Poniedziałek nie jest dobrym dniem na koncert – mówili, djent to taki współczesny za bardzo eksploatowany metal – mówili, trzy zespoły to trochę dużo, ale pomiń supporty – mówili. Pięknie, wszystkie porady należy dokładnie rozważyć, a następnie zrobić zupełnie na odwrót. 4 lipca br. w Klubie Hydrozagadka miało miejsce ciekawe zjawisko, bowiem wybrałam się na koncert Brytyjczyków z Monuments, licząc na westchnienia pod kątem progresywno/djentowych brzmień, a tymczasem spore wrażenie wywarli na mnie Panowie z Materii.
Zanim przejdę do konkretów, zacznę od końca. Czasowo cały gig nie był długi (ok. 2,5 godziny), a rozpoczął się z ponad godzinnym opóźnieniem w stosunku do zapowiadanego. Niby nic nowego, ale dość długo muzycy kazali na siebie czekać. Na szczęście warto było się pomęczyć.
Zwieńczeniem tych mąk mieli okazać się muzycy z Monuments, często określani mianem rewelacji na scenie metalowej, oprócz djentów ze specjalnym namaszczeniem kolejnego nowego brzmienia pt. mathcore. I rzeczywiście zagrali potężnie – połamane tempo, groove, mięsiste gitary i świetny, bardzo czysty wokal Chrisa Baretto. Nie zagłębiam się specjalnie w historię Pana Baretto z Periphery i jego zakorzenienia w końcu w „monumentach”, ale porównując wokale, świadomie jestem w stanie stwierdzić, że obecny „peripherian” Soleto wypada dobrze studyjnie, zaś koncertowo już niekoniecznie. Baretto zwyczajnie mocno zaskoczył mnie brakiem fałszów! Dlaczego? Kto był Hydrozagdace i widział interakcje muzyk-fan, próbował przeżyć pod sceną i jeszcze nie-daj-boże popływać na publice (a tego wieczoru wszystkie punkty zostały odhaczone), doskonale wie, że warunki są – delikatnie mówiąc – surowe, jak na popisy wokalne. Wykony „Origin of Escape”, „Atlas” czy „I, The Creator” z ostatniego albumu „The Amanuensis” zabrzmiały wyjątkowo dobrze i podchwyciły tłum do szaleństwa, a tłum podchwycił Baretto na swoje barki (chodzenie po suficie – level master). Nie zabrakło też akcentów z pierwszej płyty „Gnosis” w postaci numeru „Degenerate” i „Empty Vessels Make The Most Noise” oraz zabawy z publiką w „przykuc-wyskok-młynek” w „Regenerate”. Szkoda, że set był dość krótki (ok. 50 minut), a w apogeum rozgrzanej publiki bisów zabrakło.
Przed „rewelacją” wystąpiła inna niespodzianka wieczoru, a mianowicie zespół Materia ze Szczecinka. Nie udało mi się załapać wcześniej na cały koncert rzeczonych muzykantów, a bardzo żałuję, bo tym razem pokazali kawał dobrego core’owego grania. Przede wszystkim technicznie to była istna bomba zegarowa. Gitarzyści – Tadeusz Piesiak, który dumnie oznajmił, że na reakcje szalejącej publiki kac-niemoc zniknął jak ręką odjął, i Adrian Dubiński – pokazali na czym polega warsztatowe doskonałe zgranie. Wszystkie dźwięki w punkt, wokal i screamy bez zarzutu. Frontman Michał „Mihu” Piesiak pokusił się o kokieterię, jakoby publika warszawska dużo widziała, więc nie łatwo ich porwać, a tu takie zaskoczenie. Panowie! Odwiedzajcie Warszawę jak najczęściej! Czapki z głów, włosy w ruch. Zdecydowanie ostatnia, promowana koncertowo płyta Panów z Materii „We Are Materia” jest warta większej uwagi, niż sądziłam.
Skoro zbliżamy się do końca, to jeszcze słowo o początku. Poniedziałkowe hydrozagadkowe przedsięwzięcie otworzyli miejscowi muzycy z The Black Hearts. Niewiele mogę rzec na temat setu „warszawskich cwaniaków”. Na pewno zadanie rozgrzania publiki mieli utrudnione, ponieważ trzy zespoły djentowo/mathcore’owo/metalowe na jeden wieczór to rzeczywiście nie mało. Jednak całkiem sympatyczna to grupa i tyle jestem w stanie powiedzieć o ich muzyce – sympatycznie. Czemu tak okrojona wersja? Bo kiedy weszła Materia, szczęka opadła, a w trakcie setu Monuments była zbierana. Nie mniej jednak, być może w innym zestawieniu sympatyczne granie The Black Hearts zwróci moją uwagę. Nie tym razem.
Do następnego!
The Black Hearts
Materia
Monuments
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

