Był to wieczór wielu zaskoczeń. Organizowana w środku tygodnia, toruńska odsłona trasy Infernalis Resurgentis 2023 stawiała pod znakiem zapytania zarówno sukces frekwencyjny, warunki wykonawcze (koncert zaplanowano w kameralnym klubie NRD), jak i ogólne oczekiwania wobec zapowiedzianych kapel (zagrać miało dość różnorodne towarzystwo, złożone z Varmii, Thy Disease, Virgin Snatch i Hate).
Pierwsze zdziwienie przeżyłem już chwilę po przybyciu na otwierający imprezę koncert Varmii. Nieczęsto zdarza się, żeby support, inicjujący gig w okolicach godz. 19:00 przyciągnął taki tłum ludzi. W Toruniu.
Sala NRD wypełniona była do tego stopnia, że większość koncertu Olsztynian musiałem obejrzeć z okolic wąskiego przejścia między barem a sceną. Znam Varmię od czasów debiutu, widziałem ich na żywo już dobrych kilka lat temu, ale uczciwie przyznam, że w czwartek aż na takie manto od gości z Olsztyna nie liczyłem. Z jednej strony dojrzały i okrzesany, z drugiej bardzo szczery i naturalny w wyrazie koncert. Wprawdzie z folk metalem nieczęsto mi po drodze, ale sposób w jaki tego wieczoru autorska mieszanina tej składowej z black/pagan metalem została zaserwowana przez Varmię, nie miał szans pozostawić mnie niewzruszonym. Z tego miejsca szczególne brawa dla Jana Gralla, który poza korzystaniem z wszelkiej maści instrumentów ludowych, kradł show swoim scenicznym zachowaniem. Pełnoprawny szaman. Świetny występ (co istotne, bodaj przy najliczniejszej publice wieczoru), po którym obiecałem sobie drobiazgowo nadrobić w końcu studyjne dokonania.
Po występie reprezentantów Warmii, przyszedł czas pierwszych gości z Małopolski. No i odnotowane zaskoczenie nr 2. Wchodząc na salę po krótkiej przerwie zastanawiałem się przez chwilę, czy nie nastąpiła w składzie jakaś niespodziewana zamianka. Z ostatniego koncertu Thy Disease, który widziałem (a był to rok 2014), zapamiętałem kwintet gości ubranych w wyprasowane w kant koszule i poszerzane spodnie, łupiących nowoczesny, industrialno-futurystyczny death metal. Tymczasem na scenę NRD zawitała banda pięciu grajków w piwnicznym entourage’u, których zamiarem bynajmniej nie było przeniesienie zgromadzonych fanów w jakąś zdominowaną przez technologię przyszłość. Samego Syrusa zresztą też poznałem z trudem dopiero po dłuższej chwili, bo poza koszulką Napalm Death postanowił zmylić mnie długimi do ramion piórami. Sprytne.
Jeśli miałbym w dwóch zdaniach opisać wrażenia z koncerty Krakowian, to powiedziałbym, że bliżej, niż do precyzyjnej i bezdusznej machiny, było w czwartek Thy Disease do tworu zrodzonego w skąpanej w smarze, cuchnącej rozgrzanym żelazem i przepaloną stalą fabryce. Dzikie i bezpretensjonalne pieprznięcie, wprost z serducha i wątroby. Nie liczyłem na wiele, tymczasem zostałem bardzo przyzwoicie pokopany.
Na drugi zespół z Krakowa czekałem już nieco bardziej, bo w okresie 2005-2008 mocno sobie Virgin Snatch ceniłem. Solidny thrash metal z nieukrywanymi ukłonami w stronę Testament, gościł swego czasu w moich głośnikach dość często. Przed samym koncertem odświeżyłem zresztą Art of Lying/In the Name of Blood/Act of Grace, przypominając sobie, dlaczego tak kiedyś ten zespół lubiłem. Dwóch ostatnich płyt nigdy nie poznałem już niestety zbyt dobrze, miałem więc nadzieję na występ zdominowany raczej starszymi numerami.
No i zawiedziony prawa być nie miałem, bo Zielony et consortes zagrali w czwartek kartą sentymentu wystarczająco skutecznie. Poszły w eter m.in. State of Fear, Purge My Stain!, Walk the Line, Bred to Kill i In the Name of Blood, mimo mniejszego początkowo entuzjazmu publiki, udało się kapeli rozkręcić solidny młyn, występ był bardzo intensywny i żywiołowy. Na osobną uwagę zasługiwała też gra zgarniętego z Decapitated Pawła Paska, który swoim skillem wzbogacił koncert Krakowian dodatkowym kolorytem. Bardzo dobra sztuka.
Podczas występu bohaterów wieczoru miałem zaznać ostatniego w czwartek zaskoczenia. O ile studyjnie Hate znam dość dobrze (co więcej, wydane po 2010 roku płyty doceniam na równi z wcześniejszymi albumami), jedyny dotychczasowy koncert zespołu ATF Sinnera, który widziałem na żywo (2015 rok w bydgoskiej Estradzie) pozostawił w mojej pamięci olbrzymi niedosyt (nie grało tam ani nagłośnienie, ani jakoś szczególnie zespołowa forma dnia). Zastanawiałem się więc, czy i tym razem Hate nie podoła scenicznej obronie dokonań studyjnych, tym bardziej, że NRD nie oferowało dużo większych możliwości, od wymienionej wcześniej Estrady (wystarczy wspomnieć chociażby o przepięciu, skutkującym wywalonymi bezpiecznikami podczas instalowania się zespołu na scenie).
Obawy okazały się na szczęście bezpodstawne, bo zarówno Hate, jak i bardzo poprawne (jak na warunki lokalowe) brzmienie, dostarczyło w czwartek na pełnej. Zespół sięgnął głównie po nowsze kawałki, z wydaną w 2021 roku Rugią na czele (The Wolf Queen, Rugia, poza tym Sovereign Sanctity, Triskhelion, Valley of Darkness, Luminous Horizon, czy Erebos), posiłkując się trzykrotnie pochodzącą w 2010 Morphosis (Threnody, Ressurection Machine, Omega). Ze sceny szedł prawdziwy żywioł, naturalny i przebojowy vibe muzyki Hate w końcu miał szansę (także koncertowo) właściwie mną poszarpać. W entuzjastycznym przyjęciu nie byłem zresztą odosobniony, bo toruńska publika dała się ponieść koncertowej fali bardzo skutecznie, odwzajemniając sceniczne wysiłki Warszawiaków doskonałym przyjęciem.
Jak bardzo pozytywnie nie byłbym nastawiony do czwartkowego wieczoru, rezultatu 4:0 się nie spodziewałem. Każdy z zespołów stanął na wysokości zadania, gwarantując w Toruniu naprawdę solidną dawkę endorfin. Klasowa impreza.
- Angrrsth – Złudnia (2025) - 12 grudnia 2025
- Post Mortem #19 – Toruń (29.11.2025) - 10 grudnia 2025
- Owls Woods Graves, Above Aurora, Garota – Toruń (25.11.2025) - 3 grudnia 2025
Tagi: Creative Music, Infernalis Resurgentis 2023, koncert, NRD, realcja, Thy Disease, toruń, Varmia, Virgin Snatch i Hate.






