Shadowspawn – „Hope Lies Dormant” (2017)

Odnoszę wrażenie, że z krajów skandynawskich Dania nie odcisnęła zbyt dużego piętna na muzyce metalowej. Oczywiście jest to rodzinny kraj Kinga Diamonda oraz Larsa Ulricha, ale ogólnie rzecz biorąc, nie wspomina się tego kraju w kontekście potęg metalowych czy posiadających swoją charakterystyczną scenę , w odróżnieniu od Szwecji czy Norwegii. Nie oznacza to jednak, że kraj ten jest czarną dziurą na mapie metalowej Europy i aktualnie działa tam mniej więcej 450 zespołów (na podstawie danych z Metal Archives). Jednym z nich jest Shadowspawn, który na tyle zainteresował głównodowodzącego Via Nocturna, że postanowił wydać debiutancki album grupy pod szyldem swojej wytwórni. Płyta Hope Lies Dormant ukaże się 30 listopada. Sam zespół istnieje od 2012 roku, ale w jego skład wchodzą muzycy, którzy od ponad 20 lat aktywnie działają na podziemnej scenie, i ma na swoim koncie demo i dwie EP-ki, wydane odpowiednio w latach 2014, 2015 i 2017.

Na program wydawnictwa składa się 11 kompozycji trwających nieco ponad 44 minuty, i w dźwiękach, jakie nas zalewają, słychać wspomniane powyżej doświadczenie muzyków. Hope Lies Dormant to prawie trzy kwadranse rasowego, oldschoolowego death metalu, kojarzącego się raczej z jego europejską odmianą. Nie należy oczekiwać kombinowania z riffami i tempem oraz łamania palców podczas gonitw po gryfach. W zamian otrzymujemy szereg konkretnie mielących i miażdżących tonów okraszonych sporą dozą melodii, pomiędzy które wplecione są harmonijne solówki. Na pierwszy rzut ucha może się wydawać, że nic szczególnego na tej płycie nie ma. Tymczasem zawiera ona kilka smaczków, które powodują, że słuchacz zaczyna się w nią wkręcać i wcale nie ma ochoty kończyć swojej przygody z Hope Lies Dormant.

Po pierwsze, moją uwagę zwróciły zróżnicowane wokale. Dominuje tradycyjny, głęboki basowy death metalowy growl, który zarazem jest relatywnie czytelny. Obok niego pojawiają się jednak a to bardziej demoniczne odgłosy, a to wokale o bardziej czystej barwie. Nierzadko też mamy do czynienia z nałożeniem kilku ścieżek na siebie, co nadaje partiom wokalnym przestrzeni i pogłosu. Zaskoczyć mogą unikalne gitarowe motywy, jak chociażby w Soul in Solitude, czy pojawiające się bardzo oszczędnie, ale budujące atmosferę klawisze. W Endless Suffering pojawiają się trochę schizofreniczne dźwięki, a klawisze brzmią niemal jak dziecięcy chór, co moim zdaniem jest kapitalnym patentem. Nie wiem, czy było to zamierzone, ale zarówno pierwszy na liście Spawn of Darkness, jak i zamykający płytę Detrimental zawierają w sobie fragmenty przemówień, co można traktować jako swego rodzaju klamrę spinającą Hope Lies Dormant w całość.

Hope Lies Dormant to muzyka agresywna, ale jej brutalność równoważą groove i bujające melodie, jak chociażby w kawałku tytułowym. Stopniowo odkrywa ona swoje tajemnice przed słuchaczem, więc nie warto poprzestać na jednym czy dwóch odsłuchach. Mnie osobiście tego rodzaju death metal z posępnymi riffami i marszową motoryką odpowiada, i myślę, że fani takich zespołów, jak Asphyx, Benediction, Bolt Thrower czy Entombed będą dźwiękami Shadowspawn ukontentowani.

Ocena 7,5/10

 

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Tagi: , , , , , , .