Nie będę ściemniać, że nie obawiałam się tego koncertu. Do Zeal&Ardor podejścia koncertowe miałam dwa, i obydwa były średnio-średnie, z naciskiem na średnie. Tym razem wyszłam z Proximy pozytywnie zaskoczona, niemal w podskokach, z faktycznym, prawdziwym zadowoleniem z pozyskanych doznań. Było dobrze, miło i bardziej niż sympatycznie.
Ale najpierw supporty. I tu powinnam szczerze wyznać, że największym katalizatorem poświęcenia wieczoru na koncerty był przede wszystkim zespół Ketha. Trudno, przyznałam się, tak było. Swego czasu uroniłam łzę na wieści o zawieszeniu działalności tego świetnego ansamblu, ale czasy się zmieniają, decyzje też, i oto mamy ich powrót na scenę. Panowie promują nowy materiał wypuszczony jesienią 2022 pt. Wendigo, z nową energią, niemal namacalną. Na żywo ich tańce i połamańce wypadły wyjątkowo krzepko, z solidnym powerem, choć coś nie pasowało mi dźwiękowo w bardzo schowanych wokalach. Czasami nie można było zrozumieć MrTripa (Maćka Janasa) i nie jestem przekonana, czy efekt był zamierzony. To jednak detale, niekoniecznie najważniejsze. Bardziej istotny jest fakt, że ta cała matematyka i transowość w wykonaniu Kethy działa może lepiej niż 4-5 lat temu, odpoczynek wypadł Panom na dobre. Ketha zawsze prezentowała skomplikowane dźwięki i nie każdy się w nich odnajduje, co mi w zasadzie odpowiada. Bardzo dobry występ.
Zupełnie nieskomplikowanie i bez ceregieli wyskoczył (dosłownie) na scenę następnie zespół Sooma. Rockowy pazur, chciałoby się rzec, plus melodyjnie, kolorowo, z bardzo fajnym vibem i zacięciem. Proxima zaczęła się zagęszczać, nie brakowało podrygiwania i dobrej energii. Niestety nic więcej nie jestem w stanie opowiedzieć, bo zwyczajnie nie przeżyłam specjalnie tego występu, choć głową pokiwałam raz czy dwa.
Na ostatnią prostą tego wieczoru w ciemnych szatach wyszli Zeal&Ardor i z kopyta z melodyjnym Church Burns na aperitif skradli publikę. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to bardzo dobry sound. Po Proximie różnych wariacji na temat dźwięku można się spodziewać, a tu proszę, kliknęło! Druga sprawa to detale samego zespołu – nie było żadnej kiczowatej otoczki z szatanami i innymi firankami, których zupełnie już nie potrzeba. Zobaczyłam band z krwi i kości, dający z siebie 100% formy i to w specyficznych okolicznościach. Jak się bowiem okazało, dwoje członków Z&A niedomagało, ale koncertów nie odwołano. Manuel Gagneux (bez afro!) chętnie przemawiał ze sceny, żartował i na bieżąco dzielił się swoimi wrażeniami. Wszystko przebiegało naturalnie, bez zbędnych dłużyzn czy napinki. Repertuar był bogaty, około 20 numerów, w tym sztandarowe hity Devil is Fine czy Come on Down. Pojawiły się też smaczki w postaci fałszywych setlist rozdawanych publice czy informacja o rejestrowaniu koncertu do bootlega, którego kod można było sobie pobrać z merchu. To był koncert pełen pasji, gorącej, żywej energii i diabła nie tylko w szczegółach. Od czasów moich pierwszych doświadczeń koncertowych z Z&A naszło mnie nieodparte wrażenie, że zespół ewoluował, rozwinął się w formie i technice, już nie jest tylko ciekawostką.
Za dobre wrażenia odpowiada również wzorowa organizacja całości, za sprawą niezawodnej ekipy z Knock Out Productions. Brawa! Tegoroczna trasa koncertowa promująca ostatni album Zeal&Ardor objęła aż 3 polskie miasta, Gdańsk, Warszawę i Kraków. Na pewno wrócę sprawdzić co u nich słychać innym razem. Cóż za wieczór, cóż za wspomnienia, ach.
Do następnego!
Galeria zdjęć z wydarzenia autorstwa Joanny Cisowskiej pod linkiem tutaj.
- Podsumowanie roku 2025 wg redakcji KVLT - 6 stycznia 2026
- Bryan Adams – Kraków (31.07.2025) - 25 sierpnia 2025
- Mystic Festival 2025 – Gdańsk (4-7.06.2025) - 23 czerwca 2025

