Stoned Jesus, Dopelord, the Abbey – Poznań (01.11.2024)

W dzień Wszystkich Świętych wybrałam się na ceremonię ciężkiego brzmienia, gdzie w ofierze przeklętym duszom został podarowany kocioł posępnych i pokrętnych pogłosów.

Wieczór rozpoczęli Finowie z The Abbey, których chwytliwe melodie przeplatały się z ciężkimi doomowymi riffami. Nazwa grupy zainspirowana jest opactwem Thelemy, miejscem eksperymentalnych praktyk duchowych zgodnych z hedonistyczną filozofią Aleistera Crowleya, i zespół ma zamiar kontynuować to okultystyczne dziedzictwo. Pieczarę 2progów wypełniła zatem gęsta, rytualna atmosfera. Ich muzyka prezentowała klasyczne doomowe wzorce ze sporą miarą elegancji. Złośliwe mary zarzuciłyby jednak, że w ich stoner rocku więcej było czuć rocka niż stonera. Póki co zespół ma skromną dyskografię, ale powiększy się ona o drugi album już w lutym przyszłego roku. Nie oznacza to jednak, że są to świeżaki, większość członków zespołu błąka się po scenach już od kilkunastu lat.

The Abbey – facebook & instagram

Zdecydowanie widać było jak atmosfera się zagęściła, gdy na scenę weszli uzależnieni od czarnej magii Dopelord z naszego rodzimego podwórka. Stonerowy kwartet zgromadził pod sceną wielu fanów, którzy rytmicznie tupiąc wykrzykiwali maniakalnie Heil Satan!, a następnie z przymrużonymi oczami kołysali głowami odurzeni gazem ze stonerowej butli toczonej ciężkimi riffami. Mroku (Grzegorz Pawłowski) dosłownie zaserwował solówkę, grając na butelce piwa. Przetrwała niezbita, za to podbita chwytliwymi refrenami w wykonaniu Pawła „Miodka” Mioduchowskiego, który ku mojemu niepocieszeniu pozbył się swoich pięknych warkoczy – ostatnio widziałam go z nimi wywijającego na scenie Octagon w trakcie Brutal Assualt 2024 (klik). Jeden z nadgorliwych fanów w pierwszym rzędzie wykrzykiwał w przerwie między utworami zaklęcia, które tylko on sam był w stanie zrozumieć, co Piotr Zin skwitował słowami „Spokojnie, zmęczymy go”, rozstawiając publiczność do ściany śmierci.

Dopelord – facebook & instagram

Dopelord, fot. Zoja Wasylczuk

Tygiel zaczął coraz intensywniej kipieć. Na scenie pojawiły się główne postaci tego przeklętego święta. W końcu ta trasa została zorganizowana z okazji 15-lecia zespołu, ikonicznego już w świecie stonera. Ukraiński Stoned Jesus na stałe wdarł się do świadomości fanów walcowatego brzmienia z psychodelicznym morfem. Rozlali się leniwie na scenie z pomocą Bright Like The Morning, przez co przed chwilą grający Dopelord wydali się o wiele bardziej burzliwi, a nawet agresywni. Igor Sidorenko, frontman, założyciel zespołu i guślarz tego wieczoru, swoją niezłomną energią i zawadiacką postawą porwał publikę. Kolejne, coraz bardziej rozciągnięte, psychodeliczne ilustracje muzyczne pojawiały się w zamglonych umysłach słuchających. Zagrane pierwszy raz od 6 lat Silkworm Confessions zostało przyjęte z dużym entuzjazmem, a następne Thoughts and Prayers z najnowszej płyty wygładziło bounce pod sceną. Cały występ okazał się o wiele cięższy niż można by się tego spodziewać, słuchając ukraińskiego trio na studyjnych nagraniach. Zostaliśmy pożarci przez psychodeliczne, ekspansywne riffy, by na sam koniec wypluto nas za sprawą fragmentu z czołówki kultowego serialu „Friends”, czyli „I’ll be there for you” The Rembrandts, które w swojej groteskowej abstrakcji pozwoliło mi się obudzić z tego stonerowego letargu.

Stoned Jesus – facebook & instagram

(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .