Iron Maiden – Warszawa (24.07.2022)

Zanim Brytyjczycy weszli na scenę, szansę na to, by przypomnieć swoje dokonania, otrzymały dwa zespoły supportujące. Najpierw zameldował się przed widzami, niemiecki Lord Of The Lost, dowodzony przez Chrisa Harmsa, który w ubiegłym roku wydał swój dziewiąty album –- „Judas”. Z niego wybrali na ten wieczór utwory takie jak „The Gospel of Judas”, ”Born With a Broken Heart” czy „The Heartbeat of the Devil”, a poza tym zagrali też starsze numery, w tym chyba najbardziej melodyjny – „Die Tomorrow”. Tak więc otrzymaliśmy sporą dawkę gotyckiego rocka, a publika pod sceną trochę sobie poskakała, a nawet zaśpiewała kilka refrenów…

Kolejny support, Within Temptation, to zespół  znacznie bardziej znany od swych poprzedników  (w ubiegłym roku odnotowali ćwierćwiecze istnienia). Ta niderlandzka grupa też przygotowała przekrojowy repertuar, w którym znalazły się zarówno kompozycje nowsze, jak też niemal „archiwalne”. Na początku wybrzmiał podniosły, monumentalny utwór „Our Solemn Hour sprzed 15 lat. To był dobry wstęp do kolejnych punktów programu, który obejmował jeszcze takie numery, jak przebojowy „In the Middle of the Night”, „Entertain You” z wydanego niedawno mini- albumu “Don’t Pray For Me,” czy “The Reckoning”. Kiedy usłyszeliśmy pierwsze dźwięki utworu “Raise Your Banner”, wokalistka, Sharon Den Adel, wzięła do ręki flagę Ukrainy. Chyba nikomu nie trzeba było  tłumaczyć intencji tego gestu. Ogólnie, te kilkadziesiąt minut oddane Within Temptation zostało przez nich dobrze wykorzystane.

Utwory “Senjutsu”, Stratego i „The Writing On the Wall”- to były utwory, które reprezentowały ostatni album Iron Maiden , podczas tego warszawskiego występu (jak i podczas całej tej trasy). To właśni one zostały wykonane na rozpoczęły koncercie, a towarzysząca im scenografia, którą wtedy zobaczyliśmy imitowała japońskie miasto. Na jej tle w pewnym momencie przedefilował Eddie w kostiumie samuraja. Pojawił się wtedy po raz pierwszy i wracał na scenę także później, choćby ubrany w czerwony mundur podczas wykonywania „The Trooper”, kiedy nastąpiła scena walki między nim i Brucem Dickinsonem.

Wokalista Maidenów, był zresztą zdecydowanie najbardziej aktywnym członkiem zespołu na scenie. Można powiedzieć, że w ten sposób nadrabiał swoje wokalne deficyty, które z czasem są coraz bardziej zauważalne. Bruce Dickinson biegał po scenie z krzyżem w ręku podczas („Sign of The Cross”) , strzelał z miotaczy ognia („Flight of Icarus”), był demonicznym narratorem („Fear of The Dark”). Generalnie było to efektowne widowisko, dopracowane w każdym szczególe tak, tak by elementy scenografii nawiązywały do tytułów utworów i tekstów utworów. Chyba największe wrażenie na dobrze bawiących się widzach, zrobiła duża konstrukcja Spitfire`a wprowadzona w trakcie „Aces High” oraz wielka głowa Eddiego w najstarszym w całym zestawie, numerze, czyli flagowym Iron Maiden. Poza tym jeszcze w „Hallowed Be Thy Name” zobaczyliśmy linę zakończoną pętlą, a w „Clansman” kolejne militarne akcesoria.

W sumie panowie repertuarowo postawili przede wszystkim na trzy płyty: – ostatnią Senjutsu, a także The Number of The Beast oraz Piece Of Mind, bo – z każdej z nich wykonali po trzy numery. Szkoda, że zabrakło choćby jednego utworu z „Seventh of A Seventh Son”, ale listę życzeń można by oczywiście ciągnąć długo, bo dyskografia Iron Maiden liczy przecież już 17 studyjnych płyt! Ogólnie był to urozmaicony występ i ktoś, kto widział Brytyjczyków po raz pierwszy, raczej nie miał powodów do narzekań. Weterani, którzy zaliczyli już enty koncert, mieli różne zdania na temat aktualnej formy zespołu, także negatywne, ale przypuszczam, że kiedy grupa znów dotrze do Polski, także wielu z tych malkontentów, zdecyduje się na zakup biletu, by „przeżyć to jeszcze raz”.

Autorem poniższej galerii zdjęć jest Michał Kotarbiński.

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , .