[Wigilia i dzień pierwszy festiwalu: 16-17.06.2016 Clisson, Francja]
„Zobaczyć HELLFEST i umrzeć! ” – z takim hasłem na ustach wybierałam się na moją pierwszą ekspedycję do Clisson.
Na pewno żeby zobaczyć Hellfest, nie warto ryzykować życia, co sugeruje być może w pierwszej chwili parafraza słów Goethego. Jednak ich znaczenie jest w tym przypadku inne. Ostatnie wydarzenia w świecie , zagrożenie terroryzmem, akty przemocy na tle rasowym skutecznie zniechęcają do wybierania się na jakiekolwiek imprezy zbiorowe. Wielkość tego typu imprez odstrasza również skalą wydarzeń i intensywnością pracy z jaką należy się liczyć, chcąc zdać rzetelną relację , okraszoną przyzwoitymi zdjęciami. Podjęłam jednak próbę, niesiona ciekawością i chęcią doświadczenia ekstremalnych doznań. Czy będzie to moja pierwsza i ostatnia wyprawa do „francuskiego piekła”? Tego miałam się wkrótce dowiedzieć, po pokonaniu niemal 1600 km w jedną stronę.

Po 24 godzinnej podróży oczom ukazała się malownicza miejscowość, wciśnięta w urokliwe skały, pokryta wąskimi uliczkami i niewysoką głównie, historyczną zabudową. Większość domostw jakby opustoszała, jakby mieszkańcy na czas festiwalowych dni, wyjechali w popłochu w bezpieczne miejsce. Po chodnikach i ulicach maszerowali dzielnie uczestnicy muzycznego maratonu, z plecakami, namiotami, kartonami piwa, w koszulkach krzyczących nazwami idoli i w stosownym na tę okoliczność ubiorze.

Opodal wejścia na teren festiwalu, sklep, w którym zbiorowo zaopatrywała się brać koncertowiczów udekorowano stosownym napisem „HELLFEST”, rozwiewającym wszelkie wątpliwości, kto przejął we władanie ciche miasteczko. Pracownicy marketu, również adekwatnie oznakowani koszulkami, sprzedawali poza „normalnym” asortymentem również, specjalnie na ten szczególny czas przygotowane, HellFestowe pamiątki – wino, piwo czy torby z odpowiednim napisem.

Poczynione obserwacje wpłynęły na poprawę mojej, nieco podupadłej kondycji i zaraz udaliśmy się po odbiór akredytacji, oraz na wstępny rekonesans atrakcji terenu festiwalowego.

Niesamowite wrażenie robi już na początku ogromny napis HELLFEST wokół ronda, z jakby wbitą w ziemię gitarą, zakończoną dwoma krzyżami ( logo festiwalowe), po środku. Wszystkie, rzeźby i instalacje rozrzucone na terenie imprezy, zrobione są z metalu, pokrytego grubą warstwa rdzy – co robi niesamowite wrażenie i sugeruje długą historię cyklicznego wydarzenia– notabene to już 11 edycja.

Hellfest to jedna z nielicznych imprez, która wyprzedaje swoje bilety, zanim ostatecznie pojawi się pełna lista wykonawców, na przyszła edycję. Bilety w przedsprzedaży można właśnie kupić w przeddzień rozpoczęcia festiwalu w promocyjnej cenie – ogromna kolejka do kasy, którą zobaczyłam po wejściu na teren festiwalowego miasteczka potwierdza rangę i sukces tej imprezy.

Organizatorzy zasługują na takie zaufanie bywalców tego wydarzenia. To, co zobaczyłam przekroczyło moje najśmielsze wyobrażenia. Teren festiwalu ogrodzony jest płotem, zasłoniętym materiałem pokrytym logo imprezy, lub wręcz metalowym płotem z wyciętymi krzyżami . Wytyczone żwirowe ścieżki miedzy głównymi atrakcjami festu, trawniki przed głównymi scenami i dokładnie oznakowane na odpowiedniej wysokości obiekty, to w efekcie bezpieczne dojścia do najważniejszych punktów imprezy. No i wreszcie miasteczko prasowe!

Tak, dziennikarze i fotoreporterzy mają do swojej dyspozycji ogromny namiot ze stanowiskami do pracy, ze ścianami pokrytymi fotosami z koncertów. Do dyspozycji są laptopy z dostępem do internetu, sala konferencyjna, bar i dziedziniec, na którym można zrelaksować się w hamaku czy na piaszczystej „plaży”. Tu też znajduje się pełno niesamowitych rzeźb i ciekawych przedmiotów oznakowanych festiwalowymi napisami. Zdezelowane samochody, tron, motocykl, taczki, dziwne rzeźby i nagrobki – to wystrój tego przyjaznego miejsca dla wybranych z tysięcy chętnych muzycznych dziennikarzy i fotoreporterów. Tak, wtedy poczułam się szczególnie. Miło.

Prasowy raj zapewniał godziwy wypoczynek po wszystkim, co podczas piekielnego rozkładu jazdy festiwalu dało się odczuć w nogach, kręgosłupie, głowie i uszach.

Uczestnicy festiwalu otrzymawszy przewodnik po trzydniowym maratonie wydarzeń, muszą zabrać się natychmiast do opracowania logistyki. Dwie duże sceny, dwa namioty z death i black metalową zawartością – TEMPLE i ALTAR , „stonerowa” VALLEY oraz WARZONE z hardcorem w menu, to nie lada wyzwanie . Większość zatem siedziała w słońcu dokonując trudnego wyboru , popijając piwo z plastikowych hellfestowych kubków w trzech rozmiarach pojemności .

Jeszcze rzut oka na targowisko około festiwalowych stoisk, zakupy płytowe z drugiej ręki i pora na odpoczynek, przed jutrzejszym startem.

Urządziliśmy więc wypad nad ocean. Cudownie niebieska woda, przepiękne wybrzeże piaszczysto – skaliste oraz cudownie orzeźwiająca bryza, w niepokojąco opustoszałej miejscowości, była jak kojący balsam przed czekającym nas triatlonem . Niech pochłonie NAS piekło festiwalu – jesteśmy gotowi!!!!!

Zeszłoroczna – 10 edycja HellFestu przygniotła zestawem gwiazd w festiwalowym menu, niektórzy wręcz twierdzili, że jechać na tak słaby tegoroczny skład do marnowanie pieniędzy. Nic bardziej niesprawiedliwego, no bo jak można w ten sposób oceniać zestaw zespołów , które będą przez kolejne miesiące docierać do naszego kraju z pojedynczymi koncertami i niekoniecznie w dogodnych dla większości terminach, i niekoniecznie wszystkie, które są na festiwalu?

PIĄTEK – rozpiska w kolejności odwrotnej występów na scenach, wyróżnione zespoły miałam okazję zobaczyć, przynajmniej we fragmencie, dostępne więc są galerie pod odpowiednim linkiem poniżej.
MAINSTAGE (1): Rammstein; Volbeat; Bullet For My Valentine; Anthrax; Halestorm; Shinedown; Tremonti; Delain;
MAINSTAGE (1): Rammstein; Volbeat; Bullet For My Valentine; Anthrax; Halestorm; Shinedown; Tremonti; Delain;
MAINSTAGE (2): Offspring; Dropkick Murphys; Hatebreed; Turbonegro; Mass Hysteria; Le Bal Des Enrages; Nashville Pussy; Audrey Horne; The Shrine;
TEMPLE: Abbath; Aura Noir; Korpiklaani; Inquisition; Kampfar; Behexen; Solefald; Cruachan; Moonreich;
ALTAR: Testament; Overkill; Sacred Reich; Vader; Havok; Sadist; Skeletal Remains; Dust Bolt; Witches;
WARZONE: Kvelertak; Converge; Architects; Killswitch Engage; Vision Of Disorder; Victims; All Pigs Must Die; Harm’s Way; Cowards;
VALLEY: Sunn O))); Magma; The Melvins; Earth; Jambinai; Ramesses; Wo Fat; Stoned Jesus; Monolord

Od razu się przyznam, że na WARZONE nie dotarłam wcale, raz z powodu odległości, po drugie z powodu ciekawszej dla mnie oferty muzycznej na pozostałych scenach. Oczywiście paru występów ogromnie żałuję, niestety wszystkiego nie można było zobaczyć, nie wspominając o wysłuchaniu.

Przygodę z festiwalem zaczęłam od koncertu Solefald, a właściwie nie tyle koncertu, co od badania gdzie, co i jak. Jakie są zasady wchodzenia pod scenę, ile czasu można być w „fosie” . W tym czasie na scenie TEMPLE grał Solefald , a podczas ich występu powstawał też obraz malowany na żywo, ciekawy pomysł, pomyślałam, a na finał oprócz wizerunku końskiego łba pojawiła na płótnie też nazwa zespołu.

galeria Solefald http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/solefald-17062016-hellfest-open-air.html
Potem pobiegłam na występ Ramesses odbywający się na „stonerowej” scenie Valley. Doom metalowe dźwięki anglików, miło załaskotały, aż w opuszkach palców , pod migawką aparatu. Jednak całą moją uwagę przyciągnął perkusista z cudownie zapuszczonymi „pekaesami” i rozwianą fryzurą. Pozostała dwójka zniknęła gdzieś w odmętach sceny, za odsłuchami , szczelnie ustawionymi na jej brzegu. Publiczność najprawdopodobniej była innego zdania, namiot był wypełniony po brzegi.

galeria Ramesses http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/rammesses-17062016-hellfest-open-air.html
Szybkim krokiem przecisnęłam się między ludźmi w kierunku głównej sceny, która była już we władaniu niekłamanej legendy! Na tle okładki z tegorocznej płyty „For All Kings” – Ian i Belladonna dawali popis swej niesłabnącej z wiekiem energii i radości grania. Antrax to instytucja i basta. Taki np.: „Caught in The Mosh”, „Got The Time” – Joe Jacksona, czy „Antisocial” – Trust, brzmiały tak jak należy , jak przystało na stary dobry band. Fotograficznie to również sama przyjemność!

galeria Antrax http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/anthrax-17062016-hellfest-open-air.html
Koniecznością wręcz, było zobaczyć na hellfestowej scenie NASZ Vader . Zanim jednak spełniłam ten obowiązek, pognałam pod scenę główną, popatrzeć na zjawisko o nazwie Turbonegro – dziwaczny, jak sami mówią miks muzyki death z punkiem, plus nieco „tęczowe” przebranie sceniczne. Jakoś mnie nie przekonał. Norweska formacja, ze skaczącym po scenie, w przykrótkim podkoszulku, prezentującym opasły brzuch – wokalistą, ma swoją publikę. Przaśna zabawa pod sceną, nieco glam rocka na scenie i ogromny dystans muzyków do siebie, mimo wszystko nie zatrzymały mnie na dłużej niż na dwa kawałki, tym bardziej, że Vader już zaczęli, pognałam do namiotu ALTAR.

galeria Turbonegro http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/turbonegro-17062016-hellfest-open-air.html
Liczna publika zgromadzona pod sceną napawa dumą, fajnie, że NASI za granicą maja się bardzo dobrze . Przekrojowy i ciekawy set z niemal kultowymi „Reborn In Flames”, „Decapitated Saint”, „Dark Age”, „Sothis”, „Vicious Circle”, „Silent Empire” , nieco melancholijnie przeniósł mnie w młodzieńcze lata 90-te. Cóż, czekamy do jesieni , aż Peter z ekipą dadzą nam powody do nowych emocji z zapowiadanego wydawnictwa.

galeria Vader http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/vader-17062016-hellfest-open-air.html
Zaraz potem wskoczyłam w objęcia black metalu – Inquisition. Przyznam, że nie miałam pojęcia z czym się mierzę. Pierwszy wyszedł na scenę garowy z biało wymalowaną twarzą. Zaczęło się. Zgrzyty, jazgoty i dziwny podkręcony metaliczny wokal zaskoczył nie tylko mnie. Gitara i perkusja jest, ok, czekamy na resztę składu. Dźwięki płyną, a w zasadzie sieką powietrze… lekkie zażenowanie i spojrzenia wśród fotografów. Nic, niestety więcej się nic nie wydarzyło. To, co robią Kolumbijczycy, jest lekko „chore”. Kosmiczna, psychodela na jedną gitarę i perkusję. Ciekawe jak to brzmi na płycie, bo nie wygląda przekonująco.

galeria Inquisition http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/inquisition-17062016-hellfest-open-air.html
Metalcorowa – Bullet For My Valentine, nie jest “moim” zespołem, ale naprawdę dali porządny koncert. Fantastycznie wyglądają na scenie, są żywiołowi i prawdziwi. Bardzo dobrze brzmią, fotografuje się ich z ogromną przyjemnością. Nie miałam okazji zobaczyć ich na Ursynaliach w 2013, należało to więc nadrobić. Warto było!

galeria Bullet For My Valentine http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/bullet-for-my-valentine-17062016.html
Pod dużą sceną znalazłam się też podczas występu HATEBREED, niestety nie zapamiętałam nic, musiałam ratować sprzęt
przed nagłym atakiem deszczu. Nawet płonące logo kapeli nie pomogło, zmokłam skutecznie. Na szczęście słońce szybko wróciło na francuskie niebo, by już niebawem umilić nam wszystkim występ VOLBEAT.

galeria Hatebreed http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/hatebreed-17062016-hellfest-open-air.html
Lubię Duńczyków i ten ich groove! Michael Poulsen ma to coś, coś, co przyciąga wzrok na koncertach koncertach, pozwala też nasycić się dobrym graniem i żywiołem płynącym od chłopaków. Moje fotograficzne serce skradł tym razem przesympatyczny i lekko zezujący, w nieodłącznej czapce, choć już bez długich piór – Rob. Dodam , ze udało mi się wpaść na chwilkę na ich konferencję prasową. Weszłam w momencie kiedy wszyscy dość mocno się śmiali, nie wiem z czego ale chyba ominął mnie dobry dowcip. Takie są właśnie uroki biegania podczas festiwalu, na jak największą ilość wydarzeń , co daje efekt pociętych fragmentów obrazów i treści, których czasem nie sposób złożyć w logiczną całość.

galeria Volbeat http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/volbeat-17062016-hellfest-open-air.html
Zahaczyłam też o koncerty Korpiklaani, Kampfar, Behexen na scenie Temple oraz SACRED REICH i Overkill na Altar – koniecznie zobaczcie galerie. Najciekawsi fotograficznie okazali się perfekcyjnie pomalowani panowie i pani z Behexen.

galeria Behexen http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/behexen-17062016-hellfest-open-air.html

galeria Sacred Reich http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/sacred-reich-17062016-hellfest-open-air.html
Bez zaskoczenia, wiadomo – nieco przaśni i etniczni Korpiklaani oraz doskonali choreograficznie, z powodu nieokiełznanego żywiołu wokalisty znanego jako DOLK – Kampfar

galeria Kampfar http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/kampfar-17062016-hellfest-open-air.htm

galeria Korpiklaani http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/korpiklaani-17062016-hellfest-open-air.html
Overkill dali dobry, mocny koncert, przekonali mnie prawdziwymi emocjami i autentycznością wykonania na żywo, nieco już zasnutych pajęczyną czasu utworów. Brawo, zwłaszcza za „Electric Rattlesnake”. Nie da się ukryć , że „poczułam OGIEŃ”.

galeria Overkill http://fotojustisza.blogspot.com/2016/07/overkill-17062016-hellfest-open-air.html
Kilerem tego dnia miał być Rammstein i oczywiście był!!! Bez dwóch zdań, zabili mi po raz kolejny ćwieka doskonałością, rozmachem i porządną niemiecka marką! Widać było od początku dnia, że większość czekała właśnie na R+ .

Wszędzie było sporo Niemców, ludzi z logo Rammstein na koszulkach. Ten koncert musiałam zobaczyć, po latach przerwy i z żywymi wciąż wspomnieniami z Katowic, gdzie pośród fanów i plastikowych dmuchanych rekinów „pływał” pontonem klawiszowiec….

Strategiczne ustawienie się w prasowej „zagrodzie” po lewej stronie sceny, tuz po trzech kawałkach, dozwolonych na fotografowanie VOLBEAT, okazało się doskonałym pomysłem, mogłam bez przeszkód obejrzeć i sfotografować dzisiejsze gwiazdy, a było na co popatrzeć. Nawet ograniczenia koncertu na wolnym powietrzu nie wpłynęły na to co się działo podczas tego przedstawienia- naszpikowany pirotechniką , technicznymi niespodziankami i sceniczna oprawą, występ pozamiatał publiczność pod sceną. Zaczęli nowym utworem „Ramm4” w którym Till z ekipą upakowali swoje wcześniejsze hity… jakby nie mieli pomysłów na zupełnie nowy….hmmm. Natychmiast wybaczyłam im ten naciągany „the best of”, bo ze sceny dźwięk za dźwiękiem było już tylko to, co lubimy najbardziej – „Reise, Reise”, „Seemann”, „Ich Will” , „Du Hast” czy depeszowe „Stripped”. Ze sceny ział ogień, tryskały iskry, wiał chłód metalicznej fabryki , a Till rzucał z szelmowskim uśmiechem cyniczne słowa nieśmiertelnych przebojów. Po czym R+ zostawił nas z pustą sceną i z rozwartymi w zachwycie ustami…. Oczywiście wyszli znowu, by ostatecznie rozpruć nam brzuchy i wylać zawartość, wprost pod ich stopy…. „Sonne” „Amerika” i „Engel”- z Tilem uskrzydlonym , zawieszonym w połowie wysokości sceny , przypieczętowały wielkość Rammstein . Po ich występie nic nie miało znaczenia…

galeria Rammstein http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/rammstein-17062016-hellfest-open-air.html – zobaczcie sami.
Niestety, był to czas na koncert The Offspring. Mimo iż zabrzmiały wszystkie dostępne w ich repertuarze najlepsze kawałki , a OH WAYO, YEAH, YEAH, OHHHH, YEAH, YEAH jeszcze x 4 powtórzone przez lekko nadgryzionego czasem lidera , niegdyś hołubionej punkowej kapeli, nie przebiło naelektryzowanego wielkością R+ balonu unoszącego się nad publicznością. Wszystkie rozterki nastolatków , którymi niegdyś zajmował się w swojej twórczości The Offspring, odegrane i zaśpiewane przez podtatusiałych , niemrawo poruszających się po scenie panów, brzmiały fałszywie i nieszczerze. Po 1/3 koncertu zrezygnowałam z tej wątpliwej przyjemności na rzecz odpoczynku w „prasowym” hamaku.

The Offspring http://fotojustisza.blogspot.com/2016/08/the-offspring-17062016-hellfest-open.html
Jutro sobota i według niektórych nie będzie gwiazd na scenie. Może pojadę nad ocean?

foto i tekst Justyna „justisza” Szadkowska
- Nine Inch Nails – Londyn (18.06.2025) - 23 czerwca 2025
- AC/DC powraca do Europy tego lata z POWER UP TOUR ! - 5 lutego 2025
- GONG: „To wieczny kosmiczny kadet” - 6 listopada 2024
Tagi: Anthrax, Behexen, Bullet For My Valentine, Halestorm, Hatebreed, Hellfest 2016, Inquisition, Kampfar, Korpiklaani, Offspring, Overkill, Ramesses, rammstein, Sacred Reich, Solefald, Turbonegro, Vader, volbeat.






