Pulczesar – „Pulczesar” (2016)

Odnoszę wrażenie, że szeroko pojmowana scena stoner/sludge/doom metalowa powoli zaczyna się przepełniać. Jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe zespoły i wydawane są płyty w tej stylistyce. Wśród nich na szczęście wciąż można wyłapać kapele tworzące interesujące dźwięki i prezentujące wysoki poziom. Do tej grupy należy Pulczesar, który znienacka objawił się na krajowej scenie wydając przedstawiany tutaj debiucik.

Płyta składa się z siedmiu utworów, trwających łącznie niecałe 40 minut. Otwiera ją #1, trwający trzydzieści trzy sekundy instrumentalny kawałek, będący swoistym intrem, po którym wkraczamy w świat dźwięków z pogranicza doom metalu, stonera i psychodelicznego rocka lat 60. i 70. ubiegłego stulecia. Piętno doom metalu to przede wszystkim wolne tempa, które występują praktycznie w każdej kompozycji na tym albumie. Stoner objawia się brudnym brzmienie, niskim strojeniem instrumentów i emocjonalnymi wokalami. Psychodelie zaś usłyszymy szczególnie w kawałkach He Whose Shadow Is Pale i Decisive Hang oraz w większości partii basu. Ogólnie rzecz biorąc gitara basowa odgrywa bardzo ważną rolę w muzyce Poznaniaków, budując klimat poszczególnych utworów, w związku z tym warto zwrócić uwagę na ścieżki tego instrumentu. Wokale na płycie to zarówno czyste partie, jak i growle. Podoba mi się potraktowanie ich lekkim pogłosem oraz dodanie polskiego tekstu na zakończenie Guilt Heavy As The Universe. W tym samym kawałku moją uwagę przykuł również motyw grany na gitarze. Na całej płycie można zresztą usłyszeć kilka ciekawych patentów i smaczków, powodujących, że muzyki słucha się z zainteresowaniem. Album zamyka instrumentalny Rapid Change Machines, swoim hałaśliwym odbiegający klimatem od pozostałych kompozycji, aczkolwiek wciąż tworzący z nimi całość. Brzmi on jak wypadkowa inspiracji muzyków podlana noisowym sosem, generowanym przez serie gitarowych i basowych przesterów. I tak jak pozostałe utwory kojarzyły mi się, poprzez duszną i zadymioną atmosferę muzyki, z narkotycznymi odlotami czy palarnią opium, tak ta kompozycja nasuwa mi skojarzenie z ponarkotycznym zejściem, ciałem wstrząsanym dreszczami, głową pękającą z bólu.

Nie znajduję na tym albumie słabych stron i nie będę na siłę szukał dziury w całym. Jasne jest, że Pulczesar nie wynajduje nowego gatunku muzyki ani nie tworzy nowych kanonów gatunku, jednak słychać w muzyce szczerość i pasję do gry. I za to taka, a nie inna ocena.

Ocena 8/10

Łukasz
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , .