Ziemia Zakazana: ,,Jesteśmy w pozycji wchodzącego Lewandowskiego w Borussi Dortmund”

 Ziemia Zakazana powstała w marcu 2013 roku. Zespół bardzo szybko został dostrzeżony przez media, jak również zaczął zdobywać wyróżnienia na festiwalach i przeglądach muzycznych (m.in. GramOffOn, Góra Rocka, eliminacje do LuxFest), a na pewno szczególnym wydarzeniem dla tak młodej kapeli była możliwość otwarcia sceny Antyradia na jednym z największych polskich festiwali metalowych – MetalFest 2013 w Jaworznie, gdzie został zarejestrowany klip do utworu „Inny”.

Pięć miesięcy od ogłoszenia światu nazwy Ziemia Zakazana,  zespół został zaproszony do udziału w jednej z większych tras koncertowych na terenie kraju – ‚Imperium Tour’ zespołu HUNTER.

Kolejnym sukcesem była wygrana w ProRock Night at Graffiti – Lublin, co zapewniło kapeli m.in. występ z zespołem Proletaryat oraz udział na Festiwalu Wszytko Gra w Zamościu.

 W styczniu 2014r. Ziemia Zakazana po raz pierwszy zagrała koncert na Wyspach, w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Hull. Niedługo później, po raz kolejny znów zagościli zagranicą w muzycznej świątyni Londynu – IndigO2 Arena.

Ziemia Zakazana po raz kolejny wystąpiła przed Hunterem i właśnie z tej okazji porozmawiałam z Maciejem Rosikiem, Pawłem Dudziakiem, Szymonem Wawrockim oraz Damianem Kikołą o wspólnych koncertach, udziale The Voice of Poland i planach na najbliższą przyszłość. Zapraszam!

Zacznę prosto z mostu. Jak doszło do współpracy z Hunterem i Acid Drinkers? Miała na to wpływ wcześniejsza praca z Jelonkiem?

M: Jeżeli chodzi o współpracę z Hunterem, to poznaliśmy ich dzięki naszej menadżerce Iwonie Ćwikle, która miała z nimi bardzo dobry kontakt i zostaliśmy zaproszeni do współpracy; utrzymujemy nadal kontakt i gramy tutaj dzisiaj na przyjacielskich warunkach.

Jak przebiegała Wasza kooperacja podczas koncertów? Mieliście czas, żeby się jakoś zapoznać czy po prostu wchodziliście i robiliście swoje?

M: Ja, jako Ziemia Zakazana pierwszy koncert z Acid Drinkers zagrałem teraz w Poznaniu, ale wiem, że Paweł miał z nimi wcześniej jakiś kontakt.

P: Tak, mieliśmy kontakt. Jestem ogromnym fanem Acid Drinkers i bardzo się cieszę, że mogłem poznać całą ekipę.

D: Generalnie jeśli chodzi o Acid Drinkers, z nimi nie jest ciężko nawiązać kontakt. Może pod kątem współpracy, bo wymaga ona paru rzeczy, natomiast jeśli chodzi o zespół, są bardzo otwarci. Ja akurat miałem przyjemność z nimi zagrać na dużym feście, razem właśnie z Acid, Hunterem, Comą, przez powiedzmy swojego rodzaju przegląd. Ale ten kontakt gdzieś tam zawsze, minimalny, ale był. Tak jak Maciej powiedział, udało nam się nawiązać współpracę z Hunterem i dzisiejszy koncert to już nie pierwszyzna.

M: Z takich ciekawostek, mieszkam pod niemiecką granicą, a pojechałem pod wschodnią do Pawła Grzegorczyka (założyciel i wokalista Hunter – przyp.red.), żeby odkupić od niego gitarę, więc z Hunterem to nie jest tak, że tylko wchodzimy, gramy na jednej scenie i tyle. Nie znałem wcześniej kompletnie Huntera i nie zdawałem sobie sprawy, że to zespół tego formatu.

D: Ja na przykład wręcz przeciwnie. Wcześniej byłem mega wielkim fanem i to mogę powiedzieć, i powtarzam każdemu. Jeżeli później ktoś mi to przypomni, to się przyznam do tego bez bicia. Zanim poszedłem w jakąś cięższą muzykę, to Hunter właśnie był pierwszym polskim zespołem metalowym, którego płyt słuchałem od deski do deski. Wcześniej byłem instrumentalistą, grałem na fortepianie i na gitarze, ale dopiero po posłuchaniu Huntera, zacząłem pisać teksty. Pod wpływem właśnie Pawła, był dla mnie zawsze inspiracją. Podobało mi się to, że pisał o rzeczach ważnych, w takim pół-poetycko, żartobliwym, czasami Monty Phytonowskim stylu.

Rozumiem, że po ostatnich zmianach w składzie teraz Ty zajmujesz się pisaniem tekstów.

D: Głównie tak.

Patryk Kozłowski Photography

Możecie powiedzieć, że nauczyliście się czegoś nowego podczas tych koncertów?

D: Na pewno. Organizacja! To, jak oni mają wszystko zorganizowane, pełna rozpiska i wszystko w pełni profesjonalnie.

A powiedzcie proszę, czy supportowanie takich kapel to trochę, przepraszam za użycie terminu – niewdzięczna praca? Czy przeciwnie? W końcu trudniej jest rozruszać czyjąś publikę.

P: Broń-boże. To nie jest niewdzięczna praca, to jest coś, przez co wiele zespołów przechodziło, to jest etap. To jest nauka, podpatrujesz zespoły. Wspomniałaś o Acid Drinkers. Jest taka historia, że Acid Drinkers jeździło za Turbo albo za Wilczym Pająkiem, i Titus przyznaje się do tego w filmie „Raport o Acid Drinkers”… To jest nauka tego, jak to się robi. Nie wejdziesz na koncert rangi wysokiej, jeśli  wchodzisz na próbę i jesteś zielony, nie wiesz o co chodzi. Ludziom się wydaje, że koncert zaczyna się o 19:00 czy o 20:00, a my o 18:00 jesteśmy w knajpie i jest fajnie. No nie jest tak. Jesteśmy na miejscu o 14.00 – 15.00, potem następuje rozładowanie sprzętu, zrobienie próby, wszystko musi być dopięte w każdym szczególe. Tutaj są światła, tutaj jest dźwięk. To nie jest tak hop-siup. Trzeba też spojrzeć na to z szerszej perspektywy. Natomiast jeśli mowa o rozruszaniu publiczności, jeśli jesteś dobry, to na 50 osób te 30 rozruszasz. Tak mi się wydaje. Mieliśmy takie historie, że graliśmy z Acid Drinkers, z Hunterem czy na innych festiwalach i było tak, że 4 osoby stały i faktycznie – cała sala się świetnie bawiła, rozkręcała pogo i było fajnie.

M: Uważam, że to jest bardzo ważny etap w każdym zespole. Ludzie nie przyszli być może tutaj dla nas, i nie oszukujmy się, dzisiaj jesteśmy w pozycji tego wchodzącego Lewandowskiego w Borussi Dortmund, który musi walczyć o miejsce w składzie (ja tak się czuję!) i ta rola mi nie odpowiada, chociaż lubię walkę, ale spełnieniem moich marzeń jest wypełnić Stodołę „swoimi” ludźmi. To, że ja ruszę publikę na koncercie z Hunterem, to jest super, naprawdę, ale to nie jest top moich marzeń, jeżeli chodzi o Polskę.

D: Grałem już przed Hunterem, ale grałem też z Hunterem, na scenie z chłopakami. Wykonaliśmy razem numer. W momencie, kiedy wchodzisz w Huntera, tam ludzie szaleją. Jest spoko. Możesz spieprzyć koncert, możesz zepsuć totalnie utwór, oni dlatego, że grasz z Hunterem, będą uważali, że jesteś super. Wtedy to samo idzie. Jednak kiedy wchodzisz przed Huntera, przed Acid, tak jak Maciej wcześniej powiedział, ludzie nie przyszli dla Ciebie. To jest swojego rodzaju wyzwanie. W tym momencie musisz tak wpierdolić, żeby chcieli zobaczyć Huntera z opóźnieniem. Oczywiście nie pod kontem rywalizacji, tylko pod kątem energii, żeby ludzie przed Hunterem już byli gotowi.

P: Mieliśmy taką historię jako support, że ludzie skandowali, chcieli jeszcze. Rzadko się zdarza, że można przedłużyć koncert będąc supportem, a były takie historie naprawdę. To nas bardzo podbudowuje, zresztą chyba każdego artystę.

Co było przełomowym momentem w Waszej karierze?

M: Jeżeli mówimy o karierze, to w głównej mierze za całą karierę Ziemi Zakazanej odpowiedzialny jestem ja z Szymonem. Paweł dołączył do nas później i nie przeszedł z nami tego najtrudniejszego etapu. Moim zdaniem najtrudniejsze w tym wszystkim jest wprowadzenie zespołu na rynek, nagranie pierwszej epki, pierwszej płyty. Potem, razem z Szymonem wiedzieliśmy już gdzie uderzać i to jest właśnie ta cała kariera, która na dzień dzisiejszy w moim odczuciu nie zasługuje na miano „kariery”. Mamy przygodę z muzyką, która może się przeobrazić w karierę i do tego dążymy, ale nie nazywajmy nas karierowiczami, bo dzisiaj jesteśmy zespołem, który gra tutaj support i może będzie fajnie, ale może też być do dupy. Zrobimy wszystko żeby było jak najlepiej, ale tak jak mówię, ludzie nie przyszli tutaj dzisiaj na nas i to my jesteśmy tym napastnikiem, który musi wejść i strzelić bramkę.

Sz: Wiesz co było przełomem? To, że my zawsze budowaliśmy w zespole więź i to, że się spotkaliśmy we czwórkę. Dla mnie ważne jest, żeby przebywać wśród osób, wśród których czuję się dobrze.

P: Tak! Pierwsza próba to było coś. Wszyscy jesteśmy z innych światów i to, że ta próba się udała, mnie zaskoczyło. Byłem zdziwiony, że wszystko tak się udało. Zażarło tak, jak w żadnym moim zespole do tej pory.

Patryk Kozłowski Photography

Wystąpiliście też w The Voice of Poland…. Opowiedzcie o tym. Coś się zmieniło po udziale w programie Telewizji Polskiej?

M: Kompletnie nie. Myślę, że The Voice of Poland dał nam bardzo fajny bagaż doświadczeń, tego, jak to się robi w telewizji. Ale czy to zmieniło coś w zespole? Nie. Zdecydowanie więcej niż program daje nasza praca.
Sz: Fajne było to, jak nas potraktowali, poznaliśmy fajnych ludzi. My zawsze powtarzamy, że tam, gdzie jeździmy chcemy poznać fajnych, nowych ludzi. Ludzi z branży, ludzi blisko „tego”. Ja szukam wartości trochę gdzie indziej. Nie pod kątem tego, czy spłynęły na nas nagle nie wiadomo jakie propozycje, tylko właśnie w ludziach i zawsze powtarzamy, że to właśnie oni są najważniejsi.

Zajrzyjmy do Waszych tekstów. Wspominaliście, że chcielibyście pisać je po angielsku. Odrzucacie ten pomysł?

M: Nie, absolutnie nie odrzucamy tego pomysłu, bo my, Ziemia Zakazana naprawdę nie lubimy się nudzić i lubimy rozwój. Jesteśmy na etapie chłonięcia i rozwijania się. Mam nadzieję, że ten etap nigdy się nie skończy, bo chcemy nabierać więcej doświadczeń, a Damian ma bardzo dobry angielski moim zdaniem i zdaniem chyba całego zespołu, więc na pewno spróbujemy tego, tylko kiedy? Ciężko to określić w czasie. Mieliśmy taki pomysł, żeby uderzać w polską scenę muzyczną, ale nie wykluczamy, że to się zmieni.

Graliście kiedyś Londynie. Chcielibyście to jeszcze powtórzyć?
 
M: Nie ma nawet takiej opcji, żebyśmy nie wyjechali. Cały czas mamy kontakt z ludźmi. Tamtejsza Polonia przyjęła nas bardzo dobrze. Nie narzekam teraz na swoje podwórko, kluby, miasta i tak dalej, ale tamci ludzie są spragnieni wszystkiego, co polskie. Tam jest zupełnie inna energia. Damian i Paweł nie są w stanie tego określić, ale dla mnie i dla Szymona to było spore wyzwanie, bo w momencie kiedy wygrywasz konkurs na zagranie 45 min przed Lady Pank, jest zapowiedziany nasz zespół, a cała O2 arena licząca koło 2000 osób, gdzie przed nami, co prawda na dużej scenie, grało Led Zeppelin, wychodzimy, a ludzie skandują Lady Pank… Kompletnie nas nie chcą, a my musimy wyjść i zagrać. Po pierwszych dwóch numerach ludzie zaczęli się z nami bawić. I to było zajebiste. Dlatego chcielibyśmy zmierzyć się jeszcze z Polonią nie raz i myślę, że się zmierzymy.

Patryk Kozłowski Photography

 A oprócz Polonii? Chcielibyście uderzyć na szerszy rynek?

D: Ja mam takie marzenie, żeby grać na festiwalu, jak Wacken, Download czyli coś, co naprawdę w Europie się liczy. Po drodze Woodstock. Niemniej jednak przy tych festiwalach przydaje się ten angielski. Ale też nie mamy takiego musu w tym zespole, i to jest właśnie fajne, że nikt niczego na sobie nie wymusza.

Zajmujecie się czymś poza Ziemią Zakazaną?

M: Ziemia Zakazana nigdy nie będzie moim jedynym źródłem utrzymania, bo za bardzo lubię robić inne rzeczy i uważam, że w momencie, gdy Ziemia nawet przynosiłaby mi takie zyski, że mógłbym się utrzymać, to tak czy inaczej, będę robił swoje dodatkowe rzeczy.

D: Tak, oprócz tego uczę grać na fortepianie i pracuję na etacie, czego się nie wstydzę.

Sz: Brutalna prawda jest taka, że jest to wielka pasja. To są naprawdę lata przegrane na scenie, żeby z tego zacząć zarabiać. My zawsze mówiliśmy, że jeśli to przyjdzie kiedyś – mamy taką nadzieję – to będzie fajnie, bo to pomaga, ale to nie jest dla nas celem samym w sobie.

D: Nie definiuje to zespołu w żaden sposób, że jeśli nie będziemy zarabiać, to wszystko rzucamy, nie o to w tym wszystkim chodzi.

No i oczywiście, nie mogę nie zapytać o Wasze najbliższe plany.

M: Aktualnie pracujemy nad nową płytą i już niedługo wypuścimy dwa single razem z teledyskami.

 Dzięki za rozmowę!

Latest posts by Adrianna Karandys (see all)

Tagi: , , , , , .