White Ward: “Nasz black metal jest trochę inny”

Kto interesuje się black metalem, ten dobrze wie, że za wschodnią granicą scena prezentuje się całkiem okazale. Kilka lat temu uznana w metalowm światku francuska wytwórnia płytowa Debemur Morti sięgnęła po kapelę niemal z drugiego końca Europy – White Ward – z Odessy na Ukrainie.

Próżno szukać szerszych informacji o tej muzycznej załodze, i był to jeden z argumentów przeprowadzenia z chłopakami rozmowy. Innym, ważniejszym punktem zapalnym zaproszenia muzyków do wywiadu była wydana we wrześniu fantastyczna płyta pod tytułem Love Exchange Failure, której drugie imię to eklektyzm.

Usiądźcie zatem wygodnie, włączcie White Ward i przeczytajcie zapis rozmowy z wokalistą Andrijem i gitarzystą Yurijem. Zapraszam!

Interview in English (PDF file)


Cześć, miło mi z Wami porozmawiać na łamach KVLT po raz pierwszy. Na rozgrzewkę – jak wrażenia po wydaniu nowego albumu? W mojej opinii to porcja świetnej muzyki.

Andrii: Wielkie dzięki za miłe słowa! To wielka przyjemność porozmawiać o naszej pracy! Obecnie jesteśmy skupieni na nadchodzącej trasie promującej nasz album “Love Exchange Failure”. To niesamowite, że tak wielu osobom spodobała się ta płyta. Wciąż jednak uważamy, że możemy być lepsi w tym, co robimy. Wciąż możemy przekroczyć pewne granice tego, co pokazujemy w studiu czy na scenie. Absolutnie nie zamierzamy spocząć na laurach.

Jak nazwałbyś kierunek muzyczny, w którym zmierza White Ward?

Yurii: Ktoś kiedyś powiedział, że gramy całkowicie odmienny podgatunek black metalu. Dewiacyjny black metal (śmiech). Nie jest to oczywiście żaden nowy odłam tego gatunku. Oznacza to mniej więcej tyle, że nasz black metal jest trochę inny, bardziej nietypowy. Na dobrą sprawę gramy muzykę metalową, która opiera się na black metalu z dodatkiem elementów pochodzących z innych gatunków muzyki, takich jak dark jazz, post-rock, trip-hop, a nawet ambient i noise. Ktoś może mówić o nas, że gramy post-black metal, inni powiedzą, że to projekt eksperymentalny, progresywny czy nawet awangardowy, ale to nie o to w tym wszystkim chodzi. Żyjemy w postmodernistycznym świecie, w którym większość ram stylistycznych się zatarło. Robimy to, co chcemy i lubimy robić.  

Co oznacza nazwa zespołu: biała cela (więzienna), biały oddział (szpitalny)? Mógłbyś wyjaśnić?

Yurii: Masz absolutną rację! Chodzi tu o oddział szpitalny w ośrodku psychiatrycznym. Tę nazwę wymyślił Dima, nasz perkusista, który chciał, żebym dołączył do jego depressive black metalowego projektu. Od początku chcieliśmy poruszyć temat choroby psychicznej w naszej twórczości, więc ta nazwa wydała nam się odpowiednia.

Wyjątkowo interesuje mnie Wasz eklektyzm. Bardzo gustownie wpletliście jazzowy klimat w black metalową intensywność i szaleństwo na Love Exchange Failure. Skąd pomysł na połączenie tak odmiennych muzycznych światów?

Yurii: Wszystko zaczęło się w połowie roku 2012 po tym, jak wydaliśmy naszą pierwszą EPkę “Illusions” . Był to całkowicie spontaniczny eksperyment. Chcieliśmy pograć trochę razem z jednym z naszych pierwszych gitarzystów, Alexandrem. On miał obsesję na punkcie pokręconych jazzowych projektów, a także progresywnego rocka, więc siłą rzeczy przyniósł do studia nowy materiał nasiąknięty swoimi muzycznymi inspiracjami. Zaczęliśmy rozwijać się właśnie w tym kierunku. W tym samym okresie odkryłem wiele dark jazzowych projektów, które sprawiły, że bardzo spodobał mi się ten rodzaj muzyki. Pierwsze oznaki zmiany stylistycznej słychać w utworze “Inhale My Despair”. Później na naszym debiutanckim albumie pojawił się saksofon i pojedyncze partie jazzowe. Na “Love Exchange Failure” słychać wpływy czegoś, co przypomina dark jazz. Kto wie, na co zdecydujemy się następnym razem?

Zmieniliście osobę, która dogra partie saksofonu, potrzebowaliście innego spojrzenia na Waszą muzykę?

Andrii: Nasz nowy saksofonista jest pełnoprawnym członkiem White Ward i będzie z nami jeździł w trasy. Nadchodząca trasa na pewno nie będzie jedyną, w której weźmie udział. Z jego poprzednikiem współpracowało się nam bardzo ciężko, gdyż przeszkodą w naszej relacji z nim były ogromne różnice kulturowe. Nie do końca dało się z nim nawet pożartować, ponieważ nie odpowiadało mu nasze poczucie humoru. Spędziliśmy tydzień w trasie, a potem opuścił zespół. Dlatego też musieliśmy poszukać zastępstwa. Początkowo Dima grał z nami tylko i wyłącznie w studiu, ale później zagrał z nami koncert. Zdecydowaliśmy się na współpracę i od tej pory wszystko wygląda świetnie. Lubimy i szanujemy się nawzajem zarówno pod względem poczucia humoru, muzycznych aspiracji, jak i odpowiedzialności i podziału obowiązków. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że mamy możliwość z nim występować!

Zmiany zauważyłem również w kwestii oprawy graficznej na nowym krążku. Odchodzicie od typowej dla black metalu konwencji na rzecz totalnej prostoty. Czy na okładce widnieje osiedle z Odessy?

Yurii: Na zmianę stylistyczną okładki wpłynął ogólny koncept tekstów “Love Exchange Failure”. O ile na naszej debiutanckiej płycie dało się zauważyć mistyczne, lovecraftowskie motywy i inspiracje, nasz drugi album stroni od tych tematów. “Love Exchange Failure” obraca się wokół społecznych i psychologicznych problemów i okropieństw, które mają miejsce w nowoczesnym megalopolis. Po prostu uznaliśmy, że wielkomiejski krajobraz połączony z atmosferą neo-noir świetnie odzwierciedli to, co zawarliśmy w naszych tekstach.

Na okładce nie widnieje Odessa, lecz Tokio.

Ponownie materiał ukazał się nakładem francuskiej wytwórni Debemur Morti Productions. Przedłużyliście kontrakt po satysfakcjonującej współpracy przy Futility Report?

Tak, świetnie nam się współpracuje z tą wytwórnią. Debemur Morti to kapitalni fachowcy. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszystko, co Phil dla nas robi. Jeżeli chodzi o naszą przyszłość, to jak najbardziej jesteśmy zdecydowani kontynuować naszą współpracę z Debemur Morti przy okazji wydania naszej nowej płyty, którą – tak przy okazji – zaczęliśmy już tworzyć.

Świetne informacje! Nie tak dawno ogłosiliście plan trasy z dwoma datami koncertów w Polsce. Czy drugi koncert również dojdzie do skutku? Pytam, bo dość szybko zabookowaliście wydarzenie w Bielsku-Białej (wydarzenie), a o drugim jest na razie jest cicho.

Nie udało nam się skontaktować z nikim, kto pomógłby nam w zorganizowaniu drugiego koncertu w Polsce. Jeżeli jesteście w stanie nam pomóc w tej sprawie, proszę, skontaktujcie się z nami (koledzy bookerzy zapraszamy – przyp.red.).

A jak Wasze festiwalowe plany na 2020 rok? Zaczynają się klarować czy jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić? Zdradźcie jakieś przecieki!

Yurii: Na ten moment wysyłamy zgłoszenia do przedstawicieli europejskich festiwali, więc mamy nadzieję, że uda nam się ogłosić parę festiwalowych dat na przyszły rok. Co więcej, po naszej październikowej trasie zaczniemy obmyślać plan na kolejne europejskie koncerty, które będą miały miejsce w przyszłym roku.

To tendencyjnie – co chciałbyś osiągnąć z White Ward? Macie ustalony plan działania czy działacie raczej w sposób spontaniczny?

Yurii: Dla mnie to przede wszystkim sposób na wyrażanie samego siebie, coś w rodzaju sublimacji. To świetna szansa na dzielenie się pomysłami, zainteresowaniami, poglądami, emocjami i uczuciami ze światem. Gdy zaczynałem grać na gitarze, zależało mi tylko i wyłącznie na graniu rocka. Teraz odczuwam wielką potrzebę dzielenia się swoją uczuciowością w postaci dźwięków. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Opowiem Ci śmieszną historię.

Dawaj!

Gdy kończyliśmy prace nad “Love Exchange Failure”, byłem bardzo przemęczony. Pomyślałem sobie, że potrzebuję tygodnia odpoczynku od muzyki. I wiesz co? Podczas drugiego dnia wspomnianego „odpoczynku” wziąłem gitarę i zacząłem pisać nowe riffy! (śmiech) Nie sądzę, bym marzył o osiągnięciu czegoś naprawdę wielkiego z White Ward. Po prostu robię to, co kocham. Do tego cały czas staram się być w tym lepszy.

Andrii: Dla mnie granie muzyki pełni dwie funkcje. Po pierwsze, dzięki temu spotkałem wiele bardzo interesujących i życzliwych osób. Po drugie, ma działanie terapeutyczne; zawsze mam przed sobą jakiś cel, który staram się osiągnąć. Co więcej, granie muzyki przynosi ulgę i swoiste katharsis. Muzyka stanowi odskocznię od codziennej rutyny i szarej rzeczywistości wokół nas. Pozwala odpocząć. Wszystko to motywuje mnie do udzielania się w White Ward, a także w paru innych projektach. Jeżeli wciąż będziemy się rozwijać i przekraczać granice naszej kreatywności, będę bardzo szczęśliwy.

A więc w skrócie – muzyka to życie? Pasja, bez której nie można funkcjonować?

Yurii: Chyba odpowiedziałem już na część tego pytania. Jeżeli jednak chodzi bardziej o możliwość utrzymywania się i zarabiania na muzyce, sądzę, że byłoby to wspaniałe, ale tylko w sytuacji, gdy prawdziwie kochasz to, co robisz. Pod żadnym pozorem nie powinno traktować się tego jako przykrego obowiązku czy żmudnej roboty. Nie powinno się również tworzyć pod presją czasu i deadline’ów. To całkowicie szczery i pozbawiony wszelkich granic proces, w którym nie ma miejsca na terminy czy też wskazywanie właściwej ścieżki przez innych ludzi. Niemniej utrzymywanie się tylko i wyłącznie z grania muzyki to musi być świetna sprawa. To daje absolutną wolność i możliwość bezgranicznego zagłębienia się w proces twórczy.

Andrii: Na pierwszy rzut oka możliwość utrzymywania się z grania muzyki to bardzo obiecująca sprawa. Niemniej jednak bałbym się, że muzyka z głównego źródła inspiracji stałaby się zaledwie codzienną rutyną. Dlatego też nie chciałbym żyć, zarabiając tylko i wyłącznie na muzyce. Poza tym, w obecnych okolicznościach to i tak nie byłoby możliwe (śmiech). Bardzo lubię to, co robię. Dorabiam sobie jako technical writer. Dzięki tej pracy mam naprawdę wiele ciekawych okazji, by rozwijać się w innych kierunkach.

Zawsze mnie interesowało, czym „w szarym życiu” zajmuje się muzyk. Moglibyście ujawnić co porabiacie na co dzień?

Yurii: Do niedawna pracowałem jako freelancer w branży fotograficznej i rysowniczej, ale obecnie staram się znaleźć coś bardziej tożsamego z muzyką. Wciąż jednak tworzę różnego rodzaju projekty w wolnym czasie – od plakatów koncertowych, makiet, banerów po filmy. Bardzo lubię to robić. Są pewne czynności, które wykonuję każdego dnia. Codziennie na przykład obowiązkowo gram parę godzin na gitarze. Od 2 do 4 godzin na dzień. Poza tym, jestem takim jakby menadżerem naszego zespołu. Zajmuję się pisaniem i odpowiadaniem na e-maile, bookowaniem koncertów, działalnością w social mediach, umawianiem wywiadów, etc. Co więcej, codziennie w wolnym czasie staram się czytać książki i oglądać filmy. Czasami idę się napić piwa z kolegami! Doprawdy, coś niespotykanego w dzisiejszym świecie! (śmiech)

Andrii: W moim przypadku pierwsza połowa dnia poświęcona jest wykonywaniu obowiązków jako technical writer. Jestem zajęty pisaniem kilku tekstów, a następnie zajmuję się obowiązkami domowymi. Następnie jest czas na muzykę. Gram na basie i ćwiczę wokal przez jakieś 1-2 godziny w ciągu dnia. Później chodzę biegać, albo też czytam książki czy spotykam się ze znajomymi.
Jeżeli chodzi o moje hobby, jestem ogromnym fanem surfowania! Na terenie Ukrainy surfowanie jest praktycznie niemożliwe, więc parę razy w ciągu roku jestem poniekąd zmuszony jechać gdzieś, gdzie mógłbym znaleźć dogodną miejscówkę do surfingu.

Czy ostatnio wpadliście w sieci na jakąś ciekawą kapelę, którą mógłbyś polecić naszym czytelnikom?

Andrii: Jest tak wiele interesujących płyt, na które natknąłem się na przestrzeni lat, że ciężko jest wymienić je wszystkie. Postaram się jednak przytoczyć te, które przyszły mi do głowy od razu ze względu na specjalne miejsce w moim osobistym rankingu:

  • Amber by Autechre
  • Kołysanki by Lux Occulta
  • The 8th Plague by Hybrid
  • Dead Mountain Mouth by Genghis Tron
  • A Patient Man by Cult Leader
  • Konoyo by Tim Hecker
  • Ghost Pains by The Death Of Money

Yurii: Zgadzam się z moim kolegą. Na świecie istnieje tak wiele wspaniałych projektów, że nie sposób jest je wszystkie zapamiętać. Wymienię te, które przyszły mi do głowy jako pierwsze:

  • Great Many Arrows by Damien Dubrovnik
  • Endstrand by Valborg
  • Deine Stimme ist der Ursprung jeglicher Gewalt by Die Selektion
  • Bestial Hymns of Perversion by Of Feather and Bone
  • Visions by Grimes
  • Trumpeting Ecstasy by Full Of Hell
  • Beyond The Black Rainbow OST by Sinoia Caves
  • Hyperion by Dirge

Dzięki za wywiad i do zobaczenia na koncercie w Polsce!

Andrii: Wielkie dzięki za wywiad i do zobaczenia wkrótce!
Yurii: Dzięki za rozmowę! Cieszę się, że miałem możliwość odpowiedzieć na Twoje pytania!

tłumaczenie: Marcel Szczepanik

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .