W ostatni dzień lipca w krakowskiej Tauron Arenie wystąpił Bryan Adams, artysta, którego nazwisko jest marką. Adams promuje obecnie swoje najnowsze wydawnictwo Roll with the Punches – uwaga, to szesnasty album w karierze muzyka – z którego w noc koncertową usłyszeliśmy klika numerów pośród bogatej setlisty, ubranej w najsłynniejsze pop-rockowe hity, pościelówy i pełnokrwiste rockandrollowe covery. Kanadyjczyk w ciągu swojej, bagatela, 40-letniej działalności muzycznej, jak przystało na gwiazdę wielkiego formatu, może poszczycić się niesłabnącą popularnością wśród różnych grup wiekowych, o czym świadczy chociażby sold out wielkiej, krakowskiej hali koncertowej. Takich artystów, łączących pokolenia, ciągle w dobrej formie trzeba doceniać teraz. Za chwilę zostaną tylko wspomnienia z radia. Taka dynamika, profesjonalizm i luz na scenie sprawiły, że bez cienia wątpliwości już dziś jestem w stanie stwierdzić, że będę to wydarzenie wspominać z nostalgicznym uśmiechem.
W pierwszych zdaniach relacji muszę zaznaczyć, że wyprzedana Tauron Arena doskonale spełniła swoje zadanie. Nagłośnienie koncertu bez zarzutu, selektywne (bardzo lubimy to słowo), nic, do czego mogłabym się przyczepić, tym bardziej że świeżo po koncertach na Stadionie Narodowym miło mi było nie zgadywać co się dzieje na scenie. Drugi, warty odnotowania fakt, to solidny zespół koncertowy, towarzyszący gwieździe na scenie, w fajnej, nieprzesadnej w kicz oprawie, choć i w tej materii nie brakowało uroczych aktów rozrywki wizualnej dla fanów. Trzecia sprawa, właściwie najważniejsza, to repertuar złożony z absolutnych, ponadczasowych bangerów. Nie bez przyczyny Adams tak długo pozostaje na podium pop-rockowych klasyków. Któż nie potrafi zanucić Run to you, Please forgive me, Summer of 69 albo hitu z najlepszego Robin Hooda (Everything I Do) I Do It for You. Numery z dwóch ostatnich płyt skutecznie rozsiane pomiędzy największe przeboje artysty fajnie wypełniały setlistę, ale robotę zrobiły również sprytnie wyciągnięte zza pazuchy wstawki od króla Elvisa w You Belong to Me, a potem wspólnie odśpiewane i odtańczone z publiką cover w postaci Twist and shout od The Top Notes, pociągnięty stylowo nowym utworem A Little More Understanding. Cały koncert ani na chwilę nie tracił tempa, nawet tak zwane wolniaki nie hamowały charyzmy i zaangażowania zespołu, nie było przerw, chwili na oddech ani przestojów związanych ze zmianami instrumentów na scenie. Wszystko płynęło ponad dwie godziny, bez nadęcia, z wyczuciem i klasą. Podczas oszczędnej i w jakiś sposób ciepłej konferansjerki pojawiły się też wspominki o świetnym duecie z Tiną Turner i numer It’s Only Love, był też inny hit duetowy When You’re Gone, oryginalnie śpiewany z Mel C ze Spice Girls. Warto wspomnieć o smaczkach wizualnych, na przykład o dmuchanym samochodzie, który wyjechał (wyleciał?) podczas So Happy It Hurts. Na koniec Bryan Adams zszedł ze sceny, przespacerował się po płycie Tauron Areny na tyły i zagrał akustycznie na mini-scenie dwa bisy: Straight From the Heart oraz kolejny przebój z rękawa All for Love.
Pan z gitarą. Skromny, konkretny i niesamowicie rzetelny w swoim rzemiośle. Ten występ był dla mnie miłym zaskoczeniem, chylę czoła.
Koncert zorganizowali DM Agency i nie zwalniają – już wiadomo, że w połowie grudnia Bryan Adams ponownie zawita do Polski, tym razem do Ergo Areny w Gdańsku, zatem mam nadzieję, że parę słów zachęty ode mnie nieco pomoże w decyzji o zakupie biletów.
Do następnego!
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

