam kilka propozycji, jednak żadne z nich nie są nowe. Celeste, Les Chants de Nihil, Treha Sektori i innego projekty tego mistrza: Throane, Soupir Astral, Horskh, Mobius oraz etniczno-atmosferyczny projekt jego wokalisty: Olane.

Pozwolisz, że zapytam jeszcze jak wyglądają Twoje plany na przyszłość?

Mam zamiar dalej wystawiać swoje prace, artystyczne działania, może spróbuję nowych sposobów wyrażania siebie by poczuć satysfakcję z wykonywanej pracy.

Dziękuję za rozmowę.

Więcej prac artysty znajdziecie na stronach:
www.facebook.com/AboveChaos
www.abovechaos.org

Tagi: , , , , , , , , , , , .