HappyDying Productions, Chroma Music, Piąty Dom w Katowicach – powiązanie tych trzech nazw w ramach jednego eventu stało się już gwarancją świetnego koncertu. Nie wystarczy? Jako dowód – zestaw trzech zespołów, które w sobotę 22 marca zaprezentowały się w katowickim klubie: Taxi Caveman, Neon Müd oraz Astral Nomad. Już wierzycie, że po raz kolejny było cudnie?
Wieczór rozpoczął się bardzo stonerowo, bo od półgodzinnego opóźnienia, po którym na scenie wreszcie pojawili się dżentelmeni z Astral Nomad. Pojawili i z miejsca porwali mnie w kosmos, czym zapewnili sobie u mnie status „wygranych wieczoru”. Niespieszne tempa, srogo gruzujące uderzenia, niemała dawka psychodeli, transowości i riffów tak pięknych, jak na stoner przystało – idealne granie do dryfowania w przestrzeni i naprawdę wysokich lotów. Chciałem od razu po wydarzeniu nabyć ich EPkę NOMAD-1, z różnych powodów mi się nie udało, mam nadzieję, że kolejnym razem (oby szybko) uzupełnię swoją kolekcję.
Po tak rewelacyjnym starcie katowickiego przystanku trasy Taxi Caveman i Neon Müd, przed zadaniem przeskoczenia wysoko zawieszonej poprzeczki stanęli ci drudzy – a przynajmniej tak myślałem, gdy wchodzili na scenę. Szybko jednak porzuciłem kwestię porównywania obu formacji, gdyż Neon Müd stoner postanowili ugryźć od innej, zdecydowanie bardziej rockandrollowej strony. Było więc szybko i bardzo energicznie, muzyka ta wycelowana jest przynajmniej w tupanie nogą oraz ewentualne machanie głową – i wypadło to bardzo przyjemnie. Nawet fakt, że nie zawsze docierał do mnie trochę odstający poziomem od warstwy muzycznej wokal przyjąłem z zadowoleniem. Doceniam też wyjątkową prezencję sceniczną zespołu – jeśli Astral Nomad byli największymi wygranymi sobotniego wieczoru, to Neon Müd zdecydowanie zostali królami stylówy.
Taxi Caveman widziałem na jednej z edycji Summer Dying Loud i przyznaję, że chyba zapamiętałem ich albo trochę inaczej, albo po prostu niewystarczająco (ach te festiwale…), bo urwanego łba od pierwszych uderzeń w struny gitar się kompletnie nie spodziewałem. Choć trio zaprezentowało też kilka nieco bardziej przestrzennych i wolniej płynących numerów (te akurat najbardziej przypadły mi do gustu), to większość ich setu była gruzowaniem na pełnej petardzie. Świetne, wciągające granie, przy którym nie tylko nóżka chodzi, doskonale dopasowane do sobotniego towarzystwa – to w telegraficznym skrócie. Formacja wyróżniła się na pewno drobnymi rekwizytami scenicznymi (dwa świecące koguty „TAXI”) oraz niesamowicie płynnym i profesjonalnym poradzeniem sobie z problemami technicznymi trapiącymi ich w początkowej części występu – szacun. A, no i coverem School Nirvany zagranym na zakończenie wieczoru, niestety dosyć wiernym oryginałowi, liczyłem na jakiś stonerowy odjazd.
Głupio mi się powtarzać, jednak jak po każdej wizycie w Piątym Domu, zobowiązany jestem napisać to ponownie – opuszczałem katowicki klub bardzo zadowolony. Do mojej listy obserwowanych kapel dołączył Astral Nomad, który po prostu przyćmił znacznie bardziej doświadczonych kolegów. Chętnie ponownie spotkam się z tą grupą, podobnie zresztą jak z pozostałymi występującymi w sobotę zespołami. W chwili gdy to piszę, trasa nadal trwa – jeśli jeszcze się zastanawiacie, czy kupić bilety na któryś z pozostałych koncertów, to mocno zachęcam.
- Königreichssaal – „Loewen II” (2025) - 26 stycznia 2026
- Asteriæ – „Miejsce, które nazywam sobą” (2025) - 22 stycznia 2026
- SaintSombre – „Earth/Dust” (2024) - 12 stycznia 2026
Tagi: Astral Nomad, Chroma Music, HappyDying Productions, katowice, Neon Mud, Piąty Dom, taxi caveman.






