Przejdź do treści

Behemoth, Dimmu Borgir, Dark Funeral – Katowice (25.10.2026)

18
BEHEMOTH DIMMU BORGIR DARK FUNERAL KATOWICE SPODEK POLSKA 2026 KONCERT PLAKAT POSTER

RELACJA Z POLSKIEGO PRZYSTANKU TRASY „IN LEAGUE WITH SATAN”

Obchodzący w tym miesiącu 35. rocznicę rozpoczęcia działalności Behemoth wydaje się nie zwalniać tempa ani odrobinę. Albumy, koncertówki, EPki, trasy koncertowe – fani Nergala i jego zespołu już od dawna nie mają powodów do narzekania. W tym roku atrakcje były dwie – wydawnictwo I, Scvlptor (recenzja) oraz trasa koncertowa In League With Satan, w ramach której Pomorska Bestia ponownie nawiedziła katowicki Spodek.

Odkąd Darski z kolegami w pełni przeistoczyli się w zespół halowy, zabierają ze sobą na trasy mocne i uznane w metalowym półświatku nazwy. Nie inaczej było tym razem – wsparcie w postaci szwedzkiego Dark Funeral oraz norweskich tytanów symfonicznego blacku Dimmu Borgir musiało robić wrażenie. Niedzielną blackową ucztę otwarł skład Lorda Ahrimana i było to otwarcie krótkie (jedynie pół godziny, w trakcie których grupa zaprezentowała 4-5 utworów), treściwe i niestety błyskawicznie uwydatniające akustyczne mankamenty katowickiej hali. Być może sam koncert był dobry, nie mogę jednak jednoznacznie tego stwierdzić, bo do moich uszu dobiegała po prostu kakofonia, jedna wielka dźwiękowa papka. Bez dobrej znajomości materiału źródłowego, nie byłem niestety w stanie jakkolwiek dobrze się bawić, poobserwowałem więc tylko zespół i muszę przyznać, że przynajmniej wizualnie prezentował się on naprawdę godnie.

Sytuacja dźwiękowa poprawiła się już na Dimmu Borgir, przez co doświadczenie z obcowania z Norwegami było o wiele lepsze, choć na papierze to ich poprzednicy są bardziej w moim klimacie. Ciężko jednak nie pobujać się do nieśmiertelnego Mourning Palace czy w moim wypadku potupać nóżką do Council of Wolves and Snakes. W miarę rozsądnie wyglądała też ich setlista, w której stosunek starych klasyków do kompozycji z ostatnich czterech albumów oceniłbym mniej więcej na 50:50, choć zapewne można by kręcić nosem na brak reprezentacji Spiritual Black Dimensions oraz aż dwie pozycje z nudnego moim zdaniem Grand Serpent Rising. Świetne wrażenie zrobiła na mnie oprawa występu Dimmu Borgir, o wiele bardziej rozwinięta niż ta, którą zapamiętałem z poprzedniego spotkania z Norwegami. Bogata scenografia, słupy ognia, buchająca para i sugestywnie wyglądający członkowie zespołu – to wszystko mogło się podobać i się podobało, nawet jeśli z góry było wiadomo, kto w niedzielny wieczór będzie jednoznacznym wizualnym królem. Miłym smaczkiem był też mówiący do publiki w swoim ojczystym języku Daray. Ogółem zaliczyłbym występ zespołu na plus, choć gdyby następnym razem (o ile taki będzie) całkowicie wyrzucili do kosza Abrahadabrę czy wspomniany już Grand Serpent Rising, to na pewno bym nie zapłakał.

Setlista:
Ulvgjeld & Blodsoodel
Mourning Palace
Kings of the Carnival Creation
Council of Wolves and Snakes
Aetheric
Ascent
Cataclysm Children
The Serpentine Offering
Puritania
Gateways
Progenies of the Great Apocalypse

Behemoth zaczął od ukłonu w stronę polskiej publiczności, w postaci puszczonych z taśmy Nocy Szatana, następnie obejrzeliśmy wszyscy wyprodukowane przez Grupę 13 wideo prezentujące członków zespołu w typowych dla aktualnego Behe teatralnych pozach, w trakcie którego wybrzmiewać zaczęły pierwsze dźwięki intra do otwierającego właściwą część show Daimonos. Występ Nergala i spółki mógłbym opisać w zasadzie robiąc kopiuj-wklej z relacji z ich zeszłorocznej wizyty we wrocławskiej Hali Stulecia. Każdy, kto w ostatnich latach chociaż raz wziął udział w którymś z ich koncertów, doskonale wiedział, czego spodziewać się w Spodku i dokładnie to zostało nam zaserwowane – perfekcyjnie wyreżyserowany spektakl, pełen rekwizytów, przebieranek i pirotechniki (tutaj nowością były „rammsteinowe” miotacze ognia, z których Darski korzystał w trakcie odgrywania I, Scvlptor), bez miejsca na odejście od scenariusza czy jakiekolwiek wpadki. Widziałem to już „jublieuszowy”, dziesiąty raz i nadal robi to na mnie wrażenie, chociaż niedawne występy lidera zespołu u boku Misþyrming obudziły we mnie tęsknotę za nieco innym wydaniem muzyki Behemoth. W niedzielę największym zaskoczeniem mógł być udział Shagratha w odegraniu In League With Satan, chociaż biorąc pod uwagę skład trasy wręcz byłbym w szoku, gdyby lider Dimmu Borgir nie wyszedł w trakcie tego kawałka na scenę. Oprócz tego nie było na dobrą sprawę żadnych niespodzianek, zarówno jeśli chodzi o sztuczki „tria plus jeden” na scenie, jak i w samej setliście, z której jedynie To Drown the Svn in Wine nie udało mi się przewidzieć przed koncertem. Nie zmienia to faktu, że sam spektakl był jak zawsze w przypadku Behemotha na bardzo wysokim poziomie, podobał mi się i bawiłem się bardzo dobrze. Jeśli wierzyć Nergalowi, katowicki przystanek trasy był największym jeśli chodzi o frekwencję i jednocześnie drugim największym headlinerskim show w historii zespołu. Cieszy mnie, że w przeciwieństwie do 2022 roku, tym razem Spodek nagłośnieniowo dał radę i można było bezboleśnie cieszyć się tym, co panowie przygotowali dla swoich fanów (choć idealnie oczywiście nie było, ale nie wiem czy po tej hali można było spodziewać się więcej).

Setlista:
Daimonos
Ora Pro Nobis Lucifer
Thy Becoming Eternal
The Shit ov God
Conquer All
Blow Your Trumpets Gabriel
I, Scvlptor
Ov Fire and the Void
To Drown the Svn in Wine
Bartzabel
In League With Satan
(z gościnnym udziałem Shagratha)
Chant for Eschaton 2000
O Father O Satan O Sun!

Behemoth zahaczający o Polskę na swoich headlinerskich trasach europejskich to zawsze wielkie wydarzenie. Nie dość, że miłym jest to, iż zespół nie zapomina o swojej ojczyźnie, to zawsze zostaje to wynagrodzone frekwencyjnie i organizacyjnie. Nie inaczej było w niedzielę – szczerze myślę, że każdy kto postawił na wybranie się w ten dzień do Katowic opuszczał Spodek ukontentowany. Grupa koncertowo znajduje się w topowej formie, a Dimmu Borgir i Dark Funeral zapewniły jej bardzo solidne wsparcie. Może i brakowało zaskoczeń, a obecna forma koncertów Pomorskiej Bestii nie jest dla każdego, ja jednak uważam, że za każdym razem warto się wybrać.

Łukasz W.
(Visited 1 times, 22 visits today)