Natężenie wydarzeń koncertowych, które w Warszawie przybrało w ostatnim tygodniu kwietnia formę prawdziwego maratonu, mogło przerosnąć nawet najbardziej wytrwałych harcowników. Sam zdecydowałem się wziąć udział jedynie w dwóch eventach, zaplanowanych w weekend w stolicy (koncertach Primordial i Blood Incantation), jednak już to wystarczyło, by solidnie podładować emocjonalne akumulatory.
Do klubu Proxima trafiłem w sobotę w wprost z trasy, tuż po rozpoczęciu koncertu Above Aurora. Black metalowy trio od lat stanowi dla mnie pewnego rodzaju zagadkę. O ile bowiem pod kątem poziomu artystycznego, jakości wydawanych płyt oraz szczerości przekazu, kapela ma wg mnie predyspozycje, by stanowić w Polsce część black metalowej pierwszej ligi, o tyle (obserwując karierę składu) mam nieodparte wrażenie, że do pełni szczęścia wciąż czegoś zespołowi brakuje. Nie wiem, czy chodzi tu o wsparcie poważniejszej wytwórni, bardziej szumną i pozostającą w świadomości słuchaczy działalność marketingową, czy po prostu częstszą aktywność sceniczną (możliwe, że wszystkiego po trochu), ale wspomniane odczucie niewykorzystanego potencjału towarzyszyło mi również podczas koncertu otwierającego sobotni wieczór. W występie czuć było zaangażowanie, przyprawione odpowiednią dawką szatańskiej spalenizny, jednocześnie brakowało w nim jednak momentu mocniejszego szarpnięcia, stawiającego decydującą kropkę nad i. Pomocne w kwestii zwiększenia koncertowego impaktu mogłoby być zaangażowanie drugiego gitarzysty (w pokoncertowych rozmowach okazało się, że nie byłem w swoim spostrzeżeniu odosobniony), sensowniejsza oprawa sceniczna i nieco lepsze nagłośnienie. W zaprezentowanej w sobotę formie było ok, jednak bez efektu opadu szczęki.
Lepsze wrażenie pozostawił po sobie drugi występujący tego wieczoru skład. Pochodzący z Łodzi Odium Humani Generis widziałem wcześniej u boku Spectral Wound w Poznaniu i podobnie jak poprzednim razem, bawiłem się naprawdę znakomicie. Proste, bardziej klasyczne podejście do black metalu, prezentowane przez zespół, jest o tyle wdzięczne, że choć człowiek ma wrażenie nieustannego obcowanie z tą samą melodią, to jest ona jednocześnie tak intrygująca i angażująca, że nawet przez moment nie wzbudza przesytu i znużenia. Grupa zaprezentowała podczas koncertu numery z obu dotychczas wydanych płyt (nowe wałki siadły na żywca bardzo konkretnie) i choć nie sposób było przy nich uciec od skojarzeń i porównań (stara Furia zdaje się grać tam w co drugim dźwięku), nie od dziś wiadomo, że człowiek bawi się najlepiej przy nutach, które już zna. Bardzo przyjemny i pozytywnie nastrajający na występ gwiazdy wieczoru koncert.
Primordial, który dał moim zdaniem jeden z najlepszych występów zeszłorocznego Summer Dying Loud, przywitany został w Warszawie – mimo umiarkowanie licznej publiki – bardzo przyzwoicie. Irlandczycy, czując pozytywny odbiór i wyraźne zaangażowanie słuchaczy, odpłacili się zgromadzonym w Proximie pięknym za nadobne. Setlista (w odpowiednio rozszerzonej formule) była wprawdzie zbliżona do tej zagranej w Aleksandrowie Łódzkim, nie przeszkodziło mi to jednak w pełnym oddaniu się koncertowym emocjom. Zespół nie omieszkał zaprezentować swoich flagowych atutów, z niesamowitą autentycznością, niepodrabialnym klimatem i charyzmą, bijącą od swojego lidera na czele. Pięści w wyrazie bojowego nastawienia poszły w górę już przy otwierającym As Rome Burns, nogi rwały się do tańca w Victory Has 1000 Fathers, Defeat Is an Orphan i To Hell or the Hangman, piękne refreny wykrzyczane były podczas The Golden Spiral oraz obowiązkowego The Coffin Ships, by pozwolić emocjom osiągnąć swój oczywisty punkt kulminacyjny przy finałowym Empire Falls. Zespół mimo upływu lat wciąż może pochwalić się doskonałą formą (w przypadku Alana także wątroby, bo opracowana przez niego podczas koncertu pokaźna flaszka mogłaby bez trudu wyjaśnić niejednego wojownika wódy) oraz umiejętnością wytworzenia autentycznej synergii z fanami. Ci obdarowywani byli nią przez niemal dwie godziny, co już samo w sobie budziło uzasadniony podziw. Koncert zakończył zagrany na bis Sons of the Morrigan (choć sam liczyłem po cichu na Gallows Hymn), zostawiając słuchaczy z wyraźnymi śladami pozytywnego zmęczenia na twarzach. Mógłbym rzecz jasna kręcić nosem na średnio udane nagłośnienie w klubie (choć jak na warunki oferowane przez warszawski przybytek wielkiej tragedii nie było), uśmiechać się życzliwie na skierowane do publiczności, powtarzalne gesty Avrilla, czy litować się nad losem zaczepianych przez niego zadziornie kompanów (biedny Pól MacAmlaigh), ostatecznie jednak koncertowy entuzjazm, buzujący w moich żyłach jeszcze na długo po zakończeniu sobotniego koncertu, przyćmił wszystkie możliwe mankamenty.
Sing to the slaves that Rome burns!
autorką zdjęć jest Wiktoria Wójcik.

- Angrrsth – Złudnia (2025) - 12 grudnia 2025
- Post Mortem #19 – Toruń (29.11.2025) - 10 grudnia 2025
- Owls Woods Graves, Above Aurora, Garota – Toruń (25.11.2025) - 3 grudnia 2025
Tagi: above aurora, foto, kvlt, kvltmagazine, live, Odium Humani Generis, Primordial, proxima, relacja, review, Winiary Bookings.






