Gojira kocha Polskę, a Polska kocha Gojirę. Nie od dziś wiadomo, że polscy fani muzyki metalowej są wręcz jej maniakami i angażują się bardzo emocjonalnie zarówno w samą muzykę, teksty, jak i całą otoczkę wokół zespołu. Bardzo aktywnych fanklubów fanowskich w naszym kraju doczekały się chociażby Deftones, Mastodon, Ghost czy właśnie Gojira, którą widziałem w sumie po raz trzeci, odkąd poznałem ich unikalne połączenie death i prog metalu. Na „chwilę” przed premierą nowego krążka Magma panowie postanowili wpaść do naszego kraju na dwa koncerty pod koniec maja do Warszawy i Krakowa. W stolicy gig odbył się w klubie Stodoła i choć nie mogę napisać, że sala była zapełniona po same brzegi to zdecydowanie publika dopisała dzień po dość intensywnym z tego co wiem secie Ghosta.
Supportem była grupa HeadUp, która powinna się spodobać miłośnikom starego Frontside, Totem czy Soulfly. To dość melodyjny acz nieco zachowawczy hc z nu-metalowymi odpryskami. Równo o godzinie 20 Francuzi wkroczyli z pierwszym walcującym numerem – Toxic Garbage Island z The Way of All Flesh z którego zagrali w sumie cztery numery w tym Vacuity na sam koniec, które zawsze wywołuje szał wśród fanów. Niewydany jeszcze nowy krążek reprezentowały dotychczasowe single czyli Stranded i Silvera, które gładko wpisały się w koncertową setlistę. Setlistę, która dla wielu była miodna, w tym dla niżej podpisanego z dwóch powodów, a zwą się one Flying Whales i The Art of Dying. Odnotowuję, że przed koncertem „pływał” sobie dmuchany wieloryb, ale nie odnotowałem go podczas wiadomego numeru. Bardzo energetycznie wypadły też numery z ostatniego albumu grupy, który wciąż należy do bardzo przeze mnie lubianych i na moje ucho wcale nie jest gorszy tylko dlatego, że grupa podpisała kontrakt z RoadRunnerem. L’Enfant Sauvage i Explosia były znakomitymi reprezentantami tamtego krążka.
Staroci jednak nie zabrakło, Terra Incognita i The Link reprezentowało min. Clone i absolutnie wściekłe Wisdom Comes. Dopiero w wersji koncertowej w pełni można poczuć jak bardzo spójna jest muzyczna i ideologiczna wizja Francuzów. Grali bez większego wytchnienia, choć nie zabrakło też momentu, w którym Mario Duplantier mógł się pochwalić swoimi perkusyjnymi umiejętnościami w nieprzekombinowanej solówce. Facet grał praktycznie z zamkniętymi oczami, podczas pożegnania miał jeszcze siłę rzucić się w publikę i być przez chwilę na fali. Jak wspominałem, był to mój trzeci koncert tego zacnego zespołu i na dzień dzisiejszy śmiało stwierdzam, że najlepszy. Single zapowiadają nieco inny krążek niż pozostałe, stylówa wokalisty uległa korzystnej zmianie i generalnie chłopaki wyglądają jakby czas się ich nie imał. Rozpiera ich energia i wcale nie są too old na granie takiej szaleńczej i wyczerpującej muzyki. Liczę, że wrócą w przyszłym roku lub na jesień tego roku by promować nowy album, na który czekam wielce niecierpliwie. 20 lat na scenie i 6 świetnych albumów na koncie, nie mam wątpliwości, że ten band na stałe zapisze się w historii muzyki rockowej, i o ich emocjonujących koncertach świat będzie pamiętać.
Autorem jest Dominik „Stanley” Stankiewicz.
- Krakowski ONLY SONS (retro/hard rock/alt metal) wydał płytę „Through The Night Again „ - 17 kwietnia 2026
- KONRAD CIESIELSKI na wyjątkowym koncercie w Warszawie - 17 kwietnia 2026
- ACIDSITTER na trasie koncertowej z włoską kapelą SHARASAD - 17 kwietnia 2026
Tagi: death metal, Dominik "Stanley" Stankiewicz, Gojira, HeadUp, Klub Stodoła, koncert, metal, muzyka, prog metal, relacja, Stanley, warszawa.






