Riverside – Toruń (26.10.2023)

Liczba (jedynie) 6 koncertów, nadawała każdemu przystankowi polskiej trasy ID.Entity Tour 2023 szczególny charakter, dlatego bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt, iż wśród wskazanych lokalizacji, Riverside postanowił obrać tak nieoczywisty kierunek jak Toruń. Promujący swój najnowszy album zespół, po raz drugi w historii toruńskich wizyt, zdecydował się  wystąpić w CKK Jordanki, będącym na mapie miasta opcją premium (wystarczy wspomnieć, że to właśnie w Jordankach koncertuje Toruńska Orkiestra Symfoniczna, odbywają się tu też najważniejsze lokalne wydarzenia muzyczne), co samo w sobie świadczyło o poziomie przygotowania do zaplanowanego na czwartek spotkania ze słuchaczami.

Zespół postanowił zaprosić na polskie koncerty dwie załogi – pierwszą z nich był pochodzący z Wysp Brytyjskich (choć w ¾ polski) zespół Atan, drugą – grupa znanego doskonale w swojej gitarowej niszy, młodego maestro wiosła Jakuba Żyteckiego.

Występ pierwszego supportu był pewnie dla części (nastawionych tego wieczoru na raczej łagodne klimaty muzyczne) słuchaczy sporym zaskoczeniem. Zespół Atan, prezentujący ciekawą mieszankę progresywnego metalu z nieco bardziej nowoczesnymi, miejscami djentowymi brzmieniami, zaserwował w Jordankach kawał ciężkiego, metalowe mięsa. Z tego też względu muzyka grupy (przyprawiona, wchodzącymi często w growl i krzyk, wokalami Claudi Moscoso) mogła być – dla tych mniej przywykłych do hałasu – niełatwym testem. Sam potraktowałem występ zespołu raczej w kontekście ciekawostki, choć nie ukrywam, że z numeru na numer potakiwałem głową w wyrazie uznania zauważalnie częściej, a gdy w ostatnim numerze band sypnął hojnie kruszącym tynki basem, ręce same składały się do oklasków. Ciekawa grupa, której z pewnością dam szansę (w 2022 roku ukazał się jej debiutancki album Ugly Monster, wypada sprawdzić).

Kolejną próbą charakteru, choć trochę z innych powodów, był dla publiczności występ Jakuba Żyteckiego, który zameldował się na scenie Jordanek w towarzystwie dwóch kompanów (bas, perkusja). Muzyka Krakowianina do najłatwiejszych nie należy, artysta miesza w niej bowiem przeróżne klimaty, wpływy i nurty, żonglując rockiem i metalem progresywnym, art i post rockiem, by wszystko to spiąć wyraźnymi ciągotami w stronę muzycznych improwizacji. Słuchanie tej mieszanki na żywo było dość interesującym, lecz jednocześnie wymagającym skupienia doświadczeniem. Nie da się też ukryć, że były momenty, w których Jakub dawał się nieco za mocno ponieść artystowskiemu charakterowi i trochę przesadnej egzaltacji. Na szczęście jednak z zachowania między numerami było widać, że to raczej skromny i poukładany muzyk (szczególnie emocjonalny był moment, w którym pozdrowił ze sceny swojego tatę), dlatego nie mam wątpliwości, że wspomniane zachowanie było raczej wynikiem szczególnych okoliczności. Sam występ oceniam natomiast bardzo pozytywnie.

Po dwóch solidnych rozgrzewkach, przyszedł czas na rundę trzecią. I choć znałem zapowiedzi zespołu obiecujące rozbudowane show, poziom wizualny i rozmach występu Riverside przerósł moje oczekiwania. Na przestrzeni lat widziałem grupę w akcji naprawdę wiele razy, jednak takiego skoku jakościowego, jaki band zanotował od mojego ostatniego z nimi spotkania (2018 rok, Od Nowa) wprawił mnie w spore zaskoczenie.

Nie zdziwiła mnie natomiast ani trochę znakomita forma i niesłabnąca chemia między muzykami – dobre humory, uśmiechy na twarzach, śpiew, taniec i nieskrępowana zabawa, były tego wieczoru głównymi atrybutami kwartetu.

Mariusz Duda dużo czasu między numerami poświęcił na rozważania dotyczące muzycznej tożsamości zespołu (w końcu trudno byłoby znaleźć lepszą ku temu sposobność niż ID.Entity Tour), jednak dużo ważniejsza od akcentowanego odcinania się od metalu progresywnego i (jak widać niezmiennych od lat) skojarzeń z Dream Theater, była dla mnie deklaracja o „porzuceniu melancholii i pozostawieniu za sobą cierpienia, którego zespół doświadczył w nadmiarze na przestrzeni ostatnich lat”. Nie obyło się oczywiście bez pięknego uczczenia pamięci Piotra Grudzińskiego, jednak widać wyraźnie, że dzisiejszą tożsamość Riverside określają zdecydowanie jasne barwy, pozytywne emocje, chęć dzielenia się ze słuchaczami radością i wytwarzania z nimi dobrej synergii.

Były więc żarty, było zachęcanie do wspólnego śpiewania („a myślicie, że dlaczego tak lubimy grać Left Out?”), były ciekawie pokombinowane aranżacje (choćby wplecenie fragmentu Caterpillar and the Barbed Wire do Post-Truth), były ważne słowa o pojednaniu (We Got Used to Us), była w końcu wielka nauka „milczącego krzyku” podczas zagranego na bis Conceiving You. Dwie godziny dobrej zabawy, pozytywnej energii i nieukrywanej radości z ponownego spotkania z fanami w Toruniu (który, czego nie ukrywają sami muzycy) Riverside darzy szczególną sympatią.

Gdybym miał zmieniać cokolwiek w czwartkowym występie, uszczupliłbym może na set liście reprezentację nowego albumu (bądź ADHD) na rzecz 2-3 kawałków z debiutu i rewelacyjnego Love, Fear and the Time Machine, jak jednak wiadomo, wszystkiego mieć nie można. Lekki niedosyt nie miał jednak znaczącego wpływu na ocenę całości i trudno mi wyrażać się o czwartkowym występie grupy inaczej, niż w samych dobrych słowach.

Piękny wieczór, czarujące miejsce, kapitalny występ, fantastyczne wrażenia. Tak prezentuje się Riverside a.d. 2023.

Synu
(Visited 1 times, 1 visits today)

Tagi: , , , , , , , .