Drugi przystanek Przebudzenia Tyranów był pierwszym muzycznym wydarzeniem, jakie miałem okazję obejrzeć na żywo w 2022 roku. Oprócz Vader, Dopelord i Mentor, czyli trzech zespołów, które w lutym tego roku odwiedziły 10 polskich miast, w Warszawie wystąpił także gość specjalny – uznany, death metalowy skład Azarath. Przyznaję, że miałem względnie niewygórowane wymagania co do trasy: chciałem zobaczyć sprawnie zagrane występy wyżej wymienionych grup, ale nie nastawiałem się na nie jak na wyczekiwany przez wiele miesięcy przyjazd muzyków z zachodu. Z niekrytą satysfakcją stwierdzam, że każdy z zespołów był tego wieczoru w znakomitej kondycji koncertowej, a zaplanowane przez artystów niespodzianki spotęgowały dobre wrażenia. Klub opuszczałem bardziej zadowolony, niż mógłbym się tego spodziewać.
Niestety moja wizyta w Progresji rozpoczęła się przyjazdem na miejsce z kilkuminutowym opóźnieniem, które wydłużyło się dodatkowo z powodu kolejki do listy akredytacyjnej. Dane mi było zobaczyć jedynie około kwadrans z półgodzinnego występu Mentora. W setliście przeważały utwory z najnowszego wydawnictwa grupy, Wolves, Wraiths and Witches. Koncert był dokładnie taki, jak sobie go wyobrażałem: szybki, energiczny, agresywny, ale niestety trochę za cichy. To dlatego, że akustycy, realizując względnie wcześnie występujące supporty, często wykorzystują jedynie część mocy sprzętu nagłośnieniowego. To standardowa sytuacja, uzasadniona chociażby stopniowo gromadzącą się pod sceną publicznością – nie było potrzeby, by w klubie było głośniej. Życzyłbym sobie również, żeby gitara basowa była bardziej uwypuklona w miksie: na ostatniej płycie Mentora bas pięknie warczy, a w Progresji zrealizowano go dosyć standardowo, na drugim planie. Nie zmienia to faktu, że zespół w pełni wykorzystał możliwości swojego „slotu” na trasie i pozostawił po sobie dobre wrażenie. Na szczególne uznanie zasłużył występujący pod pseudonimem King of Nothing wokalista, który stale skupiał na sobie spojrzenia odbiorców, będąc w ciągłym ruchu, nie wypadając z tonacji i nie poświęcając przy tym własnej kondycji wokalnej. Z pewnością będę chciał usłyszeć tę grupę na koncercie nie raz i mam nadzieję, że nastąpi to jeszcze w tym roku.

Zdjęcia: Aleksander Honc
Setlista:
We Dig
Sometimes Dead Is Better
Gimme Yer Blood
Dance of the Dead
Sealed in a Tomb
Scarecrow Fields
Satan’s Snake-handlers
Equal in the FIre
Tub of Toxic Waste
Fed After Midnight
Gather by the Grave
Następni na scenie byli muzycy z Dopelord. W moim odczuciu to właśnie oni wygrali konkurs na najlepszy występ tego wieczoru, przebijając nawet pieczołowicie zrealizowane show wyposażonego w pirotechnikę headlinera trasy. Już po pierwszym zagranym utworze brzmienie wykręcone przez nagłośnieniowców Dopelord było selektywne, chwilami zbliżające się do klarowności studyjnej, a pod względem sonicznym miażdżące i wgniatające publiczność w ziemię. Nie chciałem przegapić żadnej wysmakowanej solówki gitary. Miks doom metalu i stonera, którym para się zespół, na żywo broni się fenomenalnie. Siermiężne, chwytliwe riffy mimowolnie zostają w głowie, a dobrze skonstruowana setlista zapewniła odpowiednią immersję, pozwalając kolejnym kompozycjom swobodnie płynąć. Dopelord wydaje się być zespołem kompletnym, zwracającym uwagę na każdy z aspektów przygotowanego występu. Zresztą pod względem wykonawczym nie jestem w stanie tej grupie czegokolwiek zarzucić. Doskonale wypadły wałki z ostatniego dotychczas albumu zespołu, Sign of the Devil. Mowa tu o progresywnie rozwijającym się, melodyjnym Doom Bastards, mrocznym Hail Satan i wściekle szybkim Headless Decapitator. Ten ostatni zdecydowano się zagrać w ostatniej chwili, a to dlatego, że grupie pozostało kilka minut do wykorzystania przed zejściem ze sceny [co zresztą potwierdzono przez Instagram, w komentarzach pod zdjęciem setlisty – przyp. red.]. Największe wrażenie zrobił na mnie zamykający set Reptile Sun z krążka Children of the Haze. Numer ten w wersji na żywo brzmi jeszcze potężniej niż nagranie zarejestrowane na albumie. Warto zaznaczyć, że muzycy zadbali także o walory wizualne, takie jak odpowiednia stylówka ich ubioru (jeansy, kamizelki, spodnie dzwony i koszule w stylu hippie) czy też dekoracja statywów mikrofonowych kościanymi krzyżami, budzącymi skojarzenia z okultystycznymi rytuałami czarnej magii, co korespondowało z tekstami utworów.

Zdjęcia: Aleksander Honc
Miłym akcentem koncertu było niespodziewane przemówienie Piotrka Zina, basisty i wokalisty grupy. W chwili, gdy publiczność skandowała wymowne „napierdalać”, muzyk poprosił o zaprzestanie przeklinania, ponieważ na balkonie Progresji obecny był jego siedmioletni synek, oglądający zespół taty pierwszy raz w warunkach koncertowych. Co ciekawe, początkowo zebrani pod sceną słuchacze potraktowali jego prośbę całkiem serio, ponieważ bluzg zaczął milknąć. W przerwie między utworami Zin wyklarował, że jedynie żartował, a zgromadzeni wrócili do skandowania słowa na „n”. Prawdę mówiąc, dotychczas nie przepadałem za twórczością Dopelord. Niemniej, nim muzycy zeszli ze sceny, byłem kupiony i natychmiast stałem się fanem ekipy. Po wszystkim udałem się do stanowiska z merchem celem nabycia, jak się później okazało, za małego na mnie longsleeve’u.
Setlista:
Children of the Haze
Doom Bastards
Hail Satan
Addicted to Black Magick
Dead Inside
Headless Decapitator
Reptile Sun
Na kilka godzin przed setem Azarath grupa opublikowała na swoim Facebooku post sugerujący, że wieczorem za bębnami zasiądzie Inferno. Tak też się stało, a gdy słynny muzyk przywitał się ze zgromadzoną tego wieczoru publicznością, słuchacze uraczyli go wyjątkowo żywiołową reakcją. Perkusista koncertuje z Azarath stosunkowo rzadko, a konkretniej – wyłącznie w przypadku braku zobowiązań wobec Behemoth [na żywo grupę wspiera głównie Adam Sierżęga, będący zresztą technicznym Inferna – przyp. red.]. Koncert rozpoczął się krótkim intrem pirotechnicznym, które odczuwalnie podbiło temperaturę powietrza w sali prawie w całości wypełnionej metalowcami. Po chwili rozpętało się oczekiwane piekło: scenę skąpano w blasku czerwonego światła, a przez następne 50 minut w Progresji trudno było złapać oddech między niekończącymi się blastami i ultraszybkimi riffami.
Początkowo akustycy nie byli w stanie zapewnić słuchaczom odpowiedniej klarowności i selektywności brzmienia poszczególnych instrumentów. Dźwięki trzech pierwszych wykonanych kompozycji zlewały się ze sobą w wielką plamę gęsto granych po sobie nut. Na szczęście z czasem było już tylko lepiej – odbiór drugiej połowy występu w kwestii realizacji dźwięku nie budził większych zastrzeżeń. To właśnie wtedy udało mi się zweryfikować zasłyszane tu i ówdzie opinie o koncertowej potędze Azarath. Okazało się, że ludzie porównujący występy grupy do buldożera, który niszczy wszystko, co napotka na swej drodze, nie kłamią. Przez niespełna godzinę stałem jak wryty, obserwując kontrolowany chaos mający miejsce na deskach klubu. Przed zamykającym przekrojową setlistę Beyond the Gates of Burning Ghats – również okraszonym pirotechniką, co w połączeniu z pokazem wstępnym stworzyło swoistą klamrę – wokalista i gitarzysta, Skullripper, zadedykował ostatnią kompozycję nieodżałowanemu Romanowi Kostrzewskiemu. Po wszystkim, bez przeciągania, muzycy po prostu opuścili scenę. Obecny na koncercie swojego przyjaciela Nergal w relacji na Instagramie napisał o Azarath: „death metal at its finest”. W tym przypadku nie śmiem się z nim nie zgodzić.

Zdjęcia: Aleksander Honc
Setlista:
Whip the Whore
Baptized in Sperm of the Antichrist
For Satan My Blood
Christscum
Infested With Sin
Devil’s Stigmata
Beyond the Gates of Burning Ghats
Vader wkroczył na scenę bez zapowiedzi czy witania się z publicznością. Natychmiast usłyszeliśmy riffy otwierające Wyrocznię Kata. Od pierwszych dźwięków coveru wypełniona szczelnie ludźmi Progresja skandowała tekst tego thrashmetalowego klasyka. Następnie pogrążony w ciszy zespół opuścił deski klubu. Dopiero wtedy z głośników zaczęło wydobywać się intro zwiastujące to, co miało nadejść.
Na początku usłyszeliśmy taki klasyk jak Dark Age z debiutanckiego, obchodzącego w tym roku trzydziestolecie The Ultimate Incantation. Zaraz po nim „poleciał” tytułowy numer z Black to the Blind. Pełni energii muzycy zafundowali odbiorcom prawdziwe show, oddając się headbangowi i zachowując się na scenie tak, jak każdy zespół grający szybkie odmiany ekstremalnego metalu zachowywać się powinien. Jedynie Hal wydawał się trochę bez sił. Jeżeli basista przeziębił się i oszczędzał możliwości na pozostałe osiem dat współtworzących trasę, to i tak dał z siebie sporo, chociażby poprzez wielokrotny headbang. Dodajmy, że regularne wystrzały języków ognia czy wysokie, długotrwałe słupy płomieni powodujące wzrost temperatury w klubie z pewnością nie polepszały jego sytuacji. Peter w przerwach między segmentami złożonymi z kilku utworów pozwalał sobie na odrobinę konferansjerki. Lider legendarnej grupy zaznaczył, że 2022 to rok jubileuszowy dla aż trzech wydawnictw z dorobku Vadera. Mija ćwierć wieku od premiery Black to the Blind, co zespół upamiętnił nie tylko tytułowym kawałkiem, ale również, rzecz jasna, zaprezentowaniem równie kultowego Carnal.

Zdjęcia: Aleksander Honc
W Warszawie zagrano łącznie aż 21 utworów. Mniej więcej w połowie Peter w hołdzie dla Romana Kostrzewskiego przypomniał zgromadzonym, że legendarny frontman będzie z nami tak długo, jak jego poezja oraz pozostałe dokonania będą przez nas pamiętane. Lider Vadera odniósł się także do śmierci Andrzeja Nowaka, współzałożyciela równie kultowego TSA, który tak jak i Kostrzewski odszedł na początku 2022 roku. Wówczas na scenę zaproszono znanego z Black River, Rootwater i Neolithic Macieja Taffa, który swoim nietuzinkowym, jedynym takim w Polsce wokalem, wykonał dociążoną wersję Heavy Metal World. Wyszło fenomenalnie! I to właśnie ten fragment koncertu był dla mnie jednym z pamiętnych momentów, w których odczułem jedność rodzimych metalowców na własnej skórze.

Zdjęcia: Aleksander Honc
Czas na krótkie omówienie technikaliów. Od początku do końca około półtoragodzinnego występu Vadera, uzyskany przez techników dźwięk był selektywny i zwarty, solówki wyraźnie się przebijały, a jedynym mankamentem, jaki odnotowałem, był problem z jedną z gitar Marka „Spidera” Pająka. W trakcie coveru TSA muzyk zmuszony był przebiec z jednej strony sceny na drugą, by dzięki pomocy swojego technicznego sprawnie zamienić wadliwy instrument na inny.
Jestem przekonany, że wyłącznie malkontenci nie byli zadowoleni kondycją Vadera z Przebudzenia Tyranów. Zresztą ci bardziej markotni złośliwcy twierdzą, że kto widział zespół Petera raz, ten widział każdy koncert jego ekipy. Nie zgadzam się z tą tezą. Dzięki pirotechnice, coverom i okolicznościowej setliście, trasa zorganizowana przez Left Hand Sounds, Massive Music oraz Knock Out Productions przebiła wszystkie wydarzenia, na których widziałem wcześniej Vader, razem wzięte – a i one stały na wysokim poziomie. Tym razem było po prostu wyjątkowo. Niniejszym przeżyłem kolejną z koncertowych nocy, które trzeba zapamiętać.
Setlista:
Wyrocznia (Kat cover)
Dark Age
Black to the Blind
Silent Empire
Blood of Kingu
Reborn in Flames
Shock and Awe
Into Oblivion
Heavy Metal World (TSA cover + Maciej Taff)
Epitaph (For Humanity)
Whisper
Revelation of Black Moses
Triumph of Death
Carnal
Tyrani Piekieł
The Wrath
Die!!! (Giń Psie)
Przeklęty Na Wieki
Wings
Encore:
Sothis
Cold Demons
Zdjęcia autorstwa Aleksandra Honca. Po więcej zapraszamy do naszych galerii – Mentor, Dopelord, Azarath, Vader.
- Kreator, Carcass, Exodus, Nails – Warszawa (15.04.2026) - 23 kwietnia 2026
- Pełny lineup PSYCHEDELIC NIGHT VOL.2 w Lublinie, bilety już w sprzedaży - 22 kwietnia 2026
- Czernina — „Oszukać Listopad” (2025) - 21 stycznia 2026







