Misteyes – „Creeping Time” (2016)

Włoski Misteyes powstał w 2012 początkowo jako black/death metalowy akt, który z czasem ewoluował poprzez uzupełnienie składu o wokalistkę i zwiększenie udziału syntezatorów w kierunku mrocznego metalu symfonicznego łączącego w sobie pierwiastki takich podgatunków jak dark, death czy gothic metal. Prezentowany materiał, wydany przez Maple Metal Records, to debiutancki album grupy, która wcześniej dorobiła się jedynie dwóch singli, wydanych odpowiednio w 2013 i 2016 roku.

Czy istnieje coś, co wyróżnia zatem muzykę Włochów spośród setek innych projektów obracających się w podobnej stylistyce? Tak, tym czymś jest współpraca żeńskich i męskich wokali, które odgrywają równorzędne role w poszczególnych kompozycjach, nie tylko wzajemnie się uzupełniając, ale prowadząc między sobą dialogi. W efekcie otrzymujemy coś na kształt pięknej i bestii. Ponieważ charakterystyka muzyki zawiera przymiotnik „symfoniczny”, nie może zabraknąć klawiszy grających podniosłe, epickie partie. Na szczęście ich rola nie ogranicza się tylko do tego typu dźwięków, gdyż usłyszymy również motywy rodem z horrorów czy też ocierające się o muzykę elektroniczną. Dodatkowo są one równoważone przez ciężkie i zmasowane gitary, dzięki czemu nie grozi słuchaczowi zasłodzenie, a wręcz przeciwnie, atmosfera jest przepełniona mrokiem. Warto zwrócić uwagę na same riffy ze względu na ich momentami progresywny i techniczny charakter. Wracając na moment do wokali, to tutaj zaskoczenia nie ma. Żeńskie to czyste, momentami operowe partie, podczas gdy męskie to wściekłe screamy i od czasu do czasu growle. Wszystko to razem daje w efekcie nietuzinkową muzykę.

Aby nie było za różowo, jest też kilka aspektów, które mi przeszkadzają w odbiorze całości. Nie do końca przekonuje mnie barwa głosu Irmin. Jest odrobinę za wysoki jak na mój gust i czasami odnoszę wrażenie, że wokalistka dociera do granic swoich możliwości. Natomiast w męskich wokalach dodałbym więcej typowego growlu. Problemem jest także długość albumu, który trwa aż 65 minut i po pewnym czasie, ze względu na wspomniane progresywne elementy, następuje lekkie zmęczenie materiałem oraz zanika klimat płyty.

W ogólnym rozrachunku jest to jednak udany debiut, na którym możemy usłyszeć interesujące podejście do zagadnienia metalu symfonicznego. Na plus można zaliczyć fakt, że poszczególne utwory nie są jednostajne i obfitują w częste zmiany akcji.

Ocena 6,5/10

Łukasz
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , .