Przedłużenie majówkowego lenistwa, a jednocześnie rozpoczęcie weekendu to piąta edycja cyklicznych toruńskich koncertów pod szyldem Post Mortem, która odbyła się w ubiegły piątek. Jak zawsze wydarzenie miało miejsce w klubie NRD. Tym razem mogliśmy usłyszeć jedynie cztery zespoły, czyli o jeden mniej niż zazwyczaj. Już czwarty raz miałam okazję uczestniczyć w tym mini festiwalu i muszę przyznać szczerze, że jechałam kompletnie w ciemno. Podobnie zresztą jak podczas pierwszej edycji – nie znałam zbyt dobrze twórczości żadnego ze składów, jedynie kojarzyłam niektóre nazwy, a muzyka gdzieś mi się obiła o uszy. Do tej pory na żadnej z odsłon się nie zawiodłam. Jak było tym razem?
Wieczór na scenie rozpoczęli Panowie z ROSK. Mieszanka muzycznych emocji i uniesień, jaką zaserwowali była naprawdę powalająca. Całe spektrum dźwięków od ponurego ambientu, poprzez post-rockowe refleksje, aż po post-black metalową agresję sprawiały, że muzyka ze sceny nie ucichła ani na moment podczas całego występu. Muzycy w pełni poddawali się granym melodiom. Ciekawie wypadało połączenie dwóch wokali, które idealnie się dopełniały. Świetne uzupełnienie całego koncertu stanowiły projekcje rzucane na ścianę sceny. I byłoby idealnie, gdyby nie schrzanione nagłośnienie. Podkręcona gitara basowa oraz perkusja mocno biły po uszach i zagłuszały gitary oraz spokojniejsze partie wokalne, które zupełnie ginęły pod wypływem instrumentów. Naprawdę ogromna szkoda. Niemniej jednak klimat, jaki ROSK tworzą podczas występu, jak i sama muzyka przekonały mnie do tego, abym została do samego końca ich występu.
[ngg_images source=”galleries” container_ids=”772″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_thumbnails” override_thumbnail_settings=”1″ thumbnail_width=”80″ thumbnail_height=”50″ thumbnail_crop=”0″ images_per_page=”8″ number_of_columns=”8″ ajax_pagination=”0″ show_all_in_lightbox=”0″ use_imagebrowser_effect=”0″ show_slideshow_link=”0″ slideshow_link_text=”[Pokaz zdjęć]” template=”/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]Po przerwie ze sceny dało się słyszeć nieśmiałe post-rockowe nuty. To byli Ayden. Można było odpłynąć w instrumentalne kompozycje z debiutanckiego albumu poznanian zatytułowanego Identity. Nie było to może niesamowicie rewolucyjne czy przełomowe granie, jednak jego odbiór na żywo był w moim odczuciu całkiem przyjemny. Miło było się pokołysać. Moją uwagę przyciągały szczególnie żywsze i ostrzejsze motywy w muzyce Chłopaków. Tym bardziej że nagłośnienie podczas ich występu było już zdecydowanie lepsze. Zdecydowanie na plus wypadło także nawiązywanie kontaktu basisty z publicznością.
[ngg_images source=”galleries” container_ids=”769″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_thumbnails” override_thumbnail_settings=”1″ thumbnail_width=”100″ thumbnail_height=”50″ thumbnail_crop=”0″ images_per_page=”7″ number_of_columns=”7″ ajax_pagination=”0″ show_all_in_lightbox=”0″ use_imagebrowser_effect=”0″ show_slideshow_link=”0″ slideshow_link_text=”[Pokaz zdjęć]” template=”/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]Kolejnym „bezwokalnym” składem tego wieczora na scenie był MOAFT. Alternatywa regresywna, jak sami określają swoją twórczość, w ich wykonaniu na żywo była intrygującym doświadczeniem. Gitary brzmiały bardzo potężnie, rzęsiście i ciężko. Niektóre dźwięki były dosłownie połamane. Do ich niebanalnego brzmienia świetną oprawę stanowiło minimalistyczne oświetlenie – migające białe jarzeniówki. I gdyby nie ponownie skopane nagłośnienie, zostałabym prawdopodobnie na sali przez cały występ. Mimo, że może muzyka MOAFT nie trafiła w 100% w mój gust, to wzbudziła zainteresowanie. Ale i tak wróciłam na sam koniec występu, przywiedziona połączeniem sampli ze słowiańskim śpiewem z ich intrygującymi melodiami.
[ngg_images source=”galleries” container_ids=”770″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_thumbnails” override_thumbnail_settings=”1″ thumbnail_width=”100″ thumbnail_height=”50″ thumbnail_crop=”0″ images_per_page=”5″ number_of_columns=”5″ ajax_pagination=”0″ show_all_in_lightbox=”0″ use_imagebrowser_effect=”0″ show_slideshow_link=”0″ slideshow_link_text=”[Pokaz zdjęć]” template=”/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]Wiosenną edycję Post Mortem zamknął zespół O.D.R.A (chyba najlepiej nagłośniony ze wszystkich). Na sali zrobiło się duszno, ale jednocześnie żywiołowo i energicznie. Stonerowo-doomowe brzmienia z domieszką sludge’u rozruszały ludzi pod sceną. Przyznam szczerze, że nawet i mnie muzyka kapeli z Wrocławia nieco obudziła. Fajnie bujające kompozycje, utrzymane w średnio szybkich tempach z brudnym krzykiem wokalisty na czele, a z drugiej strony trochę monotonne – mniej więcej w 3/4 występu straciłam rachubę, czy dany kawałek już przypadkiem nie był grany przez zespół wcześniej.
[ngg_images source=”galleries” container_ids=”771″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_thumbnails” override_thumbnail_settings=”1″ thumbnail_width=”100″ thumbnail_height=”50″ thumbnail_crop=”0″ images_per_page=”6″ number_of_columns=”6″ ajax_pagination=”0″ show_all_in_lightbox=”0″ use_imagebrowser_effect=”0″ show_slideshow_link=”0″ slideshow_link_text=”[Pokaz zdjęć]” template=”/home/platne/serwer16360/public_html/kvlt/wp-content/plugins/nextgen-gallery/products/photocrati_nextgen/modules/ngglegacy/view/gallery-caption.php” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]Przy wcześniejszych relacjach wspominałam, że na Post Mortem prezentują się zespoły w zazębiających się stylistykach, każdy wybiera inne formy prezentacji, a co za tym idzie w odmienny sposób przekazują szerokie spektrum emocji. Nie inaczej było podczas piątej edycji i tej kwestii z pewnością nie można zaprzeczyć. Mimo wszystko gdzieś czuję niedosyt. Zdecydowanie mniej było tym razem kapel, które pozostawiły po sobie wrażenie tego ogromnego „WOW”. Do tego niestety momentami bolące wręcz nagłośnienie – to jednak największy mankament. Ale i tak wrócę na kolejne odsłony, jeśli tylko czas mi pozwoli, bo wiem, że jadąc nawet zupełnie w ciemno, będzie moment, który zaprze mi dech w piersiach.
- Debiutancki singiel zespołu Inanes - 28 grudnia 2020
- King Apathy – „Wounds” (2019) - 17 października 2020
- My Dying Bride – „The Ghost of Orion” (2020) - 8 marca 2020

