Site icon KVLT

Riverside, Collage, Mick Moss – Warszawa (21.08.2021)

20-lecie istnienia takich grup jak Riverside to zawsze powód do poczynienia pewnych refleksji, gdzie to się wszystko zaczęło i jak zmieniała się ich muzyka. Przecież jeszcze nie tak dawno koncertowali na deskach starej Progresji, w nieco skromniejszym anturażu, a tymczasem stuknęła im sceniczna dwudziestka. No właśnie, nie tak dawno. W ciągu 20 lat zmienia się niezwykle wiele, od małych do diametralnych zwrotów akcji, ale kunszt, profesjonalizm i najzwyklejsza w świecie miłość do grania przed tłumami, małymi czy stadionowymi, w przypadku Riverside zostają. Mogłabym parę peanów jeszcze napisać, ale są zbędne. Nigdy nie widziałam złego koncertu tejże grupy. Przyznam, że ta pewnego rodzaju pewność co do jakości wieczoru w ich towarzystwie jest bardzo wygodna.

Celebrowanie 20-letniej działalności zespołu odbyło się w plenerze, w związku z trwającymi obostrzeniami to najlepsza z możliwych opcji. Trzecim z czterech przystanków mini-trasy była Letnia Scena Progresji w Warszawie. Headlinera wsparli Mick Moss znany z Antimatter i Collage. Godziny koncertów były wyjątkowo wczesne, schyłek lata jednak sprzyja atmosferze takich wydarzeń, szczególnie kiedy stopniowo zapada zmrok, a scena z występującym na niej zespołem staje się najważniejsza. Tyle z formalności.

Tak się zdarzyło, że Riverside widziałam w tym roku dwa razy, pierwszy na inauguracji trasy po Polsce, która miała miejsce w Gdańsku, na finał pierwszego dnia United Arts Festival. O ile wrażenia na temat samego festiwalu mam różne, tak koncert Riverside wypadł bardzo dobrze i w tym miejscu to trochę zgrubny ogólnik, ale fakt jest faktem. Warto zaznaczyć, że był to pierwszy po-pandemiczny występ grupy po niemal dwóch latach. Czuć było pewną ekscytację muzyków, na pewno nie tremę, a już radość stęsknionej publiki była nieoceniona (zdjęcia i relacja z festiwalu niebawem).

W Warszawie nie było inaczej. Euforia, charyzma, mnóstwo energii scenicznej i doskonały repertuar – i mamy całą relację. Fantastycznie spisał się Mariusz Duda jako wodzirej całego wieczoru. Nie zabrakło zabawnych interakcji z publiką, wstawek i wspominek, szczególnie odnośnie początków zespołu. Na temat setlisty nie bardzo muszę się wypowiadać, całość była mocno przekrojowa – od najstarszych do premierowo wykonanych dwóch nowych utworów. Świetnie wypadł Escalator Shrine z gitarowo-klawiszowym tańcem Maćka Mellera i Michała Łapaja, podobnie z fantastycznym, pokaźnym Second Life Syndrome, podczas którego swoje 5 minut miał też realizator światła scenicznego. Klasycznie Towards the Blue Horizon zadedykowano pamięci Piotra Grudzińskiego, plus wyjątkowo pięknym momentem była końcowa prezentacja zespołu przez Mariusza i wspomnienie także Piotra.

To był dobry wieczór, pełen dobrych emocji, w bardzo dobrym, sprawdzonym gronie.

Do następnego!

Setlista:

The Same River
#Addicted
Rainbow Box
02 Panic Room
Towards the Blue Horizon
Escalator Shrine (with Deep Purple’s Black Night snippet)
Time Travellers
Lament
(Unknown)
(New Song)
Egoist Hedonist
We Got Used to Us
The Depth of Self-Delusion
Second Life Syndrome
Bis:
Left Out
The Curtain Falls

Zdjęcia: Martyna Seth Pawłowska

 

Latest posts by Joanna Pietrzak (see all)
Exit mobile version