Anima Damnata – Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast (2017)

Nie ma krzty przesady w stwierdzeniu, że Anima Damnata to jeden z ważniejszych graczy polskiej sceny brutalnego, czarciego death metalu. Niczego w tej kwestii nie zmienia skromny (jak na ponad dwie dekady działalności) dorobek studyjny, o aktywności koncertowej z grzeczności nie wspominając. By utwierdzić się w powyższym przekonaniu, wystarczy zwrócić uwagę na ekscytację, jaką w środowisku wywołała informacja o zbliżającej się premierze pierwszego od dziesięciu lat albumu tego składu, zatytułowanego Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast.

Choć trzecie uderzenie dolnośląskich zwyrodnialców to w dalszym ciągu celebracja hasła, które od lat towarzyszy działalności zespołu, tym razem nie można nie odnieść wrażenia, że w dążeniu muzyków do osiągnięcia założonych celów zaszła pewna zmiana. Zwolenników skrajnego zezwierzęcenia prezentowanego na poprzednich płytach Anima Damnata mogę z miejsca uspokoić – Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast to wciąż krwisty, bezkompromisowy i kruszący szkliwo death metal. Nie da się jednak ukryć, że na nowym krążku – przy jednoczesnym zachowaniu znanej z poprzednich płyt siły rażenia – wachlarz użytych środków uległ zauważalnemu poszerzeniu.

O ile bowiem dotychczasową muzykę Anima Damnata charakteryzowało zdeklarowane, patologiczne i bezwzględne podejście do dźwiękowej ekstremy, na nowym albumie słychać, że zespół sięga po dużo bardziej różnorodne formy ekspresji. Marszowa sekcja przeplatająca wściekłe, chłoszczące riffy w The Promethean Blood, opętańcze inkantacje w Uprising Lucifer, grobowe tempo inicjujące Your Life Is Cursed, bleciorowy sznyt Numinous Ascension into a Black Hole, gęste, smoliste zwolnienia w Blend into Satan, czy w końcu potępieńcze jęki zamykające Void of the Abyss to tylko wybrane elementy sprawiające, że choć clou muzyki Anima Damnata wciąż pozostaje zmasowana, niepozostawiająca jeńców death metalowa destrukcja, Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast jawi się jako album bogatszy, bardziej zróżnicowany i dojrzalszy od poprzedniczek. Na uznanie zasługuje także produkcja płyty. Brzmienie wykręcone przez M. jest klarowne, bardzo organiczne i soczyste. Nie jestem pewny, czy część odbiorców nie poczyta tego za wadę, mi jednak strona produkcyjna albumu odpowiada w 100%.

Wyłącznie dla formalności wspomnę również o wokalach. W jednej z niedawnych recenzji przyznałem, że Necrosodom od lat plasuje się moim zdaniem w absolutnym topie metalowych wokalistów naszego kraju. Nowy album w tym aspekcie tę opinię jedynie wzmacnia. Niezależnie czy na krążkach Thunderbolt, Azarath, Deus Mortem, ostatniej Arkonie, czy w Anima Damnata, wokale Necrosodoma to klasa sama w sobie. Komentarz jest w tej kwestii absolutnie zbędny.

Zbiór profanujących wszelkie świętości hymnów ku czci Rogatego jakim jest Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast to doskonały, intensywny i porywający materiał. Jeżeli ktoś pokusił się już o przedwczesne czynienie muzycznych podsumowań tego roku, będzie musiał dokonać w przygotowanych zestawieniach koniecznego przetasowania. Dycha bezdyskusyjna.

Ocena: 10/10

P.S. Na zakończenie dwa słowa o okładce. Zajebiście klimatyczna.

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , .