Ketch – „The Anthems of Dread” (2016)

Ketch to amerykański kwintet ze stanu Kolorado. Grupa powstała w 2014 roku i jak dotąd ma na koncie dwa wydawnictwa – EP-kę Ketch wydaną w roku powstania grupy oraz debiutancki album The Anthems of Dread, który ukazał się w 2016. Oba wydawnictwa były dostępne tylko w formie cyfrowej aż do 26 grudnia 2016 roku, kiedy to nakładem wytwórni Aesthetic Death ukazała się wersja CD The Anthems of Dread rozszerzona o wspomniany minialbum. Całość wydana jest w formie ładnego digi-packu.

Na płycie znajdziemy 10 utworów trwających łącznie ponad 66 minut. Pierwsze 6 kawałków to kompozycje pochodzące z debiutanckiego albumu. Otwierający Fertile Rites by Sacrifice zaczyna się spokojnym, wręcz usypiającym akustycznym wstępem, ale jest to tylko preludium do tego, co ma nadejść wkrótce. Już po chwili ten nostalgiczny i sielankowy nastrój zmienia się gwałtownie w nawałę dźwięków, która towarzyszy nam praktycznie do ostatniego taktu na krążku. Materiał przytłacza swoją przygnębiającą atmosferą nacechowana śmiercią, ale w końcu trudno oczekiwać delikatności i subtelności, kiedy w jednym garnku mamy wymieszany sludge z doom metalem.

Tę wybuchową mieszankę odczuwa się szczególnie w pierwszej części wydawnictwa. Muzyka toczy się powoli, okazjonalnie podkręcając tempo, a jej charakter wyznaczają monumentalne, melodyjne riffy przetaczające się niczym stutonowy walec. Pomiędzy nie wplecione są smutne eteryczne partie gitary odpływające w kierunku zimnego, hipnotycznego black metalu, który ostatecznie wysuwa się na pierwszy plan w eksplodującym gwałtownością zakończeniu The Monsters of this World. Od pozostałych utworów odznacza się instrumentalny Estranged oparty na nieregularnych dźwiękach chaotycznego pianina i niepokojących szeptach. Z czasem ustępują one miejsca niezidentyfikowanym metalicznym odgłosom (łańcuchy?) i miarowo wybijanym na kotłach rytmowi. Ogólnie na tej części płyty dominują wokale będące kombinacją wściekłego, histerycznego wrzasku psychopaty i głębokiego basowego growlu. Brudne i chropowate brzmienie potęguje nastrój mizantropii i pesymizmu.

W drugiej część wydawnictwa, którą otwiera Shimmering Lights, atmosfera  jest odrobinę inna, w moim odczuciu jeszcze bardziej dołująca. Dominuje tu klimat pogrzebowego doom metalu ze śladowymi dodatkami psychodelicznych dźwięków, mniej tu  sludge’owego brudu. Jeszcze niżej nastrojone gitary grają posuwiste, miażdżące riffy, którym wtóruje równie niski, gardłowy ryk. Moją uwagę zwrócił bas, który momentami generuje dźwięki przypominające odgłosy przesuwanych głazów.

Pomimo nieśpiesznego tempa muzyka Ketch kipi energią czy wręcz furią. Odczuwa się to szczególnie przy pierwszej części albumu, kiedy to kumulowane emocje omal nie rozsadzają słuchacza od wewnątrz, szukając ujścia. Dźwięki z The Anthems of Dread mogą zdołować i wprowadzić w psi nastrój, który utrzyma się jeszcze chwilę po wyłączeniu płyty, ale pomimo tego, a może właśnie dlatego, warto się z nimi zapoznać.

Ocena: 7,5/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , .