Jesienna aura sprzyja słuchaniu tego, co posępne i ciężkie, oraz skłania do sięgania po mroczniejsze muzyczne klimaty.
W takich okolicznościach nie mogłam sobie odmówić koncertu, jaki Dom Zły zapowiedzieli w Krakowie. Jako supporty ogłoszono miejscowy zespół Dishell oraz pochodzącą ze stolicy grupę Black Tundra – i jak się okazało, wybrano zespoły, które doskonale się nadawały na rozpoczęcie tak posępnego – i zresztą tak pamiętnego – wieczoru.
Dishell nie tylko okazali się strzałem w dziesiątkę w koncertowym programie piątku, ale jednocześnie zafundowali zebranej w Zaścianku widowni niezły strzał między oczy. Szybkie i agresywne punkowe numery stanowiły świetną rozgrzewkę przed kolejnymi zespołami, publika coraz chętniej zbierała się pod sceną, a energia zespołu była wprost zaraźliwa. Zagrany przez Dishell set minął mi tak szybko, że z wielką chęcią zobaczyłabym ten krakowski band na żywo jeszcze raz. To się nazywa porządne rozpoczęcie wieczoru!
Z występu na występ atmosfera robiła się coraz gęstsza. Po znakomitym, energetycznym show, jakim Dishell przywitali widownię, scenę zajęli Black Tundra.
Ich konkretne, przybrudzone granie również sprawdziło się idealnie w roli supportu przed Domem Złym, a walcowaty, rozwleczony jak należy sludge’owy repertuar zespołu porywał ze sobą zasłuchaną w ich twórczości publikę.
Warszawski skład zadbał o to, by atmosfera zrobiła się diabelnie ciężka, momentami wręcz przygniatająca, a przede wszystkim potrafił zbudować odpowiedni klimat zarówno utworami z najnowszego albumu, jak i swoimi wcześniejszymi dokonaniami. Z nich wszystkich moją uwagę przykuł zwłaszcza Red Tide, trwający ponad siedem minut moloch i przy okazji istny koncertowy niszczyciel miażdżący swoją mocą.
Chwila na ochłonięcie po ich występie musiała wystarczyć na odetchnięcie przed tym, co mieli do powiedzenia Dom Zły.
Uprościć Dom Zły do gatunkowego połączenia szeroko pojętego black metalu z crustem/punkiem byłoby dla mnie grzechem ciężkim. O tym, że zespół gra znacznie więcej niż post-black metal z punkowym zacięciem świadczą już ich studyjne dokonania, a krakowski koncert grupy był na to jeszcze dobitniejszym przykładem.
Można było się o tym przekonać już na początku setu otwartego kawałkiem Luty. Dom Zły zapewnili sobie znakomity, mocny wstęp dzięki kompozycji równie chwytliwej, co agresywnej , i sprawili, że dalszej części ich koncertu przysłuchiwałam się jak zahipnotyzowana. I chociaż ciężko oddać klimat takiego napięcia przepełnionego emocjami znanymi przez każdego i wypieranymi przez wielu, to Dom Zły bez wątpienia sobie z tym poradzili.
Z jednej strony słuchaczom towarzyszyło pełne smutku brzmienie, z drugiej gniew przebijający się przez zbitą ścianę dźwięku. Przez cały czas można było wsłuchiwać się w bezpośredni, szczery i chwilami brutalny materiał, tak znakomicie zagrany, że pasja i zaangażowanie muzyków biły od sceny.
Również utrzymany w wolniejszym tempie utwór Dzikość Serca oraz świetny, złowieszczo podniosły Jad, sprawdziły się fenomenalnie na tle ich pozostałego materiału.
Wspominając o kawałku Jad, warto nadmienić, że Dom Zły zdecydowali się na zagranie na żywo niemal całej swojej najnowszej EPki Śnisz Bory Tak Gęste, co bez wątpienia było dobrym posunięciem. Bez względu na to, czy weźmiemy za przykład pełną przestrzeni, zachwycającą ciężką atmosferą Rzekę, klimatyczną Gorycz czy wreszcie Burzę, utwór, który najbardziej do mnie przemówił, będziemy mieli do czynienia z Domem Złym w najlepszym jak dotąd wydaniu.
Pozostaje liczyć na więcej równie udanych koncertów, a organizatorowi Chroma Music podziękować za zorganizowanie wydarzenia. Do następnego!
Setlista Domu Złego:
Luty
Dzikość Serca
Rzeka
Burza
Moriar
Gorycz
Jad
Dom Zły

Zdjęcia: Łukasz Miętka
- Year of the Goat – „Trivia Goddess” (2025) - 11 listopada 2025
- Mütterlein – „Amidst the Flames, May Our Organs Resound” (2025) - 11 listopada 2025
- Conan – „Violence Dimension” (2025) - 23 października 2025






