Dance With The Dead, Daniel Deluxe – Warszawa (09.04.2018)

Na popularnej od dobrych kilku lat scenie synthwave jest dziś wyjątkowo tłoczno. Perturbator, GosT, Carpenter Brut, Lazerhawk, Mega Drive, Mitch Murder czy Miami Nights 1984 to przecież tylko wierzchołek góry lodowej wykonawców, którzy swoją muzykę opierają na korespondencji z filmami akcji, cyberpunkowymi sci-fi oraz horrorami lat 80-tych. Nie da się ukryć, że na mapie new retro wave od 2013 jednym z głównych graczy pozostaje także duet amerykańskich muzyków, działających pod szyldem Dance With The Dead. Informacja o tym, że zespół w ramach europejskiego tournée w końcu zawita do naszego kraju sprawiła, że za punkt honoru postawiłem sobie uczestnictwo w warszawskiej odsłonie omawianej trasy.

Przygotowania do tego gigu trwały dobrych klika dni. Z przyjemnością wróciłem do znanych mi na pamięć Out of Body i Into the Abyss, kilkanaście razy przesłuchałem Near Dark i Send the Signal, w końcu też właściwie zapoznałem się z The Shape i B-Sides: Vol. 1 (które utwierdziły mnie w przekonaniu, że ten skład wciąż rządzi przeokrutnie). Poniedziałkowa trasa Toruń-Warszawa upłynęła w zasadzie migiem i z uśmiechem na twarzy, późnym popołudniem stawiłem się w Progresji (która z uwagi na duże zainteresowanie, zastąpiła w w kwestii lokalowej pierwotnie wyznaczoną za miejsce koncertu Hydrozagadkę).

Zameldowałem się w klubie wraz z rozpoczęciem koncertu supportujacego Amerykanów na trasie Daniela Deluxe. Mroczna, mocna elektronika Duńczyka okazała się doskonałym punktem wyjścia dla wprawienia się w stosowny klimat wieczoru. Wzbogacony o rewelacyjne animacje występ (za wykorzystanie fragmentów m.in. Black Magic M-66, Ghost in the Shell, AD Police, czy Berserka szczere uznanie) wyraźnie spodobał się licznie zgromadzonym w Progresji słuchaczom, którzy nagrodzili artystę nie tylko całkowicie zasłużonymi, gromkimi owacjami, ale także jego ponownym wywołaniem na scenę. Doskonała sztuka.

Chwila wykorzystana na poprzepinanie sprzętu i na scenie warszawskiego klubu pojawiło się dwóch niepozornych djów/gitarzystów. Duży akcent warto położyć na to drugie, ponieważ to co wyróżnia DWTD (i w mojej opinii stanowi największą siłę tego projektu) to fakt, iż ci, wywodzący się ze sceny metalowej muzycy, opierają swoją twórczość w równym stopniu na elektronice jak i stricte metalowych strukturach oraz gitarowym soundzie.

Wykorzystanie wioseł (choć te mogłyby być nieco lepiej nagłośnione) pozwoliło muzyce Dance With The Dead nabrać na żywo jeszcze większej dynamiki i mięsistości, którą potęgowały dodatkowo mega wariackie poczynania sceniczne duetu. Publika zresztą z miejsca podchwyciła narzucona konwencję i koncert szybko przerodził się w w tym aspekcie w zasadniczo standardowy metalowy gig. Rezygnując z jakiejkolwiek wizualizacji (na ekranie pojawiła się tylko grafika z logosami zespołu) grupa postawiła na bezpośredni i bardzo żywiołowy performance.

Set DWTD oparty był w głównej mierze na numerach z dwóch ostatnich płyt (Get out, Her Ghost, Riot, Diabolic, The Man Who Made a Monster) choć nie zabrakło powrotów do wcześniejszych kawałków składu. Koncert uzupełniły 2 remixy (Master of Puppets Metalliki i Kickstart My Heart Mötley Crüe) co finalnie pozwoliło zamknąć się kapeli w 3 kwadransach występu. Zabrakło bisu, ale muzycy w to miejsce zaproponowali fanom wspólną pogawędkę na stanowisku z merchem. Uczciwy deal.

Poniedziałkowym koncertem grupa jednoznacznie umocniła się w moim topie synthwave’owych pierwszoligowców. Kolejny tydzień spędzam musowo przy ich muzyce (oraz twórczości Daniela Deluxe) doprawiając to maratonem cyberpunkowych animców. Inaczej być nie może!

Synu

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich możliwych szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , .