Poppy wystąpiła w warszawskiej Progresji w ramach trasy Constantly Nowhere. Amerykanka promowała swój najnowszy album Empty Hands.
Zanim na scenie pojawiła się Poppy, publiczność rozgrzać miały dwa składy. Na pierwszy ogień poszedł amerykański Fox Lake. Kwartet z Denver w roli zespołu rozgrzewającego spisał się wzorowo. Oferując od pierwszych minut absolutną sceniczną furię, wyraźną chęć nawiązania kontaktu z publicznością i, przede wszystkim, muzykę opartą na ciężkich brzmieniach przeplatanych szalonymi riffami oraz wokalną złością w stylu Limp Bizkit, Fox Lake łatwo zdobyli uznanie zgromadzonych w Progresji. Zmiany tempa, połamane riffy, perkusista znęcający się niemiłosiernie nad swoimi tomami – mieszanka metalcore’u, hardcore’u i hiphopu płynęła do odbiorców. Męska moc wylewała się ze sceny, oddziałując na wydarzenia przed nią. Młyn szalał, publiczność żywiołowo reagowała na nawoływania do skakania. Niecałe pół godziny wystarczyło, by zespół z Kolorado, który pierwszy raz wystąpił w polskiej stolicy, zdobył sympatię zebranych.
Setlista Fox Lake
Go 4 the Throat
Cold Hard Truth
Pure Adrenaline
Dog Eat Dog
Tunnel Vision
Excessive Damage
Real Fast
Gaslight
Freestyle
Mimo relatywnie wczesnej pory, tłum już szczelnie wypełniał Progresję. W takich okolicznościach na scenie pojawił się drugi z supportów. Australijczycy z Ocean Grove wrócili do Progresji po trzech latach. Wokalista Dale Tanner od pierwszych chwil występu zwracał się do publiki, animując zabawę do numetalowych/hardcore’owych kompozycji zespołu. W kontakcie z widzami wtórował mu basista Twiggy, który zachęcał do rytmicznego klaskania. Podczas utworu Raindrop muzycy zamienili się rekwizytami scenicznymi – Tanner wziął gitarę basową, a Twiggy chwycił za mikrofon. Kwartet z Melbourne w 40-minutowym secie zawarł głównie utwory z ostatniej, jakże różnorodnej, płyty Oddworld – było Cell Division w klimacie klasycznych brzmień Deftones, ciężkie My Disaster i ballada Last Dance, a występ zakończył rapmetalowy Fly Away. Zespół otrzymał gromkie brawa i zapowiedział wyczekiwany przez wszystkich występ „królowej metalu”.
Setlista Ocean Grove
OG FOREVER
CELL DIVISION
Superstar
Ask for the Anthem
NO OFFENCE DETECTED
MY DISASTER
LAST DANCE
GUYS FROM THE GORD
RAINDROP
Stratosphere Love
Junkie$
FLY AWAY
Punktualnie według „rozkładu jazdy” w Progresji zgasły światła. Z głośników dobiegła „bajkowa” muzyka oraz delikatny głos narratora. Warszawski klub przeniósł się do baśniowej krainy, w której łagodność wokalna spotkać się miała z opętanym wrzaskiem. Wraz z pierwszymi brzmieniami Bruised Sky na zgromadzonych ruszył złowieszczy metal. W refrenie filigranowa wokalistka pokazywała już swoją delikatną naturę. Po brudnym BLOODMONEY Poppy wykonała brutalno-słodkie Scary Mask. Starcie przeciwstawnych oblicz muzycznych dokonywało się na oczach a to pogrążonej niemal w całkowitym bezruchu, a to szalejącej Progresji.
Pierwsze dźwięki the cost of giving up wywołały pisk publiczności, po chwili ta wyśpiewywała słowa piosenki razem z wokalistką. Chwilę później Poppy zareagowała na informację o urodzinach, które obchodził ktoś z pierwszego rzędu i zaprosiła publiczność do wspólnego śpiewania. Po gromkim „Sto lat”, które wywołało uśmiech wokalistki, zamaskowani instrumentaliści rozpoczęli kolejny utwór. Po rockowym Public Domain i spokojnym Concrete zespół zagrał the center’s falling out z Negative Spaces. Bipolarność artystyczna piosenkarki z Bostonu trwała w najlepsze. Raz biała suknia kręciła się wkoło właścicielki jak w musicalu, raz w trakcie delikatnych partii wokalnych spokojnie zwisała przy statywie mikrofonowym.
Przerwy w metalowej baśni oznaczały szansę dla publiczności na skandowanie ksywy artystki, z których zebrani skrzętnie korzystali. Poppy przerywała tę reakcję, inicjując młyn na całą wielkość klubu. W drugiej części setu, scenę spowił gęsty dym. Dymiarki pracowały na pełnych obrotach podczas synthowej ballady crystallized oraz Time Will Tell. Mroczną atmosferę na nowo rozkręcił cover Bad Omens V.A.N. Poppy zakończyła muzyczną oczywistością – new way out natchnęło do śpiewania i zabawy całą Progresję.
Dwa muzyczne wilki żyjące w wokalistce walczyły ze sobą na scenie w Warszawie – ten swoisty wizerunkowy i dźwiękowy zgrzyt nadaje wyjątkowości występom Poppy. Spektakl w Progresji był stosunkowo krótki, bo trwał niewiele ponad godzinę. Amerykanka występuje jednak w Polsce relatywnie często. Dynamiczny rozwój jej kariery podpowiada, że „królowa metalu” wystąpi u nas ponownie już niebawem.
Setlista Poppy
Bruised Sky
BLOODMONEY
Scary Mask
the cost of giving up
Public Domain
Concrete
the center’s falling out
Anything Like Me
have you had enough?
crystallized
Time Will Tell
V.A.N
If We’re Following the Light
they’re all around us
new way out
- Eihwar – Warszawa (07.04.2026) - 17 kwietnia 2026
- WARGASM (UK): „Chcemy złapać błyskawicę do butelki” - 13 kwietnia 2026
- Poppy – Warszawa (27.03.2026) - 9 kwietnia 2026

