Dark Funeral – „Where Shadows Forever Reign” (2016)

Siedem lat oczekiwania na następcę Angelus Exuro pro Eternus minęło zdecydowanie szybciej niż bym sobie tego życzył. Pamiętam jak zajeżdżałem tą katując My Funeral”… Nie pomyślałbym wtedy, że do czasu następnego krążka Dark Funeral wszystko może się zmienić. Zmienił się świat tonąc w odmętach absurdów biurokracji i politycznej poprawności, zmienił się sposób w jaki się ze sobą komunikujemy i to jak definiujemy siebie. Wreszcie zmienili się Bracia Wachowscy, którzy ostatecznie (?) zostali siostrami… Black metal też się zmienił. Corpse paint i ciężkie zbroje zastąpiły bluzy z kapturem i spodnie rurki. Dzisiejsi black metalowcy często już nie piją zwierzęcej krwi, tylko sączą rzemieślnicze piwa rozprawiając o swoich rozterkach emocjonalnych. Bliżej im do zagubionych dzieciaków niż do niebezpiecznych nihilistów, którzy tworzyli tzw. drugą falę black metalu. Na szczęście some things will never change…

Dark Funeral jest niereformowalny. Ich artystyczne emploi, muzyka i przekaz nie uległo nigdy żadnej rewolucji. Nie mniej jednak przez ponad dwie dekady zespół wypracował sobie miejsce w historii gatunku. Właśnie dlatego, że podąża swoją ścieżką i nie ogląda się na panującą w danym momencie modę. Dzisiaj oczywiście to co robią Szwedzi zdecydowanie odbiega od zespołów będących w centrum uwagi i korzystających z chwilowego zainteresowania black metalem przez tzw. „mainstream”. Dlaczego jednak Lord Ahriman i spółka mieliby się tym przejmować? Dlaczego mieliby gonić za młodzikami, którzy pragną grać ostro i bezkompromisowo, ale jednocześnie dystansują się od wszelkich „niebezpiecznych ideologii”? Dlaczego mieliby wybierać ścieżkę, która, w moim odczuciu, jest odległa temu co stanowi o kwintesencji black metalu na równi z tremolo picking i blastami?

Na najnowszym krążku Dark Funeral, Where Shadows Forever Reign, słychać wszystko to co powinno być obecne na dobrej black metalowej płycie. Numery są mocne, zróżnicowane, dobrze zaaranżowane i mają ten posmak połowy lat dziewięćdziesiątych.Są też dość „przebojowe” ze zdecydowanie wybijającym się Nail Them to the Cross. Podobają mi się też bębny Dominatora, który co prawda gra bardzo technicznie, to jednak okłada zestaw bez litości i przebaczenia. Produkcja stoi na najwyższym poziomie, no ale czego innego można spodziewać się po Danielu Bergstrandzie i Dugout Studios? Tylko najwyższej jakości i precyzji wykonania. Necrolord również się spisał dając klasyczną oprawę nawiązującą (eufemizm), do legendarnego debiutu The Secrets of the Black Arts. I jak dodam do tego, że całość to dziewięć numerów i trzy kwadranse solidnej black metalowej młócki to powinienem być w siódmym niebie lub (raczej) w dziewiątym kręgu piekielnym. Ale chyba nie do końca tam jestem…

Zdecydowanie odczuwam na tej płycie brak Caliguli. Jego wokal w Dark Funeral bardziej mi odpowiadał. Nie jest to tylko kwestia przyzwyczajenia i pieprzenie starego pierdziusa, że kiedyś było lepiej… To oczywiste, że po takiej zmianie trudno będzie się przekonać do nowego wokalisty. Problem jednak leży chyba gdzieś indziej. W tym, że na płycie Heljarmadr brzmi dla mnie nieco za bardzo jak Shagrath (sic!). Gdy w 2014 roku zobaczyłem video do Nail them to the Cross byłem pozytywnie zaskoczony. No ale ta wersja nieco różni się od płytowej, przede wszystkim w kwestii produkcyjnej. I tu kolejny zarzut, że może jednak tamto brzmienie z singla było, w moim odczuciu, lepsze, niż to, które ostatecznie trafiło na Where Shadows Forever Reign. Na płycie jest trochę za duszno a momentami wręcz miałem odczucie pewnego przytłumienia dźwięku, co nieco kontrastuje z wysokimi i pełnymi ekspresji riffami na poprzednich płytach Szwedów. Na szczęście, w momentach, gdy nie ma intensywnego kostkowania jest więcej powietrza, jak np. w As I Ascend. Pozostałe numery bronią się bez problemu, choć np. taki To Carve Another Wound mógłby równie dobrze trafić na jakąś EP-kę czy jako bonus bo jego obecność w głównym programie płyty jest dla mnie raczej niezbyt przemyślana.

Ale czy to znaczy, że Where Shadows Forever Reign to zły album? Nie, to solidna, ciężka, agresywna i bardzo dobrze napisana płyta. Jest to na pewno płyta Dark Funeral, nacechowana stylem i charakterem którego nie ma żaden inny zespół black metalowy na świecie. Nie jest to może arcydzieło na miarę Secrets of the Black Arts, ale stanowi jej dobre dopełnienie i pewną klamrę, która spina te dwadzieścia lat z okładem black metalowego szaleństwa pod szyldem Dark Funeral.

Ocena: 8/10

Moloch

Moloch

Ohyda Ammonitów, praktyk i teoretyk black metalu.
Moloch

Tagi: , , , , , , , , , .