Przede wszystkim na wstępie – wielki ukłon dla organizatorów za płynny przebieg festu i zorganizowanie występów tak wielu dobrych kapel, a w szczególności za ściągnięcie na scenę składu w postaci zespołu Kompania Karna.
Kolejna edycja Muszla Fest dobiegła końca – za uczestnikami dwa dni rodzimej, bydgoskiej muzyki. „Rodzimej” bo festiwal z roku na rok opanowuje coraz to większa ilość zespołów w klimatach punkowych i hardcoreowych – czyli takich, z jakich Bydgoszcz jest bardzo dobrze znana.
Dzień pierwszy rozpoczął się koncertem na małej scenie w postaci electro-punkowej grupy Alles. Ich występ był czymś nowym dla stałych uczestników Muszli, a dla organizatorów odważnym posunięciem w doborze kapel. Rzadko kiedy bowiem na takim feście rozbrzmiewały głośno syntezatory. Pomimo tradycyjnej, małej frekwencji na początku, zespół przypadł fanom do gustu. Słuchacze wyglądali na zdziwionych – pozytywnie rzecz jasna. Spoglądali na osobę obok, jakby nie dowierzali samemu sobie, że tego typu dźwięku mogą im się spodobać.
Zaczęło przybywać coraz więcej ludzi. Fani thrash metalu przyszli na występ grupy Alastor, która to obchodziła 30 lat swojej działalności, by potem udać się do namiotu, na małą scenę, na koncert Testera Gier. To właśnie podczas ich grania nareszcie zaczęło się coś dziać. Pod barierkami zebrała się spora ilość osób. Pierwsze festiwalowe tańce za nami – pogo i mosh zaliczone.
Przyszedł czas ponownie na dużą scenę, gdzie wkraczali już muzycy z zespołu Włochaty, by rozpocząć serie punkowych występów na Muszli. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie słyszałem chłopaków ze Szczecina, którzy istnieję na scenie już 29 lat. A szkoda – występ zasilił słuchaczy pozytywną energią, co nawet skończyło się wykrzykiwaniem i prośbami o bis.
Osoba zapowiadająca kolejny zespół na małej scenie zaznaczyła, że warto choć trochę posłuchać kolejnego bandu, bo nie zobaczymy go już przez długi, długi czas. Wraz z 30-leciem grania, na scenie pojawiła się Kompania Karna, czyli zespół, na gruncie którego powstała bydgoska Schizma. Myślę, że ten występ wystarczy podsumować filmem wstawionym przez użytkownika Zbigniew Urbański:
Pomimo wczesnej godziny występu, to kolejny zespół można uznać za gwiazdę wieczoru. Ilość zebranych na Muszla Fest zwiększyła się co najmniej dwukrotnie, a wszyscy byli dumnie przystrojeni w koszulki z napisem „Dezerter”. Ta kapela obchodziła 35-lecie swojego istnienia na polskiej scenie muzycznej. Z tej okazji zaserwowali słuchaczom wiele przebojów z początku swojej działalności w nowej, odświeżonej i szybszej formie. Fani nie zawiedli – nawet te stare piosenki zostały w całości przez nich wykrzyczane. Tłum nie stał, nie tupał nóżką, tylko żwawo ruszał się i tańcował do muzyki punkowców.

Na małej scenie pojawił się zespół 1125 – kolejny band w klimatach hardcoreowych, zdecydowanie „najcięższy” spośród wcześniej grających.
Był idealnym wprowadzeniem do ostatniego zespołu grającego na dużej scenie czyli Decapitated. Już drugi raz miałem okazje zobaczyć chłopaków z Krosna na żywo. Tak jak wcześniej, i teraz przedstawili wysoki poziom przedstawienia. Widać wpływ zagranicznych występów, brzmienie było bardziej dopracowane i nawet aparycja sceniczna – biła większą charyzmą niż od zespołów grających wcześniej.
Przed północą swój występ rozpoczął duet MYCIAA. W porównaniu do koncertu grupy Alles, widowisko francuzów wydawało się być bardziej psychodeliczne. Wystawiona duża ilość telewizorów na scenie, późna pora i przede wszystkim ich muzyka, która idealnie wprowadzała w klimat electro-punka. Po 50 minutach ich występ dobiegł końca – pierwszy dzień koncertowania został zakończony.
- XV urodziny Unborn Suffer – Bydgoszcz (17.12.2016) - 26 grudnia 2016
- Nulla+ – „Stornelli Distopici” (2016) - 16 listopada 2016
- Knocked Loose – „Laugh Tracks” (2016) - 24 października 2016
Tagi: 1125, Alastor, alles, bydgoszcz, decapitated, Dezerter, festiwal, hardcore, Kompania Karna, Muszla Fest, muszla fest 2016, Myciaa, relacja, Tester gier, Włochaty.






