Mam w zwyczaju pisać relację z koncertu na świeżo, dzień po wydarzeniu. Nawet nie w tym rzecz, że coś może uciec z pamięci – naprawdę udany występ pozostaje z nami na długo. Rzecz raczej w tym, że w zalewie imprez i koncertów na trasie, zainteresowanie konkretnym show ze strony ewentualnego czytelnika szybko przemija. Pamiętacie jeszcze czasy mnogości wyboru? Tylko budżet i brak czasu był ogranicznikiem, bo przecież nie wielość opcji. Kto by tam zatem chciał czytać o koncercie sprzed trzech dni, gdy kolejne na horyzoncie.
A jak napisać relację z koncertu Wardruny, którego właściwie nie było? Bo jakże tak, nie do końca live (całość została nagrana i zmontowana wcześniej), no i bez publiczności? Wiem, takie czasy, ale mimo wszystko mamy do czynienia z pewnym substytutem. Ale gdy się nie ma co się lubi… Nie można jednak odmówić całemu przedsięwzięciu profesjonalizmu. Kto śledził zapowiedzi i wypuszczone teasery, ten wiedział, że można spodziewać się show zrealizowanego z pompą i starannością. Nie oznacza to, że było efekciarsko. O sile muzyki Wardruny decyduje wszak pewien klimat, a ten buduje się oszczędnymi środkami, wykorzystywanymi z precyzją.
Wardruna. First Flight of the White Reaven – koncert udostępniony był 26-28 marca posiadaczom e-biletu i jako jednorazowe wydarzenie, budził zainteresowanie. Komu mało, ten mógł dawkować więcej niż raz. Ja zasiadłem w ostatniej chwili, w niedzielny wieczór, z paroma znajomymi. Rozkładany ekran, naprawdę dobry sprzęt hi-fi, świece, szklaneczka czegoś mocniejszego, by wypić za pomyślność braci w Valhalli. Było sympatycznie, momentami magicznie, ale jednak trudno było odczuć, że uczestniczy się w wydarzeniu live.
Na scenie Einar Salvik, Linda Fay-Hella i Katrinse Stenbekk, HC Dalgaard, Eilif Gundersen, Arne Sandvoll, John Stenersen. Skupieni, bez zbędnych gestów (nie licząc lekko narkotycznych pląsów wokalistek), z szamańską siłą wyrazu. Światła w tyle, by wydobyć z mroku tajemnicę, a nie ją rozproszyć. Wszystkie te perkusjonalia (od prostego kija) nadały koncertowi charakteru rytuału, podobnie jak chóralne zaśpiewy. Było to doświadczenie intensywne i choć sam koncert do najdłuższych nie należał, potrafił wciągnąć. A Einar zresztą ekipy zbudował pewną dramaturgię. No i przynajmniej nie można było ponarzekać na nagłośnienie.
Setlista też przygotowana z wyczuciem. Oczywiście nie mogło zabraknąć kompozycji z promowanej płyty Kvitravn, ale Wardruna przypomniała utwory ze wszystkich swoich płyt. Obok najnowszych singli (Skugge, Grá, Vindavlarliod i Kvitravn) klasyki z poprzednich albumów, w tym Raido, najbardziej kameralny, bo zaśpiewany przez Salvika wyłącznie przy akompaniamencie liry skaldyczny utwór Völuspá (jest coś czarodziejskiego w tym monotonnym bajaniu o czasach wielkich czynów i nordyckich bogów), zawsze robiący wrażenie finał w postaci Helvegen. Tutaj nie można się do czegokolwiek przyczepić – Wardruna w hipnotycznej pigułce. Całość dopełnił krótki, prezentowany na początku wywiad z Einarem, o życiu i inspiracjach. W przerwach między utworami trochę informacji o poszczególnych numerach.
Nie będę rozdrabniał się, wchodził w szczegóły. Wierzę, że kto nie widział i nie słyszał, zrobi to któregoś dnia na Blue-Rayu choćby. Czy 160 zł za takie atrakcje to dużo? Biorąc pod uwagę koszty realizacji, pewnie nie. Z drugiej strony chyba jednak lepiej wydać takie pieniądze na CD, koszulki, inne gadżety, wspomagając w ten sposób artystów. Niemniej jednak pozytywne, a nawet pełne zachwytów komentarze po koncercie przeważały. Wypada zatem uznać taką formułę za udaną – przynajmniej dla niektórych. Dobrze, że jest choć taka opcja. Każdy może skalkulować, czy gra jest warta świeczki. a ilu fanów, tyle opinii.
Czy było to wyjątkowe wydarzenie? Z pewnością. Wręcz bezprecedensowe dla Wardruny. Czy chciałbym jeszcze? Chyba nie, bo wolałbym prawdziwy koncert. By poczuć ten trans, jedność z artystą, rytualne wibracje, by rzeczywiście zatracić się w dźwiękach i wspólnotowym przeżywaniu muzyki. Widziałem, że Einar Salvik zapowiedział już gigi na… 2022. Doczekamy!
Setlista:
1. Kvitravn
2. Skugge
3. Solringen
4. Bjarkan
5. Raido
6. Voluspá (Skaldic Version)
7. Isa
8. UruR
9. Grá
10. Vindavlarljod
11. Rotlaust tre fell
12. Fehu
13. Helvegen
Wardruna na Facebooku
- Infernal Codex – „Fog of Forgotten Souls” (2026) - 13 lutego 2026
- StygmatH – „Burning Memories” (2026) - 13 lutego 2026
- Czarny Bez – „W blasku księżyca” (2025) - 15 stycznia 2026

